„Epidemia”, Alex Kava [recenzja]

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAutor: Alex Kava

Tytuł: Epidemia

Tytuł oryginalny: Reckless Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

 

Najgroźniejsze jest to, czego nie widać…

Alex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy (Ostateczny cel, Mroczny trop, Ściśle tajne) sprawiły, że do lektury Epidemii podchodziłam z dystansem i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy, przyspieszony puls i to, że od opowiadanej historii nie będę się mogła oderwać. Spojrzenie na całokształt twórczości pisarki uświadamia nam przykrą prawdę – początek Kava miała rewelacyjny (Dotyk zła, W ułamku sekundy), środek średni (Kolekcjoner, Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a jej najnowsze powieści też nie zachwycają, choć mam nadzieję, że ta doskonała autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości nie raz zaskoczy swoich czytelników.

W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa niezwiązane ze sobą samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policji. Wkrótce jednak okazuje się, że zmarli byli nosicielami zmutowanego wirusa, który jeśli się rozprzestrzeni, będzie zagrażał ludzkości. Nie ma wyjścia. Śledztwo muszą przejąć FBI i wywiad wojskowy, na którego czele stoi Benjamin Platt, dyrektor USAMRIID.

Przydzielona do sprawy agentka Maggie O’Dell nawiązuje współpracę ze swoim dobrym znajomym, Ryderem Creedem, wyspecjalizowanym ratownikiem, który dysponuje zespołem psów tropiących. W toku śledztwa trafiają na ślad głęboko zakonspirowanego spisku, który może doprowadzić do zagłady. Zegar tyka, czasu jest coraz mniej, a niezwykle niebezpieczny przeciwnik wynalazł skuteczną metodę zarażenia ogromnej liczby ludzi. Jutro może być za późno…

1489689749219 (1)

Wbrew temu, co pisałam np. o Mrocznym tropie, tu wypadałoby znać wcześniejsze tomy obu cykli: i tego, którego główną bohaterką jest O’Dell, i tego, w którym pierwsze skrzypce gra Ryder Creed. Pomijając już nawet liczne odwołania do wydarzeń z przeszłości Maggie, trzeba jasno powiedzieć, że niektóre z nich są drobnymi spojlerami, które mogą Was pozbawić przyjemności z lektury książek poprzedzających Epidemię. A szkoda by było, byście przegapili wcześniejsze przygody agentki O’Dell. Jeśli jednak nie znacie twórczości Alex Kavy, to chociaż przeczytajcie Ściśle tajne, powieść, której bezpośrednią kontynuacją jest najnowszy thriller autorki. Dzięki temu lepiej będziecie się orientować w ogólnej sytuacji i roli poszczególnych bohaterów.

Ostatnie powieści Kavy, w których autorka wprowadziła do fabuły psy tropiące, przybliżały nam ciężką pracę wykonywaną przez naszych czworonożnych przyjaciół. Dowiedzieliśmy się z nich między innymi tego, jak należy szkolić psa, by potrafił szukać zarówno ludzi żywych, jak i martwych. Teraz nasza wiedza na temat zdolności i możliwości tych niezwykle inteligentnych zwierząt się poszerza – wiemy, że pies jest w stanie wyczuć raka w bardzo wczesnym stadium, gdy choroby nie wykazują jeszcze badania laboratoryjne. Psy nie tylko wyczuwają narkotyki, ale także są w stanie bezbłędnie wskazać ludzi chorych na konkretne choroby. Ich pomoc bywa zatem bezcenna.

W porównaniu do poprzedniego thrillera autorki bez wahania mogę stwierdzić, że Epidemia jest o niebo lepszą książką, choć do Zabójczego wirusa, z którym łączy ją tematyka śmiercionośnego wirusa, wciąż wiele jej brakuje. Zaletą tej książki jest to, że praktycznie od początku do końca występuje w niej Maggie. Fani bohaterki powinni być zadowoleni. Krótkie, kilkustronicowe rozdziały, brak zbędnych opisów, w których miejsce pojawiają się dynamizujące akcję dialogi, oraz przystępny język to elementy, dzięki którym czyta się tę książkę szybko i przyjemnie. In minus zaliczam liczne literówki, których obecność zawsze wynika z niedbałości. Wystarczyłoby raz przeczytać książkę, by bez trudu je wyeliminować.

