„Dziewczyny, które zabiły Chloe”, Alex Marwood [recenzja]

d_2278Autor: Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Tytuł oryginalny: The Wicked Girls

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 448

 

 

Niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli. (s. 445)

Inni źli się stają. Pod wpływem otoczenia, okoliczności, problemów. Albo zupełnie przypadkiem, bo znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Łatwo ferować wyroki na podstawie stereotypów, domysłów i plotek. Ocena jednak nie zawsze może i powinna być tak jednoznaczna. Świat nie jest zero-jedynkowy, biały albo czarny. Ma również odcienie szarości, o czym niektórzy z nas zbyt często zapominają.

Dziewczyny, które zabiły Chloe to historia dwóch nastolatek, które los stawia sobie na drodze pewnego wiosennego dnia. Obie będą żałować, że kiedykolwiek się spotkały, bo jeszcze tego samego wieczoru zostaną oskarżone o zabicie czteroletniej Chloe. Po dwudziestu pięciu latach dziennikarka Kirsty Lindsay podczas zbierania materiałów do artykułów o serii morderstw w podupadającym nadmorskim kurorcie spotyka sprzątaczkę Amber Gordon. Po raz pierwszy od dnia, który na zawsze odmienił ich życie. Muszą zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości i nie zrujnowano tego, co każda z nich z takim trudem budowała na kłamstwie. Ale przeszłość upomni się o swoje, a ich trop zwietrzą nie tylko żądne sensacji brukowce, lecz także psychopatyczny zabójca.

1491658226619Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Na polskim rynku dostępne są dwie jej powieści (wspomniane Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójca z sąsiedztwa), a już niebawem, a konkretnie w maju, ukaże się jej kolejna książka zatytułowana Najmroczniejszy sekret. Autorka ewidentnie się rozwija i wszystko wskazuje na to, że jej ewolucja zmierza w dobrym kierunku. Pisząc o twórczości Marwood, a właściwie Sereny Mackesy, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko autorki, trzeba pamiętać, że na początku swojej kariery pracowała jako dziennikarka. Współpraca z wieloma pismami, w tym m.in. z „The Independent”, dała jej szeroki wachlarz możliwości fabularnych, które już jako pisarka mogła wykorzystywać w swoich thrillerach. Marwood nie ukrywa zresztą, że to właśnie z prasy i raportów sądowych czerpała inspiracje do powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe. Okazuje się, że za inspirację do historii Jade Walker i Annabel Oldacre, nastoletnich morderczyń Chloe, posłużyło kilka postaci młodocianych przestępców. Na plan pierwszy wysuwają się: jedenastoletnia Mary Flora Bell, która zamordowała dwóch kilkuletnich chłopców, oraz Robert Thompson i Jon Venables, dwaj dziesięciolatkowie odpowiedzialni za śmierć dwuletniego Jamesa Bulgera. Te liczne nawiązania do powszechnie znanych spraw są bez wątpienia ogromnym atutem tej intrygującej powieści. A jeśli dodać do tego niezwykłą umiejętność Marwood do budowania napięcia oraz kreowania wiarygodnych, pełnokrwistych bohaterów i przekonującego tła społeczno-obyczajowego, stanowiącego istotny element kompozycji, trudno nie przyznać racji krytykom i milionom czytelników, którzy zachwycili się tym thrillerem. Marwood ma bowiem talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

marwoodWażnym wątkiem w powieści jest również status i znaczenie mediów: prasy, telewizji, internetu. Marwood, która opisywane zjawisko zna pewnie z autopsji, przedstawia brutalny, ale niestety prawdziwy mechanizm współczesnego dziennikarstwa. Na przykładzie sprawy grasującego po Whitmouth Nadmorskiego Dusiciela autorka zauważa, że w pogoni za sensacją, popularnością i wielomilionową sprzedażą w tym największym na świecie wyścigu szczurów bardzo często zapomina się o tym, co najważniejsze, czyli o człowieku, który w tym wszystkim staje się niezauważony.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Co kryją jej oczy”, Sarah Pinborough [recenzja]

co.kryja.jej.oczyAutor: Sarah Pinborough

Tytuł: Co kryją jej oczy

Tytuł oryginalny: Behind Her Eyes

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 400

 

 

Czasem miłość jest tak potężna, że zmiata wszystko, co staje jej na drodze. (s.394)

Adele i David Martinowie to małżeństwo na pozór idealne. On jest odnoszącym sukcesy zawodowe specjalistą z dziedziny psychiatrii; ona – doskonale zorganizowaną panią domu, perfekcyjną w każdym calu, a do tego zjawiskowo piękną kobietą, która zwykła wzbudzać zachwyt nie tylko w mężczyznach, ale i w kobietach. Jak im nie zazdrościć, skoro mają wszystko? Miłość od pierwszego wejrzenia, fantastyczny dom, pieniądze i żadnych zmartwień. Bajka, w którą trudno uwierzyć. Marzenie, które w innych ludziach może wzbudzać wyłącznie zazdrość. Rodzina jak z obrazka, choć w domu Martinów nie słychać ani śmiechu dzieci, ani głosów przyjaciół, ani nawet szczekania psa. To jednak wydaje im się do szczęścia zupełnie niepotrzebne. Mają siebie i to im wystarcza. Ale czy na pewno? Czy to, co widzimy, nie jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Mamy szansę przekroczyć próg ich domu, by to sprawdzić.

Ludzie bez przerwy zdradzają. Zawsze z egoistycznych i prymitywnych przyczyn. Tylko nasze uzasadnienia są skomplikowane. (s. 121)

Gdy życie Martinów wydaje się najpiękniejszym snem, życie Louise zaczyna przypominać najgorszy koszmar. Nieudane małżeństwo zakończone rozwodem, samotne wychowywanie dziecka i wieczne problemy ze snem nadszarpnęły nerwy Lou, która nie mogąc poradzić sobie z położeniem, w jakim się znalazła, faszeruje się papierosami i alkoholem, licząc, że te łatwo dostępne używki ukoją jej ból. Najbardziej jednak doskwiera jej brak bratniej duszy, kogoś, przy kim czułaby się bezpieczna i kochana. Gdy więc w barze poznaje mężczyznę, który od razu wpada jej w oko, Louise wierzy, że najlepsze lata wciąż ma przed sobą. To, co miało być jednorazową znajomością, będzie się za Lou ciągnęło w nieskończoność. Okazuje się bowiem, że szalenie przystojny znajomy z baru to nikt inny jak nowy szef Louise. A nowy szef Louise to nikt inny jak… David Martin, mąż Adele. Co z tego wyniknie? Na pewno nic dobrego.

