„Klub wisielców”, Tony Parsons [recenzja]

d_3947Autor: Tony Parsons

Tytuł: Klub wisielców

Tytuł oryginalny: The Hanging Club (Max Wolfe, #3)

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Liczba stron: 320

——–

Jest zbrodnia, musi być kara

Tony Parsons po raz pierwszy, Tony Parsons po raz drugi i… po raz trzeci! Wreszcie na polskim rynku pojawił się Klub wisielców, czyli finał trylogii, której bohaterem jest detektyw londyńskiej policji, Max Wolfe. Zarówno Wolfe’a, jak i samego Tony’ego Parsona po raz pierwszy poznałam przy okazji lektury wydanego w lutym 2017 roku Rzeźnika, będącego drugim tomem wspomnianej serii. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem oraz akcją dziejącą się w stolicy Anglii. Nie czytałam wprawdzie książki otwierającej trylogię, a więc Krwawej wyliczanki, po którą obiecałam sobie sięgnąć zaraz po przeczytaniu Rzeźnika, by nadrobić ewentualne braki, ale uznałam, że warto spróbować. To była bardzo dobra decyzja. A czy i tym razem Parsons mnie nie zawiódł? Czy jego najnowsza powieść spełniła moje oczekiwania? Zapraszam do lektury recenzji! :)

Grupa samozwańczych mścicieli krąży po ulicach Londynu. W upal­ne noce uprowadza ludzi, którzy dopuścili się złych uczynków, wydaje wyroki i wykonuje egzekucje przez powieszenie.
Wśród skazanych na śmierć są m.in.: członek gangu, który molesto­wał dziewczęta, bogaty alkoholik, który śmiertelnie potrącił dziecko, ziejący nienawiścią mułła nawołujący do mordowania brytyj­skich żołnierzy. Liczba ofiar podejrzanie szybko rośnie, a Londyn znajduje się na kra­wędzi zamieszek. Detektyw Max Wolfe musi ukrócić mordercze zapę­dy gangu zabójców, których już uznano za bohaterów.

Najnowsza powieść Tony’ego Parsonsa – choć czyta się ją przyjemnie – jest książką podejmującą ważkie tematy. W centrum uwagi niby jest śledztwo w sprawie popełnianych przez samozwańczych katów morderstw, a jednak kryminalna otoczka skrywa o wiele poważniejsze kwestie. Czytający pod wpływem przedstawionych w Klubie wisielców wydarzeń zaczyna się zastanawiać, kto we współczesnym świecie ma prawo do wymierzania sprawiedliwości, a także czy pragnienie zemsty za wyrządzone krzywdy może być usprawiedliwieniem dla zbrodni. Dylematy moralne bohaterów stają się podstawą do rozważań dotyczących sprawiedliwości i żądzy zemsty. Najciekawsze jest w tym wszystkim jednak to, że Tony Parsons nie moralizuje. Brytyjski pisarz zupełnie niepostrzeżenie przemyca istotne dla cywilizowanego, wykształconego człowieka problemy, które – choć są przedstawione w książce z zasady mającej bawić – skłaniają do głębszej refleksji. Taką ważną kwestią jest kara śmierci – chyba najbardziej kontrowersyjna forma wymierzania sprawiedliwości, która ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Przez jednych uważana za sprawiedliwą formę odpłaty za pozbawienie życia, a przez innych za niehumanitarną i nieetyczną. Niegdyś była bardzo powszechna, również w Polsce, a dziś obecna jest tylko w niektórych krajach. Czy powinna zostać przywrócona? Zdaniem bohaterów Klubu wisielców tak. A samosąd? Czy ma on w ogóle rację bytu? Czy zasługuje na usprawiedliwienie?

krwawa-wyliczanka(1)

Samozwańczy kaci, którzy obrali sobie za cel eliminację zbrodniarzy, których nie dosięgło ramię sprawiedliwości, swoim zachowaniem wyraźnie nawiązują do postaci Alberta Pierrepionta, czyli najsłynniejszego kata Zjednoczonego Królestwa, mającego na swoim koncie największą w historii Wielkiej Brytanii udokumentowaną liczbę wykonanych wyroków kary śmierci. Pierrepoint, który stał się legendą w swoim fachu, w swoim życiu powiesił setki morderców, gangsterów i zbrodniarzy wojennych, w tym ok. 200 nazistów skazanych w procesach norymberskich. Przyznam szczerze, że przed sięgnięciem po powieść Parsonsa nie słyszałam o Pierrepoincie. Teraz jednak usiadłam i przegrzebałam internet w poszukiwaniu interesujących informacji, aby chociaż trochę poszerzyć swoją wiedzę na temat tej postaci. Zawsze lubiłam książki, z których mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć. To właśnie najbardziej podoba mi się w powieściach Tess Gerritsen, jednej z moich ulubionych autorek, i to podoba mi się u Parsonsa. Po kryminały sięgam oczywiście po to, by zabawić się w detektywa rozwiązującego śledztwo w sprawie o morderstwo. Ale rozwiązanie zagadki to nie wszystko. Jeśli wymyślonej przez pisarza fabule towarzyszy jakaś oparta na faktach historia, to taka opowieść nabiera rumieńców. Bezlitosny kat z zimną krwią wykonujący setki egzekucji? Pojawienie się tak kontrowersyjnej i słynnej postaci – nawet tylko we wspomnieniach i rozmowach bohaterów – jak nic innego dodaje przedstawionej historii pikanterii.

Dużą zaletą powieści Parsonsa jest też to, że wcale nie trzeba ich czytać po kolei. Aby sięgnąć po drugi czy trzeci tom trylogii, wcale nie musicie koniecznie znać poprzednich części. Oczywiście warto czytać je po kolei, ale bez obaw możecie zacząć swoją przygodę z prozą Tony’ego Parsonsa właśnie od Klubu wisielców, a dopiero potem ewentualnie sięgnąć po dwie poprzednie części.