Podsumowując, mogę ze spokojem polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Na koniec dodam, że jestem bardzo ciekawa, czy Alex Kava odwiedzi kiedyś nasz kraj. Spotkanie z tą pisarką byłoby prawdziwą ucztą dla jej fanów, którzy z pewnością tłumnie by się na nim stawili. Ciekawe, czy się go doczekamy :)

 Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Grób mojej siostry”, Robert Dugoni [recenzja]

d_3784Autor: Robert Dugoni

Tytuł: Grób mojej siostry

Tytuł oryginalny: My Sister’s Grave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć, boimy się niez­na­nego, ale ja już nie boję się ciemności…

Grób mojej siostry to jedna z książek, które zwróciły moją szczególną uwagę, gdy czytałam o nowościach Wydawnictwa Albatros. Wystarczył rzut oka na opis, żebym chciała sięgnąć po ten thriller. Na początku może się wydawać, że historia wymyślona przez Dugoniego jest dość banalna, przewidywalna i pewnie nie raz już coś podobnego czytaliście. Może i jest w tym trochę racji, ale niech nie zmyli Was to błędne pierwsze wrażenie, bo powieść Dugoniego naprawdę warto przeczytać!

Tracy Crosswhite przez lata kwestionowała fakty dotyczące zniknięcia jej siostry, Sary. Prowadząca śledztwo policja straciła nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie dziewczynę żywą, a zgromadzone dowody wystarczyły, by skazać Edmunda House’a. Tracy nie wierzy jednak, że House, przestępca seksualny oskarżony i skazany za morderstwo pierwszego stopnia, jest faktycznym sprawcą tej zbrodni. Licząc, że uda jej się odnaleźć prawdziwego mordercę i wymierzyć sprawiedliwość, Tracy wstępuje do policji i zostaje detektywem w wydziale zabójstw w Seattle, poświęcając się bez reszty tropieniu przestępców.

Gdy po dwudziestu latach ciało Sary zostaje odnalezione w pobliżu rodzinnego miasta Crosswhite’ów, Tracy ze zdwojoną energią rzuca się w wir pracy, by odnaleźć odpowiedzi na pytania, które dręczą ją od lat. Śledcza Crosswhite wraca, choć niechętnie, do Cedar Grove i przy pomocy znajomego ma zamiar doprowadzić do rewizji procesu House’a. Kobieta jest przekonana, że dwadzieścia lat temu doszło do zaniedbań, w konsekwencji których House niesłusznie trafił za kratki. Szukając prawdziwego zabójcy siostry, Tracy odkryje tajemnice, które podważą jej wspomnienia z przeszłości, i otworzy drzwi śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Czy 20 lat temu rzeczywiście doszło do zawiązania spisku? Czy Edmund House jest prawdziwym zabójcą Sary, czy też ktoś celowo zrobił z niego kozła ofiarnego? A jeśli to nie on zabił siostrę Tracy, to kto jest mordercą?

1488577880068Przeczytałam tę powieść z ogromną przyjemnością, niemal jednym tchem. Dużym dla mnie zaskoczeniem był styl autora. Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam powieść napisaną przez kobietę, a takie wybieram najczęściej. Dlaczego? Ano dlatego, że z reguły pojawiają się w nich ciekawie nakreślone bohaterki kobiece. I nic dziwnego. W końcu kto zna lepiej psychikę kobiecą od przedstawicielki tej płci? Gerritsen i jej kobiecy duet: Rizzoli & Isles, Kava i wykreowana przez nią agentka FBI Maggie O’Dell, J.T. Ellison i porucznik Taylor Jackson czy Erika Spindler i stworzone przez nią liczne postaci kobiece, w tym chociażby Stacy Killian. Nieustraszone funkcjonariuszki wymiaru sprawiedliwości, które uganiają się za największymi zwyrodnialcami siejącymi strach i zniszczenie. Niezwykłe kobiety, które w swoim życiu widziały już niemal wszystko. Kobiety twarde z zewnątrz i miękkie w środku. Robert Dugoni dość niespodziewanie główną bohaterką czyni policjantkę. Na podobny zabieg zdecydował się Graham Masterton, który napisał cykl o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. I chociaż wykreowana przez autora Białych kości bohaterka jest postacią bardzo interesującą, to jednak w konfrontacji Masterton – Dugoni ten drugi wypada moim zdaniem nieco lepiej. Jego bohaterka od razu wzbudziła moją sympatię, co Katie nie do końca się udało. Poza główną bohaterką, której psychikę Dugoni – mam nadzieję – jeszcze lepiej przedstawi w kolejnych tomach, zaletą tej powieści są również liczne retrospekcje pozwalające nam poznać okoliczności zniknięcia Sary. Dwa plany czasowe, podzielenie fabuły na teraz i kiedyś to ogromny atut tej książki.

