„Co kryją jej oczy”, Sarah Pinborough [recenzja]

co.kryja.jej.oczyAutor: Sarah Pinborough

Tytuł: Co kryją jej oczy

Tytuł oryginalny: Behind Her Eyes

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 400

 

 

Czasem miłość jest tak potężna, że zmiata wszystko, co staje jej na drodze. (s.394)

Adele i David Martinowie to małżeństwo na pozór idealne. On jest odnoszącym sukcesy zawodowe specjalistą z dziedziny psychiatrii; ona – doskonale zorganizowaną panią domu, perfekcyjną w każdym calu, a do tego zjawiskowo piękną kobietą, która zwykła wzbudzać zachwyt nie tylko w mężczyznach, ale i w kobietach. Jak im nie zazdrościć, skoro mają wszystko? Miłość od pierwszego wejrzenia, fantastyczny dom, pieniądze i żadnych zmartwień. Bajka, w którą trudno uwierzyć. Marzenie, które w innych ludziach może wzbudzać wyłącznie zazdrość. Rodzina jak z obrazka, choć w domu Martinów nie słychać ani śmiechu dzieci, ani głosów przyjaciół, ani nawet szczekania psa. To jednak wydaje im się do szczęścia zupełnie niepotrzebne. Mają siebie i to im wystarcza. Ale czy na pewno? Czy to, co widzimy, nie jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Mamy szansę przekroczyć próg ich domu, by to sprawdzić.

Ludzie bez przerwy zdradzają. Zawsze z egoistycznych i prymitywnych przyczyn. Tylko nasze uzasadnienia są skomplikowane. (s. 121)

Gdy życie Martinów wydaje się najpiękniejszym snem, życie Louise zaczyna przypominać najgorszy koszmar. Nieudane małżeństwo zakończone rozwodem, samotne wychowywanie dziecka i wieczne problemy ze snem nadszarpnęły nerwy Lou, która nie mogąc poradzić sobie z położeniem, w jakim się znalazła, faszeruje się papierosami i alkoholem, licząc, że te łatwo dostępne używki ukoją jej ból. Najbardziej jednak doskwiera jej brak bratniej duszy, kogoś, przy kim czułaby się bezpieczna i kochana. Gdy więc w barze poznaje mężczyznę, który od razu wpada jej w oko, Louise wierzy, że najlepsze lata wciąż ma przed sobą. To, co miało być jednorazową znajomością, będzie się za Lou ciągnęło w nieskończoność. Okazuje się bowiem, że szalenie przystojny znajomy z baru to nikt inny jak nowy szef Louise. A nowy szef Louise to nikt inny jak… David Martin, mąż Adele. Co z tego wyniknie? Na pewno nic dobrego.

Spragniona bliskości Louise popełnia jeden bardzo poważny błąd, gdy – trochę z ciekawości, a trochę z zazdrości – zaprzyjaźnia się z żoną mężczyzny, do którego potajemnie wzdycha. Spędzając czas z obojgiem, może obserwować ich zachowanie. I choć moralny kompas Louise nie zawsze wskazuje północ, to kobieta szybko zorientuje się, że w związku tych dwojga dzieje się coś bardzo złego. Jakie tajemnice odkryje Louise, której intencje wbrew pozorom wcale nie są złe? Czy David i Adele to para idealna czy też przykład patologii społecznej?

1490018311780Czy opis fabuły czegoś Wam nie przypomina? Oczywiście na pierwszy rzut oka, bez zagłębiania się w szczegóły. Mnie przypominał, a jakże! Książka Co kryją jej oczy od razu skojarzyła mi się z czytaną przeze mnie nie tak dawno debiutancką powieścią B.A. Paris Za zamkniętymi drzwiami. Podobny opis, podobni bohaterowie i podobny motyw przewodni. I choć thriller autorstwa Paris bardzo mi się podobał, powodując u mnie szybsze bicie serca i wywołując napięcie, to jednak czytanie dwa razy tej samej historii wydawało mi się zupełnie niepotrzebne. Ostatecznie zachęcona pozytywnymi recenzjami czytelników, którzy byli pod wrażeniem zakończenia książki, postanowiłam się skusić. Zakupiłam powieść Pinborough i zasiadłam do czytania. Na okładce możemy przeczytać, że: „Co kryją jej oczy” to mroczny thriller, w którym napięcie rośnie powoli i nieubłaganie, aż do niespodziewanego zwrotu akcji, który stawia na głowie tę historię miłosnego trójkąta – a także sposób, w jaki patrzysz na świat. Pomyślałam, że taki opis musi do czegoś zobowiązywać. Po dobrnięciu do ostatniej strony powieści wiem, że taki opis to przede wszystkich chwyt reklamowy mający skłonić czytelników do kupna książki. Część czytelników – tych, którym powieść się podobała – pewnie się ze mną nie zgodzi, ale ci pozostali, którzy podczas lektury w ogóle nie odczuwali napięcia, mogą przyznać mi rację Pierwsze rozdziały rzeczywiście przypominają thriller Paris, na tym jednak podobieństwa się kończą. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantowały nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy słaby. Bo thriller z założenia powinien wywoływać u czytelnika dreszcze. Jeden z zagranicznych recenzentów Za zamkniętymi drzwiami zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Tu długo możemy się zastanawiać, kto jest katem, a kto ofiarą i jaką rolę w przedstawionej historii odgrywa Louise, ale wątpię, byście czytając Co kryją jej oczy, czuli ucisk gdzieś w okolicach klatki piersiowej, nie mówiąc już o wypiekach na twarzy. Powieść do pewnego momentu czyta się jednak dość przyjemnie – szybko i z zainteresowaniem. Zmienia się to wtedy, gdy autorka zaczyna odchodzić od realizmu na rzecz sfery metafizycznej. Trzeba dodać, że oba te plany – realistyczny i metafizyczny – mają równorzędne znaczenie, co znaczy, że wzajemnie się dopełniają. Jawa i sen nieustannie się przenikają. Nocne wizje, których zdarza się nam doświadczać, albo nas zachwycają, albo przerażają, nie ulega jednak wątpliwości, że sen to zjawisko szalenie fascynujące. Od zwykłego snu czymś jeszcze bardziej niezwykłym jest tzw. świadomy sen, będący rodzajem snu, w którym można robić to, o czym się zawsze marzyło. Śniący kontroluje nocne wizje, dzięki czemu jest w stanie poradzić sobie z nawracającymi koszmarami sennymi. Niestety nie mogę powiedzieć więcej, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. Zakładam, że część z Was zamierza po tę książkę sięgnąć. Mnie jednak – osobę twardo stąpającą po ziemi, która wierzy tylko w to, co widzi i czego może dotknąć – zakończenie thrillera Pinborough zupełnie nie przekonało. Co więcej, nawet mnie nie zachwyciło. Końcówkę – czytaną przeze mnie w istnych męczarniach i stopniowo narastającym rozczarowaniu – uważam za element najmniej udany  i to, co przesądziło o tak niskiej ocenie książki. Ale to, że książka nie przypadła mi do gustu, nie znaczy, że i Wam ma się nie podobać. Wszystkiemu pewnie winien jest mój sceptycyzm i to, że od literatury z elementami niesamowitości stronię jak od ognia. A zatem nie zachęcam i nie zniechęcam. Sami musicie zdecydować, czy chcecie poznać historię tego miłosnego trójkąta.

