„Didier Drogba. Legenda Chelsea Londyn”, John McShane [recenzja]

366463-352x500Autor: John McShane

Tytuł: Didier Drogba. Legenda Chelsea Londyn

Tytuł oryginalny: Didier Drogba. Portrait of a Hero, John McShane

Wydawnictwo: Buchmann

Liczba stron: 319

——————————————————————————————————————————–

Didier jest wojownikiem. Jestem z niego zadowolony, my wszyscy cieszymy się, że mamy takiego zawodowca. Piłkarz musi być nie tylko doskonały i grać na wysokim poziomie. Bardzo ważne, żeby walczył dla zespołu, pracował dla zespołu, atakował i bronił. On jest zawodnikiem, któremu powiedziałbym: „Z tobą to mógłbym porwać się na wszystko. To dla nas bardzo ważny gracz. José Mourinho (s. 236)

Didier Drogba. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej. Piłkarz Chelsea w latach 2004-2012, 2014-2015. Dwukrotny król strzelców Premier League, czterokrotny mistrz Anglii, zdobywca Ligi Mistrzów, czterech Pucharów Anglii oraz trzech Pucharów Ligi. W barwach The Blues strzelił 164 gole w 381 występach, co daje mu 4. miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców londyńskiego klubu. Jeden z najlepszych i – jak twierdzi Mourinho – najwszechstronniejszych napastników świata. Znakomity piłkarz, fantastyczny człowiek. Barwna postać światowego futbolu, wyszydzana i wychwalana. Legenda Stamford Bridge. Ktoś, kogo nie trzeba lubić, żeby go podziwiać.

Już dosyć dawno temu wpadła w moje ręce napisana przez brytyjskiego dziennikarza, Johna McShane’a, biografia Didiera Drogby. Biorąc pod uwagę, że znany afrykański piłkarz to jeden z moich ulubionych zawodników, ani chwili się nie wahałam, by ją kupić. Kibicuję Chelsea od 2006 roku i pamiętam wiele meczów, w których Drogba zachwycał i zawodził. Przez lata pokochałam tego zawodnika, jego pasję, umiejętności i waleczność. Nic więc dziwnego, że musiałam po tę książkę sięgnąć. Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Czy jestem zadowolona z lektury? Bardzo! A dlaczego? Opowiem Wam w kilku zdaniach, co o tym przesądziło.

drogba

Dość nietypowo zacznę może od przedstawienia minusów tej pozycji. Jest ich bardzo mało, ale trzeba o nich powiedzieć. Otóż największą wadą tej książki jest to, że kończy się ona wspomnieniem wydarzeń na moskiewskich Łużnikach, kiedy to w finale Champions League Chelsea poległa w rzutach karnych w starciu z Manchesterem United. Polskie tłumaczenie książki McShane’a pochodzi z 2015 roku, a zatem zostało wzbogacone o swego rodzaju epilog, w którym Marcin Chromik opisał po krótce losy Drogby po 2008 roku. Możemy zatem poczytać o kolejnych menadżerach Chelsea, z którymi były reprezentant WKS miał okazję współpracować, zdobyciu przez The Blues mistrzostwa Anglii w 2010 roku, do którego Drogba walnie się przyczynił, wygraniu po raz pierwszy w historii Ligi Mistrzów w 2012 roku po emocjonującym meczu na Allianz Arenie z miejscowym Bayernem, o przygodzie Drogby w Chinach, Turcji oraz o jego powrocie do zachodniego Londynu, gdzie znów wywalczył z Chelsea mistrzostwo. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że przedstawiona przez Johna McShane’a historia żywej legendy Chelsea jest po prostu niekompletna. Czytałam kiedyś autobiografię dwudziestoletniego Rooneya, nawiasem mówiąc książkę bardzo słabą, która miała jednak w angielskim tytule kluczowy dopisek „so far”. W przypadku biografii Drogby też można by się pokusić o taką informację, bo choć losy Tito od najmłodszych lat do 2008 roku opisane są dość szczegółowo, to jednak trzeba pamiętać, że Drogba w samej Chelsea grał jeszcze przez 4 lata i w ciągu tych kilku sezonów zrobił dla londyńczyków bardzo dużo dobrego, o czym wypadałoby wspomnieć. Tego tu niestety brakuje, co wcale nie znaczy, że książka Didier Drogba. Legenda Chelsea Londyn nie zasługuje na uwagę.

