„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie”, Katy Colins [recenzja]

biuro-podrozy-samotnych-cerc-kierunek-indie-b-iext47877257Autor: Katy Colins

Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie

Tytuł oryginalny: The Lonely Hearts Travel Club: Destination India

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

Indie to kraj naprawdę skrajnych doświadczeń… ale właśnie to sprawia, że jest tak zachwycający. Nie sposób się tam nudzić. (s. 117)

Nie sposób się również nudzić podczas lektury drugiego tomu przygód Georgii Green, bohaterki powieści Katy Colins. Książka Biuro Podroży Samotnych Serc. Kierunek: Indie trafiła do sprzedaży 15 lutego, a ja od razu po jej zakupie chciałam zabrać się do czytania. W sierpniu 2016 roku dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins Polska miałam okazję poznać twórczość brytyjskiej blogerki podróżniczej, która powołała do życia niezwykle sympatyczną i zabawną bohaterkę. W pierwszej części porzucona przez narzeczonego Georgii wybiera się w egzotyczną podróż do Tajlandii. Tam zamierza otrząsnąć się po rozstaniu, które rozbiło ją na tysiąc kawałków i podkopało jej pewność siebie. Chce zapomnieć o niewiernym niedoszłym małżonku, zrelaksować się wśród palm, nacieszyć oczy pięknymi widokami, naładować akumulatory i zawalczyć o własne szczęście. Ile punktów z tej listy udało jej się zrealizować, zdradzić Wam nie mogę. Liczę bowiem, że jeśli jeszcze nie poznaliście, a właściwie nie poznałyście, bo to raczej książka dla pań, Georgii, to szybko to zmienicie.

Wszystko, co ma początek, ma też swój koniec. Nie warto się tego bać. Lepiej się tym delektować. Macie przed sobą na tyle krótkie życie, że powinniście wykorzystać każdą daną wam sekundę. Nie marnujcie cennego czasu i energii na rozpamiętywanie przeszłości i zadręczanie się wyrzutami sumienia. (s. 188)

W drugiej odsłonie przygód „Bridget Jones z plecakiem” Georgia Green prowadzi Biuro Podróży Samotnych Serc, które powoli buduje swoją markę. Miała nadzieję, że ten biznes okaże się cudowną przygodą, ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Praca w branży turystycznej ma niewiele wspólnego z wylegiwaniem się na egzotycznych plażach, które teraz Georgia może oglądać tylko w folderach reklamowych, mających za zadanie zachęcić potencjalnych klientów do wykupienia wycieczki. Natłok obowiązków, niebezpieczne popadanie w pracoholizm i dążenie do perfekcji pod każdym względem sprawiają, że Georgia nie znajduje czasu nie tylko dla Bena, w którym jest zakochana, przyjaciół i rodziców, lecz nawet dla samej siebie. Praca, która miała dać jej stabilizację, satysfakcję i spełnienie marzeń o samodzielnym biznesie, staje się jej obsesją, nad którą trudno zapanować.

(Nie)szczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że kobieta niespodziewanie musi wyjechać służbowo do Indii i incognito wziąć udział w wycieczce singli ze złamanym sercem. Georgia wierzy, że w ten sposób połączy przyjemne z pożytecznym, rozwiąże problemy zawodowe i przypomni sobie, jak cudownie jest podróżować. Pierwsze trudności i nieprzewidziane zdarzenia pojawią się jednak już przed wyjazdem. Magia Tadż Mahal, chaos Bombaju, barwne, pełne przepychu Bollywood, złote plaże Goa – może dzięki tej podróży coś w jej życiu się zmieni. Indie to liczne niespodzianki i nie zawsze można mieć wszystko pod kontrolą. Ruszamy w niezwykłą podróż, która na długo pozostanie w naszej pamięci. Jesteście gotowe?

Nie powinnaś zmieniać siebie tylko po to, żeby uszczęśliwić innych. (s. 264)

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść szalenie lekka i przyjemna. Znajdziecie w niej elementy typowe dla powieści obyczajowej, przygodowej i romansu. O jej wartości decyduje zapewne to, że jej autorka, dziennikarka i blogerka, na własnej skórze przekonała się, co znaczy odciąć się od przeszłości, zapomnieć o bolesnych porażkach i  znaleźć w sobie siłę i odwagę, by zawalczyć o siebie i swoje, nawet najśmielsze, marzenia. Gwarantuję Wam, że z miejsca polubicie Georgię, będziecie wspólnie z nią podbijać świat, cieszyć się drobnostkami i zamartwiać jej kolejnymi upokorzeniami. Ta bohaterka ma w sobie coś, co przyciąga pecha. Nigdy jednak nie traci nadziei i pogody ducha, pokazując nam, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba go tylko dobrze poszukać. To doskonała książka zarówno na lato i wakacyjne leniuchowanie na plaży, jak i mroźną zimę, gdy szczególnie mocno doskwiera nam brak słońca. To także świetna pozycja, jeśli na co dzień czytacie dużo mrocznych thrillerów i kryminałów, czasem warto się od nich oderwać i dać się porwać lekkiej, na pozór błahej opowieści, z której można jednak wynieść też coś mądrego. Na marginesie dodam, że ubóstwiam okładki książek z tej serii. Przywodzą na myśl same dobre skojarzenia.

Na koniec warto wspomnieć, że ukazane przez Katy Colins Indie to nie tylko zapierający dech w piersiach Tadż Mahal, pachnące, kolorowe przyprawy i cudowne plaże. Autorka pokazuje również ich drugie, bardzo smutne oblicze. Żebrzące na ulicach dzieci, zatłoczone lotniska pełne kieszonkowców, ulice pełne rozwścieczonych, niekulturalnych kierowców, brudne chodniki oraz popadające w ruinę budynki, o które nikt nie dba. Cienie i blaski. Piękne wyobrażenie i brutalna rzeczywistość.

1487888458303Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść pełna nie tylko zabawnych przygód, ale i dobrych rad :) Cudownie znów móc towarzyszyć Georgii w jej egzotycznej podróży. Cieszę się tym i czekam na więcej! Następny cel? Chile! Już nie mogę się doczekać! Bardzo polecam obie części. Będziecie mile zaskoczone :)

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Rzeźnik”, Tony Parsons [recenzja]

d_3780Autor: Tony Parsons

Tytuł: Rzeźnik

Tytuł oryginalny: The Slaughter Man (Max Wolfe, #2)

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 320

 

Ludzie na tym świecie zawsze będą próbowali cię zranić. Nie pozwól im na to. Nigdy nie pozwól im cię ranić. (s. 316)

15 lutego 2017 roku był szczęśliwym dniem dla wielu czytelników. To właśnie wtedy do sprzedaży trafiło wiele świetnych książek, na które część z nas od dłuższego czasu z niecierpliwością czekała. Nowa powieść Harlana Cobena, autora przez wielu czytelników okrzykniętego mianem króla thrillera (Już mnie nie oszukasz), trzymający w napięciu debiut brytyjskiej pisarki B.A. Paris (Za zamkniętymi drzwiami), kolejna książka Mai Banks (Z każdym oddechem), drugi tom przygód „Bridget Jones z plecakiem”, przebojowej Georgii Green pióra blogerki Katy Colins (Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie), nowy thriller psychologiczny Mary Kubicy, amerykańskiej autorki bestsellerów, której sławę przyniosła powieść Grzeczna dziewczynka (Kobieta znikąd). Wśród znakomitych premier tego dnia znalazło się również miejsce dla Rzeźnika Tony’ego Parsonsa, drugiej część trylogii z detektywem Maxem Wolfe’em w roli głównej.