 Moja ocena: 4/10

Źródło okładki:
http://www.proszynski.pl

„Epidemia”, Alex Kava [recenzja]

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAutor: Alex Kava

Tytuł: Epidemia

Tytuł oryginalny: Reckless Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

 

Najgroźniejsze jest to, czego nie widać…

Alex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy (Ostateczny cel, Mroczny trop, Ściśle tajne) sprawiły, że do lektury Epidemii podchodziłam z dystansem i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy, przyspieszony puls i to, że od opowiadanej historii nie będę się mogła oderwać. Spojrzenie na całokształt twórczości pisarki uświadamia nam przykrą prawdę – początek Kava miała rewelacyjny (Dotyk zła, W ułamku sekundy), środek średni (Kolekcjoner, Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a jej najnowsze powieści też nie zachwycają, choć mam nadzieję, że ta doskonała autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości nie raz zaskoczy swoich czytelników.

W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa niezwiązane ze sobą samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policji. Wkrótce jednak okazuje się, że zmarli byli nosicielami zmutowanego wirusa, który jeśli się rozprzestrzeni, będzie zagrażał ludzkości. Nie ma wyjścia. Śledztwo muszą przejąć FBI i wywiad wojskowy, na którego czele stoi Benjamin Platt, dyrektor USAMRIID.

Przydzielona do sprawy agentka Maggie O’Dell nawiązuje współpracę ze swoim dobrym znajomym, Ryderem Creedem, wyspecjalizowanym ratownikiem, który dysponuje zespołem psów tropiących. W toku śledztwa trafiają na ślad głęboko zakonspirowanego spisku, który może doprowadzić do zagłady. Zegar tyka, czasu jest coraz mniej, a niezwykle niebezpieczny przeciwnik wynalazł skuteczną metodę zarażenia ogromnej liczby ludzi. Jutro może być za późno…

1489689749219 (1)

Wbrew temu, co pisałam np. o Mrocznym tropie, tu wypadałoby znać wcześniejsze tomy obu cykli: i tego, którego główną bohaterką jest O’Dell, i tego, w którym pierwsze skrzypce gra Ryder Creed. Pomijając już nawet liczne odwołania do wydarzeń z przeszłości Maggie, trzeba jasno powiedzieć, że niektóre z nich są drobnymi spojlerami, które mogą Was pozbawić przyjemności z lektury książek poprzedzających Epidemię. A szkoda by było, byście przegapili wcześniejsze przygody agentki O’Dell. Jeśli jednak nie znacie twórczości Alex Kavy, to chociaż przeczytajcie Ściśle tajne, powieść, której bezpośrednią kontynuacją jest najnowszy thriller autorki. Dzięki temu lepiej będziecie się orientować w ogólnej sytuacji i roli poszczególnych bohaterów.

Ostatnie powieści Kavy, w których autorka wprowadziła do fabuły psy tropiące, przybliżały nam ciężką pracę wykonywaną przez naszych czworonożnych przyjaciół. Dowiedzieliśmy się z nich między innymi tego, jak należy szkolić psa, by potrafił szukać zarówno ludzi żywych, jak i martwych. Teraz nasza wiedza na temat zdolności i możliwości tych niezwykle inteligentnych zwierząt się poszerza – wiemy, że pies jest w stanie wyczuć raka w bardzo wczesnym stadium, gdy choroby nie wykazują jeszcze badania laboratoryjne. Psy nie tylko wyczuwają narkotyki, ale także są w stanie bezbłędnie wskazać ludzi chorych na konkretne choroby. Ich pomoc bywa zatem bezcenna.

W porównaniu do poprzedniego thrillera autorki bez wahania mogę stwierdzić, że Epidemia jest o niebo lepszą książką, choć do Zabójczego wirusa, z którym łączy ją tematyka śmiercionośnego wirusa, wciąż wiele jej brakuje. Zaletą tej książki jest to, że praktycznie od początku do końca występuje w niej Maggie. Fani bohaterki powinni być zadowoleni. Krótkie, kilkustronicowe rozdziały, brak zbędnych opisów, w których miejsce pojawiają się dynamizujące akcję dialogi, oraz przystępny język to elementy, dzięki którym czyta się tę książkę szybko i przyjemnie. In minus zaliczam liczne literówki, których obecność zawsze wynika z niedbałości. Wystarczyłoby raz przeczytać książkę, by bez trudu je wyeliminować.

Podsumowując, mogę ze spokojem polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Na koniec dodam, że jestem bardzo ciekawa, czy Alex Kava odwiedzi kiedyś nasz kraj. Spotkanie z tą pisarką byłoby prawdziwą ucztą dla jej fanów, którzy z pewnością tłumnie by się na nim stawili. Ciekawe, czy się go doczekamy :)

 Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Baśnie barda Beedle’a”, J.K. Rowling [recenzja]

Baśnie_Barda_Bedlea_okładka_RGB01Autor: J.K. Rowling

Tytuł: Baśnie barda Beedle’a

Tytuł oryginalny: The Tales of Beedle the Bard

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 144

 

Ludzie mają dziwną skłonność do wybierania tego, co prowadzi ich do zguby. Albus Dumbledore

Harry Potter i jego magiczny świat to chyba jedyny temat, który nigdy mi się nie znudzi. Do historii Pottera i jego przyjaciół z Hogwartu lubię co jakiś czas wracać, czy to czytając powieści, czy to oglądając ich doskonałe ekranizacje. Przeżywanie na nowo przygód „chłopca, który przeżył” nieustannie sprawia mi ogromną frajdę, a każdy taki powrót przywodzi na myśl cudowne wspomnienia. I nie ma znaczenia, że z roku na rok jestem coraz starsza. Harry Potter to fenomen na skalę światową i coś, co wielu z nas kształtowało, trudno więc o nim zapomnieć. Tych powrotów jest już jednak coraz mniej, bo niemal wszystko już przerobiliśmy. Dlatego też każda, choćby najmniejsza, okazja cieszy. Taką okazją do powrotu do świata magii i czarodziejstwa było nowe wydanie Baśni barda Beedle’a, które 15 marca 2017 roku miało swoją premierę.

Baśnie barda Beedle’a to zbiór poruszających opowieści, które uczą i bawią jednocześnie. W jego skład wchodzi pięć opowiadań, a każde z nich niesie za sobą morał, który warto zapamiętać.