Stanowiący finałową odsłonę cyklu Klub wisielców to przyzwoity kryminał, który czyta się w mgnieniu oka. Intrygująca fabuła, liczne zwroty akcji i niełatwe do przewidzenia zakończenie to mocne strony nowej książki Parsonsa. Z czystym sumieniem polecam i sama zabieram się do Krwawej wyliczanki :)

Moja ocena: 6/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Czerwone światło hańby”, Graham Masterton [recenzja]

d_2744Autor: Graham Masterton

Tytuł: Czerwone światło hańby

Tytuł oryginalny: Red Light

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

Graham Masterton to pisarz, który od lat niezmiennie cieszy się ogromną popularnością wśród czytelników, również tych pochodzących z Polski. Na szczęście dla wielu z nas autor mający na swym koncie przeszło 100 tytułów regularnie odwiedza nasz kraj, co i raz uczestnicząc w rozmaitych spotkaniach. I tak w odstępie zaledwie 8 miesięcy słynny brytyjski pisarz aż dwukrotnie przyleciał do Polski. Wizyta pod koniec września 2016 roku związana była z promocją powieści Siostry krwi, będącej piątą częścią cyklu o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. Teraz natomiast wizyta Mastertona zbiegła się z premierą kolejnego tomu serii, czyli Pogrzebanych, którzy 10 maja trafili do sprzedaży. Masterton najpierw pojawił się w Krakowie i Katowicach, by następnie 20 maja, w czasie 3. dnia Warszawskich Targów Książki, na stoisku Wydawnictwa Albatros zasiąść do podpisywania egzemplarzy swoich powieści. Kolejka do mistrza grozy ustawiła się ogromna, a książki autora rozchodziły się niczym świeże bułeczki. Każdy chciał zdobyć upragnioną dedykację i pamiątkowe zdjęcie, każdy chciał choć na chwilę zasiąść u boku tego świetnego pisarza. Młodzi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z prozą Mastertona, i starsi, którzy jego książki czytali 20 lat temu i teraz przez sentyment zapragnęli do nich powrócić. Zwieńczeniem wizyty autora było spotkanie w Teatrze Powszechnym w ramach Apostrofu, czyli organizowanego przez Empik Międzynarodowego Festiwalu Literatury. W spotkaniu nie uczestniczyłam, jednak czytałam o nim same dobre rzeczy. Masterton znów podobno brylował, swoich rozmówców spychając w cień.

W dzielnicy czerwonych latarni w Cork dochodzi do wielu brutalnych morderstw, których ofiarami padają działający w tym okręgu sutenerzy. Spirala zbrodni rusza w momencie, gdy agent nieruchomości i jego klient trafiają na makabryczny widok: rozkładające się zwłoki czarnoskórego mężczyzny z obciętymi dłońmi i odstrzeloną częścią głowy. Ofiarą jest podejrzany typ powiązany z prężnie działającą  w Cork branżą usług seksualnych. Detektyw Katie Maguire staje przed dylematem – czy szukać zabójcy przestępców zaangażowanych w handel żywym towarem, których ona sama nie była w stanie złapać i zamknąć, czy też pozwolić na to, by ktoś wymierzał sprawiedliwość na własną rękę.

1493061944562Twórczości Grahama Mastertona w zasadzie zbyt dobrze nie znam. Pisanych przez niego horrorów nie czytałam, bo horror jako gatunek, czy to literacki, czy filmowy, do moich ulubionych nigdy nie należał. Co innego kryminał, w którym od lat się zaczytuję. Strzałem w dziesiątkę okazała się więc seria kryminałów osnutych wokół losów należącej do Garda Síochána policjantki. I chociaż Katie Maguire, postać niezwykle skomplikowana i interesująca, nie stała się z miejsca moją ulubioną bohaterką, to jednak polubiłam ją na tyle, by zacząć śledzić jej kolejne przygody. Lekturę serii rozpoczęłam zgodnie z tym, co nakazuje logika, czyli w pierwszej kolejności sięgnęłam po otwierające cykl Białe kości. Następnie przeczytałam Upadłe anioły, książkę niezwykle mroczną i przytłaczającą ponurą atmosferą i niewyobrażalnymi okropieństwami, które autor z taką lubością opisuje, by wreszcie skończyć Czerwone światło hańby. Muszę przyznać, że z przeczytanych przeze mnie jak dotychczas trzech tomów to właśnie ta powieść najbardziej mi się podobała. Dlaczego? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Nie ma tu bowiem wartkiej akcji, która pędzi na złamanie karku. Wszystko toczy się swoim tempem, trupów co chwilę przybywa, a Katie znów przeżywa życiowe rozterki. Niby wszystko to już było, niby ten sam nieco przewidywalny schemat, a jednak czyta się tę powieść bardzo dobrze, czerpiąc z jej lektury przyjemność. Autor podejmuje trudny i niewdzięczny temat prostytucji i handlu ludźmi, bo jak nazwać proceder ściągania z biednych krajów młodych, z reguły nastoletnich, dziewczyn, którym najpierw obiecuje się gruszki na wierzbie, by potem za duże pieniądze przekazywać je sobie z rąk do rąk. Wabione wizjami lepszego życia młode kobiety zamiast trafić do przyzwoitej pracy, lądują w domach publicznych, z których nie ma ucieczki. Zmuszane do prostytucji groźbami i przemocą, zastraszane w sposób, od którego włos jeży się na głowie. Można o tej książce powiedzieć wszystko, ale z pewnością nie to, że Masterton boi się trudnych tematów. Można zarzucać autorowi, że nie udźwignął tematu, że potraktował go zbyt marginalnie. Przejrzałam pobieżnie recenzje tej książki i widzę, że to dość częsty zarzut. Myślę jednak, że nie ma sensu zaprzątać sobie tymi zarzutami głowy. Kryminał to nic innego jak gatunek należący do literatury popularnej, której jedną z funkcji jest rozrywka. Ja – choć nie uciekam od poważnej literatury – czytając kryminały przede wszystkim odpoczywam. Nie chcę ciągle czytać o tym, jak źle jest na świecie. Nie chcę, by każda książka, którą czytam dla przyjemności, stawała się filozoficzną rozprawą. Trzeba jednak zaznaczyć, że z racji podejmowanej tematyki i mocnych, działających na wyobraźnię opisów zbrodni Czerwone światło hańby nie jest lekturą lekką. Warto mieć tego świadomość, by wiedzieć, czego mniej więcej należy się spodziewać. I mimo że każdy tom przygód Katie można czytać jako osobną powieść, to jednak radziłabym poznawać losy nadkomisarz Maguire w kolejności ustalonej przez autora. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię cykle, m.in. właśnie dlatego, że pozwalają stopniowo poznawać życie prywatne głównego bohatera. Kroczyć u jego boku, gdy pokonuje kolejne przeciwności losu. Ta bliskość tworzy swego rodzaju więź między bohaterem a czytelnikiem, co moim zdaniem działa na korzyść całej serii.