Sława przychodzi i odchodzi. Niesława pozostaje na zawsze. (s. 293)

W sylwestrową noc w północnym Londynie na jednym ze strzeżonych osiedli zostają znalezione zwłoki zamożnej rodziny. Bestialsko zamordowani zostali wszyscy jej członkowie z wyjątkiem najmłodszego dziecka, które zniknęło. Narzędzie zbrodni – pistolet do ogłuszania bydła przed ubojem – prowadzi detektywa Wolfe’a do zlokalizowanego w Scotland Yardzie Czarnego Muzeum – przerażającego miejsca, które kryje w sobie tajemnice największych zbrodni; miejsca, które pielęgnuje pamięć o niewinnych ofiarach, nie pozwalając jednocześnie zapomnieć o psychopatycznych szaleńcach, którzy z różnych powodów dopuścili się rozlewu krwi. Wydaje się, że mordercą Woodów musi być człowiek, którego przed trzydziestu laty policja nazwała Rzeźnikiem. Ale Rzeźnik odsiedział już swoje w więzieniu, a dziś jest stary i umierający. Czy to możliwe, by znów zaczął zabijać? Czy morderstwo tej szczęśliwej rodziny było bezmyślną masakrą ze strony szalonego psychopaty, groteskowym hołdem naśladowcy dla swego mistrza czy próbą wrobienia w morderstwo umierającego mężczyzny? Kto stoi za egzekucją Woodów i porwaniem ich czteroletniego syna? Czy Londyn, ta wielokulturowa metropolia, już nigdy nie będzie bezpieczny? Prowadzący śledztwo policjanci nie mają ani chwili do stracenia. Z doświadczenia wiedzą, że każda kolejna godzina, każdy kolejny dzień zmniejszają szanse na odnalezienie dziecka żywego. Ale morderca nie zamierza bezczynnie czekać, aż po niego przyjdą… Rozpoczyna się krwawy wyścig, z którego nie wszyscy wyjdą bez szwanku.

IMG_20170218_212146_237Cykle literackie są tym, co w książkach kocham najbardziej. Jeśli jakaś seria raz mi się spodoba – przepadłam! Będę czytać wszystkie części bez wyjątku, bez względu na opinie innych czytelników, nawet jeśli będą one negatywne. Tak było z powieściami mojej mistrzyni Alex Kavy, z thrillerami Tess Gerritsen, J.T. Ellison, Elisabeth Herrmann czy Grahama Mastertona. Jestem bardzo lojalną czytelniczką, która trzyma się swoich ulubionych pisarzy i bohaterów. Rzadko kiedy sięgam po tomy środkowe, zawsze staram się zaczynać wszystkie historie od początku (chyba tylko Harry’ego Pottera czytałam w dość zaskakującej kolejności: 4-5-2-3-1-6-7). Dlatego właśnie Rzeźnika miałam sobie odpuścić. Sądziłam, że powinnam zacząć od Krwawej wyliczanki, która jeszcze przed swoją premierą zwróciła moją uwagę. Dlaczego ostatecznie po nią nie sięgnęłam? Bo jest pisana w pierwszej osobie, a mnie nic tak nie denerwuje jak kryminał z narracją pierwszoosobową, od początku skażony czyimś punktem widzenia. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem, uznałam, że spróbuję dać mu szansę. Nie uwierzycie, jak bardzo się cieszę, że poznałam prozę Parsonsa! Jego Rzeźnik, wcale nie tak krwawy i brutalny, jakby to sugerował tytuł, to kawał świetnego, nieprzewidywalnego kryminału, który czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, próbując odgadnąć, czy tytułowy Rzeźnik rzeczywiście jest poszukiwanym mordercą, czy też za bestialskie zabójstwo Woodów odpowiedzialny jest ktoś inny. Książka nie jest zbyt obszerna (niektórzy powiedzieliby pewnie, że jest wręcz cieniutka), dzięki czemu opowiadana historia się nie dłuży. Pierwszoosobowa narracja nie stanowi żadnej przeszkody, a główny bohater da się lubić. Dlaczego? Bo jest przeciętnym, nieco poturbowanym przez los facetem, któremu nie wszystko w życiu się udało. Jest jednym z nas. Człowiekiem z tymi samymi troskami, problemami i pragnieniami, z którymi i my musimy się mierzyć. Kimś, kto wielokrotnie dostawał po głowie, i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Nie żadnym superbohaterem, z opresji zawsze wychodzącym obronną ręką, a przez to mało wiarygodnym. Parsons jest daleki od przesady, choć momentami miałam wrażenie, że Max i jego koledzy, wyszkoleni policjanci, trochę za często obrywają. Odchylenie w którąkolwiek ze stron nigdy nie jest wskazane, a umiar jest tym, czego nieraz w książkach brakuje.

Muszę przyznać, że z mojej perspektywy dużym atutem Rzeźnika było to, że jego akcja rozgrywa się w Londynie, w Londynie, który znam i uwielbiam; w Londynie, który zawsze przywodzi mi na myśl najpiękniejsze wspomnienia. To niezwykłe miasto, mieszanina różnych kultur, języków, religii, połączenie nowoczesności z klasyką nie raz pojawiało się w czytanych przeze mnie książkach. W stolicy Anglii toczy się akcja Jedwabnika Roberta Galbraitha, Stalkerów Paula Fincha czy powieści Sharon Bolton. W Londynie akcję swoich powieści osadził też Parsons. U boku jego bohaterów wędrujemy przez luksusowe osiedla i dzielnice, w których lepiej nie pokazywać się po zmroku.

