Tami Hoag, „I w proch się obrócisz” [recenzja]

I-w-proch-sie-obrocisz_Tami-HoagAutor: Tami Hoag

Tytuł: I w proch się obrócisz

Tytuł oryginalny: Ashes to ashes

Wydawnictwo: Libros

Liczba stron: 527

Kryminałów czytam dużo, może nawet za dużo. Sęk w tym, że od lat, niezmiennie uwielbiam mrożące krew w żyłach i trzymające w napięciu do ostatniego słowa i do ostatniej kropki historie, które znakomicie dopełnia postać policjanta lub policjantki, agenta lub agentki FBI czy też innego reprezentanta organów ścigania – słowem: wybitnego umysłu, który jako jeden z nielicznych jest w stanie stawić czoła człowiekowi pozbawionemu skrupułów, bestialskiemu oprawcy, zabijającemu dla zabawy lub zaspokojenia swych chorych pragnień, czyli najczęściej seryjnemu mordercy. Dodatkowym elementem, który, w moim odczuciu, czyni lekturę powieści kryminalnej jeszcze przyjemniejszą, jest romans, stanowiący zaledwie tło dla dominującego wątku kryminalnego. Książki łączące w sobie wspomniane cechy są dokładnie tym, czego zazwyczaj szukam w literaturze popularnej.

I w proch się obrócisz, powieść autorstwa Tami Hoag, wydaje się idealnie pasować do tego schematu. Jest bawiący się z policją w kotka i myszkę seryjny morderca, człowiek niewyobrażalnie przebiegły i okrutny, są inteligentni bohaterowie – kobieta i mężczyzna – którzy próbują go złapać, i jest łączący obie te postaci wątek miłosny. Wszystko to nie wystarcza jednak, bym mogła zaliczyć tę książkę do moich ulubionych. Opis na okładce i sam pomysł na fabułę zachęcają do lektury, ale niestety szybko okazuje się, że powieść Hoag to książka zaledwie dobra, która oprócz tego, że jest momentami bardzo brutalna w swych opisach, niczym szczególnym się nie wyróżnia. Dlaczego tak jest? O tym za chwilę.

Minneapolis, stolica hrabstwa Hennepin i największe miasto w stanie Minnesota. To właśnie tu seryjny morderca, nazwany przez media Krematorem, sieje postrach wśród miejscowej ludności, a zwłaszcza wśród jej żeńskiej części. Nieuchwytny zabójca swoje ofiary najpierw torturuje, a następnie pali, postępując w myśl zasady: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Przerażające, ale niestety prawdziwe. Dotychczas polował na kobiety trudniące się nierządem, a więc należące do grupy najwyższego ryzyka. Policja przeprowadziła pobieżne śledztwo, ale rozwiązanie sprawy morderstwa dwóch prostytutek nie było jej priorytetem. Kiedy Peter Bondurant, posiadający rozległe kontakty w sferze polityki milioner, zgłasza zaginięcie swojej córki, policjanci zostają przyparci do muru. Detektywi Sam Kovac i Nikki Liska ponownie muszą przyjrzeć się sprawie. W rozwiązaniu zagadki mają im pomóc: Kate Conlan, była agentka FBI, a obecnie pracowniczka programu opieki nad świadkami, oraz jej były współpracownik i partner w życiu osobistym, światowej sławy profiler John Quinn. Jedyną osobą, która może ułatwić policji schwytanie budzącego strach szaleńca, jest nastoletnia Angie DiMarco. Dziewczyna nie ma jednak zamiaru współpracować z przedstawicielami prawa. Kate zostaje oddelegowana do nawiązania z Angie bliższego kontaktu oraz przekonania jej, by opracowała z rysownikiem portret pamięciowy podejrzanego. Nerwowa atmosfera, ciągła presja ze strony mediów, polityków i mieszkańców Minneapolis nie ułatwiają pracy specjalnej grupie śledczej. Mocno zaangażowana w sprawę Kate musi uporać się z bolesnymi wspomnieniami z przeszłości, by pomóc kolegom powstrzymać psychopatę. Nie wie jednak, że jej życiu zagraża wielkie niebezpieczeństwo, które czai się tuż za rogiem. Kim jest budzący grozę Kremator? Czy policji uda się go złapać, zanim zabije po raz kolejny?