Ogólnie mówiąc, książkę bardzo polecam. Ta świetna lektura jest w stanie zachwycić niemal każdego, kto interesuje się futbolem. Jak powiedziałam na początku, czytałam ją z perspektywy kibica Chelsea i to kibica, który na żywo miał okazję kilkakrotnie oglądać Drogbę w akcji. Tak się fantastycznie złożyło, że z wysokości trybun Stamford Bridge mogłam podziwiać pięć goli Didiera, w tym jednego hat-tricka, o którym w książce jest nawet mowa. Poza tym to po prostu bardzo dobrze napisana biografia. Płynna narracja poprzeplatana wypowiedziami zawodników i trenerów oraz cytatami z mediów, a także operowanie przez autora bogatą metaforyką i wyraźna znajomość piłkarskiego życiorysu niedawnej gwiazdy Premier League czynią tę książkę pozycją zdecydowanie wartą uwagi. Chylę czoła również przed tłumaczką, dla której piłka nożna z pewnością nie jest czarną magią. Znajomość terminologii piłkarskiej i umiejętność właściwego oddania boiskowych akcji wysuwają się tu na pierwszy plan i są ogromną zaletą książki.

PC300821_aBiografię Drogby polecam wszystkim kibicom piłki nożnej. Niemniej oczywistym jest, że największą przyjemność z jej lektury czerpać będą fani Chelsea. W końcu to dla nich Drogba przez lata stał się prawdziwym bohaterem, o którym długo nie zapomną.

 Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.grupawydawniczafoksal.pl

Wayne Rooney, „Wayne Rooney. Moja historia” [recenzja]

rooneyAutor: Wayne Rooney

Tytuł: Wayne Rooney. Moja historia

Tytuł oryginalny: Wayne Rooney. My Story So Far

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 300

Jako że już jutro startuje nowy sezon Premier League, sądzę, że to idealny czas na recenzję autobiografii jednej z największych gwiazd angielskiego futbolu. Choć z drugiej strony każda okazja jest dobra, by pisać i mówić o piłce nożnej. Nie potrzeba do tego inauguracji rozgrywek czy innego szczególnego wydarzenia. Tak więc nie ma co zwlekać, zaczynajmy.

To doprawdy dziwne uczucie czytać autobiografię kogoś, kto ma zaledwie 20 lat, i to jeszcze w dodatku zatytułowaną Moja historia. W oryginalnym tytule pojawia się jeszcze wyrażenie „so far” (My Story So Far), które trochę niesłusznie zostało usunięte z polskiego tytułu. Ten krótki dopisek wskazuje, że ta historia ma ciąg dalszy, którego w tej książce brakuje, słowem: pozwala się zorientować, że nie jest to cała historia, bo i cała być nie może, skoro Wayne Rooney nadal z powodzeniem reprezentuje barwy zarówno Manchesteru United, jak i drużyny narodowej, dopisując tym samym do swojej historii kolejne karty.