Grób mojej siostry to thriller, który czyta się z niezwykłą przyjemnością. Muszę przyznać, że od samego początku byłam bardzo optymistycznie nastawiona do powieści Roberta Dugoniego i – ku mojej radości – nie zawiodłam się. Ta książka to pierwszy tom cyklu skoncentrowanego wokół losów Tracy Crosswhite, jednak ja już wiem, że bez wahania sięgnę po kolejne części. Na stronie autora przeczytałam, że w styczniu tego roku miał premierę 4. tom serii o śledczej Crosswhite. Już nie mogę się doczekać, kiedy zapoznam się z kolejnymi przygodami Tracy, którą po tej lekturze zaliczam do grona moich ulubionych bohaterek. Jedyne, co mnie martwi w przypadku tej powieści, to nieznane nazwisko autora na polskim rynku wydawniczym. Naprawdę szkoda byłoby przegapić Grób mojej siostry z powodu nieznanego nazwiska autora.

1488637673060Podsumowując, mogę Was z czystym sumieniem zapewnić, że Grób mojej siostry Roberta Dugoniego to idealna lektura dla miłośników thrillerów i to thrillerów niekoniecznie krwawych i brutalnych, lecz raczej osnutych wokół pilnie strzeżonych tajemnic z przeszłości. W szczególności zaś polecam tę książkę fanom powieści w stylu thrillerów Alex Kavy, Eriki Spindler czy J.T. Ellison. Jestem przekonana, że to pozycja właśnie dla Was. Jeśli lubicie styl wspomnianych autorek, to się nie zawiedziecie. Z ręką na sercu zachęcam Was do lektury Grobu mojej siostry. Ani się obejrzycie, a książka pochłonie Was bez reszty, pozostawiając niedosyt, że to już koniec. Zdecydowanie tak!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Już mnie nie oszukasz”, Harlan Coben [recenzja]

d_3779Autor: Harlan Coben

Tytuł: Już mnie nie oszukasz

Tytuł oryginalny: Fool Me Once

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić. (s. 349)

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy i ja sięgnęłam po powieść Harlana Cobena. Od lat zaczytuję się w literaturze sensacyjnej, a jednak do tej pory thrillery Cobena znałam tylko ze słyszenia. Właściwie to nawet było mi wstyd, że nie poświęciłam temu pisarzowi ani chwili uwagi, choć Bez skrupułów i Nie mów nikomu, kupione kiedyś na wyprzedaży, zalegają na mojej półce od bardzo dawna. Gdy więc w moje ręce trafiła najnowsza powieść mistrza suspensu, jednego z najpopularniejszych na świecie autorów thrillerów i zdobywcy prestiżowych nagród, zatytułowana Już mnie nie oszukasz, postanowiłam sprawdzić, czy i mnie Coben, o którym słyszałam wiele dobrego, zachwyci pomysłami i warsztatem pisarskim. Czy tak się stało? Otóż niezupełnie, choć to bez wątpienia dobra książka.

Maya Burkett to kobieta, którą niełatwo złamać. Nieustraszona, silna, skłonna do najwyższych poświęceń, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo najbliższych. Była oficer sił specjalnych, która niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pilotowała śmigłowiec, walcząc w obronie ojczyzny, jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Konsekwencje popełnionych na polu walki błędów będą się za nią ciągnąć jeszcze bardzo długo. W swoim życiu Maya widziała zbyt wiele krwi i martwych ciał, by jej psychika pozostała nienaruszona. Nic więc dziwnego, że śmierć ukochanej siostry oraz morderstwo Joego, męża Mai, sprawiły, że jej ustatkowane życie rozsypało się w gruzy.

Gdy pewnego dnia zamontowana w domu Mai ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki jej dwuletniej córki, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca, Maya zaczyna się obawiać, że popadła w obłęd. Przecież Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej… i to na jej oczach! Czy to początki choroby psychicznej, w której pobrzmiewają echa wojennych zbrodni? Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Trudno jej uwierzyć w to, co widziała, bo to by przecież oznaczało, że Joe żyje… Co to więc było? Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o sobie i swojej rodzinie. Czy Joe rzeczywiście żyje, czy też jego wizerunek na nagraniu to efekt podejmowanych przez niepogodzoną ze śmiercią męża żonę rozpaczliwych prób przywrócenia ukochanego do świata żywych?