Spragniona bliskości Louise popełnia jeden bardzo poważny błąd, gdy – trochę z ciekawości, a trochę z zazdrości – zaprzyjaźnia się z żoną mężczyzny, do którego potajemnie wzdycha. Spędzając czas z obojgiem, może obserwować ich zachowanie. I choć moralny kompas Louise nie zawsze wskazuje północ, to kobieta szybko zorientuje się, że w związku tych dwojga dzieje się coś bardzo złego. Jakie tajemnice odkryje Louise, której intencje wbrew pozorom wcale nie są złe? Czy David i Adele to para idealna czy też przykład patologii społecznej?

1490018311780Czy opis fabuły czegoś Wam nie przypomina? Oczywiście na pierwszy rzut oka, bez zagłębiania się w szczegóły. Mnie przypominał, a jakże! Książka Co kryją jej oczy od razu skojarzyła mi się z czytaną przeze mnie nie tak dawno debiutancką powieścią B.A. Paris Za zamkniętymi drzwiami. Podobny opis, podobni bohaterowie i podobny motyw przewodni. I choć thriller autorstwa Paris bardzo mi się podobał, powodując u mnie szybsze bicie serca i wywołując napięcie, to jednak czytanie dwa razy tej samej historii wydawało mi się zupełnie niepotrzebne. Ostatecznie zachęcona pozytywnymi recenzjami czytelników, którzy byli pod wrażeniem zakończenia książki, postanowiłam się skusić. Zakupiłam powieść Pinborough i zasiadłam do czytania. Na okładce możemy przeczytać, że: „Co kryją jej oczy” to mroczny thriller, w którym napięcie rośnie powoli i nieubłaganie, aż do niespodziewanego zwrotu akcji, który stawia na głowie tę historię miłosnego trójkąta – a także sposób, w jaki patrzysz na świat. Pomyślałam, że taki opis musi do czegoś zobowiązywać. Po dobrnięciu do ostatniej strony powieści wiem, że taki opis to przede wszystkich chwyt reklamowy mający skłonić czytelników do kupna książki. Część czytelników – tych, którym powieść się podobała – pewnie się ze mną nie zgodzi, ale ci pozostali, którzy podczas lektury w ogóle nie odczuwali napięcia, mogą przyznać mi rację Pierwsze rozdziały rzeczywiście przypominają thriller Paris, na tym jednak podobieństwa się kończą. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantowały nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy słaby. Bo thriller z założenia powinien wywoływać u czytelnika dreszcze. Jeden z zagranicznych recenzentów Za zamkniętymi drzwiami zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Tu długo możemy się zastanawiać, kto jest katem, a kto ofiarą i jaką rolę w przedstawionej historii odgrywa Louise, ale wątpię, byście czytając Co kryją jej oczy, czuli ucisk gdzieś w okolicach klatki piersiowej, nie mówiąc już o wypiekach na twarzy. Powieść do pewnego momentu czyta się jednak dość przyjemnie – szybko i z zainteresowaniem. Zmienia się to wtedy, gdy autorka zaczyna odchodzić od realizmu na rzecz sfery metafizycznej. Trzeba dodać, że oba te plany – realistyczny i metafizyczny – mają równorzędne znaczenie, co znaczy, że wzajemnie się dopełniają. Jawa i sen nieustannie się przenikają. Nocne wizje, których zdarza się nam doświadczać, albo nas zachwycają, albo przerażają, nie ulega jednak wątpliwości, że sen to zjawisko szalenie fascynujące. Od zwykłego snu czymś jeszcze bardziej niezwykłym jest tzw. świadomy sen, będący rodzajem snu, w którym można robić to, o czym się zawsze marzyło. Śniący kontroluje nocne wizje, dzięki czemu jest w stanie poradzić sobie z nawracającymi koszmarami sennymi. Niestety nie mogę powiedzieć więcej, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. Zakładam, że część z Was zamierza po tę książkę sięgnąć. Mnie jednak – osobę twardo stąpającą po ziemi, która wierzy tylko w to, co widzi i czego może dotknąć – zakończenie thrillera Pinborough zupełnie nie przekonało. Co więcej, nawet mnie nie zachwyciło. Końcówkę – czytaną przeze mnie w istnych męczarniach i stopniowo narastającym rozczarowaniu – uważam za element najmniej udany  i to, co przesądziło o tak niskiej ocenie książki. Ale to, że książka nie przypadła mi do gustu, nie znaczy, że i Wam ma się nie podobać. Wszystkiemu pewnie winien jest mój sceptycyzm i to, że od literatury z elementami niesamowitości stronię jak od ognia. A zatem nie zachęcam i nie zniechęcam. Sami musicie zdecydować, czy chcecie poznać historię tego miłosnego trójkąta.

 Moja ocena: 4/10

Źródło okładki:
http://www.proszynski.pl

„Baśnie barda Beedle’a”, J.K. Rowling [recenzja]

Baśnie_Barda_Bedlea_okładka_RGB01Autor: J.K. Rowling

Tytuł: Baśnie barda Beedle’a

Tytuł oryginalny: The Tales of Beedle the Bard

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 144

 

Ludzie mają dziwną skłonność do wybierania tego, co prowadzi ich do zguby. Albus Dumbledore

Harry Potter i jego magiczny świat to chyba jedyny temat, który nigdy mi się nie znudzi. Do historii Pottera i jego przyjaciół z Hogwartu lubię co jakiś czas wracać, czy to czytając powieści, czy to oglądając ich doskonałe ekranizacje. Przeżywanie na nowo przygód „chłopca, który przeżył” nieustannie sprawia mi ogromną frajdę, a każdy taki powrót przywodzi na myśl cudowne wspomnienia. I nie ma znaczenia, że z roku na rok jestem coraz starsza. Harry Potter to fenomen na skalę światową i coś, co wielu z nas kształtowało, trudno więc o nim zapomnieć. Tych powrotów jest już jednak coraz mniej, bo niemal wszystko już przerobiliśmy. Dlatego też każda, choćby najmniejsza, okazja cieszy. Taką okazją do powrotu do świata magii i czarodziejstwa było nowe wydanie Baśni barda Beedle’a, które 15 marca 2017 roku miało swoją premierę.

Baśnie barda Beedle’a to zbiór poruszających opowieści, które uczą i bawią jednocześnie. W jego skład wchodzi pięć opowiadań, a każde z nich niesie za sobą morał, który warto zapamiętać.

  • Czarodziej i skaczący garnek, czyli nie należy odwracać się od potrzebujących;
  • Fontanna Szczęśliwego Losu, czyli nasze szczęście zależy wyłącznie od nas samych;
  • Włochate serce czarodzieja, czyli cierpienie to nieodłączony element życia ludzkiego;
  • Czara Mara i jej gdaczący pieniek, czyli utraconego życia nic nie przywróci;
  • Opowieść o trzech braciach, czyli przed śmiercią nie ma ucieczki.

