„Spotkajmy się w Prowansji”, Carole Mortimer, Catherine Spencer [recenzja]

124629-spotkajmy-sie-w-prowansji-carole-mortimer-1(2)Autor: Carole Mortimer, Catherine Spencer

Tytuł: Spotkajmy się w Prowansji

Tytuł oryginalny: Bedded for the Spaniard’s Pleasure. The French Count’s Pregnant Bride

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 304

——————————————————————————————————————————–

Przeszłość nigdy nie jest zamknięta, póki się z nią człowiek nie rozliczy (s. 291)

Po deszczowym, pełnym trupów wykastrowanych księży Cork, które dostałam w Upadłych aniołach od Grahama Mastertona, bardzo potrzebowałam czegoś takiego jak podróż do pachnącej lawendą Prowansji; czegoś, co ukoiłoby moje zszargane lekturą wspomnianego thrillera nerwy i czegoś, co wniosłoby trochę słońca do szarej codzienności, którą oferuje nam tegoroczna jesień. Książka Spotkajmy się w Prowansji spełnia obie te funkcje, a wchodzące w jej skład dwie minipowieści, bo tak chyba należałoby nazwać te niezbyt długie opowieści, pozwalają się odprężyć i przyjemnie spędzić czas.

Pierwszą opowieścią, z którą się stykamy, jest Spotkanie autorstwa Carole Mortimer. Główna bohaterka, dwudziestoośmioletnia aktorka, Cairo Vaughn, po raz pierwszy od dawna wyrwała się na wakacje z dala od błysku fleszy i goniących za sensacją dziennikarzy brukowców. Kobieta boleśnie przekonała się, że Londyn to wielokulturowy tygiel, w którym trudno zaznać trochę spokoju. Cairo po miesiącach ciężkiej pracy na planie i wyczerpujących próbach ratowania nieudanego małżeństwa wreszcie postanowiła odpocząć, ukryć się przed światem, odnaleźć ciszę i znów zacząć cieszyć się życiem. W tym właśnie celu razem z córką siostry przyjechała do kojarzącej się ze słońcem, winem, lawendą i perfumami francuskiej Prowansji. Tu jednak nie dane jej będzie odpocząć, bo pewnego dnia przed drzwiami domu, w którym kobieta mieszka, zjawia się słynny aktor i reżyser, jeden z najbardziej rozchwytywanych ludzi w branży filmowej i jeden z najprzystojniejszych mężczyzn i to nie tylko w Hollywood, ale i na całym świecie. Tym mężczyzną jest Rafe Montero… były kochanek Cairo, z którym początkująca aktorka przed laty niespodziewanie się rozstała. Obojgu wydaje się, że los nie mógł przygotować dla nich nic gorszego. Pobyt w luksusowej willi pozwoli bohaterom sprawdzić, czy stara miłość rzeczywiście nie rdzewieje.

provence1

Druga opowieść, zatytułowana przez polskiego wydawcę Wizyta, to nieco bardziej tajemnicza i skomplikowana historia autorstwa Catherine Spencer. Diana Reeves właśnie dołączyła do grona zdradzonych i porzuconych kobiet. Jej mąż, Harvey, z okazji jej urodzin zaprosił ją do restauracji, wręczył prezent i oświadczył, że to koniec… ich małżeństwa, po czym u boku nowej wybranki ostentacyjnie opuścił restaurację. To oczywiste, że kobiecie w jednej chwili zawalił się świat. Kiedy jednak otrząśnie się z szoku, zrozumie, że oto ma szansę zrobić to, na co od dawna miała ochotę. Za radą przyjaciółki na listę spraw do załatwienia Diana wpisuje podróż do Francji i odnalezienie biologicznej matki. Nie tracąc czasu na wątpliwości, przyjeżdża do położonego w Prowansji Bellevue-sur-Lac, gdzie czeka ją początek nowego życia lub… kolejne rozczarowanie. Już pierwszego wieczoru poznaje tu pewnego mężczyznę z arystokratycznym rodowodem, który szybko odkrywa, że ta tajemnicza Amerykanka na pewno nie przyjechała do Francji na wakacje. Nie znając prawdziwych intencji Diany, od razu podejrzewa ją o najgorsze. Jaką tajemnicę skrywa hrabia de Valois i dlaczego tak bardzo obawia się węszącej wokół Diany?