Przystępując do lektury autobiografii młodego Rooneya, miałam już za sobą lekturę książki Moja dekada w Premier League. Tamta pozycja bardzo przypadła mi do gustu, mimo że nie kibicuję „Czerwonym Diabłom” ani nie jestem wielką fanką ich napastnika, choć oczywiście szanuję go za ciężką pracę, jaką wykonuje na boisku. Mając w pamięci przyjemność towarzyszącą mi podczas lektury tamtej książki, uznałam, że warto przeczytać też powstałą wcześniej Moją historię. Po jej skończeniu muszę przyznać, że jest to pozycja zdecydowanie słabsza, choć niewątpliwie dostarcza informacji na temat pierwszych kroków Wayne’a Rooneya w świecie futbolu, wymarzonych występów w barwach Evertonu, któremu Rooney kibicował od dziecka, transferu na Old Trafford, walki z czasem i poważną kontuzją przed wyjazdem do Niemiec na Mistrzostwa Świata w 2006 roku oraz pierwszych doświadczeń Anglika na tym turnieju.

W książce pojawia się trochę znanych nazwisk, sporo narzekania na media, w szczególności na tabloidy, co w erze brukowców zrozumiałe, oraz nieco usprawiedliwień za błędy popełnione w młodości, do których Anglik zalicza obstawianie wyścigów konnych oraz korzystanie z usług prostytutek. Czy powinniśmy być tym zszokowani albo zniesmaczeni? Nie sądzę. Rooney był nastolatkiem, który nagle zaczął zarabiać krocie i w jednej chwili ze zwykłego chłopaka przemienił się w celebrytę, na którego patrzy nie tylko cała Anglia, ale i cały świat. Nic więc dziwnego, że próbował różnych rzeczy, które nie zawsze wychodziły mu na dobre, ale zawsze były odnotowywane przez wszędobylskie media.

Od strony technicznej wiele do życzenia pozostawia warstwa językowa tej pozycji. Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia czy raczej języka oryginału, ale momentami miałam wrażenie, że autorem tekstu – nikomu nie ubliżając – jest dziesięcio- czy dwunastolatek. Poza tym irytowały mnie literówki, błędy interpunkcyjne i składniowe, a także różne odmiany, częstokroć błędne, nazwiska autora i bohatera autobiografii, a to już zapewne jest efektem tłumaczenia i korekty, której tym razem chyba zabrakło, bo całokształt prezentuje się raczej średnio.

Podsumowując, autobiografia Wayne’a Rooneya jest przyzwoitą książką i można ją w miarę szybko przeczytać, ale nie należy spodziewać się po niej cudów. Bardziej wiarygodna wydaje mi się Moja dekada w Premier League, której lektura dostarcza znacznie więcej informacji i przyjemności niż stosunkowo słaba Moja historia autorstwa zaledwie dwudziestoletniego chłopaka, który dopiero liznął wielkiego futbolu. Co to za historia? Ta książka to zaledwie jej początek.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://lubimyczytac.pl

Jakub Radomski, „Chelsea Londyn” [recenzja]

chelsea-londyn-b-iext24775365Autor: Jakub Radomski

Tytuł: Chelsea Londyn

Seria: Kluby piłkarskie

Wydawnictwo: Buchmann Sp. z. o. o .

Liczba stron: 160

Czytanie o Chelsea sprawia mi taką samą przyjemność jak oglądanie jej meczów. Nic więc dziwnego, że gdy na wyprzedaży znalazłam książkę Jakuba Radomskiego o moim ulubionym klubie piłkarskim, bez wahania zdecydowałam się ją kupić. A nuż dowiem się czegoś nowego, a jak nie, to chociaż utrwalę w pamięci to, co już wiem.

Wchodząca w skład serii „Kluby piłkarskie” monografia Jakuba Radomskiego poświęcona Chelsea Londyn, a raczej Chelsea FC, jest całkiem interesują pozycją dla niewymagających miłośników futbolu, co oznacza, że może nie być równie satysfakcjonującą lekturą dla kibiców klubu z zachodniego Londynu.

