„Ulubieńcy”, Sarah Flint [recenzja]

ulubiency(2)Autor: Sarah Flint

Tytuł: Ulubieńcy

Tytuł oryginalny: Mummy’s Favourite

Wydawnictwo: Amber

Tłumaczenie: Patrycja Zarawska

Liczba stron: 320

——–

Ulubieńcy to powieść, która zwabiła mnie swoim opisem. Podskórnie – nie wiedzieć czemu – czułam, że to musi być dobra książka., a jednak zabierałam się do niej dwukrotnie – po raz pierwszy w maju w czasie pobytu na wakacjach w słonecznej Hiszpanii i po raz drugi w listopadzie. Wydawca obiecywał nam gruszki na wierzbie, podkreślając, że debiutancki thriller Sarah Flint, otwierający cykl osnuty wokół detektyw Charlie Stafford, trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. „Strach ściska żołądek, akcja pędzi, napięcie sięga zenitu”. Naprawdę? Odniosłam zupełnie inne wrażenie. I chociaż książka liczy sobie zaledwie 319 stron – uczciwie trzeba przyznać, że to raczej krótka historia – to jednak na jej lekturę musiałam przeznaczyć blisko 2 tygodnie. Powieść Flint zupełnie mnie nie zaciekawiła, choć moje oczekiwania względem tego tytułu były baaardzo wysokie. Może nawet zbyt wysokie.

Charlotte „Charlie” Stafford, młoda, ambitna detektyw londyńskiej policji, dostaje sprawę tajemniczego zaginięcia matki i dziecka. Podejrzenie pada na agresywnego męża zaginionej, który zamiast pomagać, robi wszystko, by utrudnić policji i tak niełatwe śledztwo. Policja nie dysponuje jednak żadnymi dowodami, które jednoznacznie potwierdziłyby winę Keitha Hubbarda. Wkrótce znika kolejna para, a potem jeszcze jedna. Policja bezradnie rozkłada ręce, media apelują do obywateli, by włączyli się w poszukiwania, a odpowiedzialny za to wszystko porywacz śmieje się policji prosto w twarz. Co łączy wszystkich porwanych, prócz tego, że w ofiarami padają matki z dziećmi? Wszystkie tropy prowadzą donikąd. Poza jednym, który wskazuje, że morderca może być bardzo blisko…

1509542853323(1)

Niewątpliwą zaletą Ulubieńców jest to, że ich autorka przez 35 lat pracowała w londyńskiej policji metropolitarnej. Własne doświadczenia zawodowe pisarza odgrywają rolę pierwszorzędną, gdy chodzi o rzetelność przedstawianych faktów. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że nic nie przydaje opowiadanej historii większej wiarygodności od znajomości jakiegoś środowiska od wewnątrz. Jestem przekonana, że thrillery medyczne Tess Gerritsen nie byłyby tak dobrą literaturą, gdyby autorka Chirurga nie była z wykształcenia lekarzem. To jednak za mało, by Ulubieńcy mogli uchodzić za solidny thriller. Problemem jest to, że powieści Flint po prostu brakuje napięcia. Dość wspomnieć, że pierwsze ciarki na plecach poczułam dopiero gdzieś w okolicy dwieście trzydziestej strony… Były niczym błysk – zniknęły jeszcze szybciej, niż się pojawiły.

Czy kiedykolwiek sięgnę więc po inne powieści Sarah Flint? Trudno powiedzieć. Być może tak się stanie, ale na pewno nie dziś i nie jutro. Nie pobiegnę do księgarni kupić drugi tom tej serii. Dlaczego? Bo nie znalazłam w tym thrillerze nic, co by mnie wystarczająco zachęciło, by kontynuować swoją przygodę z prozą brytyjskiej autorki. Ta książka na tle innych nie wyróżnia się niczym szczególnym. Motywy kierujące mordercą choć są dobrze uzasadnione (co zdecydowanie uważam za plus w powieści kryminalnej), to niestety nie należą do oryginalnych. Jest to więc przeciętny thriller, który raczej rozczarowuje, niż zachwyca. Dla mnie to za mało.

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoamber.pl