Podsumowując, mogę stwierdzić, że Rzeźnik Tony’ego Parsonsa to bardzo dobra książka, po którą warto sięgnąć. Nie wiem, czy pierwszy tom trylogii jest równie dobry (przekonam się o tym wkrótce, bo zamierzam go przeczytać), jeśli tak, to pewnie nie muszę Was zachęcać do lektury nowej powieści Parsonsa. A jeśli obawiacie się tej książki, bo nie czytaliście Krwawej wyliczanki, to zapewniam, że śmiało możecie siadać do Rzeźnika – nieznajomość pierwszego tomu to żaden problem. Szczerze polecam i czekam na polskie wydanie The Hanging Club.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Już mnie nie oszukasz”, Harlan Coben [recenzja]

d_3779Autor: Harlan Coben

Tytuł: Już mnie nie oszukasz

Tytuł oryginalny: Fool Me Once

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić. (s. 349)

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy i ja sięgnęłam po powieść Harlana Cobena. Od lat zaczytuję się w literaturze sensacyjnej, a jednak do tej pory thrillery Cobena znałam tylko ze słyszenia. Właściwie to nawet było mi wstyd, że nie poświęciłam temu pisarzowi ani chwili uwagi, choć Bez skrupułów i Nie mów nikomu, kupione kiedyś na wyprzedaży, zalegają na mojej półce od bardzo dawna. Gdy więc w moje ręce trafiła najnowsza powieść mistrza suspensu, jednego z najpopularniejszych na świecie autorów thrillerów i zdobywcy prestiżowych nagród, zatytułowana Już mnie nie oszukasz, postanowiłam sprawdzić, czy i mnie Coben, o którym słyszałam wiele dobrego, zachwyci pomysłami i warsztatem pisarskim. Czy tak się stało? Otóż niezupełnie, choć to bez wątpienia dobra książka.

Maya Burkett to kobieta, którą niełatwo złamać. Nieustraszona, silna, skłonna do najwyższych poświęceń, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo najbliższych. Była oficer sił specjalnych, która niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pilotowała śmigłowiec, walcząc w obronie ojczyzny, jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Konsekwencje popełnionych na polu walki błędów będą się za nią ciągnąć jeszcze bardzo długo. W swoim życiu Maya widziała zbyt wiele krwi i martwych ciał, by jej psychika pozostała nienaruszona. Nic więc dziwnego, że śmierć ukochanej siostry oraz morderstwo Joego, męża Mai, sprawiły, że jej ustatkowane życie rozsypało się w gruzy.

Gdy pewnego dnia zamontowana w domu Mai ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki jej dwuletniej córki, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca, Maya zaczyna się obawiać, że popadła w obłęd. Przecież Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej… i to na jej oczach! Czy to początki choroby psychicznej, w której pobrzmiewają echa wojennych zbrodni? Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Trudno jej uwierzyć w to, co widziała, bo to by przecież oznaczało, że Joe żyje… Co to więc było? Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o sobie i swojej rodzinie. Czy Joe rzeczywiście żyje, czy też jego wizerunek na nagraniu to efekt podejmowanych przez niepogodzoną ze śmiercią męża żonę rozpaczliwych prób przywrócenia ukochanego do świata żywych?

20170128_coben(1)Recenzowaną tu powieść Cobena z czystym sumieniem mogę oceniać wyłącznie jako książkę z gatunku thrillera. Nie wiem, jak oceniłabym Już mnie nie oszukasz na tle innych powieści Harlana Cobena, ponieważ – jak już wspomniałam – to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. Jeśli chcecie dostać rzetelną ocenę, musicie sięgnąć do recenzji miłośników pisarstwa tego amerykańskiego autora, którzy – znając jego prozę jak własną kieszeń – będą w stanie określić, czy ten dreszczowiec zasługuje na słowa uznania czy krytyki. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że Coben nie skradł mojego serca, choć jego książkę czytało mi się dobrze. Nie twierdzę, że Już mnie nie oszukasz jest powieścią słabą i przewidywalną. W żadnym wypadku! Zakończenie, przez zagraniczną krytykę uważane za jedno z lepszych w dorobku Cobena, pewnie wielu z Was zaskoczy, bo kto by się spodziewał, że… Spokojnie, tego oczywiście Wam nie zdradzę. Przekonacie się o tym sami, gdy zdecydujecie się poznać historię Mai. Zaletą powieści, prócz tego, że szybko się ją czyta, jest to, że wszystkie na pozór niepowiązane wątki w odpowiednim momencie łączą się w całość, odkrywając mroczną przeszłość wielu bohaterów.

Na koniec wypadałoby pewnie odpowiedzieć na pytanie, czy po lekturze Już mnie nie oszukasz sięgnę po pozostałe powieści Cobena. Niewykluczone, choć raczej nie nastąpi to w najbliższej przyszłości, bo zbyt wiele lektur czeka w kolejce, abym mogła pozwolić sobie na eksperymentowanie z prozą autora cyklu o Myronie Bolitarze. Cobena jednak nie skreślam, ponieważ pozytywne opinie na jego temat nie pozwalają mi na tak lekkomyślny ruch. Z niecierpliwością wyczekuję zatem recenzji pozostałych czytelników, które będą dla mnie cenną wskazówką w sytuacji, gdy będę rozważać lekturę jakiegoś thrillera Harlana Cobena. Nie rozpisując się dłużej, wspomnę może o planowanej ekranizacji Już mnie nie oszukasz. Jeśli wiadomość o filmie na podstawie tego thrillera jakimś cudem do Was jeszcze nie dotarła, to spieszę z informacją, że rzeczywiście powstanie film. W rolę głównej bohaterki wcieli się Julia Roberts, która będzie również współproducentką filmu.

A jak jest z Wami? Lekturę nowej powieści Cobena macie już za sobą czy dopiero planujecie sięgnąć po Już mnie nie oszukasz? Podzielcie się wrażeniami! :)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Za zamkniętymi drzwiami”, B.A. Paris [recenzja]

d_3781Autor: B.A. Paris

Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami

Tytuł oryginalny: Behind Closed Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 304

 

Najbardziej ranią nas ci, których kochamy…

Trudno uwierzyć, że thriller Za zamkniętymi drzwiami to debiut literacki jego autorki. B.A. Paris wykonała bowiem kawał dobrej roboty, tworząc książkę, od której wprost nie sposób się oderwać. Nic więc dziwnego, że jej debiutancki thriller – wywoławszy sensację na międzynarodowym rynku wydawniczym – znalazł się w finale plebiscytu Goodreads Choice Awards aż w dwóch kategoriach (najlepsza powieść sensacyjna i najlepszy debiut).

Jack i Grace. Wszyscy znamy takie pary: miłość od pierwszego wejrzenia, wiecznie w sobie zakochani, nierozłączni. Młodzi małżonkowie, którzy wciąż zachowują się jak nowożeńcy. On jest wykształconym, przystojnym i bogatym prawnikiem, który odnosi sukcesy w sprawach przeciwko mężczyznom fizycznie i psychicznie znęcającym się nad żonami, a ona – czarującą, elegancką i doskonałą w każdym calu panią domu. Inni mogą tylko z zazdrością spoglądać w ich kierunku, marząc o tak idealnym związku, pełnym uczucia, szacunku i zrozumienia. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, bo wydaje się sympatyczną i interesującą kobietą, ale to niełatwe –  ona i Jack są bowiem niczym papużki nierozłączki, które nie mogą bez siebie żyć. Zawsze razem, nigdy osobno. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością. Inni spytaliby, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wyśmienite potrawy, w ogóle nie tyje? Szczęściara? Może. Czy to możliwe, by małżeństwo Angelów było aż tak do bólu idealne, czy też oboje zdołali stworzyć perfekcyjne kłamstwo, które z powodzeniem udaje rzeczywistość? Co kryje się za zamkniętymi drzwiami ich doskonałego domu?