Baśnie Beedle’a mają wiele wspólnego z naszymi bajkami. I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o obecność magii. Podobnie jak w doskonale znanych polskim dzieciom bajkach, chociażby tych disnejowskich, i tu dobrzy ludzie są zwykle wynagradzani za swoje postępowanie, a źli karani. Uniwersalizm opowieści to kolejny element, który łączy bajki czarodziejów z bajkami osób spoza magicznego świata. Zdarzenia rozgrywają się w nieokreślonym miejscu i czasie, a fantastyczny świat baśni zaludniony jest niezwykłymi postaciami, wśród których znajdziemy: krasnoludki, skrzaty, czarownice, wróżki, dobre i złe duchy, a także księżniczki czy rycerzy (nie zawsze na białym koniu).

14892609hTrzeba przyznać, że nowe wydanie baśni prezentuje się bardzo dobrze. Twarda oprawa, piękne ilustracje znakomitego chorwackiego artysty Tomislava Tomicia i duża, ułatwiająca czytanie czcionka – wszystko to działa na korzyść tej pozycji. A jednak mimo to nie sposób nie zwrócić uwagi na objętość tej książki, która – nie oszukujmy się – jest naprawdę cieniutka. Gdyby tych pięć krótkich opowieści było pozbawionych obszernego i momentami niezwykle nużącego komentarza Albusa Dumbledore’a oraz licznych ilustracji, to z całości zostałoby bardzo niewiele. Uważam, że zawartych w zbiorze baśni powinno być co najmniej dziesięć, aby dłużej móc cieszyć się lekturą i powrotem do świata magii. Bojąc się, że książkę przeczytam w ciągu godziny, postanowiłam codziennie serwować sobie przed snem jedną opowieść, skupiając się tylko na niej i na występujących w niej postaciach. Miałam nadzieję, że przyswojona w ten sposób nauka na dłużej pozostanie w mojej pamięci.

Gdybym miała podsumować morał całego zbioru, to powiedziałabym, że chowająca się za postacią legendarnego barda Beedle’a J.K. Rowling chce przekazać swoim czytelnikom, że w pewnych sytuacjach nawet znajomość magii okazuje się niewystarczająca. Zdają się to potwierdzać bohaterowie baśni, którzy choć posługują się czarami, z życiowymi przeszkodami radzą sobie nie lepiej od mugoli.

1489854353649Podsumowując, muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowana, bo ten zbiór, a właściwie zbiorek, nie spełnił moich oczekiwań, chociaż cieszę się, że dzięki niemu mogłam przypomnieć sobie doskonałą opowieść o trzech braciach, którzy byli posiadaczami znanych z siódmej części serii o Harrym Potterze Insygniów Śmierci. Nie zmienia to faktu, że Baśnie barda Beedle’a, podobnie jak Quidditch przez wieki oraz leksykon Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja, która powinna znaleźć się w domowej biblioteczce każdego potteromaniaka.

Na koniec warto dodać, że wpływy z niniejszego wydania zostaną przekazane organizacjom charytatywnym wspierającym dzieci i młodzież w trudnej sytuacji życiowej.

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki:
https://mediarodzina.pl

„Konklawe”, Robert Harris [recenzja]

d_3785Autor: Robert Harris

Tytuł: Konklawe

Tytuł oryginalny: Conclave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 336

 

 

POTĘGA BOGA KONTRA AMBICJA CZŁOWIEKA, czyli o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej

Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomelemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do Stolicy Apostolskiej zjeżdżają się kardynałowie z całego świata, by w zgodzie z własnym sumieniem wybrać nowego zwierzchnika Kościoła katolickiego. Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru. Bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Chętnych do objęcia nieobsadzonego tronu Stolicy Apostolskiej jest oczywiście wielu. Tremblay, Tedesco, Bellini, Adeyemi – to tylko niektórzy z kandydatów. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan Kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też ujawnić mroczną przeszłość głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami. Jak długo będziemy musieli czekać, by ujrzeć biały dym nad Kaplicą Sykstyńską? Kto zostanie nowym papieżem?

1489252851635Conclave, sede vacante, in pectore, symonia…

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: O, kurczę, niemożliwe!, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Nie znając powieści, można by pomyśleć, że historia mozolnie przebiegających kolejnych głosowań oraz jeżdżący tam i z powrotem kardynałowie to właściwie nic ciekawego. Nic bardziej mylnego! Napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę, od pierwszej do ostatniej strony. Skrywane przez głównych pretendentów do objęcia stanowiska  tajemnice, a także chęć poznania ostatecznego wyniku konklawe nie pozwalają nam choć na chwilę oderwać się od czytania. Harris ma też tę niezwykłą umiejętność całkowitego angażowania czytelnika w czytaną przez niego książkę. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej fascynuje nas to, co jest dla nas niedostępne. Wielu z nas pewnie nie raz zastanawiało się, co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej, gdy trwa konklawe. Jak przebiegają głosowania? Czy kardynałowie rzeczywiście powstrzymują się od handlowania godnościami i urzędami kościelnymi, czy też dla władzy gotowi są zrobić wszystko? Jakie mroczne tajemnice skrywają ci, którzy choć służą ideałowi, nie zawsze są idealni? Robert Harris potrafi zainteresować czytelnika do tego stopnia, że ten na własną rękę będzie szukał informacji na temat opisywanych praktyk, przepisów i zwyczajów. Nie wyobrażam sobie, by mniej biegłych w terminologii kościelnej czytelników nie kusiło, aby poszukać w internecie szczegółowego objaśnienia, kim jest kardynał in pectore i w jakich okolicznościach papież go mianuje albo co oznacza termin symonia.

Wydane nakładem Wydawnictwa Albatros Konklawe to kolejna powieść, w której Robert Harris porusza problem władzy. Pragnienie wpływów, potęgi, krwawa i pełna intryg walka o władzę to tematyka aktualna niemal od zarania dziejów. Starożytny Rzym, osmańska Turcja, świat w czasie dwóch wojen… – przykłady można by mnożyć, zawsze jednak chodziło o to, kto podporządkuje sobie innych, kto okaże się silniejszy i bardziej przebiegły. Kto zyska władzę, a kto będzie musiał się poddać. Tym razem nie jest inaczej. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie”, Katy Colins [recenzja]

biuro-podrozy-samotnych-cerc-kierunek-indie-b-iext47877257Autor: Katy Colins

Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie

Tytuł oryginalny: The Lonely Hearts Travel Club: Destination India

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

Indie to kraj naprawdę skrajnych doświadczeń… ale właśnie to sprawia, że jest tak zachwycający. Nie sposób się tam nudzić. (s. 117)