Chociaż powieść kryminalna to mój zdecydowanie ulubiony gatunek, to jednak czasem potrzebuję pewnej odmiany i odskoczni od książek, w których trup ściele się gęsto, zabryzgując wszystko wokół krwią. Lekka i niezobowiązująca lektura romansu, historii banalnej i, przyznajmy to szczerze, do bólu przewidywalnej może zdziałać cuda. Książka Spotkajmy się w Prowansji, w której znajdziemy opowieści autorstwa Carole Mortimer i Catherine Spencer, to doskonała pozycja na deszczowe, jesienne wieczory. Akcja pierwszej opowieści rozgrywa się w słynącym z przemysłu perfumeryjnego Grasse. To właśnie w tej miejscowości rozgrywała się akcja pierwszych odcinków tureckiego serialu Królowa jednej nocy, który niedawno miałam okazję oglądać. Zapadające w pamięć piękne sceny z serialu pobudziły moją wyobraźnię do działania, dzięki czemu, czytając, niemal czułam się, jakbym spacerowała po wąskich, brukowanych uliczkach Grasse. Zachęcająca okładka książki, barwne opisy prowansalskiego krajobrazu, miłość pokonująca wszelkie przeciwności i happy end to największe atuty tej książki i coś, co sprawi, że z pewnością udzieli Wam się dobry nastrój bohaterów obu historii. Od razu Was jednak ostrzegam: nie oczekujcie od tych opowieści zbyt wiele, bo srogo się zawiedziecie. Pozycja przeznaczona wyłącznie dla miłośniczek lekkich romansów, po których nie pozostaje w naszej pamięci nawet mgliste wspomnienie. I nic dziwnego, w końcu romans zazwyczaj jest przelotny.

20161106_211041(1)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.publio.pl

„Zanim się pojawiłeś”, Jojo Moyes [recenzja]

473611-352x500Autor: Jojo Moyes

Tytuł: Zanim się pojawiłeś

Tytuł oryginalny: Me Before You

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 382

——————————————————————————————————————————–

Nie będę ukrywać, że po powieść Zanim się pojawiłeś sięgnęłam pod wpływem filmu. Urzeczona ekranizacją zdecydowałam się skonfrontować własną lekturę książki z niedawno obejrzanym filmem i uczuciami, które towarzyszyły mi podczas blisko dwugodzinnego seansu. Nie było zaskoczenia zakończeniem, bo i być nie mogło, ale wrażenie po lekturze jest porównywalne do wrażenia, jakie zrobił na mnie film (swoją drogą – z małymi wyjątkami – bardzo wierny literackiemu pierwowzorowi).

Zachwycająca okładka filmowa oraz informacja o tym, że powieść Jojo Moyes to najpiękniejsza historia miłosna ostatnich lat, mogą wywołać w głowie czytelnika nieznającego szczegółów fabuły skojarzenia z płytką, do bólu przewidywalną opowieścią o fascynacji księcia z bajki kopciuszkiem. Nic bardziej mylnego, mimo że w Zanim się pojawiłeś mamy i księcia, i kopciuszka. Książka nie jest bowiem tak banalnym romansem, na jaki z zewnątrz wygląda; to melodramat niosący w sobie potężny ładunek emocjonalny, który nie tylko bawi, ale i wzrusza.

Na początku warto zacząć od przedstawienia głównych postaci.

On. Trzydziestopięcioletni, przystojny, inteligentny i przedsiębiorczy mężczyzna, dla którego jeszcze do niedawna nie było rzeczy niemożliwych. Pewny siebie, kochliwy i stworzony do tego, by wycisnąć z życia możliwie jak najwięcej, w myśl zasady „Carpe diem” szalał, wiedząc, że życie ma się jedno, więc trzeba z niego korzystać. I pewnie nadal by tak żył, gdyby nie nieszczęśliwy wypadek, który sprawił, że głodny przygód, od nikogo niezależny Will musiał na zawsze porzucić swoje fantastyczne życie, tracąc wszystko, co się dla niego liczyło: pracę, dziewczynę, przyjaciół i, co chyba najważniejsze, samodzielność. Porażenie czterokończynowe z człowieka niezależnego przemieniło Willa w kogoś, kto bez pomocy nie jest w stanie wykonać nawet najprostszych czynności. Przykuty do wózka zamiast żyć pełną piersią, jak miał w swoim zwyczaju, egzystuje, licząc, że ten upokarzający koszmar wreszcie się skończy. Najgorsza w tym wszystkim jest jednak dojmująca świadomość, że, dopóki naukowcy nie dokonają jakichś przełomowych odkryć w dziedzinie medycyny, lepiej nie będzie.