  • Czarodziej i skaczący garnek, czyli nie należy odwracać się od potrzebujących;
  • Fontanna Szczęśliwego Losu, czyli nasze szczęście zależy wyłącznie od nas samych;
  • Włochate serce czarodzieja, czyli cierpienie to nieodłączony element życia ludzkiego;
  • Czara Mara i jej gdaczący pieniek, czyli utraconego życia nic nie przywróci;
  • Opowieść o trzech braciach, czyli przed śmiercią nie ma ucieczki.

Baśnie Beedle’a mają wiele wspólnego z naszymi bajkami. I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o obecność magii. Podobnie jak w doskonale znanych polskim dzieciom bajkach, chociażby tych disnejowskich, i tu dobrzy ludzie są zwykle wynagradzani za swoje postępowanie, a źli karani. Uniwersalizm opowieści to kolejny element, który łączy bajki czarodziejów z bajkami osób spoza magicznego świata. Zdarzenia rozgrywają się w nieokreślonym miejscu i czasie, a fantastyczny świat baśni zaludniony jest niezwykłymi postaciami, wśród których znajdziemy: krasnoludki, skrzaty, czarownice, wróżki, dobre i złe duchy, a także księżniczki czy rycerzy (nie zawsze na białym koniu).

14892609hTrzeba przyznać, że nowe wydanie baśni prezentuje się bardzo dobrze. Twarda oprawa, piękne ilustracje znakomitego chorwackiego artysty Tomislava Tomicia i duża, ułatwiająca czytanie czcionka – wszystko to działa na korzyść tej pozycji. A jednak mimo to nie sposób nie zwrócić uwagi na objętość tej książki, która – nie oszukujmy się – jest naprawdę cieniutka. Gdyby tych pięć krótkich opowieści było pozbawionych obszernego i momentami niezwykle nużącego komentarza Albusa Dumbledore’a oraz licznych ilustracji, to z całości zostałoby bardzo niewiele. Uważam, że zawartych w zbiorze baśni powinno być co najmniej dziesięć, aby dłużej móc cieszyć się lekturą i powrotem do świata magii. Bojąc się, że książkę przeczytam w ciągu godziny, postanowiłam codziennie serwować sobie przed snem jedną opowieść, skupiając się tylko na niej i na występujących w niej postaciach. Miałam nadzieję, że przyswojona w ten sposób nauka na dłużej pozostanie w mojej pamięci.

Gdybym miała podsumować morał całego zbioru, to powiedziałabym, że chowająca się za postacią legendarnego barda Beedle’a J.K. Rowling chce przekazać swoim czytelnikom, że w pewnych sytuacjach nawet znajomość magii okazuje się niewystarczająca. Zdają się to potwierdzać bohaterowie baśni, którzy choć posługują się czarami, z życiowymi przeszkodami radzą sobie nie lepiej od mugoli.

1489854353649Podsumowując, muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowana, bo ten zbiór, a właściwie zbiorek, nie spełnił moich oczekiwań, chociaż cieszę się, że dzięki niemu mogłam przypomnieć sobie doskonałą opowieść o trzech braciach, którzy byli posiadaczami znanych z siódmej części serii o Harrym Potterze Insygniów Śmierci. Nie zmienia to faktu, że Baśnie barda Beedle’a, podobnie jak Quidditch przez wieki oraz leksykon Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja, która powinna znaleźć się w domowej biblioteczce każdego potteromaniaka.

Na koniec warto dodać, że wpływy z niniejszego wydania zostaną przekazane organizacjom charytatywnym wspierającym dzieci i młodzież w trudnej sytuacji życiowej.

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki:
https://mediarodzina.pl

„Konklawe”, Robert Harris [recenzja]

d_3785Autor: Robert Harris

Tytuł: Konklawe

Tytuł oryginalny: Conclave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 336

 

 

POTĘGA BOGA KONTRA AMBICJA CZŁOWIEKA, czyli o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej

Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomelemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do Stolicy Apostolskiej zjeżdżają się kardynałowie z całego świata, by w zgodzie z własnym sumieniem wybrać nowego zwierzchnika Kościoła katolickiego. Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru. Bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Chętnych do objęcia nieobsadzonego tronu Stolicy Apostolskiej jest oczywiście wielu. Tremblay, Tedesco, Bellini, Adeyemi – to tylko niektórzy z kandydatów. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan Kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też ujawnić mroczną przeszłość głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami. Jak długo będziemy musieli czekać, by ujrzeć biały dym nad Kaplicą Sykstyńską? Kto zostanie nowym papieżem?

1489252851635Conclave, sede vacante, in pectore, symonia…

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: O, kurczę, niemożliwe!, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Nie znając powieści, można by pomyśleć, że historia mozolnie przebiegających kolejnych głosowań oraz jeżdżący tam i z powrotem kardynałowie to właściwie nic ciekawego. Nic bardziej mylnego! Napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę, od pierwszej do ostatniej strony. Skrywane przez głównych pretendentów do objęcia stanowiska  tajemnice, a także chęć poznania ostatecznego wyniku konklawe nie pozwalają nam choć na chwilę oderwać się od czytania. Harris ma też tę niezwykłą umiejętność całkowitego angażowania czytelnika w czytaną przez niego książkę. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej fascynuje nas to, co jest dla nas niedostępne. Wielu z nas pewnie nie raz zastanawiało się, co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej, gdy trwa konklawe. Jak przebiegają głosowania? Czy kardynałowie rzeczywiście powstrzymują się od handlowania godnościami i urzędami kościelnymi, czy też dla władzy gotowi są zrobić wszystko? Jakie mroczne tajemnice skrywają ci, którzy choć służą ideałowi, nie zawsze są idealni? Robert Harris potrafi zainteresować czytelnika do tego stopnia, że ten na własną rękę będzie szukał informacji na temat opisywanych praktyk, przepisów i zwyczajów. Nie wyobrażam sobie, by mniej biegłych w terminologii kościelnej czytelników nie kusiło, aby poszukać w internecie szczegółowego objaśnienia, kim jest kardynał in pectore i w jakich okolicznościach papież go mianuje albo co oznacza termin symonia.

