„Paryski ekspres”, Georges Simenon [recenzja]

paryski-ekspresAutor: Georges Simenon

Tytuł: Paryski ekspres

Tytuł oryginalny: L’Homme qui regardait passer les trains

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 232

——————————————————————————————————————————–

Proszę pozwolić, że się przedstawię: Kees Popinga, zboczeniec z Amsterdamu! (s. 114)

Georges Simenon zawsze kojarzył mi się z powieściami kryminalnymi i komisarzem paryskiej policji Jules’em Maigretem w roli głównej. Szczerze mówiąc, do momentu dość przypadkowego zetknięcia się z Paryskim ekspresem nie miałam pojęcia, że słynny belgijski autor pisał również powieści psychologiczno-obyczajowe. Przedstawiał w nich dramatyczne historie zwykłych ludzi, których do przestępstwa popchnęło nieprzychylne otoczenie, problemy lub nuda. Na przykładzie Paryskiego ekspresu widać, że w tekstach tego typu Simenon nie oddalał się za bardzo od poetyki powieści kryminalnej, której zawdzięczał swą międzynarodową sławę. Mamy zatem morderstwo i jego usiłowanie, prowadzącego śledztwo komisarza, przesłuchania świadków i, co najważniejsze, mamy mordercę. Warto jednak zauważyć, że podczas lektury „Paryskiego ekspresu” nie towarzyszy nam pytanie: kto zabił?, lecz raczej: dlaczego zabił? Skąd w typowym mieszczaninie, wzorowym pracowniku, mężu i ojcu takie pokłady agresji, skąd perwersyjne pragnienie, by zabawić się z policją w kotka i myszkę, by udowodnić światu swój spryt? Te pytania to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Kees Popinga to niczym niewyróżniający się wzorowy obywatel Groningen, który mógłby stać się przykładem dla wielu młodych ludzi. Dość zamożny (stać go na willę i spełnianie zachcianek dzieci), dobrze wykształcony (biegle włada czterema językami) ojciec dwojga dzieci żonaty z „mamusią”, jak pieszczotliwie mówi o swej małżonce. Sumienny pracownik w firmie Juliusa de Costera, który stopniowo pogrąża się w codziennej rutynie. W jego życiu nie ma miejsca na żadne szaleństwa: zdrady, alkohol czy inne używki to atrakcje, o których poczciwy Kees nawet nie marzy. Jeśli już ma zaszaleć, to wyłącznie z kolegami z klubu szachowego. Nic bowiem nie sprawia mu większej przyjemności od partyjki szachów w doborowym towarzystwie i pudełka cygar. Wszystko to jednak się kończy w momencie, gdy Popinga dowiaduje się, że firma de Costera znajduje się na skraju bankructwa. Utrata pracy wbrew temu, co można by podejrzewać, wcale go nie załamuje. Jest wstrząśnięty, to prawda, ale spostrzega, że oto właśnie nadarzyła się znakomita okazja do porzucenia dotychczasowego, nudnego życia, by stać się kimś zupełnie innym. Z dnia na dzień opuszcza więc rodzinę i wsiada do pociągu do Amsterdamu, gdzie chce się spotkać z kochanką de Costera. Piękna Pamela wyśmiewa go jednak, czym doprowadza mężczyznę do szału. W przypływie złości dusi ją ręcznikiem, choć po fakcie zarzeka się, że nie zrobił tego specjalnie. Widać użył za dużo siły. Po wszystkim jak gdyby nigdy nic wsiada do pociągu do Paryża. W stolicy Francji podejmuje grę z tajemniczym komisarzem Lucasem, który ma za zadanie doprowadzić Popingę przed oblicze sprawiedliwości. Przekonany o swym sprycie Kees nie dopuszcza do siebie myśli, że policja mogłaby wpaść na jego trop. Fanatycznie kupuje gazety z artykułami na temat „zboczeńca z Amsterdamu” (taki przydomek nadała Popindze prasa), pytając o drogę, zawsze wybiera policjantów, pisze do gazet listy, w których kpi z pracy organów ścigania, niekompetencji dziennikarzy i hipokryzji środowiska mieszczańskiego. Czuje się niezwyciężony i bezkarny. I nic dziwnego, bo graczem jest wybornym. Jak długo jednak uda mu się wodzić policję za nos? Czy uzna swój przestępczy czyn za błąd i poniesie za niego karę, czy też wpadnie w spiralę zbrodni i kłamstwa, z której nie będzie w stanie się wydostać?