Czy Czerwone światło hańby to powieść godna polecenia? Z pewnością tak, choć cykl o Katie Maguire nigdy nie stanie się moim ulubionym. Pisane przez Mastertona kryminały to kawał dobrej literatury. Mnie jednak nie do końca odpowiada styl autora. Nie mam do niego konkretnych zastrzeżeń, ale wyczuwam, że między mną a twórczością Mastertona po prostu nie ma chemii. Nie zmienia to faktu, że proza Grahama Mastertona cieszy się wielką popularnością wśród czytelników, co znaczy, że jeśli lubicie ten typ literatury, to bez wątpienia powinniście sięgnąć po powieści autorstwa Grahama Mastertona.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Najmroczniejszy sekret”, Alex Marwood [recenzja]

d_3834Autor: Alex Marwood

Tytuł: Najmroczniejszy sekret

Tytuł oryginalny: The Darkest Secret

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Żyjemy w czasach, gdy każdy ma swoją prawdę.  

Kwiecień stoi u mnie pod znakiem twórczości Alex Marwood. Najpierw przeczytałam świetny thriller Dziewczyny, które zabiły Chloe, potem sięgnęłam po Zabójcę z sąsiedztwa, który również okazał się satysfakcjonującą, choć z racji opisów mniej przyjemną lekturą (jeśli czytaliście, to wiecie, o czym mówię), teraz zaś postanowiłam zapoznać się z Najmroczniejszym sekretem. I co? Jest dobrze, a Marwood naprawdę trzyma poziom!

Swoją sławę Marwood zawdzięcza przede wszystkim powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe, choć i jej drugi thriller, znacznie mroczniejszy niż jej debiutancka książka, a mianowicie Zabójca z sąsiedztwa, cieszył się pozytywnymi opiniami miłośników gatunku. I pewnie nie inaczej będzie w przypadku najnowszej powieści autorki, która już 10 maja trafi do polskich księgarń. Premiera Najmroczniejszego sekretu poprzedzi przyjazd Alex Marwood do Polski, która pod koniec maja (25-28.05.2017) w Warszawie i Wrocławiu spotka się z fanami.

Impreza z okazji pięćdziesiątych urodzin Seana Jacksona miała być dla wszystkich niezapomnianym przeżyciem. Wykwintne dania, szampan lejący się strumieniami, głośna muzyka i wytworni goście dodający przyjęciu elegancji. Wieczór nie kończy się jednak tak, jak wszyscy planowali. Uczestnikami imprezy wstrząsa wiadomość o zaginięciu jednej z córek jubilata. Trzyletnia Coco rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko mgliste wspomnienie. Prowadzone przez policję dochodzenie ani zakrojone na szeroką skalę poszukiwania nie przynoszą żadnego efektu, a bliscy przestają się łudzić, że dziewczynka kiedyś do nich wróci.

Dwanaście lat później rodziną Jacksonów wstrząsa kolejna tragedia. W tajemniczych okolicznościach umiera Sean, którego pogrzeb stanie się okazją do rodzinnego spotkania. Wśród jego uczestników znajdą się: Mila, córka z pierwszego małżeństwa, i Ruby, nastoletnia siostra bliźniaczka zaginionej przed laty Coco, a także wszyscy goście feralnego przyjęcia urodzinowego. Napięta atmosfera, przemilczane fakty i tłumione poczucie winy sprawią, że na jaw zaczną wychodzić pilnie strzeżone rodzinne sekrety, a wśród nich również ten najmroczniejszy dotyczący zaginięcia Coco.

Co tak naprawdę wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami rezydencji Jacksonów? Jaką przerażającą prawdę skrywa luksusowe wnętrze ich domu?

IMG_20170413_212545_130 (1)

Recenzując Dziewczyny, które zabiły Chloe, pisałam, że Alex Marwood ma talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością, a w jej książkach dominuje motyw zaginięcia, zerwania z dotychczasowym życiem i zmiany tożsamości. To niewątpliwie prawda. Obie kolejne jej powieści tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły. Akcja Najmroczniejszego sekretu, podobnie zresztą jak i Dziewczyn, które zabiły Chloe, rozgrywa się współcześnie, a jednak przeszłość nieustannie dochodzi do głosu w regularnie powracających retrospekcjach, które Marwood zgrabnie wplata między obecnie rozgrywające się wydarzenia. We wszystkich swoich trzech thrillerach brytyjska pisarka przedstawia akcję dwutorowo, choć w Zabójcy z sąsiedztwa ten zabieg fabularno-kompozycyjny ma zdecydowanie najmniejsze znaczenie. Tam przede wszystkim liczy się tło społeczno-obyczajowe. Ważne są również postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. W Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, wydarzenia aktualnie się rozgrywające przedstawione są z perspektywy Camilli, która razem z Ruby jedzie na pogrzeb ojca. Z kolei wydarzenia z 2004 roku, rozgrywające się na kilka dni przed zniknięciem Coco, ukazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów: Seana, Claire, Marii, Simone i innych. Dzięki temu zabiegowi mamy szansę bliżej poznać wszystkich bohaterów powieści, którzy – bądźmy szczerzy – nie należą do gatunku ludzi, których łatwo polubić. Co więcej, powiedziałabym, że są wręcz okropnie nieznośni i swoim zachowaniem budzą w nas najgorsze instynkty. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. Bardzo lubię czytać książki, w których występuje choć jedna postać zasługująca na moją sympatię. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić. A jednak to dobry thriller, w którym nic nie jest tym, na co pierwotnie wyglądało. Przez całą powieść głowimy się nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej zaginięcia Coco, a kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, autorka znów nas zaskakuje. Choć to thriller, to nie oczekujcie od tej książki jakichś niesamowitych zwrotów akcji. Tutaj tego nie ma. Jest za to solidnie skrojona intryga, mnóstwo stopniowo ujawnianych sekretów, kłamstw i półprawd. Najnowsza powieść Alex Marwood nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie jest dobrym thrillerem psychologicznym, który powinien sprostać wymaganiom miłośników gatunku. Polecam. 