Wydane nakładem Wydawnictwa Albatros Konklawe to kolejna powieść, w której Robert Harris porusza problem władzy. Pragnienie wpływów, potęgi, krwawa i pełna intryg walka o władzę to tematyka aktualna niemal od zarania dziejów. Starożytny Rzym, osmańska Turcja, świat w czasie dwóch wojen… – przykłady można by mnożyć, zawsze jednak chodziło o to, kto podporządkuje sobie innych, kto okaże się silniejszy i bardziej przebiegły. Kto zyska władzę, a kto będzie musiał się poddać. Tym razem nie jest inaczej. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Grób mojej siostry”, Robert Dugoni [recenzja]

d_3784Autor: Robert Dugoni

Tytuł: Grób mojej siostry

Tytuł oryginalny: My Sister’s Grave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć, boimy się niez­na­nego, ale ja już nie boję się ciemności…

Grób mojej siostry to jedna z książek, które zwróciły moją szczególną uwagę, gdy czytałam o nowościach Wydawnictwa Albatros. Wystarczył rzut oka na opis, żebym chciała sięgnąć po ten thriller. Na początku może się wydawać, że historia wymyślona przez Dugoniego jest dość banalna, przewidywalna i pewnie nie raz już coś podobnego czytaliście. Może i jest w tym trochę racji, ale niech nie zmyli Was to błędne pierwsze wrażenie, bo powieść Dugoniego naprawdę warto przeczytać!

Tracy Crosswhite przez lata kwestionowała fakty dotyczące zniknięcia jej siostry, Sary. Prowadząca śledztwo policja straciła nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie dziewczynę żywą, a zgromadzone dowody wystarczyły, by skazać Edmunda House’a. Tracy nie wierzy jednak, że House, przestępca seksualny oskarżony i skazany za morderstwo pierwszego stopnia, jest faktycznym sprawcą tej zbrodni. Licząc, że uda jej się odnaleźć prawdziwego mordercę i wymierzyć sprawiedliwość, Tracy wstępuje do policji i zostaje detektywem w wydziale zabójstw w Seattle, poświęcając się bez reszty tropieniu przestępców.

Gdy po dwudziestu latach ciało Sary zostaje odnalezione w pobliżu rodzinnego miasta Crosswhite’ów, Tracy ze zdwojoną energią rzuca się w wir pracy, by odnaleźć odpowiedzi na pytania, które dręczą ją od lat. Śledcza Crosswhite wraca, choć niechętnie, do Cedar Grove i przy pomocy znajomego ma zamiar doprowadzić do rewizji procesu House’a. Kobieta jest przekonana, że dwadzieścia lat temu doszło do zaniedbań, w konsekwencji których House niesłusznie trafił za kratki. Szukając prawdziwego zabójcy siostry, Tracy odkryje tajemnice, które podważą jej wspomnienia z przeszłości, i otworzy drzwi śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Czy 20 lat temu rzeczywiście doszło do zawiązania spisku? Czy Edmund House jest prawdziwym zabójcą Sary, czy też ktoś celowo zrobił z niego kozła ofiarnego? A jeśli to nie on zabił siostrę Tracy, to kto jest mordercą?

1488577880068Przeczytałam tę powieść z ogromną przyjemnością, niemal jednym tchem. Dużym dla mnie zaskoczeniem był styl autora. Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam powieść napisaną przez kobietę, a takie wybieram najczęściej. Dlaczego? Ano dlatego, że z reguły pojawiają się w nich ciekawie nakreślone bohaterki kobiece. I nic dziwnego. W końcu kto zna lepiej psychikę kobiecą od przedstawicielki tej płci? Gerritsen i jej kobiecy duet: Rizzoli & Isles, Kava i wykreowana przez nią agentka FBI Maggie O’Dell, J.T. Ellison i porucznik Taylor Jackson czy Erika Spindler i stworzone przez nią liczne postaci kobiece, w tym chociażby Stacy Killian. Nieustraszone funkcjonariuszki wymiaru sprawiedliwości, które uganiają się za największymi zwyrodnialcami siejącymi strach i zniszczenie. Niezwykłe kobiety, które w swoim życiu widziały już niemal wszystko. Kobiety twarde z zewnątrz i miękkie w środku. Robert Dugoni dość niespodziewanie główną bohaterką czyni policjantkę. Na podobny zabieg zdecydował się Graham Masterton, który napisał cykl o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. I chociaż wykreowana przez autora Białych kości bohaterka jest postacią bardzo interesującą, to jednak w konfrontacji Masterton – Dugoni ten drugi wypada moim zdaniem nieco lepiej. Jego bohaterka od razu wzbudziła moją sympatię, co Katie nie do końca się udało. Poza główną bohaterką, której psychikę Dugoni – mam nadzieję – jeszcze lepiej przedstawi w kolejnych tomach, zaletą tej powieści są również liczne retrospekcje pozwalające nam poznać okoliczności zniknięcia Sary. Dwa plany czasowe, podzielenie fabuły na teraz i kiedyś to ogromny atut tej książki.

Grób mojej siostry to thriller, który czyta się z niezwykłą przyjemnością. Muszę przyznać, że od samego początku byłam bardzo optymistycznie nastawiona do powieści Roberta Dugoniego i – ku mojej radości – nie zawiodłam się. Ta książka to pierwszy tom cyklu skoncentrowanego wokół losów Tracy Crosswhite, jednak ja już wiem, że bez wahania sięgnę po kolejne części. Na stronie autora przeczytałam, że w styczniu tego roku miał premierę 4. tom serii o śledczej Crosswhite. Już nie mogę się doczekać, kiedy zapoznam się z kolejnymi przygodami Tracy, którą po tej lekturze zaliczam do grona moich ulubionych bohaterek. Jedyne, co mnie martwi w przypadku tej powieści, to nieznane nazwisko autora na polskim rynku wydawniczym. Naprawdę szkoda byłoby przegapić Grób mojej siostry z powodu nieznanego nazwiska autora.

1488637673060Podsumowując, mogę Was z czystym sumieniem zapewnić, że Grób mojej siostry Roberta Dugoniego to idealna lektura dla miłośników thrillerów i to thrillerów niekoniecznie krwawych i brutalnych, lecz raczej osnutych wokół pilnie strzeżonych tajemnic z przeszłości. W szczególności zaś polecam tę książkę fanom powieści w stylu thrillerów Alex Kavy, Eriki Spindler czy J.T. Ellison. Jestem przekonana, że to pozycja właśnie dla Was. Jeśli lubicie styl wspomnianych autorek, to się nie zawiedziecie. Z ręką na sercu zachęcam Was do lektury Grobu mojej siostry. Ani się obejrzycie, a książka pochłonie Was bez reszty, pozostawiając niedosyt, że to już koniec. Zdecydowanie tak!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie”, Katy Colins [recenzja]

biuro-podrozy-samotnych-cerc-kierunek-indie-b-iext47877257Autor: Katy Colins

Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie

Tytuł oryginalny: The Lonely Hearts Travel Club: Destination India

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

Indie to kraj naprawdę skrajnych doświadczeń… ale właśnie to sprawia, że jest tak zachwycający. Nie sposób się tam nudzić. (s. 117)

Nie sposób się również nudzić podczas lektury drugiego tomu przygód Georgii Green, bohaterki powieści Katy Colins. Książka Biuro Podroży Samotnych Serc. Kierunek: Indie trafiła do sprzedaży 15 lutego, a ja od razu po jej zakupie chciałam zabrać się do czytania. W sierpniu 2016 roku dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins Polska miałam okazję poznać twórczość brytyjskiej blogerki podróżniczej, która powołała do życia niezwykle sympatyczną i zabawną bohaterkę. W pierwszej części porzucona przez narzeczonego Georgii wybiera się w egzotyczną podróż do Tajlandii. Tam zamierza otrząsnąć się po rozstaniu, które rozbiło ją na tysiąc kawałków i podkopało jej pewność siebie. Chce zapomnieć o niewiernym niedoszłym małżonku, zrelaksować się wśród palm, nacieszyć oczy pięknymi widokami, naładować akumulatory i zawalczyć o własne szczęście. Ile punktów z tej listy udało jej się zrealizować, zdradzić Wam nie mogę. Liczę bowiem, że jeśli jeszcze nie poznaliście, a właściwie nie poznałyście, bo to raczej książka dla pań, Georgii, to szybko to zmienicie.

