„Czerwone światło hańby”, Graham Masterton [recenzja]

d_2744Autor: Graham Masterton

Tytuł: Czerwone światło hańby

Tytuł oryginalny: Red Light

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

Graham Masterton to pisarz, który od lat niezmiennie cieszy się ogromną popularnością wśród czytelników, również tych pochodzących z Polski. Na szczęście dla wielu z nas autor mający na swym koncie przeszło 100 tytułów regularnie odwiedza nasz kraj, co i raz uczestnicząc w rozmaitych spotkaniach. I tak w odstępie zaledwie 8 miesięcy słynny brytyjski pisarz aż dwukrotnie przyleciał do Polski. Wizyta pod koniec września 2016 roku związana była z promocją powieści Siostry krwi, będącej piątą częścią cyklu o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. Teraz natomiast wizyta Mastertona zbiegła się z premierą kolejnego tomu serii, czyli Pogrzebanych, którzy 10 maja trafili do sprzedaży. Masterton najpierw pojawił się w Krakowie i Katowicach, by następnie 20 maja, w czasie 3. dnia Warszawskich Targów Książki, na stoisku Wydawnictwa Albatros zasiąść do podpisywania egzemplarzy swoich powieści. Kolejka do mistrza grozy ustawiła się ogromna, a książki autora rozchodziły się niczym świeże bułeczki. Każdy chciał zdobyć upragnioną dedykację i pamiątkowe zdjęcie, każdy chciał choć na chwilę zasiąść u boku tego świetnego pisarza. Młodzi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z prozą Mastertona, i starsi, którzy jego książki czytali 20 lat temu i teraz przez sentyment zapragnęli do nich powrócić. Zwieńczeniem wizyty autora było spotkanie w Teatrze Powszechnym w ramach Apostrofu, czyli organizowanego przez Empik Międzynarodowego Festiwalu Literatury. W spotkaniu nie uczestniczyłam, jednak czytałam o nim same dobre rzeczy. Masterton znów podobno brylował, swoich rozmówców spychając w cień.

W dzielnicy czerwonych latarni w Cork dochodzi do wielu brutalnych morderstw, których ofiarami padają działający w tym okręgu sutenerzy. Spirala zbrodni rusza w momencie, gdy agent nieruchomości i jego klient trafiają na makabryczny widok: rozkładające się zwłoki czarnoskórego mężczyzny z obciętymi dłońmi i odstrzeloną częścią głowy. Ofiarą jest podejrzany typ powiązany z prężnie działającą  w Cork branżą usług seksualnych. Detektyw Katie Maguire staje przed dylematem – czy szukać zabójcy przestępców zaangażowanych w handel żywym towarem, których ona sama nie była w stanie złapać i zamknąć, czy też pozwolić na to, by ktoś wymierzał sprawiedliwość na własną rękę.

1493061944562Twórczości Grahama Mastertona w zasadzie zbyt dobrze nie znam. Pisanych przez niego horrorów nie czytałam, bo horror jako gatunek, czy to literacki, czy filmowy, do moich ulubionych nigdy nie należał. Co innego kryminał, w którym od lat się zaczytuję. Strzałem w dziesiątkę okazała się więc seria kryminałów osnutych wokół losów należącej do Garda Síochána policjantki. I chociaż Katie Maguire, postać niezwykle skomplikowana i interesująca, nie stała się z miejsca moją ulubioną bohaterką, to jednak polubiłam ją na tyle, by zacząć śledzić jej kolejne przygody. Lekturę serii rozpoczęłam zgodnie z tym, co nakazuje logika, czyli w pierwszej kolejności sięgnęłam po otwierające cykl Białe kości. Następnie przeczytałam Upadłe anioły, książkę niezwykle mroczną i przytłaczającą ponurą atmosferą i niewyobrażalnymi okropieństwami, które autor z taką lubością opisuje, by wreszcie skończyć Czerwone światło hańby. Muszę przyznać, że z przeczytanych przeze mnie jak dotychczas trzech tomów to właśnie ta powieść najbardziej mi się podobała. Dlaczego? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Nie ma tu bowiem wartkiej akcji, która pędzi na złamanie karku. Wszystko toczy się swoim tempem, trupów co chwilę przybywa, a Katie znów przeżywa życiowe rozterki. Niby wszystko to już było, niby ten sam nieco przewidywalny schemat, a jednak czyta się tę powieść bardzo dobrze, czerpiąc z jej lektury przyjemność. Autor podejmuje trudny i niewdzięczny temat prostytucji i handlu ludźmi, bo jak nazwać proceder ściągania z biednych krajów młodych, z reguły nastoletnich, dziewczyn, którym najpierw obiecuje się gruszki na wierzbie, by potem za duże pieniądze przekazywać je sobie z rąk do rąk. Wabione wizjami lepszego życia młode kobiety zamiast trafić do przyzwoitej pracy, lądują w domach publicznych, z których nie ma ucieczki. Zmuszane do prostytucji groźbami i przemocą, zastraszane w sposób, od którego włos jeży się na głowie. Można o tej książce powiedzieć wszystko, ale z pewnością nie to, że Masterton boi się trudnych tematów. Można zarzucać autorowi, że nie udźwignął tematu, że potraktował go zbyt marginalnie. Przejrzałam pobieżnie recenzje tej książki i widzę, że to dość częsty zarzut. Myślę jednak, że nie ma sensu zaprzątać sobie tymi zarzutami głowy. Kryminał to nic innego jak gatunek należący do literatury popularnej, której jedną z funkcji jest rozrywka. Ja – choć nie uciekam od poważnej literatury – czytając kryminały przede wszystkim odpoczywam. Nie chcę ciągle czytać o tym, jak źle jest na świecie. Nie chcę, by każda książka, którą czytam dla przyjemności, stawała się filozoficzną rozprawą. Trzeba jednak zaznaczyć, że z racji podejmowanej tematyki i mocnych, działających na wyobraźnię opisów zbrodni Czerwone światło hańby nie jest lekturą lekką. Warto mieć tego świadomość, by wiedzieć, czego mniej więcej należy się spodziewać. I mimo że każdy tom przygód Katie można czytać jako osobną powieść, to jednak radziłabym poznawać losy nadkomisarz Maguire w kolejności ustalonej przez autora. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię cykle, m.in. właśnie dlatego, że pozwalają stopniowo poznawać życie prywatne głównego bohatera. Kroczyć u jego boku, gdy pokonuje kolejne przeciwności losu. Ta bliskość tworzy swego rodzaju więź między bohaterem a czytelnikiem, co moim zdaniem działa na korzyść całej serii.