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Zabójca z sąsiedztwa”, Alex Marwood [recenzja]

d_3638Autor: Alex Marwood

Tytuł: Zabójca z sąsiedztwa

Tytuł oryginalny: The Killer Next Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Anonimowość, którą tak sobie cenimy, to pewna droga do zapomnienia. (s. 372)

Zabójca z sąsiedztwa to moje drugie spotkanie z twórczością Alex Marwood. Autorka wkrótce odwiedzi nasz kraj, do sprzedaży zaś trafi jej najnowsza powieść – Najmroczniejszy sekret – więc chciałam nadrobić lekturowe braki, sięgając po jej wcześniejsze thrillery. Po udanym spotkaniu z Dziewczynami, które zabiły Chloe postanowiłam pójść za ciosem i przeczytać książkę wydaną w październiku 2016 roku.

Zabójca z sąsiedztwa nie jest kryminałem sensu stricto. To raczej powieść obyczajowa, w której wyeksponowany został wątek kryminalny. Duszna atmosfera, mroczny klimat okolicy, od której wolelibyśmy trzymać się z dala, oraz epatowanie brzydotą i niezwykle dosadnymi opisami składają się na wybitnie naturalistyczny thriller, po który sięgać powinni wyłącznie czytelnicy o mocnych nerwach. Książka Marwood bardzo silnie oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w głowie czytelnika makabryczne wizje, które co wrażliwszych mogą przyprawić o mdłości. Nie chciałabym widzieć swojej miny, gdy czytałam rozdziały opisujące działania tajemniczego mieszkańca kamienicy. Trzeba jednak pamiętać, że zniesmaczenie to nie jedyne uczucie, które będzie nam towarzyszyć podczas lektury. Na uznanie zasługuje również właściwy Brytyjczykom czarny humor, który musi się udzielić także czytającym.

zabójca

Fabuła powieści skupia się na losach mieszkańców zaniedbanej londyńskiej kamienicy, których łączy w zasadzie jedno: wszyscy z sobie tylko znanych powodów uciekają przed światem. Chcąc pozostać niezauważeni dla otoczenia, wybierają na swoje lokum kamienicę, gdzie nikt nie wtrąca się w ich życie, nie zadaje niewygodnych pytań, a czynsz płaci się gotówką. Szóstka lokatorów zwykle unika siebie nawzajem jak ognia, ale pewnej nieznośnie gorącej nocy w ich domu rozegrają się tragiczne wydarzenia, które zmuszą ich do zawarcia niewygodnego sojuszu. Nie wiedzą jednak, że jest wśród nich morderca, który wybrał już następną ofiarę. Teraz tylko czeka na odpowiedni moment, by ponownie uderzyć.

Zabójca z sąsiedztwa to powieść, która na plan pierwszy wysuwa pytanie o to, dlaczego tak wielu ludziom zależy na tym, by zerwać z przeszłością, stać się kimś zupełnie innym, zmienić imię, nazwisko, wygląd. To również książka o samotności, która dotyka niemal wszystkich, każdego z nas, choć w różnym stopniu. I nie ma znaczenia, czy mieszkamy w jakiejś oderwanej od świata podupadłej mieścinie, czy w ogromnej, tętniącej życiem metropolii – Marwood na przykładzie wielomilionowego i wielokulturowego Londynu pokazuje, że wśród ludzi jest się także samotnym, a zło może czaić się tuż za rogiem, tam, gdzie się go najmniej spodziewamy. Skoro jest tak blisko, to dlaczego go nie widzimy? Odpowiedź Marwood jest prosta. Aby nie zwariować, staramy się trzymać z dala od cudzych spraw. Żyjąc w takim zatłoczeniu, pragniemy tylko jednego: odrobiny prywatności. Nic więc dziwnego, że często wolimy siedzieć cicho, nie zaglądając innym w okna, niż wiedzieć wszystko o wszystkich.

Oba thrillery Alex Marwood – a więc i Dziewczyny, które zabiły, i Zabójca z sąsiedztwa – dość jasno dają do zrozumienia, że w książkach brytyjskiej pisarki tożsamość mordercy nie jest sprawą kluczową. W Zabójcy z sąsiedztwa przede wszystkim liczą się: tło społeczno-obyczajowe oraz postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. Cher, Collette, Thomas, Hossein, Vesta, Gerard – wszyscy oni mają swoje bardziej lub mniej mroczne tajemnice, których pilnie strzegą przed światem.

1492881574432 (1)

Ogromnym atutem Zabójcy z sąsiedztwa jest, podobnie jak w przypadku debiutanckiego thrillera Alex Marwood, nawiązanie do realnie żyjącej postaci, czyli Dennisa Nilsena, jednego z najbardziej znanych londyńskich seryjnych morderców. Historia tego brutalnego psychopaty jest przerażająca i budzi tyleż odrazę, co zainteresowanie. Nie chcę jednak przywoływać niechlubnych „dokonań” Nilsena, bo opowiadając jego historię, zdradziłabym zbyt wiele na temat fabuły powieści Marwood. Byłoby to wprost nieuniknione, a jak wiadomo w kryminałach najbardziej nie lubimy spojlerów. Proponuję zatem z historią Nilsena zapoznać się dopiero po przeczytaniu thrillera Marwood – nie martwcie się, będzie tak samo mrożąca krew w żyłach i odstręczająca!

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to chyba do portretu psychologicznego mordercy. Mógłby być bardziej rozbudowany. To jednak w żaden sposób nie wpływa na ogólną ocenę książki.