Wszystko, co ma początek, ma też swój koniec. Nie warto się tego bać. Lepiej się tym delektować. Macie przed sobą na tyle krótkie życie, że powinniście wykorzystać każdą daną wam sekundę. Nie marnujcie cennego czasu i energii na rozpamiętywanie przeszłości i zadręczanie się wyrzutami sumienia. (s. 188)

W drugiej odsłonie przygód „Bridget Jones z plecakiem” Georgia Green prowadzi Biuro Podróży Samotnych Serc, które powoli buduje swoją markę. Miała nadzieję, że ten biznes okaże się cudowną przygodą, ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Praca w branży turystycznej ma niewiele wspólnego z wylegiwaniem się na egzotycznych plażach, które teraz Georgia może oglądać tylko w folderach reklamowych, mających za zadanie zachęcić potencjalnych klientów do wykupienia wycieczki. Natłok obowiązków, niebezpieczne popadanie w pracoholizm i dążenie do perfekcji pod każdym względem sprawiają, że Georgia nie znajduje czasu nie tylko dla Bena, w którym jest zakochana, przyjaciół i rodziców, lecz nawet dla samej siebie. Praca, która miała dać jej stabilizację, satysfakcję i spełnienie marzeń o samodzielnym biznesie, staje się jej obsesją, nad którą trudno zapanować.

(Nie)szczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że kobieta niespodziewanie musi wyjechać służbowo do Indii i incognito wziąć udział w wycieczce singli ze złamanym sercem. Georgia wierzy, że w ten sposób połączy przyjemne z pożytecznym, rozwiąże problemy zawodowe i przypomni sobie, jak cudownie jest podróżować. Pierwsze trudności i nieprzewidziane zdarzenia pojawią się jednak już przed wyjazdem. Magia Tadż Mahal, chaos Bombaju, barwne, pełne przepychu Bollywood, złote plaże Goa – może dzięki tej podróży coś w jej życiu się zmieni. Indie to liczne niespodzianki i nie zawsze można mieć wszystko pod kontrolą. Ruszamy w niezwykłą podróż, która na długo pozostanie w naszej pamięci. Jesteście gotowe?

Nie powinnaś zmieniać siebie tylko po to, żeby uszczęśliwić innych. (s. 264)

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść szalenie lekka i przyjemna. Znajdziecie w niej elementy typowe dla powieści obyczajowej, przygodowej i romansu. O jej wartości decyduje zapewne to, że jej autorka, dziennikarka i blogerka, na własnej skórze przekonała się, co znaczy odciąć się od przeszłości, zapomnieć o bolesnych porażkach i  znaleźć w sobie siłę i odwagę, by zawalczyć o siebie i swoje, nawet najśmielsze, marzenia. Gwarantuję Wam, że z miejsca polubicie Georgię, będziecie wspólnie z nią podbijać świat, cieszyć się drobnostkami i zamartwiać jej kolejnymi upokorzeniami. Ta bohaterka ma w sobie coś, co przyciąga pecha. Nigdy jednak nie traci nadziei i pogody ducha, pokazując nam, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba go tylko dobrze poszukać. To doskonała książka zarówno na lato i wakacyjne leniuchowanie na plaży, jak i mroźną zimę, gdy szczególnie mocno doskwiera nam brak słońca. To także świetna pozycja, jeśli na co dzień czytacie dużo mrocznych thrillerów i kryminałów, czasem warto się od nich oderwać i dać się porwać lekkiej, na pozór błahej opowieści, z której można jednak wynieść też coś mądrego. Na marginesie dodam, że ubóstwiam okładki książek z tej serii. Przywodzą na myśl same dobre skojarzenia.

Na koniec warto wspomnieć, że ukazane przez Katy Colins Indie to nie tylko zapierający dech w piersiach Tadż Mahal, pachnące, kolorowe przyprawy i cudowne plaże. Autorka pokazuje również ich drugie, bardzo smutne oblicze. Żebrzące na ulicach dzieci, zatłoczone lotniska pełne kieszonkowców, ulice pełne rozwścieczonych, niekulturalnych kierowców, brudne chodniki oraz popadające w ruinę budynki, o które nikt nie dba. Cienie i blaski. Piękne wyobrażenie i brutalna rzeczywistość.

1487888458303Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść pełna nie tylko zabawnych przygód, ale i dobrych rad :) Cudownie znów móc towarzyszyć Georgii w jej egzotycznej podróży. Cieszę się tym i czekam na więcej! Następny cel? Chile! Już nie mogę się doczekać! Bardzo polecam obie części. Będziecie mile zaskoczone :)

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Rzeźnik”, Tony Parsons [recenzja]

d_3780Autor: Tony Parsons

Tytuł: Rzeźnik

Tytuł oryginalny: The Slaughter Man (Max Wolfe, #2)

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 320

 

Ludzie na tym świecie zawsze będą próbowali cię zranić. Nie pozwól im na to. Nigdy nie pozwól im cię ranić. (s. 316)

15 lutego 2017 roku był szczęśliwym dniem dla wielu czytelników. To właśnie wtedy do sprzedaży trafiło wiele świetnych książek, na które część z nas od dłuższego czasu z niecierpliwością czekała. Nowa powieść Harlana Cobena, autora przez wielu czytelników okrzykniętego mianem króla thrillera (Już mnie nie oszukasz), trzymający w napięciu debiut brytyjskiej pisarki B.A. Paris (Za zamkniętymi drzwiami), kolejna książka Mai Banks (Z każdym oddechem), drugi tom przygód „Bridget Jones z plecakiem”, przebojowej Georgii Green pióra blogerki Katy Colins (Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie), nowy thriller psychologiczny Mary Kubicy, amerykańskiej autorki bestsellerów, której sławę przyniosła powieść Grzeczna dziewczynka (Kobieta znikąd). Wśród znakomitych premier tego dnia znalazło się również miejsce dla Rzeźnika Tony’ego Parsonsa, drugiej część trylogii z detektywem Maxem Wolfe’em w roli głównej.