Nie sposób się również nudzić podczas lektury drugiego tomu przygód Georgii Green, bohaterki powieści Katy Colins. Książka Biuro Podroży Samotnych Serc. Kierunek: Indie trafiła do sprzedaży 15 lutego, a ja od razu po jej zakupie chciałam zabrać się do czytania. W sierpniu 2016 roku dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins Polska miałam okazję poznać twórczość brytyjskiej blogerki podróżniczej, która powołała do życia niezwykle sympatyczną i zabawną bohaterkę. W pierwszej części porzucona przez narzeczonego Georgii wybiera się w egzotyczną podróż do Tajlandii. Tam zamierza otrząsnąć się po rozstaniu, które rozbiło ją na tysiąc kawałków i podkopało jej pewność siebie. Chce zapomnieć o niewiernym niedoszłym małżonku, zrelaksować się wśród palm, nacieszyć oczy pięknymi widokami, naładować akumulatory i zawalczyć o własne szczęście. Ile punktów z tej listy udało jej się zrealizować, zdradzić Wam nie mogę. Liczę bowiem, że jeśli jeszcze nie poznaliście, a właściwie nie poznałyście, bo to raczej książka dla pań, Georgii, to szybko to zmienicie.

Wszystko, co ma początek, ma też swój koniec. Nie warto się tego bać. Lepiej się tym delektować. Macie przed sobą na tyle krótkie życie, że powinniście wykorzystać każdą daną wam sekundę. Nie marnujcie cennego czasu i energii na rozpamiętywanie przeszłości i zadręczanie się wyrzutami sumienia. (s. 188)

W drugiej odsłonie przygód „Bridget Jones z plecakiem” Georgia Green prowadzi Biuro Podróży Samotnych Serc, które powoli buduje swoją markę. Miała nadzieję, że ten biznes okaże się cudowną przygodą, ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Praca w branży turystycznej ma niewiele wspólnego z wylegiwaniem się na egzotycznych plażach, które teraz Georgia może oglądać tylko w folderach reklamowych, mających za zadanie zachęcić potencjalnych klientów do wykupienia wycieczki. Natłok obowiązków, niebezpieczne popadanie w pracoholizm i dążenie do perfekcji pod każdym względem sprawiają, że Georgia nie znajduje czasu nie tylko dla Bena, w którym jest zakochana, przyjaciół i rodziców, lecz nawet dla samej siebie. Praca, która miała dać jej stabilizację, satysfakcję i spełnienie marzeń o samodzielnym biznesie, staje się jej obsesją, nad którą trudno zapanować.

(Nie)szczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że kobieta niespodziewanie musi wyjechać służbowo do Indii i incognito wziąć udział w wycieczce singli ze złamanym sercem. Georgia wierzy, że w ten sposób połączy przyjemne z pożytecznym, rozwiąże problemy zawodowe i przypomni sobie, jak cudownie jest podróżować. Pierwsze trudności i nieprzewidziane zdarzenia pojawią się jednak już przed wyjazdem. Magia Tadż Mahal, chaos Bombaju, barwne, pełne przepychu Bollywood, złote plaże Goa – może dzięki tej podróży coś w jej życiu się zmieni. Indie to liczne niespodzianki i nie zawsze można mieć wszystko pod kontrolą. Ruszamy w niezwykłą podróż, która na długo pozostanie w naszej pamięci. Jesteście gotowe?

Nie powinnaś zmieniać siebie tylko po to, żeby uszczęśliwić innych. (s. 264)

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść szalenie lekka i przyjemna. Znajdziecie w niej elementy typowe dla powieści obyczajowej, przygodowej i romansu. O jej wartości decyduje zapewne to, że jej autorka, dziennikarka i blogerka, na własnej skórze przekonała się, co znaczy odciąć się od przeszłości, zapomnieć o bolesnych porażkach i  znaleźć w sobie siłę i odwagę, by zawalczyć o siebie i swoje, nawet najśmielsze, marzenia. Gwarantuję Wam, że z miejsca polubicie Georgię, będziecie wspólnie z nią podbijać świat, cieszyć się drobnostkami i zamartwiać jej kolejnymi upokorzeniami. Ta bohaterka ma w sobie coś, co przyciąga pecha. Nigdy jednak nie traci nadziei i pogody ducha, pokazując nam, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba go tylko dobrze poszukać. To doskonała książka zarówno na lato i wakacyjne leniuchowanie na plaży, jak i mroźną zimę, gdy szczególnie mocno doskwiera nam brak słońca. To także świetna pozycja, jeśli na co dzień czytacie dużo mrocznych thrillerów i kryminałów, czasem warto się od nich oderwać i dać się porwać lekkiej, na pozór błahej opowieści, z której można jednak wynieść też coś mądrego. Na marginesie dodam, że ubóstwiam okładki książek z tej serii. Przywodzą na myśl same dobre skojarzenia.

Na koniec warto wspomnieć, że ukazane przez Katy Colins Indie to nie tylko zapierający dech w piersiach Tadż Mahal, pachnące, kolorowe przyprawy i cudowne plaże. Autorka pokazuje również ich drugie, bardzo smutne oblicze. Żebrzące na ulicach dzieci, zatłoczone lotniska pełne kieszonkowców, ulice pełne rozwścieczonych, niekulturalnych kierowców, brudne chodniki oraz popadające w ruinę budynki, o które nikt nie dba. Cienie i blaski. Piękne wyobrażenie i brutalna rzeczywistość.

1487888458303Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to powieść pełna nie tylko zabawnych przygód, ale i dobrych rad :) Cudownie znów móc towarzyszyć Georgii w jej egzotycznej podróży. Cieszę się tym i czekam na więcej! Następny cel? Chile! Już nie mogę się doczekać! Bardzo polecam obie części. Będziecie mile zaskoczone :)

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Rzeźnik”, Tony Parsons [recenzja]

d_3780Autor: Tony Parsons

Tytuł: Rzeźnik

Tytuł oryginalny: The Slaughter Man (Max Wolfe, #2)

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 320

 

Ludzie na tym świecie zawsze będą próbowali cię zranić. Nie pozwól im na to. Nigdy nie pozwól im cię ranić. (s. 316)

15 lutego 2017 roku był szczęśliwym dniem dla wielu czytelników. To właśnie wtedy do sprzedaży trafiło wiele świetnych książek, na które część z nas od dłuższego czasu z niecierpliwością czekała. Nowa powieść Harlana Cobena, autora przez wielu czytelników okrzykniętego mianem króla thrillera (Już mnie nie oszukasz), trzymający w napięciu debiut brytyjskiej pisarki B.A. Paris (Za zamkniętymi drzwiami), kolejna książka Mai Banks (Z każdym oddechem), drugi tom przygód „Bridget Jones z plecakiem”, przebojowej Georgii Green pióra blogerki Katy Colins (Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie), nowy thriller psychologiczny Mary Kubicy, amerykańskiej autorki bestsellerów, której sławę przyniosła powieść Grzeczna dziewczynka (Kobieta znikąd). Wśród znakomitych premier tego dnia znalazło się również miejsce dla Rzeźnika Tony’ego Parsonsa, drugiej część trylogii z detektywem Maxem Wolfe’em w roli głównej.