Książka zawiera podstawowe informacje o początkach Chelsea w angielskiej lidze, jej sukcesach i wywalczonych trofeach, byłych i obecnych zawodnikach The Blues, menadżerach, właścicielu, kibicach oraz stadionie, na którym Chelsea od powstania klubu rozgrywa swoje mecze. Wadą tej książki jest fakt, iż powstawała na początku 2014 roku, co oznacza, że dziś wiele z informacji w niej zawartych jest nieaktualnych. Jak wiemy, Chelsea zdobyła kolejne mistrzostwo, ale dopiero w sezonie 2014/2015, Lampard, Cole i Cech ku rozczarowaniu kibiców po wielu latach pożegnali się z klubem, Torres odszedł do Milanu, by wrócić do ukochanego Atletico, Didier Drogba zdążył znów wzmocnić atak Chelsea, by potem po raz kolejny opuścić Fulham Road, a Romelu Lukaku raczej nie będzie przyszłością The Blues. To oczywiście tylko niektóre ze zmian, jakie zaszły na przestrzeni zaledwie dwóch sezonów w klubie ze Stamford Bridge. Nie od dziś wiadomo, że w piłce nożnej wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, a Chelsea jest tego najlepszym przykładem.

Książkę czyta się dosyć szybko, co jest zasługą po pierwsze tematyki, a po drugie dużej czcionki oraz wielu fotografii. Znaleźć w niej można również trochę statystyk, choć są to raczej informacje podstawowe, które należałoby uzupełnić. Anegdotki zamieszczone w sylwetkach obecnych piłkarzy są nawet interesujące, tyle że wielokrotnie powtarzane, a więc znają je pewnie nie tylko kibice Chelsea. Nie wiem, czy dzięki nim dowiedziałam się czegoś nowego o moich ulubionych zawodnikach. Lampard strzelający gola reprezentacji Polski, żartowniś Hazard, który przez dowcip opóźnił samolot drużyny narodowej, strzelający z wiatrówki w ośrodku treningowym oraz zdradzający żonę z tabunami kobiet Ashley Cole czy skandaliczne zachowanie Johna Terry’ego 12 września 2001 r. na Heathrow. Wszystko to już słyszałam, ale pewnie są i tacy, którzy nie mają o tym pojęcia. Rzeczywiście pojawia się trochę poważniejszych błędów i drobnych pomyłek w stylu tej, że Manchester pokonał Chelsea w finale Champions League w 2009 r. W innym miejscu pojawia się maj 2008 roku, więc jestem pewna, że to literówka, a nie efekt niewiedzy autora. Trzeba na tego typu usterki po prostu przymknąć oko. Książka całkiem przyzwoita, da się przeczytać, zwłaszcza jeśli ktoś interesuje się piłką nożną.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

 

PS. Zapraszam również na swój blog poświęcony Chelsea FC:
http://chelsea-football-club.blog.pl/

Wayne Rooney, „Wayne Rooney. Moja dekada w Premier League” [recenzja]

4347bb44fdb342047aea34810aabbb91Autor: Wayne Rooney

Tytuł: Wayne Rooney. Moja dekada w Premier League

Tytuł oryginalny: Wayne Rooney. My decade in Premier League

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Liczba stron: 312

Jakiś czas temu czytałam Futbol obnażony, książkę autorstwa Anonimowego Piłkarza, która – jak głosił tekst na okładce – wstrząsnęła całym piłkarskim światem. W jaki sposób? Do dziś trudno mi to pojąć. Ledwo przez nią przebrnęłam. Przed porzuceniem jej lektury w połowie powstrzymywały mnie dwie rzeczy: miłość do piłki nożnej i fakt, iż nie zwykłam zostawiać rzeczy niedokończonych, zwłaszcza w przypadku literatury. Ale męczyłam się niemiłosiernie. Moja dekada w Premier League, książka autorstwa Wayne’a Rooneya, znajduje się, na szczęście, na przeciwległym biegunie i z tego właśnie powodu w tej krótkiej recenzji postaram się Was zachęcić do jej przeczytania.