20170128_coben(1)Recenzowaną tu powieść Cobena z czystym sumieniem mogę oceniać wyłącznie jako książkę z gatunku thrillera. Nie wiem, jak oceniłabym Już mnie nie oszukasz na tle innych powieści Harlana Cobena, ponieważ – jak już wspomniałam – to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. Jeśli chcecie dostać rzetelną ocenę, musicie sięgnąć do recenzji miłośników pisarstwa tego amerykańskiego autora, którzy – znając jego prozę jak własną kieszeń – będą w stanie określić, czy ten dreszczowiec zasługuje na słowa uznania czy krytyki. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że Coben nie skradł mojego serca, choć jego książkę czytało mi się dobrze. Nie twierdzę, że Już mnie nie oszukasz jest powieścią słabą i przewidywalną. W żadnym wypadku! Zakończenie, przez zagraniczną krytykę uważane za jedno z lepszych w dorobku Cobena, pewnie wielu z Was zaskoczy, bo kto by się spodziewał, że… Spokojnie, tego oczywiście Wam nie zdradzę. Przekonacie się o tym sami, gdy zdecydujecie się poznać historię Mai. Zaletą powieści, prócz tego, że szybko się ją czyta, jest to, że wszystkie na pozór niepowiązane wątki w odpowiednim momencie łączą się w całość, odkrywając mroczną przeszłość wielu bohaterów.

Na koniec wypadałoby pewnie odpowiedzieć na pytanie, czy po lekturze Już mnie nie oszukasz sięgnę po pozostałe powieści Cobena. Niewykluczone, choć raczej nie nastąpi to w najbliższej przyszłości, bo zbyt wiele lektur czeka w kolejce, abym mogła pozwolić sobie na eksperymentowanie z prozą autora cyklu o Myronie Bolitarze. Cobena jednak nie skreślam, ponieważ pozytywne opinie na jego temat nie pozwalają mi na tak lekkomyślny ruch. Z niecierpliwością wyczekuję zatem recenzji pozostałych czytelników, które będą dla mnie cenną wskazówką w sytuacji, gdy będę rozważać lekturę jakiegoś thrillera Harlana Cobena. Nie rozpisując się dłużej, wspomnę może o planowanej ekranizacji Już mnie nie oszukasz. Jeśli wiadomość o filmie na podstawie tego thrillera jakimś cudem do Was jeszcze nie dotarła, to spieszę z informacją, że rzeczywiście powstanie film. W rolę głównej bohaterki wcieli się Julia Roberts, która będzie również współproducentką filmu.

A jak jest z Wami? Lekturę nowej powieści Cobena macie już za sobą czy dopiero planujecie sięgnąć po Już mnie nie oszukasz? Podzielcie się wrażeniami! :)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Sprawa samotnej dziedziczki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawasamotnejAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa samotnej dziedziczki

Tytuł oryginalny: The Case of the Lonely Heiress

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 222

——————————————————————————————————————————–

Każde morderstwo jest jak układanka (…) Wystarczy tylko ułożyć wszystkie elementy. Jeśli znajdziesz rozwiązanie, wszystko układa się w logiczną całość. Jeśli któryś z elementów nie pasuje, to znaczy, że nie znalazłeś właściwego rozwiązania (s. 215)

   Spokojnie można by się pokusić o stwierdzenie, że wszystkie powieści Erle’a Stanleya Gardnera, twórcy jednego z najsłynniejszych adwokatów, są takie same albo przynajmniej do złudzenia podobne. Kolejne lektury z cyklu o Masonie tę tezę potwierdzają. Kryminały Gardnera zawsze podporządkowane są temu samemu schematowi: autor, niczym dramaturg, już na początku przedstawia nam listę osób biorących udział w przedstawieniu. Prócz Perry’ego Masona znajdziemy tu oczywiście również Dellę Street, jego zaufaną sekretarkę, oraz Paula Drake’a, szefa współpracującej z kancelarią Masona agencji detektywistycznej. Do tych trzech głównych postaci dochodzą jeszcze inne, dobrze nam znane z pozostałych książek Gardnera, jak np. porucznik Tragg, sierżant Holcomb lub Gertie, recepcjonistka Masona. Nieco później poznajemy bohaterkę, oskarżoną o morderstwo pierwszego stopnia przyszłą klientkę Perry’ego, i niezależnie od okoliczności na końcu i tak lądujemy na sali rozpraw, gdzie Mason czuje się jak ryba w wodzie.

