Recenzja książki pt. „Ostatnia noc jej życia” autorstwa Maureen Jennings

ostatnia noc jejAutor: Maureen Jennings

Tytuł: Ostatnia noc jej życia

Wydawnictwo: Oficynka

Liczba stron: 312

Przygody serialowego Murdocha z zapartym tchem śledzę od 2008 roku. W tym roku w oryginale obejrzałam siódmy sezon i teraz z niecierpliwością oczekuję kontynuacji. Sądzę więc, że z czystym sumieniem mogę przyznać, iż należę do najwierniejszych fanów niesłychanie inteligentnego, zafascynowanego nowinkami technicznymi i jazdą na rowerze kanadyjskiego detektywa, dla którego nie ma spraw nie do rozwiązania. William Murdoch to człowiek sympatyczny, momentami trochę nieporadny i wstydliwy, zawsze jednak praworządny i gotowy nieść pomoc każdemu, kto takiego wsparcia potrzebuje. Choć jako detektyw stoi nieco wyżej w zawodowej hierarchii niż konstable z Czwartego Posterunku, to jednak nie zwykł traktować ich z wyższością. Ileż to razy próbujący naśladować Murdocha Crabtree przedstawiał detektywowi najabsurdalniejsze teorie, a Murdoch cierpliwie ich wysłuchiwał, po czym klepał George’a po ramieniu, jakby mówił: „Nie poddawaj się, George. Może następnym razem”.

Takiego Murdocha znam z serialu i nie muszę chyba dodawać, że go uwielbiam. Przedstawiona w Murdoch Mysteries XIX- i XX-wieczna Kanada z fascynującym Toronto na czele oraz jej specyficzny klimat z całą gamą kolorów i charakterów czynią przygody detektywa jeszcze bardziej wyjątkowymi. Kiedy dowiedziałam się, że pierwsze tomy serii, na której wzorowani są bohaterowie serialu, zostały przetłumaczone na język polski, zapragnęłam się z nimi zapoznać. Sięgnęłam po Ostatnią noc jej życia, bardzo zachwalaną przez innych czytelników, i… mocno się rozczarowałam. Książka niestety nie spełniła moich oczekiwań, a jej lektura była dla mnie prawdziwą męczarnią. Moim zdaniem prócz klimatu minionej epoki i tajemniczego morderstwa, o które – na pozór – można by oskarżyć prawie każdego, w pierwszej powieści Jennings nie było nic pasjonującego. Uwielbiam klasyczny kryminał, z książkami Agathy Christie na czele. W ogóle zresztą kocham wszelką sensację – thriller i kryminał to gatunki, które mogłabym czytać bez przerwy i zazwyczaj po skończonej lekturze jestem usatysfakcjonowana. Dlatego też ze smutkiem muszę przyznać, że tom otwierający serię o Murdochu oceniam jako książkę bardzo przeciętną. Zero napięcia i mozolnie rozwijająca się akcja to w moim odczuciu wady tej pozycji.

Zasiadając do lektury, popełniłam błąd. Absolutnie niewybaczalny. Najpierw naoglądałam się sfilmowanych przygód detektywa Murdocha, inspektora Brackenreida i całego Czwartego Posterunku, a teraz sięgnęłam po książkę, by dowiedzieć się o moich ulubionych bohaterach jeszcze więcej. Niestety, czytając, oceniałam książkę, patrząc przez pryzmat serialu i to w znacznym stopniu wpłynęło na tak niską notę. Oczywiście, książka powstała przed filmem (a nie odwrotnie jak w przypadku „Zabójczych umysłów”), a więc bohaterowie ekranizacji są wzorowani na prozie Maureen Jennings, a to nie oznacza, że muszą być identyczni. No i nie są, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu. Konstabl Crabtree jako ojciec czworga dzieci, oczekujący narodzin kolejnego potomka, z którego Murdoch niewybrednie sobie żartuje? Kto zna serial, ten pewnie rozumie, co mam na myśli. Serio, to nie ci sami bohaterowie, których co tydzień obserwuję, kiedy tropią kolejnych morderców. To obcy ludzie o takich samych nazwiskach, choć bardzo podobni, to jednak inni. Te rozbieżności były dla mnie nie do przyjęcia.

Serial powstały na bazie prozy Jennings jest w moim odczuciu dużo lepszy niż pierwsza część cyklu, co do reszty – nie wiem, nie sprawdziłam i raczej nie sprawdzę. Wątpię, bym w najbliższym czasie sięgnęła po kolejne tomy. Nie chcę psuć sobie wrażenia, jakie wywarł na mnie serial.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://oficynka.pl