Sława przychodzi i odchodzi. Niesława pozostaje na zawsze. (s. 293)

W sylwestrową noc w północnym Londynie na jednym ze strzeżonych osiedli zostają znalezione zwłoki zamożnej rodziny. Bestialsko zamordowani zostali wszyscy jej członkowie z wyjątkiem najmłodszego dziecka, które zniknęło. Narzędzie zbrodni – pistolet do ogłuszania bydła przed ubojem – prowadzi detektywa Wolfe’a do zlokalizowanego w Scotland Yardzie Czarnego Muzeum – przerażającego miejsca, które kryje w sobie tajemnice największych zbrodni; miejsca, które pielęgnuje pamięć o niewinnych ofiarach, nie pozwalając jednocześnie zapomnieć o psychopatycznych szaleńcach, którzy z różnych powodów dopuścili się rozlewu krwi. Wydaje się, że mordercą Woodów musi być człowiek, którego przed trzydziestu laty policja nazwała Rzeźnikiem. Ale Rzeźnik odsiedział już swoje w więzieniu, a dziś jest stary i umierający. Czy to możliwe, by znów zaczął zabijać? Czy morderstwo tej szczęśliwej rodziny było bezmyślną masakrą ze strony szalonego psychopaty, groteskowym hołdem naśladowcy dla swego mistrza czy próbą wrobienia w morderstwo umierającego mężczyzny? Kto stoi za egzekucją Woodów i porwaniem ich czteroletniego syna? Czy Londyn, ta wielokulturowa metropolia, już nigdy nie będzie bezpieczny? Prowadzący śledztwo policjanci nie mają ani chwili do stracenia. Z doświadczenia wiedzą, że każda kolejna godzina, każdy kolejny dzień zmniejszają szanse na odnalezienie dziecka żywego. Ale morderca nie zamierza bezczynnie czekać, aż po niego przyjdą… Rozpoczyna się krwawy wyścig, z którego nie wszyscy wyjdą bez szwanku.

IMG_20170218_212146_237Cykle literackie są tym, co w książkach kocham najbardziej. Jeśli jakaś seria raz mi się spodoba – przepadłam! Będę czytać wszystkie części bez wyjątku, bez względu na opinie innych czytelników, nawet jeśli będą one negatywne. Tak było z powieściami mojej mistrzyni Alex Kavy, z thrillerami Tess Gerritsen, J.T. Ellison, Elisabeth Herrmann czy Grahama Mastertona. Jestem bardzo lojalną czytelniczką, która trzyma się swoich ulubionych pisarzy i bohaterów. Rzadko kiedy sięgam po tomy środkowe, zawsze staram się zaczynać wszystkie historie od początku (chyba tylko Harry’ego Pottera czytałam w dość zaskakującej kolejności: 4-5-2-3-1-6-7). Dlatego właśnie Rzeźnika miałam sobie odpuścić. Sądziłam, że powinnam zacząć od Krwawej wyliczanki, która jeszcze przed swoją premierą zwróciła moją uwagę. Dlaczego ostatecznie po nią nie sięgnęłam? Bo jest pisana w pierwszej osobie, a mnie nic tak nie denerwuje jak kryminał z narracją pierwszoosobową, od początku skażony czyimś punktem widzenia. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem, uznałam, że spróbuję dać mu szansę. Nie uwierzycie, jak bardzo się cieszę, że poznałam prozę Parsonsa! Jego Rzeźnik, wcale nie tak krwawy i brutalny, jakby to sugerował tytuł, to kawał świetnego, nieprzewidywalnego kryminału, który czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, próbując odgadnąć, czy tytułowy Rzeźnik rzeczywiście jest poszukiwanym mordercą, czy też za bestialskie zabójstwo Woodów odpowiedzialny jest ktoś inny. Książka nie jest zbyt obszerna (niektórzy powiedzieliby pewnie, że jest wręcz cieniutka), dzięki czemu opowiadana historia się nie dłuży. Pierwszoosobowa narracja nie stanowi żadnej przeszkody, a główny bohater da się lubić. Dlaczego? Bo jest przeciętnym, nieco poturbowanym przez los facetem, któremu nie wszystko w życiu się udało. Jest jednym z nas. Człowiekiem z tymi samymi troskami, problemami i pragnieniami, z którymi i my musimy się mierzyć. Kimś, kto wielokrotnie dostawał po głowie, i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Nie żadnym superbohaterem, z opresji zawsze wychodzącym obronną ręką, a przez to mało wiarygodnym. Parsons jest daleki od przesady, choć momentami miałam wrażenie, że Max i jego koledzy, wyszkoleni policjanci, trochę za często obrywają. Odchylenie w którąkolwiek ze stron nigdy nie jest wskazane, a umiar jest tym, czego nieraz w książkach brakuje.

Muszę przyznać, że z mojej perspektywy dużym atutem Rzeźnika było to, że jego akcja rozgrywa się w Londynie, w Londynie, który znam i uwielbiam; w Londynie, który zawsze przywodzi mi na myśl najpiękniejsze wspomnienia. To niezwykłe miasto, mieszanina różnych kultur, języków, religii, połączenie nowoczesności z klasyką nie raz pojawiało się w czytanych przeze mnie książkach. W stolicy Anglii toczy się akcja Jedwabnika Roberta Galbraitha, Stalkerów Paula Fincha czy powieści Sharon Bolton. W Londynie akcję swoich powieści osadził też Parsons. U boku jego bohaterów wędrujemy przez luksusowe osiedla i dzielnice, w których lepiej nie pokazywać się po zmroku.

Podsumowując, mogę stwierdzić, że Rzeźnik Tony’ego Parsonsa to bardzo dobra książka, po którą warto sięgnąć. Nie wiem, czy pierwszy tom trylogii jest równie dobry (przekonam się o tym wkrótce, bo zamierzam go przeczytać), jeśli tak, to pewnie nie muszę Was zachęcać do lektury nowej powieści Parsonsa. A jeśli obawiacie się tej książki, bo nie czytaliście Krwawej wyliczanki, to zapewniam, że śmiało możecie siadać do Rzeźnika – nieznajomość pierwszego tomu to żaden problem. Szczerze polecam i czekam na polskie wydanie The Hanging Club.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Już mnie nie oszukasz”, Harlan Coben [recenzja]

d_3779Autor: Harlan Coben

Tytuł: Już mnie nie oszukasz

Tytuł oryginalny: Fool Me Once

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić. (s. 349)

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy i ja sięgnęłam po powieść Harlana Cobena. Od lat zaczytuję się w literaturze sensacyjnej, a jednak do tej pory thrillery Cobena znałam tylko ze słyszenia. Właściwie to nawet było mi wstyd, że nie poświęciłam temu pisarzowi ani chwili uwagi, choć Bez skrupułów i Nie mów nikomu, kupione kiedyś na wyprzedaży, zalegają na mojej półce od bardzo dawna. Gdy więc w moje ręce trafiła najnowsza powieść mistrza suspensu, jednego z najpopularniejszych na świecie autorów thrillerów i zdobywcy prestiżowych nagród, zatytułowana Już mnie nie oszukasz, postanowiłam sprawdzić, czy i mnie Coben, o którym słyszałam wiele dobrego, zachwyci pomysłami i warsztatem pisarskim. Czy tak się stało? Otóż niezupełnie, choć to bez wątpienia dobra książka.

