M. G. Gardiner, „Tropicielka cieni” [recenzja]

tropicielka-cieni_253239Autor: M. G. Gardiner

Tytuł: Tropicielka cieni

Tytuł oryginalny: The Shadow Tracer

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN

Liczba stron: 436

Zabawa w chowanego, w której stawką jest życie. Zabawa, w której co krok można otrzeć się o śmierć.

Muszą zniknąć. Muszą rozpłynąć się w powietrzu albo zapaść się pod ziemię. Innego wyjścia nie ma. I to szybko. Najlepiej już, teraz, natychmiast. Na mapie Stanów Zjednoczonych nie ma jednak miejsca, w którym byłyby bezpieczne, ba, nie ma go chyba nawet na mapie świata. Ucieczka to ich jedyna szansa, rozpaczliwa szansa na przeżycie.

Sarah Keller i jej pięcioletnia córeczka Zoe wiodą szczęśliwy i, co najważniejsze, spokojny żywot w odludnym regionie Oklahomy. Sarah pracuje jako skip tracerka, a jej zadaniem jest ściganie tych, którzy, chcąc uniknąć więzienia, sądu czy komornika, ukrywają się przed policją i FBI. Kobieta namierza cel, bacznie go obserwuje i podstępem dostarcza uciekinierowi wezwanie do sądu, komendy czy spłaty długów. Po wszystkim może zameldować wykonanie zadania, zapisując w ten sposób na swoim koncie kolejny sukces. Keller swoją pracę uwielbia i sprawdza się w niej znakomicie. Kiedy pewnego dnia jej ukochana Zoe jedzie na szkolną wycieczkę, nic nie zapowiada zmian, jakie już wkrótce zajdą w ich życiu. Lekko poturbowana w wyniku zderzenie autokaru z samochodem pięciolatka trafia do szpitala. To jednak dopiero początek kłopotów. Znaleziony w ciele dziewczynki mikroczip oraz przeprowadzone badania niepokoją lekarza, a Sarah stawiają w trudnym położeniu. Okazuje się bowiem, że Keller nie jest biologiczną matką Zoe, o czym jednak od zawsze wiedziała. Kobieta dla dobra dziecka przez lata musiała ukrywać prawdę. Personel szpitala nie wierzy w jej mało wiarygodną opowieść i od razu wzywa policję, która oskarża ją o porwanie i morderstwo. Sarah wiedząc, że policja prędzej zaciągnie ją przed szubienicę, niż podejmie się jej ochrony, decyduje się na ostateczność, czyli bez wahania pakuje Zoe w samochód i jedzie w siną dal. Ma świadomość, że ucieczka oznacza pożegnanie się z dotychczasowym życiem, ale miłość do dziecka i obietnica, którą przed laty wypowiedziała, zobowiązują ją do walki do ostatniego tchu. Keller wie, że aby uratować siebie i pozostającą pod jej opieką dziewczynkę, musi wykorzystać całą swoją wiedzę i zdobyte przez lata w skip tracingu doświadczenie. Ucieczka przed policją to jednak niejedyne jej zmartwienie… Bezwzględni członkowie klanu Worthe, którzy pięć lat wcześniej zabili Beth, teraz depczą Sarah po piętach i zrobią wszystko, by odzyskać to, co utracili.

Sarah i Zoe czeka długa, pełna zwrotów akcji i nieprzewidzianych wydarzeń podróż, zapewne największa w ich życiu, w której chodzi przecież o to, by zwyczajnie przetrwać. Czy uda im się ujść cało? Ile jest w stanie poświęcić zdesperowana matka dla ratowania życia dziecka?

O Meg Gardiner przed lekturą Tropicielki cieni nigdy wcześniej nie słyszałam. Do zapoznania się z jej twórczością przekonała mnie okładka wspomnianej powieści, która od początku mnie intrygowała. Zbliżenie na dystrybutor paliwa na znajdującej się na odludziu stacji benzynowej, a tuż obok dopisek, w kilku słowach doskonale opisujący, o czym jest powieść, wystarczyły, bym po nią sięgnęła. Wydanych pieniędzy nie żałuję, ponieważ jej lektura dostarczyła mi dużo pozytywnych emocji. Tropicielkę cieni, którą zaliczyć należy do gatunku powieści sensacyjnej, czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, a wartka akcja, krótkie rozdziały i brak zbędnych partii opisowych czynią tę książkę jedną z tych, od których nie sposób się oderwać. Spragniony wrażeń czytelnik ciągle chce wiedzieć, co się jeszcze wydarzy, a umiejętnie stopniowane przez autorkę napięcie sprawia, że nieustannie obiecujemy sobie: „Jeszcze tylko jeden rozdział i na dziś koniec”, po czym kontynuujemy lekturę. I tak w kółko.

Minusem tej pozycji jest motyw wiodący powieści, czyli to, że cała fabuła koncentruje się wyłącznie wokół rozpaczliwej ucieczki Sarah z Zoe. Powieść Gardiner, jak wspomniałam, obfituje w nieprzewidziane i nagłe zwroty akcji, ale od początku do końca głównej bohaterce chodzi o to, by nie dać się złapać. To może trochę nudzić, choć książka naprawdę trzyma w napięciu. Do usterek zaliczyłabym również lekko przerysowane charakterystyki członków klanu, którzy są tak dziwni, tak przerażający, tak fanatyczni i bezwzględni, że aż trudno uwierzyć, by ktoś taki mógł naprawdę istnieć. A może po prostu podczas lektury popuściłam wodze fantazji i stąd moje uwagi. Niemniej polecam tę powieść każdemu, kto lubi książki, które czyta się z prędkością światła i w których nigdy nie wiadomo, co wydarzy się na następnej stronie. Ci czytelnicy nie powinni być rozczarowani, jeśli nie będą mieli zbyt wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://ksiegarnia.pwn.pl