Zabójca z sąsiedztwa to kolejny dowód na to, że Alex Marwood potrafi pisać bardzo dobre thrillery, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Pierwszorzędne kreacje bohaterów, intrygująca fabuła, doskonale zarysowane tło społeczno-obyczajowe oraz świetnie poprowadzona narracja to największe zalety jej powieści. Jeśli lubicie ten typ literatury, nie powinniście ich przegapić.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Dziewczyny, które zabiły Chloe”, Alex Marwood [recenzja]

d_2278Autor: Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Tytuł oryginalny: The Wicked Girls

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 448

 

 

Niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli. (s. 445)

Inni źli się stają. Pod wpływem otoczenia, okoliczności, problemów. Albo zupełnie przypadkiem, bo znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Łatwo ferować wyroki na podstawie stereotypów, domysłów i plotek. Ocena jednak nie zawsze może i powinna być tak jednoznaczna. Świat nie jest zero-jedynkowy, biały albo czarny. Ma również odcienie szarości, o czym niektórzy z nas zbyt często zapominają.

Dziewczyny, które zabiły Chloe to historia dwóch nastolatek, które los stawia sobie na drodze pewnego wiosennego dnia. Obie będą żałować, że kiedykolwiek się spotkały, bo jeszcze tego samego wieczoru zostaną oskarżone o zabicie czteroletniej Chloe. Po dwudziestu pięciu latach dziennikarka Kirsty Lindsay podczas zbierania materiałów do artykułów o serii morderstw w podupadającym nadmorskim kurorcie spotyka sprzątaczkę Amber Gordon. Po raz pierwszy od dnia, który na zawsze odmienił ich życie. Muszą zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości i nie zrujnowano tego, co każda z nich z takim trudem budowała na kłamstwie. Ale przeszłość upomni się o swoje, a ich trop zwietrzą nie tylko żądne sensacji brukowce, lecz także psychopatyczny zabójca.

1491658226619Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Na polskim rynku dostępne są dwie jej powieści (wspomniane Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójca z sąsiedztwa), a już niebawem, a konkretnie w maju, ukaże się jej kolejna książka zatytułowana Najmroczniejszy sekret. Autorka ewidentnie się rozwija i wszystko wskazuje na to, że jej ewolucja zmierza w dobrym kierunku. Pisząc o twórczości Marwood, a właściwie Sereny Mackesy, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko autorki, trzeba pamiętać, że na początku swojej kariery pracowała jako dziennikarka. Współpraca z wieloma pismami, w tym m.in. z „The Independent”, dała jej szeroki wachlarz możliwości fabularnych, które już jako pisarka mogła wykorzystywać w swoich thrillerach. Marwood nie ukrywa zresztą, że to właśnie z prasy i raportów sądowych czerpała inspiracje do powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe. Okazuje się, że za inspirację do historii Jade Walker i Annabel Oldacre, nastoletnich morderczyń Chloe, posłużyło kilka postaci młodocianych przestępców. Na plan pierwszy wysuwają się: jedenastoletnia Mary Flora Bell, która zamordowała dwóch kilkuletnich chłopców, oraz Robert Thompson i Jon Venables, dwaj dziesięciolatkowie odpowiedzialni za śmierć dwuletniego Jamesa Bulgera. Te liczne nawiązania do powszechnie znanych spraw są bez wątpienia ogromnym atutem tej intrygującej powieści. A jeśli dodać do tego niezwykłą umiejętność Marwood do budowania napięcia oraz kreowania wiarygodnych, pełnokrwistych bohaterów i przekonującego tła społeczno-obyczajowego, stanowiącego istotny element kompozycji, trudno nie przyznać racji krytykom i milionom czytelników, którzy zachwycili się tym thrillerem. Marwood ma bowiem talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

marwoodWażnym wątkiem w powieści jest również status i znaczenie mediów: prasy, telewizji, internetu. Marwood, która opisywane zjawisko zna pewnie z autopsji, przedstawia brutalny, ale niestety prawdziwy mechanizm współczesnego dziennikarstwa. Na przykładzie sprawy grasującego po Whitmouth Nadmorskiego Dusiciela autorka zauważa, że w pogoni za sensacją, popularnością i wielomilionową sprzedażą w tym największym na świecie wyścigu szczurów bardzo często zapomina się o tym, co najważniejsze, czyli o człowieku, który w tym wszystkim staje się niezauważony.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Konklawe”, Robert Harris [recenzja]

d_3785Autor: Robert Harris

Tytuł: Konklawe

Tytuł oryginalny: Conclave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 336

 

 

POTĘGA BOGA KONTRA AMBICJA CZŁOWIEKA, czyli o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej

Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomelemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do Stolicy Apostolskiej zjeżdżają się kardynałowie z całego świata, by w zgodzie z własnym sumieniem wybrać nowego zwierzchnika Kościoła katolickiego. Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru. Bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Chętnych do objęcia nieobsadzonego tronu Stolicy Apostolskiej jest oczywiście wielu. Tremblay, Tedesco, Bellini, Adeyemi – to tylko niektórzy z kandydatów. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan Kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też ujawnić mroczną przeszłość głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami. Jak długo będziemy musieli czekać, by ujrzeć biały dym nad Kaplicą Sykstyńską? Kto zostanie nowym papieżem?

1489252851635Conclave, sede vacante, in pectore, symonia…

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: O, kurczę, niemożliwe!, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Nie znając powieści, można by pomyśleć, że historia mozolnie przebiegających kolejnych głosowań oraz jeżdżący tam i z powrotem kardynałowie to właściwie nic ciekawego. Nic bardziej mylnego! Napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę, od pierwszej do ostatniej strony. Skrywane przez głównych pretendentów do objęcia stanowiska  tajemnice, a także chęć poznania ostatecznego wyniku konklawe nie pozwalają nam choć na chwilę oderwać się od czytania. Harris ma też tę niezwykłą umiejętność całkowitego angażowania czytelnika w czytaną przez niego książkę. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej fascynuje nas to, co jest dla nas niedostępne. Wielu z nas pewnie nie raz zastanawiało się, co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej, gdy trwa konklawe. Jak przebiegają głosowania? Czy kardynałowie rzeczywiście powstrzymują się od handlowania godnościami i urzędami kościelnymi, czy też dla władzy gotowi są zrobić wszystko? Jakie mroczne tajemnice skrywają ci, którzy choć służą ideałowi, nie zawsze są idealni? Robert Harris potrafi zainteresować czytelnika do tego stopnia, że ten na własną rękę będzie szukał informacji na temat opisywanych praktyk, przepisów i zwyczajów. Nie wyobrażam sobie, by mniej biegłych w terminologii kościelnej czytelników nie kusiło, aby poszukać w internecie szczegółowego objaśnienia, kim jest kardynał in pectore i w jakich okolicznościach papież go mianuje albo co oznacza termin symonia.