Czy Czerwone światło hańby to powieść godna polecenia? Z pewnością tak, choć cykl o Katie Maguire nigdy nie stanie się moim ulubionym. Pisane przez Mastertona kryminały to kawał dobrej literatury. Mnie jednak nie do końca odpowiada styl autora. Nie mam do niego konkretnych zastrzeżeń, ale wyczuwam, że między mną a twórczością Mastertona po prostu nie ma chemii. Nie zmienia to faktu, że proza Grahama Mastertona cieszy się wielką popularnością wśród czytelników, co znaczy, że jeśli lubicie ten typ literatury, to bez wątpienia powinniście sięgnąć po powieści autorstwa Grahama Mastertona.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Podsumowanie miesiąca – KWIECIEŃ 2017

Kwiecień w moim przypadku stał pod znakiem twórczości Alex Marwood. Nie znaczy to jednak, że w danym miesiącu czytam książki tylko jednego autora. Absolutnie nie, choć może byłby to jakiś pomysł. Pytanie tylko, czy bym się nie znudziła. A więc na początku kwietnia przeczytałam świetny thriller Dziewczyny, które zabiły Chloe, potem idąc za ciosem, sięgnęłam po Zabójcę z sąsiedztwa, który również okazał się satysfakcjonującą, choć z racji opisów mniej przyjemną lekturą (jeśli czytaliście, to wiecie, o czym mówię), a zakończyć miesiąc postanowiłam Najmroczniejszym sekretem, który nie miał jeszcze swojej premiery (będzie ona mieć miejsce 10 maja). I cóż mogę powiedzieć po lekturze trzech thrillerów Marwood? Niewątpliwie przygoda z twórczością tej brytyjskiej pisarki w moim przypadku należała do udanych. Marwood nie stanie się – przynajmniej na razie – moją ulubioną autorką, jednak z pewnością sięgnę w przyszłości po jej kolejne thrillery. Aż sama się dziwię, że tak długo odwlekałam swoje pierwsze spotkanie z tą pisarką.

1492109017432 (1)

A skoro to podsumowanie miesiąca poświęcone jest wyłącznie książkom Alex Marwood, to może przypomnę – a nuż ktoś będzie zainteresowany – że już niedługo autorka odwiedzi Polskę. Marwood spotka się z czytelnikami w Warszawie (26 maja) i Wrocławiu (27 maja). Oba spotkania to doskonała okazja do tego, by podreptać po dedykację do jeszcze świeżutkiego Najmroczniejszego sekretu, a właściwie warto zabrać ze sobą wszystkie trzy thrillery autorki, by zdobyć doskonałą pamiątkę w postaci podpisu tej wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału. A poza tym warto posłuchać, co Marwood ma do powiedzenia. Czytałam kiedyś wywiad z tą autorką i opowiadała niezwykle interesujące rzeczy o swoich inspiracjach. Myślę, że to może być ciekawe spotkanie. Dodatkowym atutem obu spotkań są prowadzące – Katarzyna Puzyńska (Warszawa) i Marta Guzowska (Wrocław). Kto jak kto, ale obie panie znają się na literaturze kryminalnej, więc ich rozmowy z Alex Marwood powinny być arcyinteresujące :)

1) DZIEWCZYNY, KTÓRE ZABIŁY CHLOE, ALEX MARWOOD

d_2278Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Autorka ma talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Pełna recenzja: TUTAJ

2) ZABÓJCA Z SĄSIEDZTWA, ALEX MARWOOD

d_3638Zabójca z sąsiedztwa nie jest kryminałem sensu stricto. To raczej powieść obyczajowa, w której wyeksponowany został wątek kryminalny. Duszna atmosfera, mroczny klimat okolicy, od której wolelibyśmy trzymać się z dala, oraz epatowanie brzydotą i niezwykle dosadnymi opisami składają się na wybitnie naturalistyczny thriller, po który sięgać powinni wyłącznie czytelnicy o mocnych nerwach. Książka Marwood bardzo silnie oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w głowie czytelnika makabryczne wizje, które co wrażliwszych mogą przyprawić o mdłości.

Zabójca z sąsiedztwa to kolejny dowód na to, że Alex Marwood potrafi pisać bardzo dobre thrillery, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Pierwszorzędne kreacje bohaterów, intrygująca fabuła, doskonale zarysowane tło społeczno-obyczajowe oraz świetnie poprowadzona narracja to największe zalety jej powieści. Jeśli lubicie ten typ literatury, nie powinniście ich przegapić.

Pełna recenzja: TUTAJ

3) NAJMROCZNIEJSZY SEKRET, ALEX MARWOOD

d_3834Akcja Najmroczniejszego sekretu, podobnie zresztą jak i Dziewczyn, które zabiły Chloe, rozgrywa się współcześnie, a jednak przeszłość nieustannie dochodzi do głosu w regularnie powracających retrospekcjach, które Marwood zgrabnie wplata między obecnie rozgrywające się wydarzenia. W Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, wydarzenia aktualnie się rozgrywające przedstawione są z perspektywy Camilli, która razem z Ruby jedzie na pogrzeb ojca. Z kolei wydarzenia z 2004 roku, rozgrywające się na kilka dni przed zniknięciem Coco, ukazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów: Seana, Claire, Marii, Simone i innych. Dzięki temu zabiegowi mamy szansę bliżej poznać wszystkich bohaterów powieści, którzy – bądźmy szczerzy – nie należą do gatunku ludzi, których łatwo polubić. Co więcej, powiedziałabym, że są wręcz okropnie nieznośni i swoim zachowaniem budzą w nas najgorsze instynkty. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić.

Przez całą powieść głowimy się nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej zaginięcia Coco, a kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, autorka znów nas zaskakuje. Choć to thriller, to nie oczekujcie od tej książki jakichś niesamowitych zwrotów akcji. Tutaj tego nie ma. Jest za to solidnie skrojona intryga, mnóstwo stopniowo ujawnianych sekretów, kłamstw i półprawd. Najnowsza powieść Alex Marwood nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie jest dobrym thrillerem psychologicznym, który powinien sprostać wymaganiom miłośników gatunku. Polecam.

Pełna recenzja: TUTAJ

Dziewczyny, które zabiły Chloe, Zabójca z sąsiedztwa i Najmroczniejszy sekret to trzy naprawdę dobre thrillery, w których intryga kryminalna nie jest elementem kluczowym. O wiele większe znaczenie zdają się mieć kreacje bohaterów oraz tło społeczno-obyczajowe, które w powieściach Marwood są bardzo rozbudowane. Skrzętnie skrywane przez lata tajemnice, które wychodzą na jaw – tak, to tu jest; zaskakujące zwroty akcji – nie, tego tu nie ma. Debiut literacki Marwood okazał się książką na bardzo wysokim poziomie, a dwie kolejne jej powieści w niczym mu nie ustępują. A zatem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam prozę brytyjskiej pisarki. Jeśli lubicie takie thrillery, to nie powinniście być rozczarowani :)

„Najmroczniejszy sekret”, Alex Marwood [recenzja]

d_3834Autor: Alex Marwood

Tytuł: Najmroczniejszy sekret

Tytuł oryginalny: The Darkest Secret

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Żyjemy w czasach, gdy każdy ma swoją prawdę.  

Kwiecień stoi u mnie pod znakiem twórczości Alex Marwood. Najpierw przeczytałam świetny thriller Dziewczyny, które zabiły Chloe, potem sięgnęłam po Zabójcę z sąsiedztwa, który również okazał się satysfakcjonującą, choć z racji opisów mniej przyjemną lekturą (jeśli czytaliście, to wiecie, o czym mówię), teraz zaś postanowiłam zapoznać się z Najmroczniejszym sekretem. I co? Jest dobrze, a Marwood naprawdę trzyma poziom!