   Do kancelarii Masona przychodzi Robert Caddo, wydawca magazynu dla samotnych serc. Oskarżany o fałszowanie ogłoszeń matrymonialnych mężczyzna prosi adwokata, by znalazł dowody na to, że anons niejakiej Marilyn Marlow, samotnej dziedziczki, która rzekomo poszukuje bratniej duszy, jest autentyczny. Mason wykonuje zlecenie klienta, jednak to nie koniec jego związku ze sprawą panny Marlow. Okazuje się, że kobieta odziedziczyła niedawno ogromny majątek, należący wcześniej do jej tragicznie zmarłej matki, która to otrzymała spadek po swym pracodawcy, George’u Endicotcie. Krewni testatora upierają się, że ostatnia wola Endicotta została sfałszowana, i gotowi są zrobić wszystko, by to udowodnić. Jedyną ich nadzieją jest Rose Keeling, kobieta, która rzekomo była świadkiem podpisania testamentu przez umierającego mężczyznę. Rose zeznała wprawdzie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale ze słów Marilyn Marlow wynika, że teraz zamierza zmienić swoje zeznania. Gdy Rose zostaje zamordowana, podejrzenie automatycznie pada na pannę Marlow. Oczywiste jest, że na śmierci Keeling to ona skorzystałaby najbardziej… Perry Mason choć nie wie, czy może Marilyn zaufać, podejmuje się jej obrony. Nie po raz pierwszy dla dobra swego klienta będzie musiał sporo zaryzykować. Ma świadomość, że w najlepszym wypadku może zostać oskarżony o fałszowanie dowodów, w najgorszym – o współudział. Ale czy gra rzeczywiście warta jest świeczki? Czy Marilyn Marlow naprawdę jest niewinna? I co z testamentem Endicotta?

   Sprawa samotnej dziedziczki jest niezłą książką, choć daleko jej do najlepszych powieści z liczącego przeszło 80 książek cyklu, którego głównym bohaterem jest prawnik Perry Mason. Zakończenie powieści może być dla nas oczywiście sporym zaskoczeniem, ponieważ Gardner co i raz umiejętnie podsuwa nam fałszywe tropy. Do ostatnich rozdziałów książki usilnie zastanawiamy się, czy oskarżona o morderstwo klientka Masona rzeczywiście jest niewinna, a jeśli tak, to kto zabił Rose Keeling. W tej powieści Gardner wprawdzie po raz kolejny udowadnia, że Mason jest prawnikiem wybitnym, gotowym w pełni zaangażować się w prowadzoną sprawę, ale jednocześnie pokazuje, że jak wszyscy inni jest on tylko człowiekiem – nie zawsze nieomylnym i nie zawsze tak sprytnym, jak mu się wydaje. Przyjemna lektura, choć fajerwerków proszę się nie spodziewać. Fani Masona mogą być nieco rozczarowani, co jednak nie znaczy, że nie można tej książce poświęcić kilku godzin lektury.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
archiwum własne (skan okładki)

„Igrając z ogniem”, Tess Gerritsen [recenzja]

466930-352x500Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Igrając z ogniem

Tytuł oryginalny: Playing with Fire

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 320

——————————————————————————————————————————–

Igrając z ogniem to książka unikatowa w dorobku Tess Gerritsen, trudno ją bowiem porównać do jakiejkolwiek innej powieści autorki Chirurga. Pewnym – w miarę uzasadnionym – skojarzeniem może być Ogród kości, gdzie również mogliśmy śledzić dwie historie: jedną z przeszłości i jedną współczesną. Co ciekawe, bohaterka Igrając z ogniem ma na imię tak samo jak protagonistka Ogrodu kości. To jednak, jak sądzę, zwykły zbieg okoliczności, Julia Ansdell poza imieniem i uporem, by rozwiązać zagadkę z przeszłości, ma bowiem niewiele wspólnego z Julią Hamill.

ztessgerritsenChociaż książkę Igrając z ogniem zakupiłam 3 czerwca 2016 roku podczas zorganizowanego przez Wydawnictwo Albatros i Empik spotkania z Tess Gerritsen, to jednak dopiero teraz mogłam sobie pozwolić na jej lekturę. Fakt, że na pierwszej stronie widnieje dedykacja wpisana przez autorkę, nie tylko napawał mnie dumą i zadowoleniem, lecz także sprawił, że z jeszcze większą chęcią sięgnęłam po tę powieść, znając już z wypowiedzi samej Gerritsen genezę Incendio i historii opowiedzianej w Igrając z ogniem.