Wszyscy chyba przywykliśmy, że autobiografie z reguły piszą ludzie, w tym wypadku sportowcy, którzy swoje najlepsze lata mają już za sobą. Czynią to zazwyczaj po zakończeniu kariery, kiedy to po wielu latach wyrzeczeń i życia w blasku jupiterów przychodzi im nauczyć się żyć od nowa, bez codziennych treningów, rozgrywania meczów i walki o najważniejsze trofea. Chcąc dokonać swego rodzaju podsumowania i zamknięcia pewnego etapu życia, siadają i piszą. Wayne Rooney najlepsze występy i sukcesy może mieć już za sobą. Wciąż jednak znajduje się u szczytu kariery i, mimo słabszej formy United w ostatnich sezonach, bije kolejne rekordy. Nadal przecież stanowi realne zagrożenie w polu karnym rywali i w każdej chwili swoją wielką siłę może udowodnić zabójczym trafieniem, po którym nie będzie, czego zbierać.

Autobiografia jako gatunek zawsze jest naznaczona punktem widzenia tego, kto jest jednocześnie jej autorem i bohaterem. Zawsze istnieje ryzyko, że pojawią się w niej wyłącznie korzystne dla jej autora fakty, podczas gdy te godzące w jego dobre imię celowo zostaną przemilczane. W przypadku Rooneya jest inaczej. Anglik zna swoje słabe strony i nie zamierza ich ukrywać pod maską ugrzecznionego chłopca, wręcz przeciwnie – otwarcie o nich mówi. Jego samoświadomość i krytyczna ocena własnego charakteru momentami zdumiewają. Nie trzeba znać na pamięć życiorysu Rooneya, by wiedzieć, że wychowanek Evertonu nie jest i nigdy nie był ideałem. Wypowiedzi samego zainteresowanego tylko to potwierdzają. Podobnie jak potwierdzają, że granie w futbol w Premier League jest jak uzależnienie. Anglikowi, jak każdemu sportowcowi, zdarzają się występy słabsze, jednak znacznie częściej oglądamy go w sytuacji, gdy biega od „szesnastki” do „szesnastki”, harując za dwóch i zostawiając na murawie wszystko, co ma najlepszego. Obsesja wygranej za wszelką cenę i paniczny strach przed porażką, będącą chyba jedyną rzeczą, której Rooney bardziej nienawidzi od klubu z Anfield Road, to główny temat tej książki.

Moja dekada w Premier League to podróż do wnętrza jednego z najlepszych napastników w historii angielskiej piłki. To wędrówka po zakamarkach duszy światowej klasy zawodnika, która pozwala nam uważnie prześledzić drogę Rooneya z podwórka na najlepsze europejskie stadiony. Jest ona jednocześnie swego rodzaju studium charakterologicznym, ukazującym zmiany, jakie na przestrzeni kolejnych sezonów zachodziły w osobowości urodzonego i wychowującego się w Liverpoolu Rooneya. Książkę czyta się z dużą przyjemnością, a opisywane przez snajpera „Czerwonych Diabłów” historie niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy czytającego. Kibice Manchesteru United biografię ich gwiazdy znają zapewne na wylot, nie jest to jednak wystarczający powód, by rezygnować z lektury wspomnianej książki. Można w nocy o północy na wyrywki recytować z pamięci przebieg kariery Rooneya i kompletnie nic nie wiedzieć, o tym, co dzieje się w głowie zawodowego piłkarza w momencie, gdy przygotowuje się do wykonania decydującego karnego, gdy zwija się z bólu na boisku, wiedząc, że kontuzja oznacza dla niego koniec sezonu, a także wtedy, gdy wygwizdują go kibice, którzy jeszcze niedawno go kochali. Ta książka jest w stanie to zmienić i pokazać to wszystko, co na pozór jest niewidoczne.