Swoją sławę Marwood zawdzięcza przede wszystkim powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe, choć i jej drugi thriller, znacznie mroczniejszy niż jej debiutancka książka, a mianowicie Zabójca z sąsiedztwa, cieszył się pozytywnymi opiniami miłośników gatunku. I pewnie nie inaczej będzie w przypadku najnowszej powieści autorki, która już 10 maja trafi do polskich księgarń. Premiera Najmroczniejszego sekretu poprzedzi przyjazd Alex Marwood do Polski, która pod koniec maja (25-28.05.2017) w Warszawie i Wrocławiu spotka się z fanami.

Impreza z okazji pięćdziesiątych urodzin Seana Jacksona miała być dla wszystkich niezapomnianym przeżyciem. Wykwintne dania, szampan lejący się strumieniami, głośna muzyka i wytworni goście dodający przyjęciu elegancji. Wieczór nie kończy się jednak tak, jak wszyscy planowali. Uczestnikami imprezy wstrząsa wiadomość o zaginięciu jednej z córek jubilata. Trzyletnia Coco rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko mgliste wspomnienie. Prowadzone przez policję dochodzenie ani zakrojone na szeroką skalę poszukiwania nie przynoszą żadnego efektu, a bliscy przestają się łudzić, że dziewczynka kiedyś do nich wróci.

Dwanaście lat później rodziną Jacksonów wstrząsa kolejna tragedia. W tajemniczych okolicznościach umiera Sean, którego pogrzeb stanie się okazją do rodzinnego spotkania. Wśród jego uczestników znajdą się: Mila, córka z pierwszego małżeństwa, i Ruby, nastoletnia siostra bliźniaczka zaginionej przed laty Coco, a także wszyscy goście feralnego przyjęcia urodzinowego. Napięta atmosfera, przemilczane fakty i tłumione poczucie winy sprawią, że na jaw zaczną wychodzić pilnie strzeżone rodzinne sekrety, a wśród nich również ten najmroczniejszy dotyczący zaginięcia Coco.

Co tak naprawdę wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami rezydencji Jacksonów? Jaką przerażającą prawdę skrywa luksusowe wnętrze ich domu?

IMG_20170413_212545_130 (1)

Recenzując Dziewczyny, które zabiły Chloe, pisałam, że Alex Marwood ma talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością, a w jej książkach dominuje motyw zaginięcia, zerwania z dotychczasowym życiem i zmiany tożsamości. To niewątpliwie prawda. Obie kolejne jej powieści tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły. Akcja Najmroczniejszego sekretu, podobnie zresztą jak i Dziewczyn, które zabiły Chloe, rozgrywa się współcześnie, a jednak przeszłość nieustannie dochodzi do głosu w regularnie powracających retrospekcjach, które Marwood zgrabnie wplata między obecnie rozgrywające się wydarzenia. We wszystkich swoich trzech thrillerach brytyjska pisarka przedstawia akcję dwutorowo, choć w Zabójcy z sąsiedztwa ten zabieg fabularno-kompozycyjny ma zdecydowanie najmniejsze znaczenie. Tam przede wszystkim liczy się tło społeczno-obyczajowe. Ważne są również postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. W Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, wydarzenia aktualnie się rozgrywające przedstawione są z perspektywy Camilli, która razem z Ruby jedzie na pogrzeb ojca. Z kolei wydarzenia z 2004 roku, rozgrywające się na kilka dni przed zniknięciem Coco, ukazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów: Seana, Claire, Marii, Simone i innych. Dzięki temu zabiegowi mamy szansę bliżej poznać wszystkich bohaterów powieści, którzy – bądźmy szczerzy – nie należą do gatunku ludzi, których łatwo polubić. Co więcej, powiedziałabym, że są wręcz okropnie nieznośni i swoim zachowaniem budzą w nas najgorsze instynkty. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. Bardzo lubię czytać książki, w których występuje choć jedna postać zasługująca na moją sympatię. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić. A jednak to dobry thriller, w którym nic nie jest tym, na co pierwotnie wyglądało. Przez całą powieść głowimy się nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej zaginięcia Coco, a kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, autorka znów nas zaskakuje. Choć to thriller, to nie oczekujcie od tej książki jakichś niesamowitych zwrotów akcji. Tutaj tego nie ma. Jest za to solidnie skrojona intryga, mnóstwo stopniowo ujawnianych sekretów, kłamstw i półprawd. Najnowsza powieść Alex Marwood nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie jest dobrym thrillerem psychologicznym, który powinien sprostać wymaganiom miłośników gatunku. Polecam. 

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Zabójca z sąsiedztwa”, Alex Marwood [recenzja]

d_3638Autor: Alex Marwood

Tytuł: Zabójca z sąsiedztwa

Tytuł oryginalny: The Killer Next Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Anonimowość, którą tak sobie cenimy, to pewna droga do zapomnienia. (s. 372)

Zabójca z sąsiedztwa to moje drugie spotkanie z twórczością Alex Marwood. Autorka wkrótce odwiedzi nasz kraj, do sprzedaży zaś trafi jej najnowsza powieść – Najmroczniejszy sekret – więc chciałam nadrobić lekturowe braki, sięgając po jej wcześniejsze thrillery. Po udanym spotkaniu z Dziewczynami, które zabiły Chloe postanowiłam pójść za ciosem i przeczytać książkę wydaną w październiku 2016 roku.

Zabójca z sąsiedztwa nie jest kryminałem sensu stricto. To raczej powieść obyczajowa, w której wyeksponowany został wątek kryminalny. Duszna atmosfera, mroczny klimat okolicy, od której wolelibyśmy trzymać się z dala, oraz epatowanie brzydotą i niezwykle dosadnymi opisami składają się na wybitnie naturalistyczny thriller, po który sięgać powinni wyłącznie czytelnicy o mocnych nerwach. Książka Marwood bardzo silnie oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w głowie czytelnika makabryczne wizje, które co wrażliwszych mogą przyprawić o mdłości. Nie chciałabym widzieć swojej miny, gdy czytałam rozdziały opisujące działania tajemniczego mieszkańca kamienicy. Trzeba jednak pamiętać, że zniesmaczenie to nie jedyne uczucie, które będzie nam towarzyszyć podczas lektury. Na uznanie zasługuje również właściwy Brytyjczykom czarny humor, który musi się udzielić także czytającym.

zabójca

Fabuła powieści skupia się na losach mieszkańców zaniedbanej londyńskiej kamienicy, których łączy w zasadzie jedno: wszyscy z sobie tylko znanych powodów uciekają przed światem. Chcąc pozostać niezauważeni dla otoczenia, wybierają na swoje lokum kamienicę, gdzie nikt nie wtrąca się w ich życie, nie zadaje niewygodnych pytań, a czynsz płaci się gotówką. Szóstka lokatorów zwykle unika siebie nawzajem jak ognia, ale pewnej nieznośnie gorącej nocy w ich domu rozegrają się tragiczne wydarzenia, które zmuszą ich do zawarcia niewygodnego sojuszu. Nie wiedzą jednak, że jest wśród nich morderca, który wybrał już następną ofiarę. Teraz tylko czeka na odpowiedni moment, by ponownie uderzyć.