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona w powieści wydaje się dość banalna. Dlaczego? Bo już po pierwszych kilku stronach wiemy, czego dotyczyć będzie fabuła. Nie wiemy jednak, jak przedstawiona historia się zakończy, choć oczywiście mniej lub bardziej możemy się tego domyślać. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantują nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy zwyczajnie słaby. Jeden z zagranicznych recenzentów zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Bez wątpienia trafił on w punkt, zwracając uwagę na tę niezwykłą umiejętność warsztatu pisarskiego brytyjskiej autorki. Pierwszoosobowa narracja, tak bardzo przeze mnie nielubiana, tu okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przedstawienie historii z punktu widzenia Grace, jej uczuć, przemyśleń, jeszcze w dodatku w dwóch przestrzeniach czasowych (teraz i kiedyś) z pewnością działa na korzyść tej książki. Atmosfera gęstnieje ze strony na stronę, a uczucie przerażenia z minuty na minutę coraz bardziej zaczyna nas ogarniać. Dawno nie miałam okazji czytać thrillera, który sprawiłby, że podczas jego lektury czułabym nieustanny ucisk gdzieś pomiędzy klatką piersiową a żołądkiem. To chyba najlepszy dowód na to, że książka Paris zasługuje na uwagę wszystkich miłośników gatunku. Za zamkniętymi drzwiami to coś więcej niż wiarygodny portret niezwykle przebiegłego socjopaty, to również książka o tym, jak bardzo czasem nasze wyobrażenia potrafią odbiegać od rzeczywistości. B.A. Paris pokazuje, że to wyświechtane powiedzenie, iż pozory mylą, nie powstało przez przypadek.

Mimo moich entuzjastycznych zachwytów nad powieścią Paris muszę przyznać, że było też coś, co nie do końca mi się podobało. Otóż, odnoszę wrażenie, że przedstawiona historia jest nieco przerysowana, a momentami wręcz surrealistyczna. Niemniej nie jest to wada, a zaledwie usterka.

20161222_214554Wydana przez Wydawnictwo Albatros debiutancka powieść B.A. Paris to znakomita pozycja dla tych, którzy lubią literaturę z dreszczykiem. Od razu widać, że autorka doskonale odnajduje się w gatunku, do którego aspiruje jej powieść. Za zamkniętymi drzwiami to niezwykle wciągająca książka, która sprawi, że po jej odłożeniu jeszcze długo nie będziecie mogli zapomnieć o historii idealnego małżeństwa Grace i Jacka. Powieść jest tak dobra, że czyta się ją błyskawicznie, bezskutecznie obiecując sobie: Jeszcze tylko jeden rozdział i na dziś koniec. Nie oderwiecie się, zanim nie dobrniecie do końca, ja Wam to gwarantuję. A po wszystkim nawet nie próbujcie mi wmawiać, że ciarki choć raz nie przeszły Wam po plecach. Nigdy Wam w to nie uwierzę! :)

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Kolekcja „W świetle prawa” Johna Grishama w sprzedaży od 20 lutego!

Miłośnicy kolekcji i dobrej literatury, szykuje się nowa kolekcja do zbierania!

Na najnowszą kolekcję przygotowaną przez Wydawnictwo Albatros i Ringier Axel Springer Polska, zatytułowaną W świetle prawa, składa się 26 powieści mistrza thrillera prawniczego i jednego z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych współczesnych pisarzy świata, Johna Grishama (tytuły znajdziecie poniżej). Można śmiało powiedzieć, że te znakomite powieści to już klasyka, łącząca wysokie walory literackie z sensacyjną intrygą i wartką akcją – teraz dostępna w wyjątkowej, jednolitej wersji edytorskiej i twardej oprawie. W skład kolekcji wchodzi 30 tomów. Tom pierwszy dostępny będzie od 20 lutego w specjalnej cenie 7,99 zł. Każdy kolejny, w cenie 15,99 zł, będzie trafiał do sprzedaży co dwa tygodnie w czwartki, począwszy od 9 marca. Kolekcja, którą otwiera Raport Pelikana, jest adresowana do wszystkich wielbicieli dobrej prozy, świetnego warsztatu literackiego i porywającej fabuły – niezależnie od płci. Każda powieść to osobna, wciągająca i świetnie napisana historia, z mistrzowsko poprowadzoną akcją i wyrazistymi nieustraszonymi bohaterami – zdeterminowanymi, by walczyć o prawdę i sprawiedliwość, bez względu na konieczny nakład sił i środków.

John Grisham to literacka potęga – do dziś sprzedał ponad 300 mln egzemplarzy książek i zarobił ponad 200 mln dolarów. Z kilku jego powieści sensacyjnych kasowe hity zrobiło Hollywood, niektóre trafiły też na mały ekran. Choć jako dziecko marzył o grze w pierwszej lidze baseballa, po studiach został wziętym prawnikiem, a zaraz potem pochłonęło go bez reszty pisanie książek. Przez trzy lata praktyki adwokackiej zbierał materiały do swojej pierwszej powieści Czas zabijania (tomy 6. i 7. kolekcji W świetle prawa). Książka sprzedała się w skromnym nakładzie 5 000 egzemplarzy, ale jak na debiut zebrała całkiem niezłe recenzje. Sukces drugiej powieści zaskoczył nawet samego autora – Firma (5. tom kolekcji), dzięki wytwórni Paramount Pictures, która kupiła prawa do ekranizacji rok przed jej wydaniem, stała się hitem, jeszcze zanim trafiła do księgarń. Rynek wydawniczy oszalał, a film Sidneya Pollacka z Tomem Cruisem i Genem Hackmanem odniósł spektakularny sukces. Firma zapoczątkowała serię hitów filmowych na podstawie powieści Grishama – zawsze w gwiazdorskiej obsadzie i pierwszorzędnej reżyserii. Powieści Johna Grishama w tak plastyczny i poruszający sposób opisują walkę zwykłych dobrych ludzi z wszechwładnymi, jak się wydaje, siłami zła oraz spektakularne zwycięstwa dobra i prawdy nad fałszem i niesprawiedliwością.

grisham1 (1)

grisham (1)Jak Wam się podoba pomysł przygotowanej przez Wydawnictwo Albatros kolekcji? Ja muszę przyznać, że choć – trudno w to uwierzyć – nie czytałam jeszcze żadnej powieści Grishama (a przecież to same znane tytuły), to jestem do tego przedsięwzięcia nastawiona bardzo entuzjastycznie. Wiem, że Grisham to król thrillera prawniczego, jednak do tej pory sięgałam po książki innych autorów, np. Erle’a Stanleya Gardnera czy Philipa M. Margolina. Mam nadzieję, że dzięki kolekcji W świetle prawa będę miała okazję zapoznać się z powieściami Grishama. Twarda oprawa, przyciągający uwagę, oryginalny layout i interesujące opisy poszczególnych powieści bardzo mnie przekonują. A Was? Będziecie zbierać tę kolekcję? Czytaliście już coś Grishama? Podzielcie się wrażeniami! :)