Wydane nakładem Wydawnictwa Albatros Konklawe to kolejna powieść, w której Robert Harris porusza problem władzy. Pragnienie wpływów, potęgi, krwawa i pełna intryg walka o władzę to tematyka aktualna niemal od zarania dziejów. Starożytny Rzym, osmańska Turcja, świat w czasie dwóch wojen… – przykłady można by mnożyć, zawsze jednak chodziło o to, kto podporządkuje sobie innych, kto okaże się silniejszy i bardziej przebiegły. Kto zyska władzę, a kto będzie musiał się poddać. Tym razem nie jest inaczej. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Upadłe anioły”, Graham Masterton [recenzja]

d_3686Autor: Graham Masterton

Tytuł: Upadłe anioły

Tytuł oryginalny: Voice of an Angel

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

——————————————————————————————————————————–

Upadłe anioły to druga część przygód komisarz irlandzkiej policji, Katie Maguire. Graham Masterton nie porzucił stworzonej przez siebie bohaterki już po pierwszej powieści, lecz stworzył cykl, swoją drogą bardzo obiecujący, który prawdopodobnie będzie liczył 10 powieści (dla ścisłości dodam, że w tłumaczeniu na język polski mamy na razie pięć części, Masterton obecnie pracuje nad ósmym tomem, a umowę z wydawcą podpisał na dziesięć książek z udziałem komisarz Maguire). Powieści ściśle wiążą się ze sobą, warto więc czytać je po kolei, zwłaszcza jeśli interesuje nas coś więcej niż tylko brutalne, niewyobrażalnie nieludzkie, ociekające krwią morderstwa, które serwuje nam mistrz grozy. A Katie z pewnością należy do tych bohaterek, które warto bliżej poznać. W moim odczuciu to taka druga Maggie O’Dell, przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości, która wciąż musi coś innym udowadniać, jednocześnie zmagając się z rozterkami w życiu prywatnym.

Dwóch rybaków znajduje w rzece zwłoki uduszonego, a wcześniej torturowanego i wykastrowanego księdza. Gdy w podobnych okolicznościach giną kolejni duchowni prowadząca śledztwo policja zaczyna przypuszczać, że to nie może być przypadek. Do sprawy oczywiście zostaje oddelegowana najlepsza w swoim fachu komisarz Katie Maguire, która za wszelką cenę zamierza znaleźć tego, kto stoi za tymi nieludzkimi zbrodniami. W toku śledztwa wychodzą na jaw historie z przeszłości, w których centrum znajdują się księża oskarżani o molestowanie seksualne podopiecznych. Winy im jednak nigdy nie udowodniono. Czy to możliwe, by po latach któryś z pokrzywdzonych chłopców chciał zabawić się w Boga udzielającego grzesznikom pokuty? Katie wie, że nie ma ani chwili do stracenia. Musi działać, zanim z Cork znikną wszyscy księża. A może niepotwierdzone zarzuty o molestowanie nie mają nic wspólnego z rzeczywistym motywem zabójstw, a prawda tkwi głębiej? Komisarz Maguire po raz kolejny będzie musiała dać z siebie wszystko, by powstrzymać niepotrzebny rozlew krwi.

20161024_221203(1)Temat molestowania dzieci przez duchownych to jeden z tych odważniejszych i zdecydowanie bardziej kontrowersyjnych. Problem pedofilii w kościele co i raz powraca do nas niczym bumerang. I nic dziwnego – bo choć Kościół powinien być duchowym wsparciem dla szukających w nim pociechy, to jednak częstokroć dochodzi w nim do zdarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca; zdarzeń, które zbyt często uchodzą winnym na sucho. Powieść Mastertona pokazuje, że sprawiedliwość prędzej czy później dosięga winnych, a piekło może istnieć również na ziemi.

Upadłe anioły są naprawdę dobrym thrillerem, który bardzo realistycznymi, a momentami wręcz turpistycznymi opisami brutalnych zbrodni oraz fizycznego znęcania się nad drugim człowiekiem wbija czytelnika w fotel. To książka, obok której nie sposób przejść obojętnie. Jednych zachwyci pomysłowością, okrucieństwem, żądzą zemsty; innych zniechęci, zniesmaczy, wywołując uczucie odrazy. Mianem dobrej literatury określam książki działające na wyobraźnię czytelnika; thriller Mastertona działa na nią chyba nawet za bardzo. Powiedziałabym, że książka jest niezwykle mroczna, ponura i pełna negatywnych emocji. Można by nawet uznać ją za dość męczącą, co bez wątpienia wynika z przytłaczającej tematyki, wokół której Masterton osnuł fabułę Upadłych aniołów. Nie znam niestety zbyt dobrze twórczości brytyjskiego pisarza, który na swoim koncie ma przeszło 100 tytułów. Dotychczas przeczytałam jego autorstwa tylko pierwszy tom cyklu o Katie, a więc Białe kości, które wywarły na mnie nieco lepsze wrażenie niż opisywana tu powieść. Nie były bowiem aż tak przewidywalne jak „Upadłe anioły”. Niemniej sądzę, że pisarz, który niedawno po raz kolejny odwiedził Polskę i z którym miałam okazję wypić kawę w jednej z warszawskich kawiarń, jeszcze nie raz mnie zaskoczy. Mimo małego rozczarowania nie zamierzam więc rezygnować ze zgłębiania kolejnych przygód komisarz Maguire. Teraz jednak muszę zrobić sobie krótką przerwą, by ukoić zszargane nerwy. Ta książka psychicznie mnie wykończyła. Jaki z tego wniosek? Otóż polecam ją tylko zagorzałym fanom Mastertona i czytelnikom o naprawdę mocnych nerwach, których fascynują mrożące krew w żyłach historie. Nie zawiedziecie się!

masterton_podpisMoja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Harry Potter i przeklęte dziecko”, J. K. Rowling, Jack Thorne i John Tiffany [recenzja]

harry-potter-tom-8-harry-potter-i-przeklete-dziecko-czesc-1-2-b-iext406571541(1)Autorzy: J. K. Rowling, Jack Thorne i John Tiffany

Tytuł: Harry Potter i przeklęte dziecko

Tytuł oryginalny: Harry Potter and the Cursed Child

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 368

——————————————————————————————————————————–

Kupiłam, przeczytałam, mam prawo skrytykować.