Zabójca z sąsiedztwa to powieść, która na plan pierwszy wysuwa pytanie o to, dlaczego tak wielu ludziom zależy na tym, by zerwać z przeszłością, stać się kimś zupełnie innym, zmienić imię, nazwisko, wygląd. To również książka o samotności, która dotyka niemal wszystkich, każdego z nas, choć w różnym stopniu. I nie ma znaczenia, czy mieszkamy w jakiejś oderwanej od świata podupadłej mieścinie, czy w ogromnej, tętniącej życiem metropolii – Marwood na przykładzie wielomilionowego i wielokulturowego Londynu pokazuje, że wśród ludzi jest się także samotnym, a zło może czaić się tuż za rogiem, tam, gdzie się go najmniej spodziewamy. Skoro jest tak blisko, to dlaczego go nie widzimy? Odpowiedź Marwood jest prosta. Aby nie zwariować, staramy się trzymać z dala od cudzych spraw. Żyjąc w takim zatłoczeniu, pragniemy tylko jednego: odrobiny prywatności. Nic więc dziwnego, że często wolimy siedzieć cicho, nie zaglądając innym w okna, niż wiedzieć wszystko o wszystkich.

Oba thrillery Alex Marwood – a więc i Dziewczyny, które zabiły, i Zabójca z sąsiedztwa – dość jasno dają do zrozumienia, że w książkach brytyjskiej pisarki tożsamość mordercy nie jest sprawą kluczową. W Zabójcy z sąsiedztwa przede wszystkim liczą się: tło społeczno-obyczajowe oraz postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. Cher, Collette, Thomas, Hossein, Vesta, Gerard – wszyscy oni mają swoje bardziej lub mniej mroczne tajemnice, których pilnie strzegą przed światem.

1492881574432 (1)

Ogromnym atutem Zabójcy z sąsiedztwa jest, podobnie jak w przypadku debiutanckiego thrillera Alex Marwood, nawiązanie do realnie żyjącej postaci, czyli Dennisa Nilsena, jednego z najbardziej znanych londyńskich seryjnych morderców. Historia tego brutalnego psychopaty jest przerażająca i budzi tyleż odrazę, co zainteresowanie. Nie chcę jednak przywoływać niechlubnych „dokonań” Nilsena, bo opowiadając jego historię, zdradziłabym zbyt wiele na temat fabuły powieści Marwood. Byłoby to wprost nieuniknione, a jak wiadomo w kryminałach najbardziej nie lubimy spojlerów. Proponuję zatem z historią Nilsena zapoznać się dopiero po przeczytaniu thrillera Marwood – nie martwcie się, będzie tak samo mrożąca krew w żyłach i odstręczająca!

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to chyba do portretu psychologicznego mordercy. Mógłby być bardziej rozbudowany. To jednak w żaden sposób nie wpływa na ogólną ocenę książki.

Zabójca z sąsiedztwa to kolejny dowód na to, że Alex Marwood potrafi pisać bardzo dobre thrillery, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Pierwszorzędne kreacje bohaterów, intrygująca fabuła, doskonale zarysowane tło społeczno-obyczajowe oraz świetnie poprowadzona narracja to największe zalety jej powieści. Jeśli lubicie ten typ literatury, nie powinniście ich przegapić.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Dziewczyny, które zabiły Chloe”, Alex Marwood [recenzja]

d_2278Autor: Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Tytuł oryginalny: The Wicked Girls

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 448

 

 

Niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli. (s. 445)

Inni źli się stają. Pod wpływem otoczenia, okoliczności, problemów. Albo zupełnie przypadkiem, bo znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Łatwo ferować wyroki na podstawie stereotypów, domysłów i plotek. Ocena jednak nie zawsze może i powinna być tak jednoznaczna. Świat nie jest zero-jedynkowy, biały albo czarny. Ma również odcienie szarości, o czym niektórzy z nas zbyt często zapominają.

Dziewczyny, które zabiły Chloe to historia dwóch nastolatek, które los stawia sobie na drodze pewnego wiosennego dnia. Obie będą żałować, że kiedykolwiek się spotkały, bo jeszcze tego samego wieczoru zostaną oskarżone o zabicie czteroletniej Chloe. Po dwudziestu pięciu latach dziennikarka Kirsty Lindsay podczas zbierania materiałów do artykułów o serii morderstw w podupadającym nadmorskim kurorcie spotyka sprzątaczkę Amber Gordon. Po raz pierwszy od dnia, który na zawsze odmienił ich życie. Muszą zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości i nie zrujnowano tego, co każda z nich z takim trudem budowała na kłamstwie. Ale przeszłość upomni się o swoje, a ich trop zwietrzą nie tylko żądne sensacji brukowce, lecz także psychopatyczny zabójca.

1491658226619Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Na polskim rynku dostępne są dwie jej powieści (wspomniane Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójca z sąsiedztwa), a już niebawem, a konkretnie w maju, ukaże się jej kolejna książka zatytułowana Najmroczniejszy sekret. Autorka ewidentnie się rozwija i wszystko wskazuje na to, że jej ewolucja zmierza w dobrym kierunku. Pisząc o twórczości Marwood, a właściwie Sereny Mackesy, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko autorki, trzeba pamiętać, że na początku swojej kariery pracowała jako dziennikarka. Współpraca z wieloma pismami, w tym m.in. z „The Independent”, dała jej szeroki wachlarz możliwości fabularnych, które już jako pisarka mogła wykorzystywać w swoich thrillerach. Marwood nie ukrywa zresztą, że to właśnie z prasy i raportów sądowych czerpała inspiracje do powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe. Okazuje się, że za inspirację do historii Jade Walker i Annabel Oldacre, nastoletnich morderczyń Chloe, posłużyło kilka postaci młodocianych przestępców. Na plan pierwszy wysuwają się: jedenastoletnia Mary Flora Bell, która zamordowała dwóch kilkuletnich chłopców, oraz Robert Thompson i Jon Venables, dwaj dziesięciolatkowie odpowiedzialni za śmierć dwuletniego Jamesa Bulgera. Te liczne nawiązania do powszechnie znanych spraw są bez wątpienia ogromnym atutem tej intrygującej powieści. A jeśli dodać do tego niezwykłą umiejętność Marwood do budowania napięcia oraz kreowania wiarygodnych, pełnokrwistych bohaterów i przekonującego tła społeczno-obyczajowego, stanowiącego istotny element kompozycji, trudno nie przyznać racji krytykom i milionom czytelników, którzy zachwycili się tym thrillerem. Marwood ma bowiem talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

marwoodWażnym wątkiem w powieści jest również status i znaczenie mediów: prasy, telewizji, internetu. Marwood, która opisywane zjawisko zna pewnie z autopsji, przedstawia brutalny, ale niestety prawdziwy mechanizm współczesnego dziennikarstwa. Na przykładzie sprawy grasującego po Whitmouth Nadmorskiego Dusiciela autorka zauważa, że w pogoni za sensacją, popularnością i wielomilionową sprzedażą w tym największym na świecie wyścigu szczurów bardzo często zapomina się o tym, co najważniejsze, czyli o człowieku, który w tym wszystkim staje się niezauważony.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Podsumowanie miesiąca – MARZEC 2017