Po skończonej lekturze muszę przyznać, że książka zaskoczyła mnie swoją brutalnością. Wprawdzie w przeszłości czytałam podobne okropieństwa, ale opisy niektórych scen napełniały mnie odrazą.  Wyobraźnia autorek kryminałów czasem autentycznie mnie przeraża, a Tami Hoag jako autorka I w proch się obrócisz jest tego znakomitym przykładem. Powieść zasadniczo jest pierwszą częścią cyklu z udziałem detektywów: Kovaca i Liski, ale to nie oni są głównymi bohaterami. Są nimi oczywiście: Kate Conlan i John Quinn, w kolejnych częściach te proporcje prawdopodobnie rozkładają się inaczej. Zarówno Kovac i Liska, jak i pozostali członkowie grupy specjalnej jakoś nieszczególnie przypadli mi do gustu. Jałowe rozmowy, wulgarny język oraz ograniczające się do sfery seksu mało śmieszne żarty bohaterów czynią lekturę tej książki momentami nie do zniesienia. Spodziewam się, że tak właśnie wyglądają codzienne rozmowy większości policjantów, zwłaszcza w gronie mężczyzn, ale to detektyw Liska zdecydowanie wychodzi przed szereg, prawdopodobnie próbując w ten sposób zaimponować kolegom. Może jestem pruderyjna, nie wiem, ale mnie to raczej nie zachwyciło. Powiedziałabym: „Co za dużo, to niezdrowo”.

Największą wadą tej pozycji są przeskoki ze sceny na scenę, zaznaczane w tekście zaledwie nieco większą interlinią. Zabieg ten niespecjalnie sprawdza się w przypadku rozdzielania scen, z których pierwsza kończy się u dołu jednej strony, a następna zaczyna się u góry strony kolejnej. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której po przewróceniu kartki spodziewamy się kontynuacji opisywanej sceny, a w rzeczywistości przenosimy się w zupełnie inne miejsce, w którym oczywiście pojawiają się bohaterowie nijak nieprzypominający tych ze sceny poprzedniej. W tej powieści jest to niestety nagminne. Spowalnianie akcji przez autorkę też nie wpływa na korzyść utworu, a brak koniecznego dla tego gatunku ciągłego napięcia zamiast czynić tę książkę świetną, czyni ją zaledwie dobrą, a szkoda, bo wymyślona przez Hoag historia naprawdę miała potencjał. Odnoszę wrażenie, że autorce chodziło wyłącznie o napisanie powieści przerażającej, pełnej przemocy, seksualnej dewiacji i innych okropności. Jeśli taki miała cel, z pewnością go osiągnęła. Powieść ratuje natomiast dynamiczne i zaskakujące zakończenie.

Od strony technicznej najgorszym elementem tej książki, a właściwie jej polskiego wydania, jest korekta, która dosłownie woła o pomstę do nieba. Osoba, której nazwisko widnieje na stronie tytułowej, powinna się wstydzić, że wyraziła zgodę na umieszczenie swoich danych w punkcie o nazwie „Korekta”. Należę do osób, dla których istotne jest również to, jak dana książka jest napisana. Język utworu może sprawić, że słabą pod względem fabuły książkę będziemy czytać z przyjemnością i odwrotnie: świetna, trzymająca w napięciu historia może nas męczyć, kiedy warstwa językowa powieści będzie niestaranna, a tu aż roi się od różnego rodzaju błędów składniowych, interpunkcyjnych oraz literówek, które rzetelny korektor powinien wychwycić. Podczas czytania nieustannie towarzyszyło mi przybierające na sile uczucie irytacji, a jakiś wewnętrzny głos nieśmiało podpowiadał mi porzucenie lektury. Nie uległam, ponieważ nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonych. Niemniej jednak bardzo duży minus dla Wydawnictwa Libros za tak niechlujne wydanie.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://merlin.pl