Sława przychodzi i odchodzi. Niesława pozostaje na zawsze. (s. 293)

W sylwestrową noc w północnym Londynie na jednym ze strzeżonych osiedli zostają znalezione zwłoki zamożnej rodziny. Bestialsko zamordowani zostali wszyscy jej członkowie z wyjątkiem najmłodszego dziecka, które zniknęło. Narzędzie zbrodni – pistolet do ogłuszania bydła przed ubojem – prowadzi detektywa Wolfe’a do zlokalizowanego w Scotland Yardzie Czarnego Muzeum – przerażającego miejsca, które kryje w sobie tajemnice największych zbrodni; miejsca, które pielęgnuje pamięć o niewinnych ofiarach, nie pozwalając jednocześnie zapomnieć o psychopatycznych szaleńcach, którzy z różnych powodów dopuścili się rozlewu krwi. Wydaje się, że mordercą Woodów musi być człowiek, którego przed trzydziestu laty policja nazwała Rzeźnikiem. Ale Rzeźnik odsiedział już swoje w więzieniu, a dziś jest stary i umierający. Czy to możliwe, by znów zaczął zabijać? Czy morderstwo tej szczęśliwej rodziny było bezmyślną masakrą ze strony szalonego psychopaty, groteskowym hołdem naśladowcy dla swego mistrza czy próbą wrobienia w morderstwo umierającego mężczyzny? Kto stoi za egzekucją Woodów i porwaniem ich czteroletniego syna? Czy Londyn, ta wielokulturowa metropolia, już nigdy nie będzie bezpieczny? Prowadzący śledztwo policjanci nie mają ani chwili do stracenia. Z doświadczenia wiedzą, że każda kolejna godzina, każdy kolejny dzień zmniejszają szanse na odnalezienie dziecka żywego. Ale morderca nie zamierza bezczynnie czekać, aż po niego przyjdą… Rozpoczyna się krwawy wyścig, z którego nie wszyscy wyjdą bez szwanku.

IMG_20170218_212146_237Cykle literackie są tym, co w książkach kocham najbardziej. Jeśli jakaś seria raz mi się spodoba – przepadłam! Będę czytać wszystkie części bez wyjątku, bez względu na opinie innych czytelników, nawet jeśli będą one negatywne. Tak było z powieściami mojej mistrzyni Alex Kavy, z thrillerami Tess Gerritsen, J.T. Ellison, Elisabeth Herrmann czy Grahama Mastertona. Jestem bardzo lojalną czytelniczką, która trzyma się swoich ulubionych pisarzy i bohaterów. Rzadko kiedy sięgam po tomy środkowe, zawsze staram się zaczynać wszystkie historie od początku (chyba tylko Harry’ego Pottera czytałam w dość zaskakującej kolejności: 4-5-2-3-1-6-7). Dlatego właśnie Rzeźnika miałam sobie odpuścić. Sądziłam, że powinnam zacząć od Krwawej wyliczanki, która jeszcze przed swoją premierą zwróciła moją uwagę. Dlaczego ostatecznie po nią nie sięgnęłam? Bo jest pisana w pierwszej osobie, a mnie nic tak nie denerwuje jak kryminał z narracją pierwszoosobową, od początku skażony czyimś punktem widzenia. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem, uznałam, że spróbuję dać mu szansę. Nie uwierzycie, jak bardzo się cieszę, że poznałam prozę Parsonsa! Jego Rzeźnik, wcale nie tak krwawy i brutalny, jakby to sugerował tytuł, to kawał świetnego, nieprzewidywalnego kryminału, który czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, próbując odgadnąć, czy tytułowy Rzeźnik rzeczywiście jest poszukiwanym mordercą, czy też za bestialskie zabójstwo Woodów odpowiedzialny jest ktoś inny. Książka nie jest zbyt obszerna (niektórzy powiedzieliby pewnie, że jest wręcz cieniutka), dzięki czemu opowiadana historia się nie dłuży. Pierwszoosobowa narracja nie stanowi żadnej przeszkody, a główny bohater da się lubić. Dlaczego? Bo jest przeciętnym, nieco poturbowanym przez los facetem, któremu nie wszystko w życiu się udało. Jest jednym z nas. Człowiekiem z tymi samymi troskami, problemami i pragnieniami, z którymi i my musimy się mierzyć. Kimś, kto wielokrotnie dostawał po głowie, i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Nie żadnym superbohaterem, z opresji zawsze wychodzącym obronną ręką, a przez to mało wiarygodnym. Parsons jest daleki od przesady, choć momentami miałam wrażenie, że Max i jego koledzy, wyszkoleni policjanci, trochę za często obrywają. Odchylenie w którąkolwiek ze stron nigdy nie jest wskazane, a umiar jest tym, czego nieraz w książkach brakuje.

Muszę przyznać, że z mojej perspektywy dużym atutem Rzeźnika było to, że jego akcja rozgrywa się w Londynie, w Londynie, który znam i uwielbiam; w Londynie, który zawsze przywodzi mi na myśl najpiękniejsze wspomnienia. To niezwykłe miasto, mieszanina różnych kultur, języków, religii, połączenie nowoczesności z klasyką nie raz pojawiało się w czytanych przeze mnie książkach. W stolicy Anglii toczy się akcja Jedwabnika Roberta Galbraitha, Stalkerów Paula Fincha czy powieści Sharon Bolton. W Londynie akcję swoich powieści osadził też Parsons. U boku jego bohaterów wędrujemy przez luksusowe osiedla i dzielnice, w których lepiej nie pokazywać się po zmroku.

Podsumowując, mogę stwierdzić, że Rzeźnik Tony’ego Parsonsa to bardzo dobra książka, po którą warto sięgnąć. Nie wiem, czy pierwszy tom trylogii jest równie dobry (przekonam się o tym wkrótce, bo zamierzam go przeczytać), jeśli tak, to pewnie nie muszę Was zachęcać do lektury nowej powieści Parsonsa. A jeśli obawiacie się tej książki, bo nie czytaliście Krwawej wyliczanki, to zapewniam, że śmiało możecie siadać do Rzeźnika – nieznajomość pierwszego tomu to żaden problem. Szczerze polecam i czekam na polskie wydanie The Hanging Club.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Za zamkniętymi drzwiami”, B.A. Paris [recenzja]

d_3781Autor: B.A. Paris

Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami

Tytuł oryginalny: Behind Closed Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 304

 

Najbardziej ranią nas ci, których kochamy…

Trudno uwierzyć, że thriller Za zamkniętymi drzwiami to debiut literacki jego autorki. B.A. Paris wykonała bowiem kawał dobrej roboty, tworząc książkę, od której wprost nie sposób się oderwać. Nic więc dziwnego, że jej debiutancki thriller – wywoławszy sensację na międzynarodowym rynku wydawniczym – znalazł się w finale plebiscytu Goodreads Choice Awards aż w dwóch kategoriach (najlepsza powieść sensacyjna i najlepszy debiut).