Julia Ansdell, amerykańska skrzypaczka, podczas pobytu w Rzymie w jednym z antykwariatów kupuje sobie na pamiątkę książkę z cygańskimi melodiami. Wewnątrz zbioru kobieta odnajduje zapis nutowy utworu pt. Incendio, którego kompozytorem był tajemniczy mieszkaniec Wenecji, L. Todesco. Zafascynowana niezwykłym znaleziskiem Julia po powrocie do domu nie może się doczekać momentu, w którym zagra ten bardzo trudny utwór. Gdy to wreszcie następuje, z jej trzyletnią córką zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Dziewczynka wpada w szał i morduje kota. Po tym mrożącym krew w żyłach zdarzeniu następują jednak kolejne tak samo niepokojące. Czy to możliwe, by Incendio, zwykły utwór muzyczny, był w stanie wywołać w trzylatce aż tak wielką agresję? Przerażona zachowaniem Lily Julia szuka pomocy u lekarzy, którzy twierdzą, że z jej córką wszystko jest w porządku. Kobieta nie tylko coraz bardziej boi się trzylatki, lecz także sądzi, że dziwne zachowanie Lily ma związek z tajemniczym utworem, czym zaczyna przerażać męża i bliskich, którzy sugerują, by poddała się leczeniu psychiatrycznemu. Julia nie chcąc trafić do domu wariatów, postanawia wybrać się do Wenecji, gdzie przed laty mieszkał Lorenzo Todesco. Kobieta wierzy, że tylko poznając historię Incendio, zdoła przekonać bliskich, że nie zwariowała. Co takiego ma w sobie ta melodia, że wyzwala w ludziach ogień? Kim był jej kompozytor i co się z nim stało? Odpowiedzi na te pytania szukajcie na kartach powieści.

Muszę przyznać, że podczas lektury marzyło mi się, by usłyszeć ogniste dźwięki Incendio. Chyba pierwszy raz w życiu naprawdę żałowałam, że nie znam się na muzyce, nie rozumiem fachowej terminologii i nie potrafię sobie wyobrazić diabelskiej mocy tego walca. Na szczęście możemy wysłuchać skomponowanego przez Gerritsen na potrzeby książki Incendio w wersji fortepianowej: tu utwór gra sama autorka

lub skrzypcowej:

Dzięki temu bez znajomości nut, tonacji i wszystkiego, co z muzyką związane, jesteśmy w stanie zachwycić się tym utworem.

Ogromnym atutem Igrając z ogniem są informacje, które dzięki lekturze książki możemy nabyć na temat mającego miejsce w okresie II wojny światowej Holokaustu. Na przykładzie Włoch Gerritsen ukazała mechanizm przymusowych deportacji Żydów przez władze faszystowskie do niemieckich obozów zagłady zlokalizowanych m.in. w naszym kraju, w których miliony niewinnych ludzi czekała śmierć. Prześladowania europejskich Żydów to temat trudny, choć nieraz powracający w twórczości różnych pisarzy. Zamieszczona na końcu książki nota historyczna porządkuje fakty i dopowiada to, czego czytelnicy mogli nie wychwycić podczas lektury powieści. Dzięki temu książka, podobnie jak wspomniany na początku Ogród kości, w którym Gerritsen dostarczyła nam wielu ciekawych informacji z dziedziny medycyny i praktyk stosowanych w 1. połowie XIX wieku, pełni funkcję nie tylko ludyczną, lecz także poznawczą.

Podsumowując, trzeba wyraźnie zaznaczyć, że najnowsza powieść Tess Gerritsen to książka znacznie różniąca się od poprzednich dzieł autorki. Igrając z ogniem trudno nazwać thrillerem w ścisłym tego słowa znaczeniu, to raczej mieszanka romansu, powieści historycznej i thrillera (mamy wszak tajemnicę, napięcie i niepewność). Intryga przedstawiona na początku powieści rozbudziła moje zainteresowanie i nadzieje na jakiś spektakularny koniec. I choć zakończenie jest zaskakujące, to jednak czuję pewien niedosyt, ponieważ jest bardziej racjonalne, niż się spodziewałam. Niemniej jednak warto tej książce poświęcić trochę uwagi, chociażby po to, by przekonać się, jak wszechstronną pisarką jest Tess Gerritsen, potrafiąca również tworzyć historie inne niż te, które znamy z jej thrillerów medycznych. Jeśli jednak wolicie coś bardziej w stylu cyklu Rizzoli & Isles, tę powieść raczej sobie odpuśćcie, by niepotrzebnie nie uprzedzić się do twórczości Gerritsen.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Sprawa mądrych małp”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawa-madrych-malp-b-iext3718091Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa mądrych małp