Minął styczeń, minął luty, a17554024_726762747497421_4103703077814485651_n teraz minął marzec. Każdy z tych miesięcy obfitował w mnóstwo niezwykle interesujących i zachęcających do lektury książek, o których mogliśmy czytać na wielu blogach. O jednych tytułach było bardzo głośno, o innych – słusznie lub nie – znacznie ciszej. W marcu i do mojej biblioteczki trafiło sporo nowych pozycji. Na jedne, jak np. na powieść Alex Kavy, czekałam z niecierpliwością, po inne sięgnęłam zachęcona interesującymi opisami fabuły i pozytywnymi recenzjami, a część wpadła mi po prostu w ręce. Część z nich już przeczytałam, a część dopiero zamierzam. Epidemia Alex Kavy, Konklawe Roberta Harrisa, Baśnie barda Beedle’a J.K. Rowling, Grób mojej siostry Roberta Dugoniego oraz Co kryją jej oczy Sarah Pinborough to pozycje, których lekturę mam już za sobą. Największe wrażenie zrobił na mnie thriller Dugoniego, z przyjemnością przeczytałam również powieść Harrisa, Epidemia okazała się małym rozczarowaniem, choć niezwykle miło było spędzić kilka wieczorów u boku Maggie O’Dell, Baśnie barda Beedle’a pozwoliły mi choć na moment powrócić do ukochanego Hogwartu, a Co kryją jej oczy to powieść, w stosunku do której mam bardzo mieszane uczucia. Chcąc uporządkować to, co przeczytałam, i przypomnieć Wam w jednym miejscu swoje wrażenia, postanowiłam po raz pierwszy stworzyć post podsumowujący miesiąc. Nie wiem, czy spotka się to z Waszym zainteresowaniem, ale zamierzam co miesiąc publikować takie podsumowanie. Myślę, że w ten sposób i ja sobie przypomnę własne wrażenia z lektury książek z danego miesiąca. Nie zawsze to będą nowości, bo nie tylko nowości czytam, ale może coś z przedstawianych przeze mnie powieści się Wam spodoba. A zatem zachęcam do lektury! :)

1) GRÓB MOJEJ SIOSTRY, ROBERT DUGONI

d_3784Grób mojej siostry to thriller, który czyta się z niezwykłą przyjemnością. Muszę przyznać, że od samego początku byłam bardzo optymistycznie nastawiona do powieści Roberta Dugoniego i – ku mojej radości – nie zawiodłam się. Ta książka to pierwszy tom cyklu skoncentrowanego wokół losów Tracy Crosswhite, jednak ja już wiem, że bez wahania sięgnę po kolejne części. Jedyne, co mnie martwi w przypadku tej powieści, to nieznane nazwisko autora na polskim rynku wydawniczym. Naprawdę szkoda byłoby przegapić Grób mojej siostry z powodu nieznanego nazwiska autora.

Grób mojej siostry Roberta Dugoniego to idealna lektura dla miłośników thrillerów i to thrillerów niekoniecznie krwawych i brutalnych, lecz raczej osnutych wokół pilnie strzeżonych tajemnic z przeszłości. Z ręką na sercu zachęcam Was do lektury Grobu mojej siostry. Ani się obejrzycie, a książka pochłonie Was bez reszty, pozostawiając niedosyt, że to już koniec. Zdecydowanie tak!

Pełna recenzja: TUTAJ

 2) KONKLAWE, ROBERT HARRIS

d_3785Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: „O, kurczę, niemożliwe!”, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Pełna recenzja: TUTAJ

 3) BAŚNIE BARDA BEEDLE’A, J.K. ROWLING

Baśnie_Barda_Bedlea_okładka_RGB01Harry Potter i jego magiczny świat to chyba jedyny temat, który nigdy mi się nie znudzi. Do historii Pottera i jego przyjaciół z Hogwartu lubię co jakiś czas wracać, czy to czytając powieści, czy to oglądając ich doskonałe ekranizacje. Przeżywanie na nowo przygód „chłopca, który przeżył” nieustannie sprawia mi ogromną frajdę, a każdy taki powrót przywodzi na myśl cudowne wspomnienia. I nie ma znaczenia, że z roku na rok jestem coraz starsza. Harry Potter to fenomen na skalę światową i coś, co wielu z nas kształtowało, trudno więc o nim zapomnieć. Tych powrotów jest już jednak coraz mniej, bo niemal wszystko już przerobiliśmy. Dlatego też każda, choćby najmniejsza, okazja cieszy. Taką okazją do powrotu do świata magii i czarodziejstwa było nowe wydanie Baśni barda Beedle’a, które 15 marca 2017 roku miało swoją premierę. 

Baśnie barda Beedle’a to zbiór poruszających opowieści, które uczą i bawią jednocześnie. W jego skład wchodzi pięć opowiadań, a każde z nich niesie za sobą morał, który warto zapamiętać. Trzeba przyznać, że nowe wydanie baśni prezentuje się bardzo dobrze. Twarda oprawa, piękne ilustracje znakomitego chorwackiego artysty Tomislava Tomicia i duża, ułatwiająca czytanie czcionka – wszystko to działa na korzyść tej pozycji. A jednak mimo to nie sposób nie zwrócić uwagi na objętość tej książki, która – nie oszukujmy się – jest naprawdę cieniutka. Gdyby tych pięć krótkich opowieści było pozbawionych obszernego i momentami niezwykle nużącego komentarza Albusa Dumbledore’a oraz licznych ilustracji, to z całości zostałoby bardzo niewiele. Uważam, że zawartych w zbiorze baśni powinno być co najmniej dziesięć, aby dłużej móc cieszyć się lekturą i powrotem do świata magii.

Muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowana, bo ten zbiór, a właściwie zbiorek, nie spełnił moich oczekiwań, chociaż cieszę się, że dzięki niemu mogłam przypomnieć sobie doskonałą opowieść o trzech braciach, którzy byli posiadaczami znanych z siódmej części serii o Harrym Potterze Insygniów Śmierci. Nie zmienia to faktu, że Baśnie barda Beedle’a, podobnie jak Quidditch przez wieki oraz leksykon Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja, która powinna znaleźć się w domowej biblioteczce każdego potteromaniaka.

Pełna recenzja: TUTAJ

 4) EPIDEMIA, ALEX KAVA

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAlex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Ze spokojem mogę polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Pełna recenzja: TUTAJ

 5) CO KRYJĄ JEJ OCZY, SARAH PINBOROUGH

co.kryja.jej.oczyCo kryją jej oczy to thriller nie tak mroczny i wciągający, jak go reklamują. Thriller, w którym napięcia jest jak na lekarstwo. Powieść do pewnego momentu czyta się jednak dość przyjemnie – szybko i z zainteresowaniem. Zmienia się to wtedy, gdy autorka zaczyna odchodzić od realizmu na rzecz sfery metafizycznej. Trzeba dodać, że oba te plany – realistyczny i metafizyczny – mają równorzędne znaczenie, co znaczy, że wzajemnie się dopełniają. Jawa i sen nieustannie się przenikają. Mnie – osobę twardo stąpającą po ziemi, która wierzy tylko w to, co widzi i czego może dotknąć – zakończenie thrillera Pinborough zupełnie nie przekonało. Co więcej, nawet mnie nie zachwyciło. Końcówkę – czytaną przeze mnie w istnych męczarniach i stopniowo narastającym rozczarowaniu – uważam za element najmniej udany i to, co przesądziło o tak niskiej ocenie książki. Ale to, że książka nie przypadła mi do gustu, nie znaczy, że i Wam ma się nie podobać. Wszystkiemu pewnie winien jest mój sceptycyzm i to, że od literatury z elementami niesamowitości stronię jak od ognia. A zatem nie zachęcam i nie zniechęcam. Sami musicie zdecydować, czy chcecie poznać historię tego miłosnego trójkąta.