Jack i Grace. Wszyscy znamy takie pary: miłość od pierwszego wejrzenia, wiecznie w sobie zakochani, nierozłączni. Młodzi małżonkowie, którzy wciąż zachowują się jak nowożeńcy. On jest wykształconym, przystojnym i bogatym prawnikiem, który odnosi sukcesy w sprawach przeciwko mężczyznom fizycznie i psychicznie znęcającym się nad żonami, a ona – czarującą, elegancką i doskonałą w każdym calu panią domu. Inni mogą tylko z zazdrością spoglądać w ich kierunku, marząc o tak idealnym związku, pełnym uczucia, szacunku i zrozumienia. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, bo wydaje się sympatyczną i interesującą kobietą, ale to niełatwe –  ona i Jack są bowiem niczym papużki nierozłączki, które nie mogą bez siebie żyć. Zawsze razem, nigdy osobno. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością. Inni spytaliby, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wyśmienite potrawy, w ogóle nie tyje? Szczęściara? Może. Czy to możliwe, by małżeństwo Angelów było aż tak do bólu idealne, czy też oboje zdołali stworzyć perfekcyjne kłamstwo, które z powodzeniem udaje rzeczywistość? Co kryje się za zamkniętymi drzwiami ich doskonałego domu?

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona w powieści wydaje się dość banalna. Dlaczego? Bo już po pierwszych kilku stronach wiemy, czego dotyczyć będzie fabuła. Nie wiemy jednak, jak przedstawiona historia się zakończy, choć oczywiście mniej lub bardziej możemy się tego domyślać. B.A. Paris i jej niezwykły dar narracji trzymającej nieustannie w napięciu gwarantują nam absolutnie fantastyczną, choć szalenie przerażającą i mrożącą krew w żyłach rozrywkę. Napięcie to ten element, który przesądza o tym, czy dany thriller jest dobry czy zwyczajnie słaby. Jeden z zagranicznych recenzentów zauważył, że przerażenie, które czuje Grace, udziela się również czytelnikom śledzącym jej opowieść. Bez wątpienia trafił on w punkt, zwracając uwagę na tę niezwykłą umiejętność warsztatu pisarskiego brytyjskiej autorki. Pierwszoosobowa narracja, tak bardzo przeze mnie nielubiana, tu okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przedstawienie historii z punktu widzenia Grace, jej uczuć, przemyśleń, jeszcze w dodatku w dwóch przestrzeniach czasowych (teraz i kiedyś) z pewnością działa na korzyść tej książki. Atmosfera gęstnieje ze strony na stronę, a uczucie przerażenia z minuty na minutę coraz bardziej zaczyna nas ogarniać. Dawno nie miałam okazji czytać thrillera, który sprawiłby, że podczas jego lektury czułabym nieustanny ucisk gdzieś pomiędzy klatką piersiową a żołądkiem. To chyba najlepszy dowód na to, że książka Paris zasługuje na uwagę wszystkich miłośników gatunku. Za zamkniętymi drzwiami to coś więcej niż wiarygodny portret niezwykle przebiegłego socjopaty, to również książka o tym, jak bardzo czasem nasze wyobrażenia potrafią odbiegać od rzeczywistości. B.A. Paris pokazuje, że to wyświechtane powiedzenie, iż pozory mylą, nie powstało przez przypadek.

Mimo moich entuzjastycznych zachwytów nad powieścią Paris muszę przyznać, że było też coś, co nie do końca mi się podobało. Otóż, odnoszę wrażenie, że przedstawiona historia jest nieco przerysowana, a momentami wręcz surrealistyczna. Niemniej nie jest to wada, a zaledwie usterka.

20161222_214554Wydana przez Wydawnictwo Albatros debiutancka powieść B.A. Paris to znakomita pozycja dla tych, którzy lubią literaturę z dreszczykiem. Od razu widać, że autorka doskonale odnajduje się w gatunku, do którego aspiruje jej powieść. Za zamkniętymi drzwiami to niezwykle wciągająca książka, która sprawi, że po jej odłożeniu jeszcze długo nie będziecie mogli zapomnieć o historii idealnego małżeństwa Grace i Jacka. Powieść jest tak dobra, że czyta się ją błyskawicznie, bezskutecznie obiecując sobie: Jeszcze tylko jeden rozdział i na dziś koniec. Nie oderwiecie się, zanim nie dobrniecie do końca, ja Wam to gwarantuję. A po wszystkim nawet nie próbujcie mi wmawiać, że ciarki choć raz nie przeszły Wam po plecach. Nigdy Wam w to nie uwierzę! :)

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Calm”, Michael Acton Smith [recenzja]

 464037-352x500Autor: Michael Acton Smith

Tytuł: Calm

Tytuł oryginalny: Calm

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 224

——————————————————————————————————————————–

Nastaw się na spokój. Wycisz umysł. Zmień świat.

Dom, praca, zakupy, dom… A wszystko wykonywane w biegu, automatycznie i bezrefleksyjnie. Każdego dnia ten scenariusz się powtarza, a rutyna i nuda niepostrzeżenie wkradają się w nasze życie, czyniąc je przewidywalnym i nieciekawym. Obowiązki nas przytłaczają, stres spędza sen z powiek, a to, co powinno być przyjemnością, traci swój urok i wydaje się niewarte uwagi. Brakuje nam urozmaicenia, spontaniczności i elementu zaskoczenia. Nasze zniechęcenie i złe nastawienie udzielają się nie tylko naszym bliskim: rodzinie, przyjaciołom, znajomym, lecz także obcym ludziom, których spotykamy na swojej drodze. Nie mając odwagi nic zmienić, niezadowoleni i przemęczeni kroczymy do przodu, godząc się na to, co mamy. W natłoku rzeczy do zrobienia na już, niekończących się maili i telefonów marzenia i cele odkładamy na później, zapominając o tym, co dla nas naprawdę ważne, tracąc chęć do walki o szczęście. Wybieramy to, co łatwe zamiast tego, co dobre. Czy naprawdę tak musi być? Czy tylko tak może wyglądać nasze życie?

Odpowiedzią na nasze pytania i potrzeby jest Calm.