„Siostrzyczka musi umrzeć”, Freda Wolff [recenzja]

9616_99906339616 (2)Autor: Freda Wolff

Tytuł: Siostrzyczka musi umrzeć

Tytuł oryginalny: Schwesterlein muss sterben

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 352

11 stycznia 2017 roku na półki polskich księgarń trafiła wydana nakładem wydawnictwa Świat Książki powieść autorstwa nikomu w Polsce bliżej nieznanej Fredy Wolff. Freda Wolff to pseudonim pary pisarzy: Ulrike Gerold i Wolframa Hänela, którzy od ponad 20 lat piszą w jednym mieszkaniu i przy jednym stole, nie tocząc przy tym bojów częściej, niż jest to niezbędne. Książka przyciąga uwagę swoją okładką i kusi opisem, sprawiając, że z miejsca chcemy po nią sięgnąć. Na tym jednak zalety się kończą, bo Siostrzyczka musi umrzeć jest książką raczej z gatunku tych mocno przeciętnych.

Norwegia, Bergen. Merette Schulman jest odnoszącym sukcesy zawodowe psychologiem i to psychologiem, który każdego dnia z pasją wykonuje swoją pracę. Wszystko się zmienia, gdy do gabinetu Merette trafia niepokojący pacjent. Chłopak przejawia socjopatyczne zachowania, czym bardzo martwi Merette. Aksel nie tylko wyznaje jej, że już jako czternastolatek zabił swoją przybraną siostrę, ale także nadmiernie interesuje się Julią, dwudziestoczteroletnią córką dr Schulman. Gdy znika bez śladu przyjaciółka Julii, Marie, a Merette dowiaduje się o zagadkowych wypadkach utonięć młodych kobiet, ogarnia ją panika. Kobieta boi się, że jej ukochaną córkę spotka coś złego. Czy Aksel, nowy pacjent Merette, rzeczywiście jest niebezpieczny, czy też Merette jest zwyczajnie przewrażliwiona?

1486229806106Powieść Fredy Wolff to zgodnie z opisem na okładce „dreszczowiec, który sprawi, że każda matka zacznie się lękać o swoją córkę – i każda córka o swoją matkę”. W rzeczywistości Siostrzyczka musi umrzeć to książka, która bardzo chciałaby być thrillerem, ale dużo jej do tego brakuje. Akcja toczy się niezwykle mozolnie i przerażające jest, że po przeszło dwustu stronach wciąż niewiele się dzieje. A gdzie napięcie i nieprzewidywalne zwroty akcji, które są wizytówką każdego dobrego thrillera? Owszem, jest nieco tajemniczo, bo długo nie wiemy, czy pacjent Merette, nowy chłopak Julii i porywacz Marie to ten sam człowiek, co zdają się sugerować Merette i jej były mąż, ale napięcia to tu nie ma w zasadzie żadnego. Z racji profesji głównej bohaterki oczekiwalibyśmy od pary autorów thrillera psychologicznego, w którym główny nacisk będzie położony na aspekty psychologiczne, w tym przede wszystkim na emocje bohaterów i motywy ich postępowania. Tego jednak również tu nie ma. Gdy Siostrzyczka musi umrzeć trafiła w moje ręce, byłam podekscytowana jej lekturą. Ogromne wrażenie zrobił na mnie front okładki, który działa na mnie wręcz hipnotyzująco. Opis też wskazywał na trzymający w napięciu thriller, od którego nie będę mogła się oderwać. Jak bardzo się pomyliłam! Powinnam uwierzyć w opinie zamieszczone na portalu Lubimy Czytać, gdzie ci będący już po lekturze, krytykowali tę powieść. Chciałam jednak dać jej szansę, mając nadzieję, że jej lektura mimo wszystko sprawi mi przyjemność. Po wszystkim mogę z ulgą odetchnąć, że książka nie należy do obszernych, dzięki czemu w miarę szybko udało mi się przez nią przebrnąć. Prócz bardzo mozolnie rozkręcającej się akcji, która ostatecznie nie dociera do punktu kulminacyjnego, wadą powieści są również bohaterowie. Naprawdę trzeba się bardzo mocno postarać, by polubić Merette, jej córkę czy Jana-Ole. Z doświadczenia wiem, że nawet jeśli książka fabularnie jest słaba, ale występują w niej postaci, które wzbudzają naszą sympatię, to łatwiej nam się ją czyta. Czy zatem skłonna byłabym polecić thriller Fredy Wolff? Wątpię. Myślę, że to pozycja, którą spokojnie można sobie odpuścić, nie tracąc na jej lekturę czasu. Jest wiele innych książek, którym warto go poświęcić.

Moja ocena: 4/10

A może Wam powieść Fredy Wolff się podobała? Może jestem zbyt surowa w swej ocenie, tak bardzo ją krytykując? A może dopiero planujecie jej lekturę? Podzielcie się wrażeniami!

Źródło fotografii:
http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

¿Hablas español? Czyli słów kilka o nauce języka hiszpańskiego :)

Język hiszpański interesuje mnie od bardzo dawna, choć tak porządnie uczyłam się go tylko przez trzy lata w gimnazjum. Pamiętam, jak ogromną radość czerpałam z nauki tego języka; z jak wielką chęcią rozwiązywałam zadania, czytałam dialogi, uczyłam się nowych słówek i słuchałam piosenek. Większość uczniów prócz obowiązkowego angielskiego wybierała niemiecki, nieliczni decydowali się na inny z języków romańskich, czyli francuski. Rosyjskiego – choć miał być – ostatecznie nie było. Nie chcąc uczyć się niezbyt przyjemnie brzmiącego niemieckiego i z braku języka naszych wschodnich sąsiadów (którego w końcu doczekałam się w liceum), postanowiłam rozpocząć naukę hiszpańskiego, a że szło mi bardzo dobrze, zakochałam się w tym pięknym języku, licząc, że kiedyś będę miała okazję pojechać do Hiszpanii i w praktyce sprawdzić swoje umiejętności. Bardzo żałowałam, że na studiach nie mogłam uczyć się hiszpańskiego i angielskiego jednocześnie. W dzisiejszych czasach niemal każdy zna po 2-3 języki obce, znajomość angielskiego, choćby nie wiem jak świetna, przestała już robić wrażenie i na pracodawcach, i na zwykłych ludziach. To jednak ta umiejętność, która przydaje się zarówno w pracy, jak i w codziennym życiu. Kto z nas co jakiś czas nie wybiera się na zagraniczne wakacje, gdzie znajomość języka obcego jest jak znalazł? Trzeba jednak pamiętać, że znajomość języka obcego nie jest umiejętnością pokroju tych w stylu jazdy na rowerze. Pewnie doskonale wiecie, że jeśli nie będziecie powtarzać gramatyki i słówek, których się nauczyliście, to z czasem wylecą Wam one z głowy i cała nauka pójdzie na marne. Świetnym rozwiązaniem jest zapisanie się na kurs językowy, który zobowiąże nas do regularnego uczęszczania na zajęcia, a co za tym idzie do systematycznej nauki. To jednak atrakcja dość kosztowna, na którą niestety nie każdy może sobie pozwolić. Ja wielokrotnie przymierzałam się do zapisania się na hiszpański, ale zawsze trudno było mi wpasować się w terminy, a tak prawdę mówiąc, chyba trochę mi się nie chciało. Zdecydowałam się więc na naukę we własnym zakresie, nakupowałam książek z nagraniami i uwierzyłam, że mając podstawy, dam sobie radę. Samodzielna nauka to prawdziwe wyzwanie, bo wymaga ogromnej samodyscypliny. Warto obiecać sobie, że codziennie poświęcimy na nią np. godzinę i koniecznie się tego trzymać, bo jak raz odpuścicie, to wrócić będzie bardzo trudno!