Maya Burkett to kobieta, którą niełatwo złamać. Nieustraszona, silna, skłonna do najwyższych poświęceń, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo najbliższych. Była oficer sił specjalnych, która niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pilotowała śmigłowiec, walcząc w obronie ojczyzny, jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Konsekwencje popełnionych na polu walki błędów będą się za nią ciągnąć jeszcze bardzo długo. W swoim życiu Maya widziała zbyt wiele krwi i martwych ciał, by jej psychika pozostała nienaruszona. Nic więc dziwnego, że śmierć ukochanej siostry oraz morderstwo Joego, męża Mai, sprawiły, że jej ustatkowane życie rozsypało się w gruzy.

Gdy pewnego dnia zamontowana w domu Mai ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki jej dwuletniej córki, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca, Maya zaczyna się obawiać, że popadła w obłęd. Przecież Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej… i to na jej oczach! Czy to początki choroby psychicznej, w której pobrzmiewają echa wojennych zbrodni? Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Trudno jej uwierzyć w to, co widziała, bo to by przecież oznaczało, że Joe żyje… Co to więc było? Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o sobie i swojej rodzinie. Czy Joe rzeczywiście żyje, czy też jego wizerunek na nagraniu to efekt podejmowanych przez niepogodzoną ze śmiercią męża żonę rozpaczliwych prób przywrócenia ukochanego do świata żywych?

20170128_coben(1)Recenzowaną tu powieść Cobena z czystym sumieniem mogę oceniać wyłącznie jako książkę z gatunku thrillera. Nie wiem, jak oceniłabym Już mnie nie oszukasz na tle innych powieści Harlana Cobena, ponieważ – jak już wspomniałam – to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. Jeśli chcecie dostać rzetelną ocenę, musicie sięgnąć do recenzji miłośników pisarstwa tego amerykańskiego autora, którzy – znając jego prozę jak własną kieszeń – będą w stanie określić, czy ten dreszczowiec zasługuje na słowa uznania czy krytyki. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że Coben nie skradł mojego serca, choć jego książkę czytało mi się dobrze. Nie twierdzę, że Już mnie nie oszukasz jest powieścią słabą i przewidywalną. W żadnym wypadku! Zakończenie, przez zagraniczną krytykę uważane za jedno z lepszych w dorobku Cobena, pewnie wielu z Was zaskoczy, bo kto by się spodziewał, że… Spokojnie, tego oczywiście Wam nie zdradzę. Przekonacie się o tym sami, gdy zdecydujecie się poznać historię Mai. Zaletą powieści, prócz tego, że szybko się ją czyta, jest to, że wszystkie na pozór niepowiązane wątki w odpowiednim momencie łączą się w całość, odkrywając mroczną przeszłość wielu bohaterów.

Na koniec wypadałoby pewnie odpowiedzieć na pytanie, czy po lekturze Już mnie nie oszukasz sięgnę po pozostałe powieści Cobena. Niewykluczone, choć raczej nie nastąpi to w najbliższej przyszłości, bo zbyt wiele lektur czeka w kolejce, abym mogła pozwolić sobie na eksperymentowanie z prozą autora cyklu o Myronie Bolitarze. Cobena jednak nie skreślam, ponieważ pozytywne opinie na jego temat nie pozwalają mi na tak lekkomyślny ruch. Z niecierpliwością wyczekuję zatem recenzji pozostałych czytelników, które będą dla mnie cenną wskazówką w sytuacji, gdy będę rozważać lekturę jakiegoś thrillera Harlana Cobena. Nie rozpisując się dłużej, wspomnę może o planowanej ekranizacji Już mnie nie oszukasz. Jeśli wiadomość o filmie na podstawie tego thrillera jakimś cudem do Was jeszcze nie dotarła, to spieszę z informacją, że rzeczywiście powstanie film. W rolę głównej bohaterki wcieli się Julia Roberts, która będzie również współproducentką filmu.

A jak jest z Wami? Lekturę nowej powieści Cobena macie już za sobą czy dopiero planujecie sięgnąć po Już mnie nie oszukasz? Podzielcie się wrażeniami! :)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Za zamkniętymi drzwiami”, B.A. Paris [recenzja]

d_3781Autor: B.A. Paris

Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami

Tytuł oryginalny: Behind Closed Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 304

 

Najbardziej ranią nas ci, których kochamy…

Trudno uwierzyć, że thriller Za zamkniętymi drzwiami to debiut literacki jego autorki. B.A. Paris wykonała bowiem kawał dobrej roboty, tworząc książkę, od której wprost nie sposób się oderwać. Nic więc dziwnego, że jej debiutancki thriller – wywoławszy sensację na międzynarodowym rynku wydawniczym – znalazł się w finale plebiscytu Goodreads Choice Awards aż w dwóch kategoriach (najlepsza powieść sensacyjna i najlepszy debiut).

Jack i Grace. Wszyscy znamy takie pary: miłość od pierwszego wejrzenia, wiecznie w sobie zakochani, nierozłączni. Młodzi małżonkowie, którzy wciąż zachowują się jak nowożeńcy. On jest wykształconym, przystojnym i bogatym prawnikiem, który odnosi sukcesy w sprawach przeciwko mężczyznom fizycznie i psychicznie znęcającym się nad żonami, a ona – czarującą, elegancką i doskonałą w każdym calu panią domu. Inni mogą tylko z zazdrością spoglądać w ich kierunku, marząc o tak idealnym związku, pełnym uczucia, szacunku i zrozumienia. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, bo wydaje się sympatyczną i interesującą kobietą, ale to niełatwe –  ona i Jack są bowiem niczym papużki nierozłączki, które nie mogą bez siebie żyć. Zawsze razem, nigdy osobno. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością. Inni spytaliby, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wyśmienite potrawy, w ogóle nie tyje? Szczęściara? Może. Czy to możliwe, by małżeństwo Angelów było aż tak do bólu idealne, czy też oboje zdołali stworzyć perfekcyjne kłamstwo, które z powodzeniem udaje rzeczywistość? Co kryje się za zamkniętymi drzwiami ich doskonałego domu?