Nie ulega wątpliwości, że Rooney to właściwy człowiek na właściwym miejscu. To oddany swej pasji znakomity piłkarz, to bohater, to wojownik gotowy walczyć na boisku do ostatniej kropli potu, to w końcu ktoś, kogo się docenia i pamięta niezależnie od tego, czy jest się fanem United, czy jakiegokolwiek innego klubu. Rooney to ktoś, kto – jak sam przyznaje – w głębi wciąż jest „tym samym dzieciakiem, ostrzyżonym na zapałkę, z krzywymi nogami, który właśnie skończył czternaście lat i nie może doczekać się treningu szkolnej drużyny, cały tryskający energią i entuzjazmem”¹. Słowem: Rooney to zwycięzca, a zwycięzców kocha się najbardziej.

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://www.labotiga.pl

¹ Rooney W., Moja dekada w Premier League, przeł. M. Pol, Kraków 2014, s. 288.

Recenzja książki pt. „Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League” autorstwa Anonimowego Piłkarza

254619-352x500Autor: Anonimowy Piłkarz

Tytuł: Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League

Wydawnictwo: SQN

Liczba stron: 264

Piłka nożna to moja wielka pasja, zresztą największa, jaką mam. Tydzień w tydzień spędzam łącznie kilkanaście godzin przed telewizorem, oglądając mecz za meczem, a kiedy mogę kupuję bilety i lecę do Londynu na mecz ulubionej drużyny, bo nie ma nic lepszego od uczestniczenia w święcie, jakim jest niemal każde spotkanie Premier League. Futbolu wciąż jednak mi mało. Od kilku lat rok niezmiennie zaczyna się dla mnie w sierpniu, kończy natomiast w maju, zapewne wiecie dlaczego. Oczywiste więc było, że Futbol obnażony niemal z miejsca stanie się pozycją numer 1 na mojej czytelniczej liście. Autorem książki jest… no właśnie, kto? Kibice i dziennikarze usilnie próbują odkryć tożsamość tajemniczego autora-piłkarza, padają różne mniej lub bardziej znane nazwiska, a jednak nie sposób stwierdzić, kto rzeczywiście ukrywa się pod maską Anonimowego Piłkarza. To zresztą w sumie nieważne, choć niewątpliwie jest to frapujące. Ważne jest natomiast, że ten, kto napisał tę książkę, to ktoś, kto Premier League i zwyczaje w niej panujące zna jak własną kieszeń. I myślę, że tego właśnie powinniśmy się trzymać.

Futbol obnażony w Anglii zrobił prawdziwą furorę. Dzieło Anonimowego Piłkarza to ponoć książka, „po której nic już nie będzie takie samo”. Pozycja okrzyknięta mianem najgłośniejszej piłkarskiej książki ostatnich lat jest, niestety, zarazem pozycją, która mnie – wielką miłośniczkę wszystkiego, co z piłką nożną i Premiership związane – trochę rozczarowała. Żeby nie było, od razu uprzedzam, że zasiadając do lektury, nie nastawiałam się na to, co wzbudza największe zainteresowanie u większości ludzi, czyli skandale, zdrady, alkoholowe libacje, bijatyki, hazard i wiele innych mniej lub bardziej odbiegających od normy zachowań. Nie chciałam piłkarskim gwiazdom zaglądać do łóżek, oczekiwałam raczej, że dowiem się czegoś nowego, czegoś, czego do tej pory nie wiedziałam. Tymczasem dostałam wyznanie, momentami mocno przygnębiające, kogoś, kto futbol kocha i zarazem szczerze go nienawidzi; człowieka, który wielokrotnie na murawie zmagał się z największymi gwiazdami piłkarskiego świata, a jednak nie widzi powodu, dla którego miałby się tym chwalić; człowieka zarówno wrażliwego na sztukę, który wie, że istnieje świat poza piłką, jak i zgorzkniałego, znudzonego blichtrem, luksusem, mediami i ciągłym kopaniem piłki, dla którego futbol na najwyższym poziomie jest czymś złym, czymś, co powinno zostać wyplenione.