Zanim jednak siądziecie do nauki, musicie zaopatrzyć się w odpowiednie podręczniki. Dobra książka to skarbnica wiedzy z dziedziny gramatyki, przykładowe zdania, uporządkowane tematycznie słownictwo i ćwiczenia, w których możemy się sprawdzić. Tak, wiem, podręczniki do nauki języków są czasem bardzo drogie, ale inwestowanie we własny rozwój, we własną edukację naprawdę się opłaca i może kiedyś zwrócić się nam z nawiązką. Poza tym warto buszować na wyprzedażach, gdzie za grosze można kupić świetne książki, albo skorzystać z osiedlowej biblioteki. Znajdziecie tam nawet wydania z płytą :) Postanowiłam stworzyć ten post z myślą o osobach, które lubią inwestować w siebie. Mam nadzieję, że znajdą się wśród Was miłośnicy języka hiszpańskiego, hiszpańskiej muzyki, hiszpańskiej literatury, hiszpańskiej kuchni, hiszpańskich krajobrazów, a może nawet hiszpańskiej piłki. Jeśli nie uczyliście się w szkole języka hiszpańskiego, to bardzo Was zachęcam do jego poznania. A gdybyście się zdecydowali, to polecam 3 publikacje, na które nie szkoda pieniędzy.

20170131_190651(1)Najpierw chciałabym Wam przedstawić publikację Wydawnictwa Edgard. Hiszpański krok po kroku. Kurs do kompleksowej i skutecznej nauki języka hiszpańskiego dla początkujących. W pudełku znajdziecie 2 książki oraz aż 6 płyt CD + program multimedialny, a całość pozwoli Wam dotrzeć do poziomu B1. Chyba nie muszę nikomu przedstawiać tego wydawnictwa; doskonale wiemy, że specjalizuje się ono w wydawaniu książek do nauki języków obcych i chyba nie powinniśmy się temu dziwić, bo książki wydawane przez Wydawnictwo Edgard są naprawdę świetne. Znajdziecie tu dosłownie wszystko, czego potrzebujecie, a książki mają format idealnie pasujący do damskiej torebki. Warto mieć je zawsze przy sobie!

20170131_190129(1)Druga pozycja, którą chciałabym Wam polecić, to Hiszpański. Szybki kurs mówienia wydany przez specjalizujące się w przewodnikach Wydawnictwo Berlitz. To książka nastawiona na doskonalenie umiejętności posługiwania się językiem hiszpańskim w mowie i rozumienia ze słuchu. Książeczka jest bardzo cienka, ale to wcale nie znaczy, że nie jest warta uwagi. Wydawca przekonuje, że to idealna propozycja dla tych, którzy wszystko robią w biegu. Po zapoznaniu się z tą publikacją muszę uprzedzić, że choć jest ona przeznaczona dla początkujących i średnio zaawansowanych, to trzeba mieć świadomość, że nie nauczycie się z niej gramatyki. Tu znajdziecie przede wszystkim przykładowe dialogi i zdania, które mogą Wam się przydać podczas rozmowy w języku hiszpańskim. Dzięki 220 minutom nagrań możecie się osłuchać z językiem, a wykonując ćwiczenia, możecie doskonalić własną wymowę. Szybki kurs mówienia to książka, którą spokojnie możecie wziąć ze sobą w podróż, nagrania w formacie mp3 nadają się do zgrania na telefon :)

20170131_190514(2)Ostatnia z polecanych przeze mnie pozycji to książka Wydawnictwa BuchmannCzasowniki hiszpańskie z odmianami. Ta pozycja to w zasadzie sama gramatyka. Nazwa podręcznika mówi wszystko. Książka jest podzielona na dwie części: w pierwszej znajdziecie komentarz gramatyczny przedstawiający tryby i czasy w języku hiszpańskim; w drugiej – odmianę około 100 czasowników. To bardzo przydatne, jeśli macie wątpliwość, jak odmienić dany czasownik we wszystkich czasach. Wada? Na własnej skórze przekonałam się, że wielu potrzebnych czasowników tu jednak nie znajdę. Mimo to polecam.

Jaki z tego wniosek? Po pierwsze: warto się uczyć języków obcych. Nieważne, na jaki język się zdecydujecie: angielski, hiszpański, włoski, francuski, rosyjski, a może fiński… Po drugie: potrzebujecie dobrych podręczników, które spełnią swoje zadanie. Warto zaopatrzyć się w kilka pozycji, które pozwolą Wam doskonalić różne umiejętności. Możecie też wspomóc się np. aplikacją w telefonie, który z pewnością zawsze macie przy sobie. A może dobrym rozwiązaniem będą fiszki albo nawiązanie przyjaźni z rodowitym Anglikiem, Hiszpanem, Niemcem czy Włochem? Z własnego doświadczenia wiem, że korespondowanie z ludźmi z całego świata to doskonała zabawa, która jest nie tylko przyjemna, ale i pożyteczna.

A Wy, znacie jakieś warte uwagi podręczniki do nauki języków? Albo jakieś inne skuteczne metody samodzielnej nauki, które byście polecili? Piszcie, chętnie skorzystam! :)

„Małe eksperymenty ze szczęściem” oraz „Dopóki życie trwa”, Hendrik Groen [recenzja]

d_3622Autor: Hendrik Groen

Tytuł: Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i ¼

Tytuł oryginalny: Pogingen iets van het leven te maken

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 ———————————————————————————

d_3768Autor: Hendrik Groen

Tytuł: Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85

Tytuł oryginalny: Zolang er leven is

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 432

 

Szczęście nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie. Erich Fromm

Z okazji dzisiejszego i jutrzejszego święta, a zatem Dnia Babci i Dnia Dziadka, na portalach poświęconych literaturze i blogach książkowych możemy przeczytać o książkach, które warto sprezentować naszym seniorom. I chociaż każdy czytelnik ma własne upodobania, to jednak są takie publikacje, które spodobać się mogą szerszemu gronu odbiorców. Wiek, płeć czy zainteresowania nie odgrywają wówczas tak wielkiej roli. Jakich książek to dotyczy? Uniwersalnych i z przesłaniem, które pozostaje w głowie na dłużej. Nie wyparowuje, nie daje o sobie zapomnieć. Takich, które – choć są fikcją literacką (nie biorę tu pod uwagę literatury faktu) – potrafią wnieść coś do naszego życia, czegoś nas nauczyć i pokazać, że wybór tego, co łatwe nie zawsze jest najlepszy.