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona w powieści wydaje się dość banalna. Dlaczego? Bo już po pierwszych kilku stronach wiemy, czego dotyczyć będzie fabuła. Nie wiemy jednak, jak przedstawiona historia się zakończy, choć oczywiście mniej lub bardziej możemy się tego domyślać. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantują nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy zwyczajnie słaby. Jeden z zagranicznych recenzentów zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Bez wątpienia trafił on w punkt, zwracając uwagę na tę niezwykłą umiejętność warsztatu pisarskiego brytyjskiej autorki. Pierwszoosobowa narracja, tak bardzo przeze mnie nielubiana, tu okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przedstawienie historii z punktu widzenia Grace, jej uczuć, przemyśleń, jeszcze w dodatku w dwóch przestrzeniach czasowych (teraz i kiedyś) z pewnością działa na korzyść tej książki. Atmosfera gęstnieje ze strony na stronę, a uczucie przerażenia z minuty na minutę coraz bardziej zaczyna nas ogarniać. Dawno nie miałam okazji czytać thrillera, który sprawiłby, że podczas jego lektury czułabym nieustanny ucisk gdzieś pomiędzy klatką piersiową a żołądkiem. To chyba najlepszy dowód na to, że książka Paris zasługuje na uwagę wszystkich miłośników gatunku. Za zamkniętymi drzwiami to coś więcej niż wiarygodny portret niezwykle przebiegłego socjopaty, to również książka o tym, jak bardzo czasem nasze wyobrażenia potrafią odbiegać od rzeczywistości. B.A. Paris pokazuje, że to wyświechtane powiedzenie, iż pozory mylą, nie powstało przez przypadek.

Mimo moich entuzjastycznych zachwytów nad powieścią Paris muszę przyznać, że było też coś, co nie do końca mi się podobało. Otóż, odnoszę wrażenie, że przedstawiona historia jest nieco przerysowana, a momentami wręcz surrealistyczna. Niemniej nie jest to wada, a zaledwie usterka.

20161222_214554Wydana przez Wydawnictwo Albatros debiutancka powieść B.A. Paris to znakomita pozycja dla tych, którzy lubią literaturę z dreszczykiem. Od razu widać, że autorka doskonale odnajduje się w gatunku, do którego aspiruje jej powieść. Za zamkniętymi drzwiami to niezwykle wciągająca książka, która sprawi, że po jej odłożeniu jeszcze długo nie będziecie mogli zapomnieć o historii idealnego małżeństwa Grace i Jacka. Powieść jest tak dobra, że czyta się ją błyskawicznie, bezskutecznie obiecując sobie: Jeszcze tylko jeden rozdział i na dziś koniec. Nie oderwiecie się, zanim nie dobrniecie do końca, ja Wam to gwarantuję. A po wszystkim nawet nie próbujcie mi wmawiać, że ciarki choć raz nie przeszły Wam po plecach. Nigdy Wam w to nie uwierzę! :)

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Kolekcja „W świetle prawa” Johna Grishama w sprzedaży od 20 lutego!

Miłośnicy kolekcji i dobrej literatury, szykuje się nowa kolekcja do zbierania!

Na najnowszą kolekcję przygotowaną przez Wydawnictwo Albatros i Ringier Axel Springer Polska, zatytułowaną W świetle prawa, składa się 26 powieści mistrza thrillera prawniczego i jednego z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych współczesnych pisarzy świata, Johna Grishama (tytuły znajdziecie poniżej). Można śmiało powiedzieć, że te znakomite powieści to już klasyka, łącząca wysokie walory literackie z sensacyjną intrygą i wartką akcją – teraz dostępna w wyjątkowej, jednolitej wersji edytorskiej i twardej oprawie. W skład kolekcji wchodzi 30 tomów. Tom pierwszy dostępny będzie od 20 lutego w specjalnej cenie 7,99 zł. Każdy kolejny, w cenie 15,99 zł, będzie trafiał do sprzedaży co dwa tygodnie w czwartki, począwszy od 9 marca. Kolekcja, którą otwiera Raport Pelikana, jest adresowana do wszystkich wielbicieli dobrej prozy, świetnego warsztatu literackiego i porywającej fabuły – niezależnie od płci. Każda powieść to osobna, wciągająca i świetnie napisana historia, z mistrzowsko poprowadzoną akcją i wyrazistymi nieustraszonymi bohaterami – zdeterminowanymi, by walczyć o prawdę i sprawiedliwość, bez względu na konieczny nakład sił i środków.

John Grisham to literacka potęga – do dziś sprzedał ponad 300 mln egzemplarzy książek i zarobił ponad 200 mln dolarów. Z kilku jego powieści sensacyjnych kasowe hity zrobiło Hollywood, niektóre trafiły też na mały ekran. Choć jako dziecko marzył o grze w pierwszej lidze baseballa, po studiach został wziętym prawnikiem, a zaraz potem pochłonęło go bez reszty pisanie książek. Przez trzy lata praktyki adwokackiej zbierał materiały do swojej pierwszej powieści Czas zabijania (tomy 6. i 7. kolekcji W świetle prawa). Książka sprzedała się w skromnym nakładzie 5 000 egzemplarzy, ale jak na debiut zebrała całkiem niezłe recenzje. Sukces drugiej powieści zaskoczył nawet samego autora – Firma (5. tom kolekcji), dzięki wytwórni Paramount Pictures, która kupiła prawa do ekranizacji rok przed jej wydaniem, stała się hitem, jeszcze zanim trafiła do księgarń. Rynek wydawniczy oszalał, a film Sidneya Pollacka z Tomem Cruisem i Genem Hackmanem odniósł spektakularny sukces. Firma zapoczątkowała serię hitów filmowych na podstawie powieści Grishama – zawsze w gwiazdorskiej obsadzie i pierwszorzędnej reżyserii. Powieści Johna Grishama w tak plastyczny i poruszający sposób opisują walkę zwykłych dobrych ludzi z wszechwładnymi, jak się wydaje, siłami zła oraz spektakularne zwycięstwa dobra i prawdy nad fałszem i niesprawiedliwością.

grisham1 (1)

grisham (1)Jak Wam się podoba pomysł przygotowanej przez Wydawnictwo Albatros kolekcji? Ja muszę przyznać, że choć – trudno w to uwierzyć – nie czytałam jeszcze żadnej powieści Grishama (a przecież to same znane tytuły), to jestem do tego przedsięwzięcia nastawiona bardzo entuzjastycznie. Wiem, że Grisham to król thrillera prawniczego, jednak do tej pory sięgałam po książki innych autorów, np. Erle’a Stanleya Gardnera czy Philipa M. Margolina. Mam nadzieję, że dzięki kolekcji W świetle prawa będę miała okazję zapoznać się z powieściami Grishama. Twarda oprawa, przyciągający uwagę, oryginalny layout i interesujące opisy poszczególnych powieści bardzo mnie przekonują. A Was? Będziecie zbierać tę kolekcję? Czytaliście już coś Grishama? Podzielcie się wrażeniami! :)