Książka Anonimowego Piłkarza tylko potwierdza, że wielki futbol na najwyższym poziomie nie ma w zasadzie nic wspólnego z emocjami, jakie towarzyszą małym chłopcom podczas rozgrywania meczów na podwórku czy szkolnym boisku. Świat piłkarzy wbrew pozorom nie kręci się wokół piłki, lecz wokół tego, co jest jej otoczką, czyli głównie wokół pieniędzy. Autor książki przedstawia Premier League jako bardzo dochodowy biznes, którym niewątpliwie rządzą ogromne pieniądze. Czytamy więc o bajońskich sumach transferów, wielomilionowych odprawach, jakie piłkarze otrzymują po odejściu z klubu w czasie trwania kontraktu, premiach za występy, gole i każdy zdobyty punkt. Pojawia się również temat zakładów bukmacherskich i innych form hazardu, a także inwestycji, jakich zawodnicy dokonują, by za wszelką cenę pomnożyć i tak już pękające w szwach majątki. W innych krajach jest pewnie podobnie, z tym, że sumy muszą być mniejsze, bo i mniejsze jest zainteresowanie ze strony kibiców czy stacji telewizyjnych. Okazuje się, że „za światłem reflektorów jest ciemność”, a Anonimowy Piłkarz uświadamia nam, że będąca marzeniem każdego nastoletniego zawodnika Premier League to w istocie brudny, pełen wyzwisk i niezdrowych emocji świat, który w każdej chwili może stać się źródłem depresji. Czy jednak tajemniczy autor, który na własnej skórze przekonał się, czym jest depresja, pisząc to, odkrył Amerykę? Cóż, ja nigdy nie łudziłam się, że jest inaczej. Presja, życie w ciągłych rozjazdach, zbyt wielkie oczekiwania ze strony menedżerów, kibiców, mediów, wchodzący z butami w życie piłkarzy wścibscy paparazzi i dziennikarze tabloidów oraz tabuny kobiet, liczących na łatwy zarobek, nieziemską zabawę i pięć minut sławy. Takie życie bez trudu może przerosnąć nawet najodporniejszych psychicznie.

Anonimowy Piłkarz serwuje nam informacje i anegdotki w tematycznych rozdziałach. Możemy m.in. poczytać o trenerach, kibicach, taktyce, agentach, mediach, sławie czy pieniądzach. Jedne rozdziały są lepsze, bardziej interesujące, inne natomiast (jak np. rozdział poświęcony agentom) ciągną się w nieskończoność, co czyni lekturę bardzo męczącą i zwyczajnie nudną. Jest kilka ciekawych anegdot z życia autora lub jego kolegów po fachu, ale wbrew opiniom na okładce nie spadłam z krzesła. Na stronach Futbolu obnażonego możemy znaleźć kilkadziesiąt znanych wszystkim kibicom nazwisk, łatwe jest również zorientowanie się, kogo Anonimowy Piłkarz darzy sympatią, a który zawodnik zalazł mu za skórę. Niemal wszystko, o czym autor opowiada, podporządkowane jest zasadzie: „Jeden mój kolega/przyjaciel powiedział mi, że…”, „Jak grałem w pewnym klubie, to pewien człowiek stwierdził, że…” itd. Anonimowość anonimowością, ale zbyt wiele to się tu nie dowiecie.

Nie wiem, czy tę książkę Wam polecać. Możecie przeczytać wyznanie Anonimowego Piłkarza, by poznać całą prawdę o Premier League i przekonać się tym samym, że wizerunek najlepszej ligi świata jako piłkarskiego raju nie ma praktycznie nic wspólnego z rzeczywistością. Możecie jednak zrezygnować ze zgłębiania tajników Premiership i zwyczajnie czerpać przyjemność z oglądania największych gwiazd piłkarskiego rzemiosła. Wybór oczywiście należy wyłącznie do Was.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://www.wsqn.pl