Tytuł oryginalny: The Case of the Mythical Monkeys

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 202

——————————————————————————————————————————–

Nie wiem, co jeszcze mógłby pan zeznać, ale mam nadzieję, że to pomoże mojej klientce, ponieważ w przeciwnym wypadku zrobię z pana mordercę (s. 165)

Ze stworzonym przez Erle’a Stanleya Gardnera Perrym Masonem spotykam się od dawna, podobnie zresztą jak z Dellą Street i Paulem Drakiem. Sprawa mądrych małp to kolejna okazja, by jeszcze lepiej poznać bohaterów i przeżyć fascynującą przygodę.

Gladys Doyle jest sekretarką Mauvis Niles Meade, ekscentrycznej pisarki, której sławę przyniosło napisanie powieści erotycznej. Panna Doyle na polecenie swej pracodawczyni wybiera się do kurortu narciarskiego, gdzie ma się spotkać z człowiekiem z branży filmowej, by omówić szczegóły kontraktu. Wracając z wyjazdu Gladys, w celu ominięcia gigantycznych, niedzielnych korków, ma posłużyć się skrótem, o którym opowiedziała jej szefowa. Pech jednak chce, że samochód dziewczyny grzęźnie w błocie. Na szczęście zmarzniętej i przemoczonej do suchej nitki Gladys udaje się trafić do górskiej chatki, w której przebywa burkliwy młody mężczyzna. John, bo tak się podobno nazywa, z niechęcią zgadza się, by turystka wzięła prysznic i odpoczęła po wrażeniach minionego dnia. Po przebudzeniu sekretarka odkrywa, że niemiły gospodarz zniknął, a w pokoju obok pojawiły się zwłoki, tyle że nie Johna, a jakiegoś nieznajomego mężczyzny. Gladys wpada w panikę i w popłochu ucieka z chaty. Wcześniej jednak dotyka broni, na której – rzecz jasna – pozostawia odciski palców. Nie wiedząc, co robić, zgłasza się do najlepszego adwokata, jakiego zna. W ten sposób Mason zyskuje klientkę i ściąga na siebie kłopoty, ponieważ zebrane przez policję dowody zdają się przesądzać, że to właśnie Gladys zabiła tajemniczego mężczyznę. Ona jednak wszystkiego się wypiera. Perry wie, że aby wyjaśnić zagadkę znalezionego na miejscu zbrodni szala z przysłowiowymi trzema małpkami, które nie widzą, nie słyszą i nie głoszą zła, będzie musiał balansować na granicy prawa i bezprawia. Wszystko wyjaśni się na sali sądowej w czasie rozprawy wstępnej. Kto zwycięży: agresywny i kąśliwy niczym pitbull prokurator okręgowy czy cwany adwokat, który dla klienta gotów jest zrobić wszystko? Kto wyłoży na stół asa i zgarnie wygraną?

Powieść pt. Sprawa mądrych małp nie odbiega schematem od pozostałych kryminałów E. S. Gardnera. Autor, niczym dramaturg, już na początku przedstawia nam listę osób biorących udział w przedstawieniu. Potem poznajemy bohaterkę, oskarżoną o morderstwo pierwszego stopnia przyszłą klientkę Masona, i niezależnie od okoliczności na końcu i tak lądujemy na sali rozpraw. Nie nazwałabym tej książki wybitną, ale z pewnością jest to lekka, niewymagająca lektura, po którą warto sięgnąć, gdy szuka się czegoś niezobowiązującego. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, zwłaszcza jeśli lubi się Masona i jego oddanych współpracowników. Perry znów zniewala swoim sprytem i umiejętnością wykorzystywania luk w prawie. Wadą powieści jest jednak to, że zbyt wcześnie można się domyślić rozwiązania zagadki, co psuje nieco efekt końcowy i osłabia wrażenie, jakie ta książka wywarłaby na czytelniku, gdyby zakończenie było zaskakujące. Niemniej na powieści Gardnera zawsze warto znaleźć czas, tylko nie miejcie zbyt wygórowanych oczekiwań, bo się rozczarujecie. Polecam!

monkeys1

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

„Sprawa niebezpiecznej wdówki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

eb2db16678126c662e29d0ad71a700ecAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa niebezpiecznej wdówki

Tytuł oryginalny: The Case of the Dangerous Dowager

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 200

——————————————————————————————————————————–

Aha, wykombinowałeś rewelacyjny plan. Już to widzę – otrzemy się o więzienie stanowe, jeśli szczęście nam dopisze, a jeśli nie, skończymy w charakterze trupów albo skazańców (s. 13).