Ona. Dwudziestosześcioletnia, ekscentryczna, gadatliwa dziewczyna, bez wykształcenia, większych ambicji i marzeń, zawsze pozostająca w cieniu młodszej, bystrzejszej siostry. Od sześciu lat związana z zapalonym maratończykiem, dla którego liczą się tylko przebiegnięte kilometry. Po utracie pracy w kawiarni o wdzięcznej nazwie Bułka z Masłem rozpaczliwie poszukuje nowego źródła dochodów. Gdy już traci nadzieję na znalezienie pracy, jej doradca zawodowy znajduje ofertę nie do odrzucenia. Dla zatrudnionej w roli opiekunki niepełnosprawnego Willa Lou praca w Granta House jest ostatnią deską ratunku. Dla Camilli i Stevena Traynorów, rodziców Willa, ostatnią deską ratunku jest Lou. Czarująca, nieco nieokrzesana dziewczyna ma za zadanie dotrzymywać Willowi towarzystwa, poprawiać mu nastrój lub zachęcać do wyjścia z domu. Czy Lou uda się sprawić, że Will choć na chwilę zapomni o swoim kalectwie i będzie w stanie cieszyć się życiem? Jak ta osobliwa znajomość wpłynie na ich przyszłość? Co z niej wyniknie?

Powieść Zanim się pojawiłeś ma wiele zalet. Prócz przyciągających uwagę czytelnika kreacji głównych bohaterów oraz niełatwego tematu niepełnosprawności, jej cieniów i blasków, na uznanie z pewnością zasługuje narracja powieści: pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Lou, silnie zsubiektyzowana. Szczerze mówiąc, nie przepadam za książkami, niebędącymi dziennikami, pamiętnikami lub autobiografiami, w których pojawia się narracja w pierwszej osobie. Zdecydowanie wolę wszystkowiedzącego, obiektywnego narratora, który przedstawia nam wydarzenia nieskażone punktem widzenia któregoś z bohaterów. Takie opowieści wydają mi się wartościowsze. Powieść Moyes można jednak uznać za swego rodzaju pamiętnik Louisy Clark, która opowiada nam słodko-gorzką historię znajomości, przyjaźni, a wreszcie i miłości dwojga młodych ludzi, którzy w normalnych okolicznościach nigdy by na siebie nie zwrócili uwagi. Wprowadzenie na karty Zanim się pojawiłeś dodatkowych narratorów (rodzice Willa, Nathan, Katrina) jest chyba swego rodzaju próbą zobiektyzowania opowieści Lou, poprzez spojrzenie na jej relację z Willem przez osoby z zewnątrz. Znów jednak wikłamy się w subiektywizm. Wydaje mi się, że skoro autorka zdecydowała się na tego rodzaju zabieg, to interesującym rozwiązaniem byłoby napisanie rozdziału również z punktu widzenia Willa, będącego przecież obok Lou głównym bohaterem powieści. Tego jednak w tej powieści nie ma.

Po skończonej lekturze niektórzy czytelnicy mogą czuć się nieco rozczarowani, a może i oszukani przez autorkę, która łudzi nas pięknymi wizjami, by ostatecznie dać nam pstryczka w nos. Niektórzy recenzenci podawali w wątpliwość wybór Moyes, twierdząc, że – kształtując losy bohaterów swojej powieści – podjęła złą decyzję. I pewnie przynajmniej po części mają oni rację. Po obejrzeniu filmu też odczuwałam mały niedosyt i psychiczny dyskomfort. Kolejne spotkanie z historią Lou i Willa dało mi jednak do myślenia i choć wciąż mam pewne obiekcje co do rozwiązania, to wydaje mi się, że potrafię zaakceptować i zrozumieć taki wybór. Jest on dość przekonujący i logicznie uzasadniony, jeśli rozważyć na chłodno wszystkie za i przeciw. Chcąc wyrobić sobie własne zdanie w tej sprawie i opowiedzieć się po którejś ze stron, koniecznie musicie sięgnąć po powieść Jojo Moyes lub obejrzeć jej ekranizację. Ta książka nie tylko Was zachwyci swoim humorem, nie tylko Was wzruszy, lecz także skłoni do refleksji nad życiem, jego wartością i prawem do decydowania o jego kształcie. Zanim się pojawiłeś to jedna z tych powieści, którym warto poświęcić czas i uwagę. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.swiatksiazki.pl