Tak, niestety, mimo najszczerszych chęci, by w nowej części Harry’ego Pottera znaleźć jakieś pozytywy, muszę dołączyć do licznego grona rozczarowanych czytelników. No jasne, że wielokrotnie chciałam, by najsłynniejszy czarodziej na calutkim świecie, niezwykle waleczny i oddany przyjaciołom chłopiec powrócił raz jeszcze. Kto z nas o tym nie marzył? Życie i zdobywane doświadczenia uczą nas jednak, że wszystko się kiedyś kończy i nie zawsze warto wracać do tego, co było, nawet jeśli bardzo byśmy tego powrotu pragnęli. Dlatego też do pomysłu, by po latach przerwy ożywić Harry’ego, Rona i Hermionę i to niezależnie od tego, czy miałoby to mieć miejsce na papierze, deskach scenicznych czy planie filmowym, podchodziłam z dużym dystansem, by nie rzec sceptycyzmem. Marzenia o spektakularnym powrocie Pottera obróciły się w niwecz – Harry wprawdzie powrócił, ale w tak słabym dziele, że prawdopodobnie szybko zostanie zapomniany. Dla wielu czytelników właściwym końcem wciąż będzie scena zamykająca powieść Harry Potter i Insygnia Śmierci i, szczerze mówiąc, wcale się temu nie dziwię.

HarrypotterHarry Potter nigdy nie miał łatwego życia, ale teraz musi się mierzyć z wyzwaniami, przy których walka z Voldemortem wydaje się bułką z masłem. Przepracowany urzędnik Ministerstwa Magii, mąż, ojciec trójki dzieci i człowiek, który mimo upływu lat wciąż nie może uporać się z mroczną, bolesną przeszłością. We wszystkie te role Harry musi się wcielać każdego dnia i, jak sam przyznaje, nie wychodzi mu to najlepiej.

Gdy Harry bezskutecznie próbuje odnaleźć się w stosunkowo nowej dla siebie rzeczywistości, jego najmłodszy syn Albus Severus musi stawić czoła rodzinnemu dziedzictwu, o które nigdy się przecież nie prosił. Wiecznie skłóceni ojciec i syn przy wtórze zaufanych przyjaciół będą zmuszeni połączyć siły, by po dziewiętnastu latach względnego spokoju pokonać nowego wroga.

Największą wadą tej pozycji nie jest sam fakt, że Harry Potter i przeklęte dziecko to zapis scenariusza spektaklu teatralnego. Oczywiście, wszyscy przyzwyczailiśmy się, że Harry Potter to proza i to w dodatku doskonała zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu na język polski. Ale przekraczanie granic gatunkowych, odchodzenie od utartych schematów wspaniałomyślnie można uznać za akt odwagi i chociażby z tego powodu dać temu dziełu szansę, zwłaszcza gdy nie ma się nic przeciwko dramatom. Moim zdaniem problemem tej książki jest raczej jej wykonanie – po łebkach, bez polotu, nieprzekonująco. W efekcie bardzo trudno jest nam się przyzwyczaić do tego „nowego” Harry’ego, czterdziestoletniego zapracowanego szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, który nie potrafi znaleźć z własnym synem wspólnego języka, do Hermiony zajmującej stanowisko minister magii i zwracającej się do profesor McGonagall per Minerwo czy do Dracona – tak, wciąż mowa o Malfoyu – który jest o krok od tego, by stać się najlepszym przyjacielem Harry’ego Pottera.

Te niezbyt komfortowe dla miłośnika serii o „Chłopcu, Który Przeżył” niełatwe do zaakceptowania trudności to jednak nie koniec. Konia z rzędem temu, kto już od pierwszych stron będzie umiał odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości po szczęśliwym zakończeniu, które dostaliśmy w Insygniach Śmierci. Sceny Harry’ego Pottera i przeklętego dziecka są tak krótkie, że naprawdę trudno wczuć się w opowiadaną historię, ba, trudno się nawet w niej połapać. Przed naszymi oczami obrazy przesuwają się niczym w kalejdoskopie – w jednej chwili jesteśmy w domu Ginny i Harry’ego Potterów, za chwilę jedziemy Ekspresem Hogwart, po czym trafiamy na zebranie w Ministerstwie Magii, by ostatecznie wylądować w Domu Spokojnej Starości dla Czarownic i Czarodziejów im. Świętego Oswalda. A żebyśmy się nie nudzili podczas lektury „ósmej części” (jak umownie nazwę tę książkę) przygód Harry’ego, podróżujemy nie tylko w przestrzeni, lecz także w czasie. Tak więc najpierw akcja rozgrywa się w 2016 roku, później przenosimy się do 1994 roku, a potem znów cofamy się w przeszłość o kilka kolejnych lat, by dotrzeć do 1981 roku i zdarzeń w Dolinie Godryka. Za wielką zaletę można by więc uznać powracające co jakiś czas dobrze nam znane sceny: z dworca kolejowego czy chaty na skale, żywcem niemal wyjęte z książek J. K. Rowling. Ich obecność pozwala uporządkować opowiadaną w Przeklętym dziecku historię i osadzić ją w czasie, przestrzeni i okolicznościach.

20161022_154332yNa koniec warto postawić sprawę jasno: nie jest prawdą, że Harry Potter i przeklęte dziecko to nic niewnosząca, nastawiona wyłącznie na komercję i do złudzenia przypominająca fan fiction książka, której nie warto poświęcić choćby chwili. Wręcz przeciwnie – warto po nią sięgnąć chociażby po to, by przywołać wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa, gdy z wypiekami na twarzy czekaliśmy na nowy tom przygód Harry’ego, by potem godzinami zgłębiać tajniki magii i czekać na list, który – nie wiedzieć czemu – nigdy do nas nie dotarł. Po latach marazmu i życia wśród nic nierozumiejących mugoli warto po nią sięgnąć, by utwierdzić się w przekonaniu, że to, co było, nigdy już nie wróci.

