„Rzeźnik”, Tony Parsons [recenzja]

d_3780Autor: Tony Parsons

Tytuł: Rzeźnik

Tytuł oryginalny: The Slaughter Man (Max Wolfe, #2)

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 320

 

Ludzie na tym świecie zawsze będą próbowali cię zranić. Nie pozwól im na to. Nigdy nie pozwól im cię ranić. (s. 316)

15 lutego 2017 roku był szczęśliwym dniem dla wielu czytelników. To właśnie wtedy do sprzedaży trafiło wiele świetnych książek, na które część z nas od dłuższego czasu z niecierpliwością czekała. Nowa powieść Harlana Cobena, autora przez wielu czytelników okrzykniętego mianem króla thrillera (Już mnie nie oszukasz), trzymający w napięciu debiut brytyjskiej pisarki B.A. Paris (Za zamkniętymi drzwiami), kolejna książka Mai Banks (Z każdym oddechem), drugi tom przygód „Bridget Jones z plecakiem”, przebojowej Georgii Green pióra blogerki Katy Colins (Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie), nowy thriller psychologiczny Mary Kubicy, amerykańskiej autorki bestsellerów, której sławę przyniosła powieść Grzeczna dziewczynka (Kobieta znikąd). Wśród znakomitych premier tego dnia znalazło się również miejsce dla Rzeźnika Tony’ego Parsonsa, drugiej część trylogii z detektywem Maxem Wolfe’em w roli głównej.

Sława przychodzi i odchodzi. Niesława pozostaje na zawsze. (s. 293)

W sylwestrową noc w północnym Londynie na jednym ze strzeżonych osiedli zostają znalezione zwłoki zamożnej rodziny. Bestialsko zamordowani zostali wszyscy jej członkowie z wyjątkiem najmłodszego dziecka, które zniknęło. Narzędzie zbrodni – pistolet do ogłuszania bydła przed ubojem – prowadzi detektywa Wolfe’a do zlokalizowanego w Scotland Yardzie Czarnego Muzeum – przerażającego miejsca, które kryje w sobie tajemnice największych zbrodni; miejsca, które pielęgnuje pamięć o niewinnych ofiarach, nie pozwalając jednocześnie zapomnieć o psychopatycznych szaleńcach, którzy z różnych powodów dopuścili się rozlewu krwi. Wydaje się, że mordercą Woodów musi być człowiek, którego przed trzydziestu laty policja nazwała Rzeźnikiem. Ale Rzeźnik odsiedział już swoje w więzieniu, a dziś jest stary i umierający. Czy to możliwe, by znów zaczął zabijać? Czy morderstwo tej szczęśliwej rodziny było bezmyślną masakrą ze strony szalonego psychopaty, groteskowym hołdem naśladowcy dla swego mistrza czy próbą wrobienia w morderstwo umierającego mężczyzny? Kto stoi za egzekucją Woodów i porwaniem ich czteroletniego syna? Czy Londyn, ta wielokulturowa metropolia, już nigdy nie będzie bezpieczny? Prowadzący śledztwo policjanci nie mają ani chwili do stracenia. Z doświadczenia wiedzą, że każda kolejna godzina, każdy kolejny dzień zmniejszają szanse na odnalezienie dziecka żywego. Ale morderca nie zamierza bezczynnie czekać, aż po niego przyjdą… Rozpoczyna się krwawy wyścig, z którego nie wszyscy wyjdą bez szwanku.

IMG_20170218_212146_237Cykle literackie są tym, co w książkach kocham najbardziej. Jeśli jakaś seria raz mi się spodoba – przepadłam! Będę czytać wszystkie części bez wyjątku, bez względu na opinie innych czytelników, nawet jeśli będą one negatywne. Tak było z powieściami mojej mistrzyni Alex Kavy, z thrillerami Tess Gerritsen, J.T. Ellison, Elisabeth Herrmann czy Grahama Mastertona. Jestem bardzo lojalną czytelniczką, która trzyma się swoich ulubionych pisarzy i bohaterów. Rzadko kiedy sięgam po tomy środkowe, zawsze staram się zaczynać wszystkie historie od początku (chyba tylko Harry’ego Pottera czytałam w dość zaskakującej kolejności: 4-5-2-3-1-6-7). Dlatego właśnie Rzeźnika miałam sobie odpuścić. Sądziłam, że powinnam zacząć od Krwawej wyliczanki, która jeszcze przed swoją premierą zwróciła moją uwagę. Dlaczego ostatecznie po nią nie sięgnęłam? Bo jest pisana w pierwszej osobie, a mnie nic tak nie denerwuje jak kryminał z narracją pierwszoosobową, od początku skażony czyimś punktem widzenia. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem, uznałam, że spróbuję dać mu szansę. Nie uwierzycie, jak bardzo się cieszę, że poznałam prozę Parsonsa! Jego Rzeźnik, wcale nie tak krwawy i brutalny, jakby to sugerował tytuł, to kawał świetnego, nieprzewidywalnego kryminału, który czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, próbując odgadnąć, czy tytułowy Rzeźnik rzeczywiście jest poszukiwanym mordercą, czy też za bestialskie zabójstwo Woodów odpowiedzialny jest ktoś inny. Książka nie jest zbyt obszerna (niektórzy powiedzieliby pewnie, że jest wręcz cieniutka), dzięki czemu opowiadana historia się nie dłuży. Pierwszoosobowa narracja nie stanowi żadnej przeszkody, a główny bohater da się lubić. Dlaczego? Bo jest przeciętnym, nieco poturbowanym przez los facetem, któremu nie wszystko w życiu się udało. Jest jednym z nas. Człowiekiem z tymi samymi troskami, problemami i pragnieniami, z którymi i my musimy się mierzyć. Kimś, kto wielokrotnie dostawał po głowie, i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Nie żadnym superbohaterem, z opresji zawsze wychodzącym obronną ręką, a przez to mało wiarygodnym. Parsons jest daleki od przesady, choć momentami miałam wrażenie, że Max i jego koledzy, wyszkoleni policjanci, trochę za często obrywają. Odchylenie w którąkolwiek ze stron nigdy nie jest wskazane, a umiar jest tym, czego nieraz w książkach brakuje.

Muszę przyznać, że z mojej perspektywy dużym atutem Rzeźnika było to, że jego akcja rozgrywa się w Londynie, w Londynie, który znam i uwielbiam; w Londynie, który zawsze przywodzi mi na myśl najpiękniejsze wspomnienia. To niezwykłe miasto, mieszanina różnych kultur, języków, religii, połączenie nowoczesności z klasyką nie raz pojawiało się w czytanych przeze mnie książkach. W stolicy Anglii toczy się akcja Jedwabnika Roberta Galbraitha, Stalkerów Paula Fincha czy powieści Sharon Bolton. W Londynie akcję swoich powieści osadził też Parsons. U boku jego bohaterów wędrujemy przez luksusowe osiedla i dzielnice, w których lepiej nie pokazywać się po zmroku.

Podsumowując, mogę stwierdzić, że Rzeźnik Tony’ego Parsonsa to bardzo dobra książka, po którą warto sięgnąć. Nie wiem, czy pierwszy tom trylogii jest równie dobry (przekonam się o tym wkrótce, bo zamierzam go przeczytać), jeśli tak, to pewnie nie muszę Was zachęcać do lektury nowej powieści Parsonsa. A jeśli obawiacie się tej książki, bo nie czytaliście Krwawej wyliczanki, to zapewniam, że śmiało możecie siadać do Rzeźnika – nieznajomość pierwszego tomu to żaden problem. Szczerze polecam i czekam na polskie wydanie The Hanging Club.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com