Calm to napisana przez Michaela Actona Smitha książka, którą z całą odpowiedzialnością możemy nazwać poradnikiem pokazującym, że może być inaczej, że nie zawsze musimy podążać z punktu A do punktu B po utartej ścieżce. Calm przedstawia nam szereg możliwości i pomysłów na to, jak odmienić swoje życie, otwierając nam oczy na drobne przyjemności codziennego dnia, które zwykły nam umykać. Bogactwo zdjęć, cytatów znanych ludzi, ćwiczeń, porad oraz prostych, choć nierzadko nieuświadamianych sobie prawd to największa zaleta tej pozycji. Zgodnie z opisem na okładce możemy otworzyć tę książkę na dowolnej stronie i czerpać z jej mądrości, nie obawiając się, że coś nam umknęło. Calm składa się z ośmiu części, z których każda poświęcona jest innej tematyce: Natura, Sen, Podróże, Relacje z innymi, Praca, Dzieci, Kreatywność i Jedzenie. Sam pomysł książki bardzo pochwalam, warto czasem zwolnić, rozejrzeć się wokół i kontemplować otaczający nas świat. Dzięki tej książki mamy szansę zwrócić uwagę na drobnostki, spojrzeć na swoje życie z dystansu, a nawet ujarzmić stres i nękające nas demony, których powstawaniu sprzyja życie w biegu. Sądzę jednak, że proponowane przez autora metody nie wszystkim przypadną do gustu. Medytacja, uważność, joga to słowa-klucze, wokół których zbudowana jest filozofia CALM. Żeby osiągnąć obiecany nam przez Michaela Actona Smitha spokój, należałoby podporządkować się jego zaleceniom. Medytacja, o której często mówi się w książce, nawet jeśli jest skuteczna, to jednak nie do końca mnie przekonuje. Proponowane przez autora sposoby na zwiększenie swojej kreatywności, takie jak projektowanie własnej wyspy lub tatuażu, również spotkały się z moim sceptycyzmem. Nie znaczy to jednak, że innym czytelnikom się nie spodobają.

1481313

Na koniec wspomnę o książce od strony technicznej. Calm jest bardzo ładnie wydaną pozycją, która zachęca szatą graficzną. Książka jest kolorowa, pełna fotografii i przyciągających wzrok rysunków. Ciekawym zabiegiem jest również zamieszczenie stron, na których czytelnik – stosując się do sugestii autora – może coś zanotować lub narysować, w ten sposób Calm staje się swego rodzaju pamiętnikiem, który pomaga zrozumieć nam nasze potrzeby i pragnienia.

calm1

Jeśli czujecie, że współczesny świat swoim pędem i wymaganiami zaczyna Was przytłaczać, to powinniście rozważyć zapoznanie się z tą książką. Być może pozwoli Wam ona dostrzec to, co Wam umyka, a nawet trwale odmieni Wasze życie. Jeśli jednak jej lektura nie sprawi, że wprowadzicie w życie rady twórców filozofii CALM, to chociaż nacieszycie oczy pięknymi fotografiami i trochę się odprężycie. A to na pewno Wam nie zaszkodzi :)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Spotkajmy się w Prowansji”, Carole Mortimer, Catherine Spencer [recenzja]

124629-spotkajmy-sie-w-prowansji-carole-mortimer-1(2)Autor: Carole Mortimer, Catherine Spencer

Tytuł: Spotkajmy się w Prowansji

Tytuł oryginalny: Bedded for the Spaniard’s Pleasure. The French Count’s Pregnant Bride

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 304

——————————————————————————————————————————–

Przeszłość nigdy nie jest zamknięta, póki się z nią człowiek nie rozliczy (s. 291)

Po deszczowym, pełnym trupów wykastrowanych księży Cork, które dostałam w Upadłych aniołach od Grahama Mastertona, bardzo potrzebowałam czegoś takiego jak podróż do pachnącej lawendą Prowansji; czegoś, co ukoiłoby moje zszargane lekturą wspomnianego thrillera nerwy i czegoś, co wniosłoby trochę słońca do szarej codzienności, którą oferuje nam tegoroczna jesień. Książka Spotkajmy się w Prowansji spełnia obie te funkcje, a wchodzące w jej skład dwie minipowieści, bo tak chyba należałoby nazwać te niezbyt długie opowieści, pozwalają się odprężyć i przyjemnie spędzić czas.

Pierwszą opowieścią, z którą się stykamy, jest Spotkanie autorstwa Carole Mortimer. Główna bohaterka, dwudziestoośmioletnia aktorka, Cairo Vaughn, po raz pierwszy od dawna wyrwała się na wakacje z dala od błysku fleszy i goniących za sensacją dziennikarzy brukowców. Kobieta boleśnie przekonała się, że Londyn to wielokulturowy tygiel, w którym trudno zaznać trochę spokoju. Cairo po miesiącach ciężkiej pracy na planie i wyczerpujących próbach ratowania nieudanego małżeństwa wreszcie postanowiła odpocząć, ukryć się przed światem, odnaleźć ciszę i znów zacząć cieszyć się życiem. W tym właśnie celu razem z córką siostry przyjechała do kojarzącej się ze słońcem, winem, lawendą i perfumami francuskiej Prowansji. Tu jednak nie dane jej będzie odpocząć, bo pewnego dnia przed drzwiami domu, w którym kobieta mieszka, zjawia się słynny aktor i reżyser, jeden z najbardziej rozchwytywanych ludzi w branży filmowej i jeden z najprzystojniejszych mężczyzn i to nie tylko w Hollywood, ale i na całym świecie. Tym mężczyzną jest Rafe Montero… były kochanek Cairo, z którym początkująca aktorka przed laty niespodziewanie się rozstała. Obojgu wydaje się, że los nie mógł przygotować dla nich nic gorszego. Pobyt w luksusowej willi pozwoli bohaterom sprawdzić, czy stara miłość rzeczywiście nie rdzewieje.

provence1

Druga opowieść, zatytułowana przez polskiego wydawcę Wizyta, to nieco bardziej tajemnicza i skomplikowana historia autorstwa Catherine Spencer. Diana Reeves właśnie dołączyła do grona zdradzonych i porzuconych kobiet. Jej mąż, Harvey, z okazji jej urodzin zaprosił ją do restauracji, wręczył prezent i oświadczył, że to koniec… ich małżeństwa, po czym u boku nowej wybranki ostentacyjnie opuścił restaurację. To oczywiste, że kobiecie w jednej chwili zawalił się świat. Kiedy jednak otrząśnie się z szoku, zrozumie, że oto ma szansę zrobić to, na co od dawna miała ochotę. Za radą przyjaciółki na listę spraw do załatwienia Diana wpisuje podróż do Francji i odnalezienie biologicznej matki. Nie tracąc czasu na wątpliwości, przyjeżdża do położonego w Prowansji Bellevue-sur-Lac, gdzie czeka ją początek nowego życia lub… kolejne rozczarowanie. Już pierwszego wieczoru poznaje tu pewnego mężczyznę z arystokratycznym rodowodem, który szybko odkrywa, że ta tajemnicza Amerykanka na pewno nie przyjechała do Francji na wakacje. Nie znając prawdziwych intencji Diany, od razu podejrzewa ją o najgorsze. Jaką tajemnicę skrywa hrabia de Valois i dlaczego tak bardzo obawia się węszącej wokół Diany?