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki:
https://mediarodzina.pl

„Białe kości”, Graham Masterton [recenzja]

466317-352x500Autor: Graham Masterton

Tytuł: Białe kości

Tytuł oryginalny: White Bones

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 384

——————————————————————————————————————————–

Białe kości Grahama Mastertona to tom otwierający cykl powieściowy, w którym pierwsze skrzypce gra Katie Maguire, pracująca w Garda Síochána oficer policji. Masterton znany jest szerokiej publiczności przede wszystkim jako autor horrorów. Na swoim koncie Brytyjczyk ma również liczne poradniki seksuologiczne z serii Magia seksu oraz powieści historyczne. Zupełnie obcym gatunkiem nie jest mu jednak także thriller. Recenzowane tu Białe kości to powieść będąca właśnie thrillerem, dodam, że momentami bardzo brutalnym i interesującym. Ta książka to również moje pierwsze spotkanie z twórczością Mastertona. Pierwsze, lecz zapewne nie ostatnie.

Irlandia, hrabstwo Cork. Na jednej z farm zostają odnalezione ludzkie kości. Właściciel farmy, John Meagher, który dopiero co przejął rodzinny interes, zgłasza policji to niecodzienne znalezisko. Kości są dokładnie obrane z mięsa, a przy kościach udowych zawieszone są szmaciane laleczki, przywodzące na myśl lalki voodoo. Odkopane szkielety są bardzo stare, prawdopodobnie pochodzą z początku XX wieku, kiedy to miały miejsce seryjne zaginięcia kobiet. Policja myśli więc o zamknięciu śledztwa – oczywiste jest przecież, że odpowiedzialna za te zabójstwa osoba już dawno musiała umrzeć. Katie uważa jednak, że ofiarom i ich rodzinom należy się rzetelne śledztwo, które pozwoli zrozumieć motywy mordercy. Zamknięcie sprawy uniemożliwiają też kolejne porwania młodych kobiet. Specjalizujący się w mitologii celtyckiej historycy sugerują, że poszukiwany przez policję szaleniec może chcieć dokończyć starożytny rytuał, mający sprowadzić na ziemię potężną celtycką wiedźmę – Morrigain. Czy ta niezbyt przekonująca hipoteza okaże się prawdziwa? Kto we współczesnej Irlandii może wierzyć w duchy, wróżki, wiedźmy i inne bóstwa? A co jeśli one naprawdę istnieją i są gotowe przybyć na wezwanie? Katie nie ma ani chwili do stracenia. Musi zacząć działać, by powstrzymać głodnego krwi i ludzkich łez mordercę. Czy jej się to uda?

Dziwić może, że Masterton czołową postacią swojej serii uczynił kobietę. Przez lata przywykłam do zasady, że w przypadku thrillerów i kryminałów piszące kobiety na główne postaci swych powieści wybierają raczej bohaterki żeńskie, podczas gdy piszący mężczyźni z reguły głównym bohaterem czynią jakiegoś policjanta, detektywa lub prawnika. Taki wybór wydaje się oczywisty, bo któż zna lepiej psychikę kobiecą niż właśnie kobieta, a męską mężczyzna? A jednak jak w przypadku każdej reguły i tu zdarzają się wyjątki. Przykładem może być Graham Masterton i wykreowana przez niego nieustraszona policjantka, Katie Maguire.

Niekwestionowaną zaletą nie tylko tej powieści, ale i całej serii z policjantką Maguire jest to, że autor prócz tego, że prezentuje nam świetnie przemyślaną intrygę kryminalną, która wciąga czytelnika, to jeszcze przybliża nam życie prywatne swojej bohaterki, jej uczucia, rozterki i problemy, jej radości, smutki, obawy, a nawet ścigające ją demony. Dzięki temu książki Mastertona sprawiają, że chcemy po nie sięgać nie tylko dlatego, że poszukujemy dobrego thrillera, lecz także po to, by dowiedzieć się czegoś nowego o Katie. Zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju cykle i to przede wszystkim z powodu rozwoju ich bohaterów. Tak było w przypadku powieści Alex Kavy i jej niesamowitej bohaterki, agentki FBI, Maggie O’Dell, thrillerów Tess Gerritsen i stworzonych przez nią bohaterek: detektyw bostońskiej policji, Jane Rizzoli, oraz patolog, dr Maury Isles, a także w przypadku książek J. T. Ellison i porucznik Taylor Jackson. Graham Masterton z cyklem poświęconym policjantce Maguire wydaje się doskonale wpisywać w moje lekturowe oczekiwania, choć jak na razie Katie jeszcze nie skradła mojego serca.

Plusem tej powieści są również niezwykle intensywnie działające na wyobraźnię krwawe opisy nieludzkich tortur, jakim poddawane są ofiary mordercy z Cork. Masterton nawiązuje tu do mrożących krew w żyłach i jeżących włosy na głowie powieści grozy, co nie powinno nas dziwić, w końcu to autor horrorów.

Białe kości są interesującym, trzymającym w napięciu thrillerem, który bez wątpienia wstrząśnie czytelnikiem. Autor umiejętnie nas zwodzi, nie pozwalając zbyt wcześnie wpaść na właściwe rozwiązanie. Dosyć szybko możemy się zacząć czegoś domyślać, ale konia z rzędem temu, kto przed finałem zdoła wskazać tożsamość brutalnego, psychopatycznego mordercy. Z czystym sumieniem polecam tę powieść wielbicielom thrillerów, którym niestraszne są historie z piekła rodem. Miłośnikom twórczości autora pewnie tej książki nie trzeba polecać, ponieważ to dla nich pozycja obowiązkowa, a ja sama zabieram się do lektury Upadłych aniołów.

Na koniec warto również dodać, że 30 września 2016 (piątek) w warszawskim Empiku Junior odbędzie się zorganizowane przez Wydawnictwo Albatros spotkanie z Grahamem Mastertonem. Początek o 18:00. Autor będzie promował swoją nową powieść pt. Siostry krwi (5. tom cyklu Katie Maguire), która już 28 września trafi do księgarń. Fanów Mastertona chyba nie trzeba namawiać, by tłumnie stawili się na spotkaniu.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com