O fabule powieści Simenona nie powiem nic więcej. Jeśli historia Keesa Was zaciekawiła, sięgnijcie po Paryski ekspres. Chciałabym natomiast zwrócić uwagę na kilka elementów, które uważam za niekwestionowane zalety tej książki. Na uznanie bez wątpienia zasługuje nastrój powieści. Akcja przeważnie rozgrywa się w Paryżu, nocą lub późnym wieczorem. Uciekający przed policją Popinga krąży po dzielnicach miasta, szukając bezpiecznego schronienia, w którym mógłby przenocować. Nie zawsze stać go na luksus pięciogwiazdkowego hotelu, częściej musi się decydować na podrzędne hoteliki lub ponure mieszkania. Nie potrafi zasnąć w samotności, więc zazwyczaj zaprasza do siebie jakąś prostytutkę. Z konieczności zdarza mu się również przebywać w towarzystwie złodziei i krętaczy. Trzeba przyznać, że Simenonowi doskonale udaje się uchwycić i zaprezentować mroczne zakamarki Paryża dziś uznawanego za miasto miłości.

Drugim atutem, w moim odczuciu, jest narracja Paryskiego ekspresu. Przywykłam do prozy psychologicznej, w której narracja prowadzona jest z punktu widzenia głównego bohatera. Dlatego właśnie byłam nieco zaskoczona i chyba rozczarowana, kiedy zobaczyłam, że Simenon zdecydował się na narrację trzecioosobową zamiast pierwszoosobowej. Szybko się jednak okazało, że Paryski ekspres nie jest klasyczną powieścią psychologiczną, a wybrana przez Simenona narracja to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że trzecioosobowy, zdystansowany i nieco ironiczny narrator dopuszcza nas do myśli Keesa Popingi, zaspokajając naszą ciekawość, to jeszcze prowadzi opowieść w tak niezwykły sposób, że czyta się ją z największą przyjemnością. Sporo sympatii wzbudza również główny bohater, który swoim irracjonalnym zachowaniem, przemyśleniami lub zapiskami w notesie niejednokrotnie powoduje u czytelnika śmiech.

Zalety Paryskiego ekspresu można by pewnie mnożyć. Na koniec mogę Was tylko zachęcić do zainteresowania się tą książką. Ja sama po pierwszym spotkaniu z Simenonem zapewne przyjrzę się bliżej jego twórczości. Można w niej znaleźć istne perełki. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.grupawydawniczafoksal.pl

Helena Boguszewska, „Całe życie Sabiny” [recenzja]

całe życie sabiny_1.jpg

Autor: Helena Boguszewska

Tytuł: Całe życie Sabiny

Wydawnictwo: Czytelnik

Liczba stron: 212

Jesteśmy ludźmi, a więc naturalne jest, że interesuje nas to, co ludzi dotyczy. Każdy z nas ma w życiu chwile, kiedy nie radzi sobie z własnymi emocjami; wspomina dawne czasy; zamiast żyć tym co tu i teraz wraca do przeszłości i dogłębnie analizuje: dzień po dniu, słowo po słowie, gest po geście, zastanawiając się, co by było gdyby. Widmo zbliżającej się wielkimi krokami śmierci jest zapewne dobrą pobudką do rozważań, do podsumowań i rozrachunku ze sobą, z przeszłością, z własnymi sukcesami i porażkami. Całe życie Sabiny Heleny Boguszewskiej to właśnie taki typ literatury. Rozrachunkowa, introspekcyjna, słowem psychologiczna. Powstające w dwudziestoleciu międzywojennym liczne powieści należące do nurtu psychologicznego choć skonstruowane są podobnie i podejmują nieraz te same problemy, to jednak zawsze potrafią czymś zaskoczyć – to refleksjami głównego bohatera, to nieszablonową kompozycją utworu.