Pełna recenzja: TUTAJ

O powieściach, które widać na zdjęciu, a których nie znajdujecie w tym zestawieniu, postaram się napisać już wkrótce. Zanim to jednak nastąpi na blogu powinny ukazać się recenzje trzech innych powieści, które równolegle czytam. A będą to: Każdy jej strach Petera Swansona, Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood oraz Krwawa wyliczanka Tony’ego Parsonsa.

Czytaliście którąś ze wymienionych przeze mnie powieści? Albo którąś ze zdjęcia: Siedem sióstr, Nadmorski ogród lub Demaskatora? A może dopiero planujecie po nie sięgnąć? Podzielcie się wrażeniami, bardzo chętnie porównam je ze swoimi :)

„Co kryją jej oczy”, Sarah Pinborough [recenzja]

co.kryja.jej.oczyAutor: Sarah Pinborough

Tytuł: Co kryją jej oczy

Tytuł oryginalny: Behind Her Eyes

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 400

 

 

Czasem miłość jest tak potężna, że zmiata wszystko, co staje jej na drodze. (s.394)

Adele i David Martinowie to małżeństwo na pozór idealne. On jest odnoszącym sukcesy zawodowe specjalistą z dziedziny psychiatrii; ona – doskonale zorganizowaną panią domu, perfekcyjną w każdym calu, a do tego zjawiskowo piękną kobietą, która zwykła wzbudzać zachwyt nie tylko w mężczyznach, ale i w kobietach. Jak im nie zazdrościć, skoro mają wszystko? Miłość od pierwszego wejrzenia, fantastyczny dom, pieniądze i żadnych zmartwień. Bajka, w którą trudno uwierzyć. Marzenie, które w innych ludziach może wzbudzać wyłącznie zazdrość. Rodzina jak z obrazka, choć w domu Martinów nie słychać ani śmiechu dzieci, ani głosów przyjaciół, ani nawet szczekania psa. To jednak wydaje im się do szczęścia zupełnie niepotrzebne. Mają siebie i to im wystarcza. Ale czy na pewno? Czy to, co widzimy, nie jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Mamy szansę przekroczyć próg ich domu, by to sprawdzić.

Ludzie bez przerwy zdradzają. Zawsze z egoistycznych i prymitywnych przyczyn. Tylko nasze uzasadnienia są skomplikowane. (s. 121)

Gdy życie Martinów wydaje się najpiękniejszym snem, życie Louise zaczyna przypominać najgorszy koszmar. Nieudane małżeństwo zakończone rozwodem, samotne wychowywanie dziecka i wieczne problemy ze snem nadszarpnęły nerwy Lou, która nie mogąc poradzić sobie z położeniem, w jakim się znalazła, faszeruje się papierosami i alkoholem, licząc, że te łatwo dostępne używki ukoją jej ból. Najbardziej jednak doskwiera jej brak bratniej duszy, kogoś, przy kim czułaby się bezpieczna i kochana. Gdy więc w barze poznaje mężczyznę, który od razu wpada jej w oko, Louise wierzy, że najlepsze lata wciąż ma przed sobą. To, co miało być jednorazową znajomością, będzie się za Lou ciągnęło w nieskończoność. Okazuje się bowiem, że szalenie przystojny znajomy z baru to nikt inny jak nowy szef Louise. A nowy szef Louise to nikt inny jak… David Martin, mąż Adele. Co z tego wyniknie? Na pewno nic dobrego.

Spragniona bliskości Louise popełnia jeden bardzo poważny błąd, gdy – trochę z ciekawości, a trochę z zazdrości – zaprzyjaźnia się z żoną mężczyzny, do którego potajemnie wzdycha. Spędzając czas z obojgiem, może obserwować ich zachowanie. I choć moralny kompas Louise nie zawsze wskazuje północ, to kobieta szybko zorientuje się, że w związku tych dwojga dzieje się coś bardzo złego. Jakie tajemnice odkryje Louise, której intencje wbrew pozorom wcale nie są złe? Czy David i Adele to para idealna czy też przykład patologii społecznej?

1490018311780Czy opis fabuły czegoś Wam nie przypomina? Oczywiście na pierwszy rzut oka, bez zagłębiania się w szczegóły. Mnie przypominał, a jakże! Książka Co kryją jej oczy od razu skojarzyła mi się z czytaną przeze mnie nie tak dawno debiutancką powieścią B.A. Paris Za zamkniętymi drzwiami. Podobny opis, podobni bohaterowie i podobny motyw przewodni. I choć thriller autorstwa Paris bardzo mi się podobał, powodując u mnie szybsze bicie serca i wywołując napięcie, to jednak czytanie dwa razy tej samej historii wydawało mi się zupełnie niepotrzebne. Ostatecznie zachęcona pozytywnymi recenzjami czytelników, którzy byli pod wrażeniem zakończenia książki, postanowiłam się skusić. Zakupiłam powieść Pinborough i zasiadłam do czytania. Na okładce możemy przeczytać, że: „Co kryją jej oczy” to mroczny thriller, w którym napięcie rośnie powoli i nieubłaganie, aż do niespodziewanego zwrotu akcji, który stawia na głowie tę historię miłosnego trójkąta – a także sposób, w jaki patrzysz na świat. Pomyślałam, że taki opis musi do czegoś zobowiązywać. Po dobrnięciu do ostatniej strony powieści wiem, że taki opis to przede wszystkich chwyt reklamowy mający skłonić czytelników do kupna książki. Część czytelników – tych, którym powieść się podobała – pewnie się ze mną nie zgodzi, ale ci pozostali, którzy podczas lektury w ogóle nie odczuwali napięcia, mogą przyznać mi rację Pierwsze rozdziały rzeczywiście przypominają thriller Paris, na tym jednak podobieństwa się kończą. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantowały nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy słaby. Bo thriller z założenia powinien wywoływać u czytelnika dreszcze. Jeden z zagranicznych recenzentów Za zamkniętymi drzwiami zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Tu długo możemy się zastanawiać, kto jest katem, a kto ofiarą i jaką rolę w przedstawionej historii odgrywa Louise, ale wątpię, byście czytając Co kryją jej oczy, czuli ucisk gdzieś w okolicach klatki piersiowej, nie mówiąc już o wypiekach na twarzy. Powieść do pewnego momentu czyta się jednak dość przyjemnie – szybko i z zainteresowaniem. Zmienia się to wtedy, gdy autorka zaczyna odchodzić od realizmu na rzecz sfery metafizycznej. Trzeba dodać, że oba te plany – realistyczny i metafizyczny – mają równorzędne znaczenie, co znaczy, że wzajemnie się dopełniają. Jawa i sen nieustannie się przenikają. Nocne wizje, których zdarza się nam doświadczać, albo nas zachwycają, albo przerażają, nie ulega jednak wątpliwości, że sen to zjawisko szalenie fascynujące. Od zwykłego snu czymś jeszcze bardziej niezwykłym jest tzw. świadomy sen, będący rodzajem snu, w którym można robić to, o czym się zawsze marzyło. Śniący kontroluje nocne wizje, dzięki czemu jest w stanie poradzić sobie z nawracającymi koszmarami sennymi. Niestety nie mogę powiedzieć więcej, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. Zakładam, że część z Was zamierza po tę książkę sięgnąć. Mnie jednak – osobę twardo stąpającą po ziemi, która wierzy tylko w to, co widzi i czego może dotknąć – zakończenie thrillera Pinborough zupełnie nie przekonało. Co więcej, nawet mnie nie zachwyciło. Końcówkę – czytaną przeze mnie w istnych męczarniach i stopniowo narastającym rozczarowaniu – uważam za element najmniej udany  i to, co przesądziło o tak niskiej ocenie książki. Ale to, że książka nie przypadła mi do gustu, nie znaczy, że i Wam ma się nie podobać. Wszystkiemu pewnie winien jest mój sceptycyzm i to, że od literatury z elementami niesamowitości stronię jak od ognia. A zatem nie zachęcam i nie zniechęcam. Sami musicie zdecydować, czy chcecie poznać historię tego miłosnego trójkąta.