A zatem zainspirowana licznymi wpisami innych blogerów postanowiłam wrócić do książki, a właściwie dwóch książek, które przeczytałam już jakiś czas temu, a jednak aż do dzisiaj nie siadłam do ich zrecenzowania. Dlaczego? Bez konkretnego powodu. Mowa oczywiście o dwóch dziennikach Hendrika Groena, holenderskich bestsellerach, które szybko zyskały popularność także w pozostałych częściach Europy. Mam na myśli Małe eksperymenty ze szczęściem, w Polsce wydane w maju 2016 roku, oraz Dopóki życie trwa, kontynuację Małych eksperymentów, która do polskich księgarń trafiła w listopadzie tego samego roku. I choć każda z tych książek stanowi zamkniętą, autonomiczną całość, to jednak warto recenzować je razem, ponieważ dotyczą tej samej problematyki i tego samego bohatera.

Od razu uprzedzę, że nie jest to lektura lekka i przyjemna, po którą możemy sięgnąć dla zabicia nudy. Każda z tych książek to zetknięcie z tematami, o których głośno zwykło się nie mówić. Ze strachu? Ze wstydu? Z upokorzenia? Ze świadomości, że kolejnym etapem po starości jest śmierć? Przyczyn takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Starość, choroby osamotnienie, nieubłaganie upływający czas – o tym przeczytacie w zapiskach ponadosiemdziesięcioletniego Hendrika Groena. Trudno uwierzyć, że książka poruszająca tak niepopularny i spychany w odmęty ludzkiej świadomości temat stała się międzynarodowym bestsellerem. Nic nie dawało jej do tego prawa, a jednak o przygodach pensjonariusza jednego z amsterdamskich domów opieki mogą przeczytać mieszkańcy aż 34 krajów. Spokojnie można by stwierdzić, że Europa Hendrikiem stoi! Charyzmatycznego staruszka znają mieszkańcy niemal każdego zakątka Starego Kontynentu, a kilka dni temu holenderski wydawca książki pochwalił się, że „Małe eksperymenty” zostaną przetłumaczone na język japoński. A zatem sukces na skalę światową. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Pewnie część z Was zastanawia się, skąd to wzmożone zainteresowanie opowieściami osiemdziesięciopięcioletniego starca, który opowiada przecież o swej szarej codzienności. Dzień po dniu przez cały rok. Kluczem do sukcesu jest więc może zjadliwe poczucie humoru ich narratora albo unikanie owijania w bawełnę, gdy mówi się o blaskach i cieniach starości. Zarówno Małe eksperymenty ze szczęściem, jak i Dopóki życie trwa są próbą – chyba dość udaną, sądząc po recenzjach – oswajania starości, pokazywania, że nie musimy się biernie godzić na bezczynne siedzenie w domu, bez rodziny, przyjaciół i chęci do życia. W jednym z fragmentów Hendrik cytuje swoją żonę, która zawsze mówiła, że żałujemy przede wszystkim tego, czego nie zrobiliśmy. I pewnie coś w tym jest, ale widmo porażki i strach przed upadkiem, po którym nie będziemy umieli się podnieść, skutecznie podcinają nam skrzydła. Zbyt często, niestety. Tego rodzaju mądrości pojawiają się w książce częściej. Warto podczas lektury zwrócić na nie uwagę, a może nawet wynotować, by w dowolnej chwili móc do nich powrócić.

Groenx2

Oba dzienniki Groena należy traktować jako przykład literatury, która oddziałuje na nasze podejście do życia i wyznawane zasady. Jeśli jeszcze nie uświadomiliście sobie, że czas biegnie tylko w jedną stronę i zamiast młodnieć stajemy się coraz starsi, to codzienne zapiski Hendrika z  pewnością Wam to uświadomią. Nie doszukujmy się tu jednak przesadnego pesymizmu, bo choć życie staruszków wbrew popularnej piosence nie zawsze jest wesołe, to mimo wszystko warto walczyć o to, by w pełni z niego korzystać, by robić to, co się kocha, i by otaczać się ludźmi, w których towarzystwie po prostu dobrze się czujemy. Starość prędzej czy później dotknie każdego z nas, my jednak możemy zdecydować, jak ona będzie wyglądać :)

Źródło okładek:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Zapowiedzi wiodących tytułów Wydawnictwa Albatros [rok 2017]

Koniec roku to zawsze czas wszelkiego rodzaju podsumowań. Początek zaś to czas zmian, określania planów na najbliższą przyszłość i składania obietnic. W przypadku rynku wydawniczego to również czas zapowiedzi, czyli stopniowego odkrywania kart i dzielenia się z czytelnikami tym, co poszczególne wydawnictwa dla nich przygotowały. Zapowiedziami tegorocznych tytułów podzieliło się również Wydawnictwo Albatros, które w 2017 roku znów będzie rozpieszczać swoich wiernych czytelników. Lista wiodących tytułów jest długa i niezwykle intrygująca, nie sposób wymienić wszystkich znajdujących się na niej tytułów. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że wiele z Albatrosowych propozycji to absolutne hity, które zadowolą nawet najbardziej wymagających miłośników literatury. Kontynuacje znanych serii i zupełnie nowe cykle. Głośne nazwiska i dopiero debiutujący autorzy. Trzymające w napięciu, mrożące krew w żyłach kryminały oraz zmuszające do refleksji opowieści o miłości, stracie i poszukiwaniu własnej tożsamości. Nagrodzone na rynku międzynarodowym książki, o których warto dyskutować i które warto poznać. Coben, Hill, Hurwitz, Martel, Riley, Carrisi, Sparks, Musso, French, Marwood, Follett i wielu, wielu innych! Bez wątpienia szykuje się wspaniały, obfitujący w świetne lektury rok. Szkoda byłoby to przegapić! Jestem przekonana, że każdy z nas znajdzie w repertuarze tego wydawnictwa coś dla siebie. Trzeba jednak pamiętać, że przedstawione przez Wydawnictwo Albatros tytuły to nie wszystkie znakomite i długo wyczekiwane książki, które ukażą się w tym roku. Pamiętamy przecież o powieści I Have A Secret autorstwa Tess Gerritsen, czyli zapowiadanym przez autorkę na czerwcowym spotkaniu w Warszawie 12. tomie cyklu Rizzoli & Isles. Kontynuacji doczekają się pewnie również fani Grahama Mastertona i jego serii o irlandzkiej policjantce, Katie Maguire. 6. część przygód tej bohaterki (tytuł oryginalny: Buried) powinna wkrótce trafić w ręce polskich czytelników. Premiery nowych książek to jednak nie wszystko! Nie możemy zapominać, że w ciągu roku czeka nas wiele wydarzeń literackich, a zatem należy się spodziewać, że nasz kraj odwiedzi jakiś znany pisarz. W przygotowanym przez wydawnictwo materiale możemy przeczytać, że Polskę odwiedzi m.in. Alex Marwood.