Całe życie Sabiny na pierwszy rzut oka może nam przypominać Cudzoziemkę Marii Kuncewiczowej, a właściwie powinnam napisać, że Cudzoziemka może nam przypominać powieść Boguszewskiej, bo to historia Sabiny powstała wcześniej. W obu utworach głównymi bohaterkami są kobiety, które z perspektywy czasu przyglądają się całemu swojemu życiu i dokonują bilansu zysków i strat. Ich wnioski nie są zbyt optymistyczne. Nieudana kariera zawodowa, nieudane małżeństwo, nieudane macierzyństwo. To wszystko łączy wykreowane przez obie autorki postaci. Zarówno losy Sabiny, jak i Róży poznajemy dzięki licznym retrospekcjom. Koniec obu powieści też jest podobny, a jednak ich lektura nie tylko daje przyjemność, lecz także owocuje w odmienne, ale jakże istotne wnioski. Można by się więc zastanawiać, co różni wspomniane utwory i dlaczego tylko Cudzoziemka trafiła do kanonu lektur szkolnych. Czy powieść Boguszewskiej jest aż tak słaba, że z czystym sumieniem można o niej zapomnieć? Na ostatnie pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź, ponieważ ilu ludzi, tyle opinii. Jedno nie pozostawia wątpliwości: Całe życie Sabiny to powieść niesłusznie zepchnięta na dalszy plan, bo nawet jeśli nie jest rewelacyjna, to z pewnością jest dobra.

Sabinę, tytułową bohaterkę powieści Boguszewskiej, poznajemy podczas jej wizyty u lekarza, który wiedząc, że nie jest już w stanie pomóc swojej pacjentce, zaleca jej leżenie w łóżku i wypoczywanie. Po powrocie do mieszkania, które Sabina dzieli z siostrą, jej mężem, Karolem, oraz z dziećmi Heleny, kobieta posłusznie stosuje się do zaleceń doktora i kładzie się do przyszykowanego przez siostrę łóżka, łóżka, z którego notabene już nigdy nie wstanie. Kobieta ma świadomość, że właśnie znalazła się na ostatniej prostej swojego życia, dlatego, nie mając zbyt wiele czasu, postanawia je dogłębnie przeanalizować. Swoje rozmyślania, co ciekawe, rozpoczyna od wszystkich sukien, jakie kiedykolwiek miała. Wspomnienie każdej z nich przywołuje kolejne skojarzenia, dzięki którym Sabina bez trudu może wracać myślami do przeszłości i swobodnie się po niej poruszać. Po sukniach przychodzi czas na mieszkania, służące, książki, zabawy i zajęcia oraz poranki. Chronologia wspomnień jest nieco zaburzona, a przywoływane zdarzenia nie zawsze tworzą ciąg przyczynowo-skutkowy, co w pewnym stopniu utrudnia rekonstrukcję losów bohaterki. Dokonywane na łożu śmierci tak nietypowe podsumowanie czyni tę książkę wyjątkową i sprawia, że nie jest ona jedną z wielu.

O fabule więcej nie powiem, bo pewnie zepsułabym Wam przyjemność czytania. Mogę jednak zapewnić, że powieść Boguszewskiej jest gratką dla miłośników prozy psychologicznej. Jeśli lubicie książki, których lektura skłania do autorefleksji i analizy własnego życia, to bez wahania możecie sięgnąć po Całe życie Sabiny, które czyta się niemal tak samo dobrze jak powstałą dwa lata później Cudzoziemkę. Polecam, bo warto!

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
zdjęcie autorskie

Recenzja książki pt. „Cudzoziemka” autorstwa Marii Kuncewiczowej

cudzoziemka-b-iext2992258

Autor: Maria Kuncewiczowa

Tytuł: Cudzoziemka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 224

Powieści psychologiczne w prozie dwudziestolecia międzywojennego były zjawiskiem bardzo powszechnym. Zazdrość i medycyna Choromańskiego, Całe życie Sabiny Boguszewskiej, Granica Nałkowskiej, Adam Grywałd Brezy czy w końcu Cudzoziemka Kuncewiczowej to tylko niektóre z utworów reprezentujących popularny wówczas nurt psychologiczny. Wszystkie te powieści zawierają w sobie powtarzalne i często wykorzystywane w prozie psychologicznej schematy – inwersja czasowa, struktura powieści oparta na retrospekcjach i wspomnieniach głównego bohatera, mowa pozornie zależna oraz liczne introspekcje pozwalają czytelnikom wniknąć w głąb psychiki postaci i dotrzeć do rzeczywistych motywów ich postępowania. Tematem powieści psychologicznych są więc emocje bohaterów, stosunek do świata i otaczających ich ludzi, a także wnikliwa analiza własnej psychiki. Cudzoziemka założenia psychologizmu doskonale realizuje, a przy tym jest nie tylko wartościową, ale i bardzo przyjemną lekturą.