 Moja ocena: 4/10

Źródło okładki:
http://www.proszynski.pl

„Epidemia”, Alex Kava [recenzja]

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAutor: Alex Kava

Tytuł: Epidemia

Tytuł oryginalny: Reckless Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

 

Najgroźniejsze jest to, czego nie widać…

Alex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy (Ostateczny cel, Mroczny trop, Ściśle tajne) sprawiły, że do lektury Epidemii podchodziłam z dystansem i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy, przyspieszony puls i to, że od opowiadanej historii nie będę się mogła oderwać. Spojrzenie na całokształt twórczości pisarki uświadamia nam przykrą prawdę – początek Kava miała rewelacyjny (Dotyk zła, W ułamku sekundy), środek średni (Kolekcjoner, Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a jej najnowsze powieści też nie zachwycają, choć mam nadzieję, że ta doskonała autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości nie raz zaskoczy swoich czytelników.

W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa niezwiązane ze sobą samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policji. Wkrótce jednak okazuje się, że zmarli byli nosicielami zmutowanego wirusa, który jeśli się rozprzestrzeni, będzie zagrażał ludzkości. Nie ma wyjścia. Śledztwo muszą przejąć FBI i wywiad wojskowy, na którego czele stoi Benjamin Platt, dyrektor USAMRIID.

Przydzielona do sprawy agentka Maggie O’Dell nawiązuje współpracę ze swoim dobrym znajomym, Ryderem Creedem, wyspecjalizowanym ratownikiem, który dysponuje zespołem psów tropiących. W toku śledztwa trafiają na ślad głęboko zakonspirowanego spisku, który może doprowadzić do zagłady. Zegar tyka, czasu jest coraz mniej, a niezwykle niebezpieczny przeciwnik wynalazł skuteczną metodę zarażenia ogromnej liczby ludzi. Jutro może być za późno…

1489689749219 (1)

Wbrew temu, co pisałam np. o Mrocznym tropie, tu wypadałoby znać wcześniejsze tomy obu cykli: i tego, którego główną bohaterką jest O’Dell, i tego, w którym pierwsze skrzypce gra Ryder Creed. Pomijając już nawet liczne odwołania do wydarzeń z przeszłości Maggie, trzeba jasno powiedzieć, że niektóre z nich są drobnymi spojlerami, które mogą Was pozbawić przyjemności z lektury książek poprzedzających Epidemię. A szkoda by było, byście przegapili wcześniejsze przygody agentki O’Dell. Jeśli jednak nie znacie twórczości Alex Kavy, to chociaż przeczytajcie Ściśle tajne, powieść, której bezpośrednią kontynuacją jest najnowszy thriller autorki. Dzięki temu lepiej będziecie się orientować w ogólnej sytuacji i roli poszczególnych bohaterów.

Ostatnie powieści Kavy, w których autorka wprowadziła do fabuły psy tropiące, przybliżały nam ciężką pracę wykonywaną przez naszych czworonożnych przyjaciół. Dowiedzieliśmy się z nich między innymi tego, jak należy szkolić psa, by potrafił szukać zarówno ludzi żywych, jak i martwych. Teraz nasza wiedza na temat zdolności i możliwości tych niezwykle inteligentnych zwierząt się poszerza – wiemy, że pies jest w stanie wyczuć raka w bardzo wczesnym stadium, gdy choroby nie wykazują jeszcze badania laboratoryjne. Psy nie tylko wyczuwają narkotyki, ale także są w stanie bezbłędnie wskazać ludzi chorych na konkretne choroby. Ich pomoc bywa zatem bezcenna.

W porównaniu do poprzedniego thrillera autorki bez wahania mogę stwierdzić, że Epidemia jest o niebo lepszą książką, choć do Zabójczego wirusa, z którym łączy ją tematyka śmiercionośnego wirusa, wciąż wiele jej brakuje. Zaletą tej książki jest to, że praktycznie od początku do końca występuje w niej Maggie. Fani bohaterki powinni być zadowoleni. Krótkie, kilkustronicowe rozdziały, brak zbędnych opisów, w których miejsce pojawiają się dynamizujące akcję dialogi, oraz przystępny język to elementy, dzięki którym czyta się tę książkę szybko i przyjemnie. In minus zaliczam liczne literówki, których obecność zawsze wynika z niedbałości. Wystarczyłoby raz przeczytać książkę, by bez trudu je wyeliminować.

Podsumowując, mogę ze spokojem polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Na koniec dodam, że jestem bardzo ciekawa, czy Alex Kava odwiedzi kiedyś nasz kraj. Spotkanie z tą pisarką byłoby prawdziwą ucztą dla jej fanów, którzy z pewnością tłumnie by się na nim stawili. Ciekawe, czy się go doczekamy :)

 Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Baśnie barda Beedle’a”, J.K. Rowling [recenzja]

Baśnie_Barda_Bedlea_okładka_RGB01Autor: J.K. Rowling

Tytuł: Baśnie barda Beedle’a

Tytuł oryginalny: The Tales of Beedle the Bard

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 144

 

Ludzie mają dziwną skłonność do wybierania tego, co prowadzi ich do zguby. Albus Dumbledore

Harry Potter i jego magiczny świat to chyba jedyny temat, który nigdy mi się nie znudzi. Do historii Pottera i jego przyjaciół z Hogwartu lubię co jakiś czas wracać, czy to czytając powieści, czy to oglądając ich doskonałe ekranizacje. Przeżywanie na nowo przygód „chłopca, który przeżył” nieustannie sprawia mi ogromną frajdę, a każdy taki powrót przywodzi na myśl cudowne wspomnienia. I nie ma znaczenia, że z roku na rok jestem coraz starsza. Harry Potter to fenomen na skalę światową i coś, co wielu z nas kształtowało, trudno więc o nim zapomnieć. Tych powrotów jest już jednak coraz mniej, bo niemal wszystko już przerobiliśmy. Dlatego też każda, choćby najmniejsza, okazja cieszy. Taką okazją do powrotu do świata magii i czarodziejstwa było nowe wydanie Baśni barda Beedle’a, które 15 marca 2017 roku miało swoją premierę.