albatros_2017Warto również zwrócić uwagę na wznowienia wybranych książek w nowym layoucie. Na stronie internetowej wydawnictwa możemy przeczytać o Lustrzanym odbiciu Tany French z okładką pasującą do serii, w której ukazały się poprzednie powieści królowej irlandzkiego kryminału, czyli Ściana sekretów oraz Zdążyć przed zmrokiem, a także thrillery Alex Marwood i debiut B. A. Paris (premiera 15.02.2017). Nowej okładki doczeka się również Klub Julietty autorstwa Sashy Grey.

Każdy z nas pewnie czeka na coś innego, ja ze swojej strony wybrałam kilka tytułów, które zwróciły moją uwagę.

harris

Paris

dugoni

Te thrillery to trzej moi faworyci. Już nie mogę się doczekać ich lektury! :) A na co jeszcze zwrócić uwagę? Kolejne propozycje poniżej:

marwood

coben

McEwan carrisi

RZENIKDwie ostatnie pozycje, czyli Carrisi i Parsons, bardzo mnie kuszą. Z opisów wynika, że będą to świetne thrillery. Obawiam się jednak, że najpierw powinnam zacząć od książek je poprzedzających i wcale niewykluczone, że tak właśnie zrobię.

A Wy, na co najbardziej czekacie? Który tytuł przykuł Waszą uwagę?

„Szum”, Magdalena Tulli [recenzja]

302047-352x50

Autor: Magdalena Tulli

Tytuł: Szum

Wydawnictwo: Znak Literanova

Liczba stron: 192

——————————————————————————————————————————–

Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni z własnej woli czytałam książkę jednego z naszych rodzimych autorów. Polskich książek z reguły nie czytam, choć filologia polska to ten kierunek studiów, któremu poświęciłam pięć lat swojego życia i który z dumą skończyłam. Nie czytam, bo wolę literaturę zagraniczną. Nie wynika to jednak z uprzedzeń i jakiejś naiwnej wiary, że to, co obce jest lepsze. Nie tu należy szukać przyczyny moich lekturowych wyborów. Skąd więc pomysł, by przeczytać Szum? Już spieszę z wyjaśnieniami.

Po powieść Magdaleny Tulli, książkę powstałą w 2014 roku, sięgnęłam z dwóch powodów. Po pierwsze: dostałam ją w prezencie od dobrej koleżanki, a po drugie: wciąż mam w pamięci czytane przeze mnie w 2016 roku doskonałe Włoskie szpilki, książkę, która absolutnie skradła moje serce, choć nie była lekturą wyłącznie przyjemną, lecz także niosącą w sobie gorzką i szalenie bolesną prawdę. Stanowiące zbiór 7 krótkich opowiadań Włoskie szpilki to ujmująca historia opowiedziana w sposób, który zachwyca. Tulli swą opowieścią wciąga, momentami wzbudza śmiech, choć to raczej śmiech przez łzy. Autorka skupiła się w swojej książce na problemie wyobcowania, niedopasowania, odstawania od ogółu, osamotnienia i totalnej bezradności dorastającego dziecka w starciu z nieprzychylnym mu światem. Doświadczenia narratorki to coś na kształt walki Dawida z Goliatem, w której z góry wiadomo, kto w tym starciu skazany jest na porażkę. Upokorzenia, pokorne kajania, próby wytłumaczenia się z niedostosowania się do ogólnie przyjętych reguł i obowiązujących standardów. To również sprawozdanie z trudnych relacji łączących matkę i córkę, niekochającą kobietę i niekochaną dziewczynkę, które nie potrafią znaleźć płaszczyzny porozumienia, bo i znaleźć jej nie mogą, nie szukając. Gdyby narratorka, dziś dorosła kobieta, a niegdyś wiecznie spóźniająca się uczennica, znała termin monachopsis, to pewnie właśnie tym słowem określiłaby nieprzerwanie towarzyszący jej stan. Poczucie, że ustawicznie jesteśmy nie na swoim miejscu i że wszystko jest nie tak, jak być powinno. Strzał w dziesiątkę. Nic dodać, nic ująć. I chociaż może się Wam wydawać, że opisuję Włoskie szpilki, to w rzeczywistości to podsumowanie doskonale oddaje również atmosferę i problematykę wydanego trzy lata po Włoskich szpilkach Szumu. W najnowszej powieści Tulli powracają tematy poruszane w jej wcześniejszych utworach. Szum w moim odczuciu to niejako kontynuacja opowieści podjętej przed laty. To jej przypomnienie i uzupełnienie o nowych bohaterów, nowe fakty i nowe szczegóły. Ta powieść to – jak informuje wydawca – najodważniejsza, najbardziej osobista książka Magdaleny Tulli, w której pisarka odkrywa uniwersalną prawdę o kondycji ludzkiej i o tym, co jest w nią wpisane, a zatem o pierwiastku obcości, niedostosowania, a także dojmującej potrzebie wzajemnego zrozumienia i wybaczenia.

15875607_682328921940804_6235628Mimo swych podobieństw do opowiadań z 2011 roku Szum nie spodobał mi się tak bardzo jak Włoskie szpilki. Ładunek emocjonalny tej opowieści przytłoczył mnie o wiele bardziej, a pojawiające się co i rusz postaci ludzkie i zwierzęce sprawiały, że momentami się gubiłam. On, jego matka, moja matka, lis, esesman z dziurą na skroni, nauczycielka, łyżwiarz i wielu, wielu innych… Żywi i umarli, wszyscy obok siebie. Ci, którzy są i ci, których nigdy nie było. Te postaci odgrywają ważną rolę w życiu narratorki, ale powodują też niemały mętlik w głowie czytelnika. Moje skołowanie wynikało może z niewystarczająco uważnego śledzenia opowiadanej historii, nie będę się spierać. A może ta historia nie wciągnęła i nie zainteresowała mnie aż tak bardzo, bo wydawała mi się wtórna w stosunku do nie tak dawno czytanych przeze mnie Włoskich szpilek? Nie można jednak zaprzeczyć, że autorka porusza w swojej prozie bardzo ważną problematykę, której warto poświęcić dłuższą chwilę. Warto się z nią zmierzyć, warto ją spróbować zrozumieć, na spokojnie przetrawić. Nie wiem tylko, czy wspomniany tu Szum jest dobrą pozycją na pierwsze spotkanie z książkami Magdaleny Tulli.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.znak.com.pl