Powieść Marii Kuncewiczowej to portret niespełnionej artystki, kobiety, na której życiu kilka zdarzeń z młodości, a w szczególności jedno, odcisnęło palące piętno, którego bohaterka powieści mimo upływu lat nijak nie potrafiła i nadal nie potrafi się pozbyć. Stało się ono powodem jej głębokiego i niemal bezgranicznego nieszczęścia, które odbija się zarówno na niej samej, jak i na osobach z jej bliskiego otoczenia. Róża Żabczyńska to kobieta, obok której nie sposób przejść obojętnie. Fascynująca, odpychająca, wciąż budząca skrajne odczucia. Podczas lektury czytelnik miota się między sprzecznymi postawami: w jednej chwili współczuje bohaterce, próbując zrozumieć i usprawiedliwić jej zgorzknienie spowodowane różnymi czynnikami, by za moment szczerze Róży nienawidzić za jej wyniosłość, bezwzględność w stosunku do fajtłapowatego i przytłoczonego ogromem nieszczęścia żony Adama oraz Bogu ducha winnych dzieci. Czytelnika razi także niewysłowiona przyjemność, jaką Róża czerpie z psychicznego znęcania się nad otaczającymi ją ludźmi, którzy mimo usilnych starań nie potrafią znaleźć w jej na pozór zlodowaciałym sercu choć odrobiny ciepła.

Cudzoziemskość Róży-Eweliny, dwie nieprzystające do siebie tożsamości, niemożność znalezienie swojego miejsca w świecie i związane z nią poczucie wyobcowania, a także nieustanne „narkotyzowanie się wspomnieniami z młodości” odbijają się na negatywnym stosunku Róży do świata i ludzi.

Akcja utworu obejmuje zaledwie jeden dzień, jednak wspomnienia bohaterki rozciągają ją na kilkadziesiąt lat. Przez niemal całą powieść widzimy Różę praktycznie tylko z jednej strony – jako kobietę bezwzględną, perwersyjnie okrutną wobec najbliższych i czerpiącą z tego dziką satysfakcję. Mamy oczywiście świadomość, że Żabczyńska jest poniekąd ofiarą źle ulokowanych uczuć, że skrzywdził ją ten, którego tak bardzo kochała. Poznajemy źródła jej nieszczęścia i motywy tak nieludzkiego postępowania. Na końcu powieści dostajemy od Kuncewiczowej niespodziankę w postaci sceny, w którą po lekturze 200 stron powieści trudno nam uwierzyć. Autorka chciała chyba zakończyć swe dzieło optymistycznym akcentem, który okazał się raczej mało wiarygodnym huraoptymizmem. Nie zmienia to jednak faktu, że historia Róży Żabczyńskiej potwierdza, iż na pogodzenie się z losem, z rodziną i wybaczenie sobie wzajemnych win nigdy nie jest za późno. Pokazuje jednak jeszcze jedno – to mianowicie, jak wydarzenia z przeszłości i niezdrowe pielęgnowanie wspomnień mogą rzutować na całe życie człowieka. Trzeba znać granice, by nie pogrążyć się w niepotrzebnych i zatruwających naszą codzienną egzystencję negatywnych emocjach; by przez chorobliwą pamięć o przeszłości nie stracić z oczu tego, co tu i teraz; by przestać żyć tym, co było, i zacząć żyć tym, co jest.

Cudzoziemkę czytałam dwa razy w odstępie trzech lat. Druga lektura była doskonałym uzupełnieniem pierwszej i pozwoliła mi zwrócić baczniejszą uwagę na szczegóły, które pominęłam podczas pierwszego spotkania z bohaterką Kuncewiczowej. Nadal jestem zafascynowana tą powieścią i kreacją Róży – tak irytującej, tak nieznośnej i tak niezwykłej. Gorąco polecam każdemu, a miłośnikom psychologizmu w literaturze szczególnie.

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com