Chociaż powieść kryminalna to mój zdecydowanie ulubiony gatunek, to jednak czasem potrzebuję pewnej odmiany i odskoczni od książek, w których trup ściele się gęsto, zabryzgując wszystko wokół krwią. Lekka i niezobowiązująca lektura romansu, historii banalnej i, przyznajmy to szczerze, do bólu przewidywalnej może zdziałać cuda. Książka Spotkajmy się w Prowansji, w której znajdziemy opowieści autorstwa Carole Mortimer i Catherine Spencer, to doskonała pozycja na deszczowe, jesienne wieczory. Akcja pierwszej opowieści rozgrywa się w słynącym z przemysłu perfumeryjnego Grasse. To właśnie w tej miejscowości rozgrywała się akcja pierwszych odcinków tureckiego serialu Królowa jednej nocy, który niedawno miałam okazję oglądać. Zapadające w pamięć piękne sceny z serialu pobudziły moją wyobraźnię do działania, dzięki czemu, czytając, niemal czułam się, jakbym spacerowała po wąskich, brukowanych uliczkach Grasse. Zachęcająca okładka książki, barwne opisy prowansalskiego krajobrazu, miłość pokonująca wszelkie przeciwności i happy end to największe atuty tej książki i coś, co sprawi, że z pewnością udzieli Wam się dobry nastrój bohaterów obu historii. Od razu Was jednak ostrzegam: nie oczekujcie od tych opowieści zbyt wiele, bo srogo się zawiedziecie. Pozycja przeznaczona wyłącznie dla miłośniczek lekkich romansów, po których nie pozostaje w naszej pamięci nawet mgliste wspomnienie. I nic dziwnego, w końcu romans zazwyczaj jest przelotny.

20161106_211041(1)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.publio.pl

„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia”, Katy Colins [recenzja]

biuro-podrozy-samotnych-serc-kierunek-tajlandia_9788327623980Autor: Katy Colins

Tytuł: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia

Tytuł oryginalny: The Lonely Hearts Travel Club: Destination Thailand

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 304

——————————————————————————————————————————–

Żyj z rozmachem, bo kiedy przyjdzie twój kres, będziesz dumna, że nie zabrakło ci odwagi i niczego w życiu nie przegapiłaś (s. 285)

Pewnie wiele z nas miało takie chwile, gdy chciało całe dotychczasowe życie rzucić w kąt i zacząć wszystko od nowa: znaleźć nową pracę, nowego partnera, nowych przyjaciół, zwiedzić świat i choć raz nie przejmować się zdaniem innych. Georgia Green jest właśnie taką kobietą. Do niedawna wiodła uporządkowane, choć nieco przewidywalne życie: miała niezłą pracę, lojalnych przyjaciół i ukochanego mężczyznę u swego boku. Niewiele brakowało, by została szczęśliwą mężatką. Tak się jednak nie stało, bo Alex, narzeczony Georgii, w ostatniej chwili się rozmyślił. Pogrążona w rozpaczy Georgia nie może znieść własnego upokorzenia, zdrady ukochanego i faktu, że w ciągu zaledwie kilku dni kompletnie zawalił jej się świat. Za radą Marie, najbliższej przyjaciółki, sporządza listę rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią. Jeden z punktów obejmuje zwiedzanie egzotycznych miejsc. Ale kto o tym nie marzy? To dość schematyczne marzenie znalazłoby się zapewne na liście niejednej osoby. Rodzice starają się studzić zapał córki, ale po utracie pracy Georgia postanawia zebrać się na odwagę i zaryzykować – pakuje plecak i wyrusza na sześciotygodniową wycieczkę do Tajlandii. Spodziewa się, że będą to beztroskie wakacje, które pomogą jej nie tylko zrealizować marzenia, ale i odnaleźć siebie. A tymczasem nawet sobie nie wyobraża, jak wiele fascynujących, choć nie zawsze pożądanych przygód będzie ją czekać w azjatyckiej dziczy.

Co przyniesie pobyt w tętniącej życiem Tajlandii? Czy Georgii uda się zrealizować odważne plany, pozamykać niedokończone sprawy i zacząć wszystko od nowa? Czy pozna ludzi, którzy pomogą jej uwierzyć w siebie, a może spotka mężczyznę, który pozwoli jej zapomnieć o nieudanym związku? Aby się o tym przekonać, sięgnijcie po powieść Katy Colins! Będziecie mile zaskoczone.

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia to niezwykle pozytywna książka, będąca doskonałym połączeniem powieści obyczajowej, przygodowej i romansu. O jej wartości decyduje zapewne to, że jej autorka, dziennikarka i blogerka, Katy Colins, na własnej skórze przekonała się, co znaczy odciąć się od przeszłości, zapomnieć o bolesnych upokorzeniach, zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Ona sama również została porzucona przez narzeczonego, jednak zamiast tonąć w stertach mokrych chusteczek, zastanawiając się, dlaczego im nie wyszło, postanowiła ruszyć na podbój świata – rzuciła pracę, sprzedała dom i samochód i wybrała się w podróż dookoła świata. Po wszystkim zdecydowała się wykorzystać swoje przygody, które stały się inspiracją dla cyklu o nazwie Biuro Podróży Samotnych Serc. Efekt jest bardzo zadowalający.

Wakacyjna okładka powieści Katy Colins w połączeniu z chwytliwym tytułem i wciągającym opisem fabuły czynią tę książkę pozycją, po którą od razu chce się sięgnąć. Wystarcza rzut oka na przedstawioną na okładce kuszącą plażę, by wiedzieć, że Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia to idealna lektura na lato. I choć powieść Colins świetnie się nadaje na plażę, to jednak zachęcam wszystkie miłośniczki inspirujących lektur, by sięgały po nią nie tylko latem, gdy szukają pomysłów na umilenie sobie błogiego leniuchowania na wakacyjnym wyjeździe, lecz także jesienią i zimą, gdy tęsknią za ciepłą, morską bryzą, prażącym słońcem i drinkami z palemką.

Dzięki Biuru Podróży Samotnych Serc przekonacie się, że z nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji jest wyjście, a każdy dzień może być początkiem czegoś nowego. Z niecierpliwością czekam na kolejne przygody nieustraszonej Georgii. Jestem pewna, że będą one równie wciągające co jej podróż po Tajlandii. Polecam!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska

HCPoland_logo655Źródło fotografii:
http://www.harpercollins.pl