Baśnie barda Beedle’a to zbiór poruszających opowieści, które uczą i bawią jednocześnie. W jego skład wchodzi pięć opowiadań, a każde z nich niesie za sobą morał, który warto zapamiętać.

  • Czarodziej i skaczący garnek, czyli nie należy odwracać się od potrzebujących;
  • Fontanna Szczęśliwego Losu, czyli nasze szczęście zależy wyłącznie od nas samych;
  • Włochate serce czarodzieja, czyli cierpienie to nieodłączony element życia ludzkiego;
  • Czara Mara i jej gdaczący pieniek, czyli utraconego życia nic nie przywróci;
  • Opowieść o trzech braciach, czyli przed śmiercią nie ma ucieczki.

Baśnie Beedle’a mają wiele wspólnego z naszymi bajkami. I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o obecność magii. Podobnie jak w doskonale znanych polskim dzieciom bajkach, chociażby tych disnejowskich, i tu dobrzy ludzie są zwykle wynagradzani za swoje postępowanie, a źli karani. Uniwersalizm opowieści to kolejny element, który łączy bajki czarodziejów z bajkami osób spoza magicznego świata. Zdarzenia rozgrywają się w nieokreślonym miejscu i czasie, a fantastyczny świat baśni zaludniony jest niezwykłymi postaciami, wśród których znajdziemy: krasnoludki, skrzaty, czarownice, wróżki, dobre i złe duchy, a także księżniczki czy rycerzy (nie zawsze na białym koniu).

14892609hTrzeba przyznać, że nowe wydanie baśni prezentuje się bardzo dobrze. Twarda oprawa, piękne ilustracje znakomitego chorwackiego artysty Tomislava Tomicia i duża, ułatwiająca czytanie czcionka – wszystko to działa na korzyść tej pozycji. A jednak mimo to nie sposób nie zwrócić uwagi na objętość tej książki, która – nie oszukujmy się – jest naprawdę cieniutka. Gdyby tych pięć krótkich opowieści było pozbawionych obszernego i momentami niezwykle nużącego komentarza Albusa Dumbledore’a oraz licznych ilustracji, to z całości zostałoby bardzo niewiele. Uważam, że zawartych w zbiorze baśni powinno być co najmniej dziesięć, aby dłużej móc cieszyć się lekturą i powrotem do świata magii. Bojąc się, że książkę przeczytam w ciągu godziny, postanowiłam codziennie serwować sobie przed snem jedną opowieść, skupiając się tylko na niej i na występujących w niej postaciach. Miałam nadzieję, że przyswojona w ten sposób nauka na dłużej pozostanie w mojej pamięci.

Gdybym miała podsumować morał całego zbioru, to powiedziałabym, że chowająca się za postacią legendarnego barda Beedle’a J.K. Rowling chce przekazać swoim czytelnikom, że w pewnych sytuacjach nawet znajomość magii okazuje się niewystarczająca. Zdają się to potwierdzać bohaterowie baśni, którzy choć posługują się czarami, z życiowymi przeszkodami radzą sobie nie lepiej od mugoli.

1489854353649Podsumowując, muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowana, bo ten zbiór, a właściwie zbiorek, nie spełnił moich oczekiwań, chociaż cieszę się, że dzięki niemu mogłam przypomnieć sobie doskonałą opowieść o trzech braciach, którzy byli posiadaczami znanych z siódmej części serii o Harrym Potterze Insygniów Śmierci. Nie zmienia to faktu, że Baśnie barda Beedle’a, podobnie jak Quidditch przez wieki oraz leksykon Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja, która powinna znaleźć się w domowej biblioteczce każdego potteromaniaka.

Na koniec warto dodać, że wpływy z niniejszego wydania zostaną przekazane organizacjom charytatywnym wspierającym dzieci i młodzież w trudnej sytuacji życiowej.

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki:
https://mediarodzina.pl

„Konklawe”, Robert Harris [recenzja]

d_3785Autor: Robert Harris

Tytuł: Konklawe

Tytuł oryginalny: Conclave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 336

 

 

POTĘGA BOGA KONTRA AMBICJA CZŁOWIEKA, czyli o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej

Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomelemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do Stolicy Apostolskiej zjeżdżają się kardynałowie z całego świata, by w zgodzie z własnym sumieniem wybrać nowego zwierzchnika Kościoła katolickiego. Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru. Bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Chętnych do objęcia nieobsadzonego tronu Stolicy Apostolskiej jest oczywiście wielu. Tremblay, Tedesco, Bellini, Adeyemi – to tylko niektórzy z kandydatów. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan Kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też ujawnić mroczną przeszłość głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami. Jak długo będziemy musieli czekać, by ujrzeć biały dym nad Kaplicą Sykstyńską? Kto zostanie nowym papieżem?

1489252851635Conclave, sede vacante, in pectore, symonia…

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: O, kurczę, niemożliwe!, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Nie znając powieści, można by pomyśleć, że historia mozolnie przebiegających kolejnych głosowań oraz jeżdżący tam i z powrotem kardynałowie to właściwie nic ciekawego. Nic bardziej mylnego! Napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę, od pierwszej do ostatniej strony. Skrywane przez głównych pretendentów do objęcia stanowiska  tajemnice, a także chęć poznania ostatecznego wyniku konklawe nie pozwalają nam choć na chwilę oderwać się od czytania. Harris ma też tę niezwykłą umiejętność całkowitego angażowania czytelnika w czytaną przez niego książkę. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej fascynuje nas to, co jest dla nas niedostępne. Wielu z nas pewnie nie raz zastanawiało się, co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej, gdy trwa konklawe. Jak przebiegają głosowania? Czy kardynałowie rzeczywiście powstrzymują się od handlowania godnościami i urzędami kościelnymi, czy też dla władzy gotowi są zrobić wszystko? Jakie mroczne tajemnice skrywają ci, którzy choć służą ideałowi, nie zawsze są idealni? Robert Harris potrafi zainteresować czytelnika do tego stopnia, że ten na własną rękę będzie szukał informacji na temat opisywanych praktyk, przepisów i zwyczajów. Nie wyobrażam sobie, by mniej biegłych w terminologii kościelnej czytelników nie kusiło, aby poszukać w internecie szczegółowego objaśnienia, kim jest kardynał in pectore i w jakich okolicznościach papież go mianuje albo co oznacza termin symonia.

Wydane nakładem Wydawnictwa Albatros Konklawe to kolejna powieść, w której Robert Harris porusza problem władzy. Pragnienie wpływów, potęgi, krwawa i pełna intryg walka o władzę to tematyka aktualna niemal od zarania dziejów. Starożytny Rzym, osmańska Turcja, świat w czasie dwóch wojen… – przykłady można by mnożyć, zawsze jednak chodziło o to, kto podporządkuje sobie innych, kto okaże się silniejszy i bardziej przebiegły. Kto zyska władzę, a kto będzie musiał się poddać. Tym razem nie jest inaczej. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com