Robert Galbraith, „Jedwabnik” [recenzja]

291228-352x500Autor: Robert Galbraith

Tytuł: Jedwabnik

Tytuł oryginalny: The Silkworm

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 480

Nie jest tajemnicą, że Robert Galbraith to pseudonim J. K. Rowling, która w świadomości czytelników zapisała się przede wszystkim jako autorka serii o Harrym Potterze. Wołania kukułki, czyli pierwszej części przygód prywatnego detektywa Cormorana Strike’a, nie czytałam i pewnie  po powieści Galbraitha w ogóle bym nie sięgnęła, gdyby nie fakt, że książkę pt. Jedwabnik otrzymałam w prezencie. Przytoczone na okładce opinie przedstawiają drugą powieść Galbraitha w samych superlatywach, mnie jednak, wielkiej miłośniczce kryminałów, od samego początku czytało się tę książkę dosyć ciężko. Lektura kolejnych stron mocno mi się dłużyła, a nieco specyficzny główny bohater jakoś nie potrafił zyskać mojej sympatii. Mimo trudnych początków nie zrezygnowałam, wciąż wierząc, że ktoś, kto stworzył coś tak genialnego jak historia Harry’ego Pottera, będzie w stanie mnie zachwycić kolejną powieścią, choć utrzymaną już w innej konwencji, a konkretnie w konwencji powieści kryminalnej, czyli mojej ulubionej. I słusznie, że nie porzuciłam lektury, bo im dalej, tym lepiej. Ale o tym za chwilę.

W agencji detektywistycznej Cormorana Strike’a zjawia się zrozpaczona kobieta, która twierdzi, że jej mąż, znany pisarz, zaginął. Już wcześniej zdarzało mu się znikać, zawsze jednak po kilku dniach wracał cały i zdrowy. Nie chcąc angażować policji w poszukiwania, Leonora Quine prosi Strike’a, by dyskretnie pomógł jej odnaleźć Owena. Quine właśnie skończył pracę nad najnowszą książką, która – jak się okazuje – jest zjadliwą satyrą na wielu jego znajomych. Gdyby historia przedstawiona w Bombyx Mori ujrzała światło dzienne, przyszłość wielu ludzi stanęłaby pod znakiem zapytania, a sam Owen Quine prawdopodobnie doczekałby się stosu pozwów o zniesławienie. Gdy się okazuje, że kontrowersyjny autor został brutalnie zamordowany, i to w iście wymyślnych okolicznościach, w kręgu podejrzanych znajdują się wszyscy ci, których Quine zamieścił w swojej powieści. Policja jest przekonana, że za morderstwem niewiernego małżonka stoi Leonora, Strike jednak nie wierzy w domniemaną winę swojej klientki. Z pomocą rezolutnej asystentki zrobi wszystko, by oczyścić panią Quine z zarzutów i odnaleźć prawdziwego zabójcę. Kim jest bestialski morderca? Czy działającemu na przekór policji detektywowi uda się rozwiązać mroczną zagadkę śmierci Quine’a?

Na czas lektury Jedwabnika kompletnie zapomniałam, że Robert Galbraith to tak naprawdę J. K. Rowling. Nie było niepotrzebnych porównań i zbyt wygórowanych oczekiwań. Potraktowałam tę książkę jako powieść nieznanego mi dotąd pisarza, przed jej lekturą nie zapoznałam się nawet z opiniami innych czytelników. Początek nie był najlepszy, przez sto kilkadziesiąt stron nudziłam się jak mops, ledwo mogąc znieść przytaczane przez Strike’a fragmenty rękopisu dzieła Quine’a. Ale potem było coraz lepiej. Akcja się rozkręcała, a tożsamość sprawcy jeszcze bardziej intrygowała. Największą przyjemność sprawiało mi podróżowanie u boku Robin i Strike’a po moim ukochanym Londynie. Po skończeniu Jedwabnika muszę przyznać, że książka – choć mnie nie zachwyciła – jest całkiem niezłym kryminałem. Nie wiem jednak, czy w przyszłości sięgnę po kolejne tomy serii o Cormoranie Strike’u, które pewnie wyjdą spod pióra Galbraitha. Strike jakoś nie do końca skradł moje serce.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://publicat.pl