Mając za sobą lekturę co najmniej kilkunastu powieści z cyklu o Perrym Masonie, muszę przyznać, że Sprawa niebezpiecznej wdówki nie jest najwybitniejszym dziełem Erle’a Stanleya Gardnera. Autor wodzi wprawdzie czytelników za nos, rzucając informacje, które sprawiają, że czytający zmienia kilkakrotnie swój typ, brakuje tu jednak tempa, rosnącego napięcia i tego czegoś, co sprawia, że opowiedziana historia jest tak interesująca, że nie sposób się od niej oderwać. Szczerze mówiąc, niewiele się tutaj dzieje, a uknuta przez Gardnera intryga nie jest chyba aż tak wciągająca, jak miało to miejsce w przypadku kilku innych jego powieści. Z drugiej jednak strony każde kolejne spotkanie z tak wybitnym umysłem i sprytnym adwokatem jak Perry Mason, który dodatkowo odznacza się zamiłowaniem do pracy detektywistycznej, jest dla sympatyków tego bohatera niezwykłą przyjemnością, co sprawia, że na pewne niedociągnięcia i usterki można przymknąć oko.

W kancelarii Perry’ego Masona zjawia się zamożna wdowa, która zleca prawnikowi wykupienie od właścicieli pływającego kasyna skryptów dłużnych wystawionych przez jej wnuczkę, Sylvię Oxman. Kobieta jest przekonana, że mąż Sylvii będzie chciał je wykorzystać w sprawie rozwodowej jako dowód, że jego żona to nałogowa hazardzistka, która nie potrafi rozsądnie gospodarować własnymi pieniędzmi. Klientka Masona, Matilda Benson, obawia się, że z racji swojej słabości jej wnuczka utraci prawo do opieki nad dzieckiem i przysługującą jej córce częścią funduszu powierniczego. Po namowach ze strony Benson Mason ostatecznie zgadza się podjąć tego zadania. W tym celu udaje się do zlokalizowanego poza strefą dwunastu mil Rogu obfitości, gdzie za sprawą pewnego fortelu spotyka się z jego właścicielami. Wkrótce jednak sprawy się komplikują i to na pozór banalne zadanie okazuje się prawdziwym wyzwaniem. Mason odkrywa, że Sam Grieb, jeden z właścicieli, nie żyje, a Sylvia Oxman była na miejscu zbrodni. Prawnik robi, co może, by chronić swoją klientkę, ale w ten sposób ściąga na siebie kłopoty. Grozi mu proces o morderstwo, współudział w morderstwie lub – w najlepszym przypadku – o poplecznictwo. Policja tymczasem staje na głowie, by doprowadzić słynnego adwokata przed federalną ławę przysięgłych. Ukrywając się przed funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości, Mason na własną rękę musi odkryć tożsamość zabójcy lub zabójczyni. Czy za śmierć Grieba odpowiedzialna jest Sylvia, czy może po prostu znalazła się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu? Czy motywem zabójstwa były wspomniane weksle czy też coś zupełnie innego? I co najważniejsze: czy to w ogóle było zabójstwo?

Na wszystkie te pytania odpowiedzi będzie szukał Perry Mason, w którego interesie własnym leży rozwiązanie zagadki. W poszukiwaniach będą mu oczywiście pomagać jego stali współpracownicy, czyli niezastąpiona sekretarka, Della Street, oraz właściciel agencji detektywistycznej, Paul Drake.

Jak wspomniałam na początku, nie jest to najlepsza z powieści w dorobku E. S. Gardnera. Nie jest to również typowa powieść sądowa, jak często zwykło się określać kryminały z realiami prawniczymi w tle. Tym razem dla odmiany akcja w ogóle nie rozgrywa się na sali sądowej, co może być pewnym zaskoczeniem. Powieść, jak przystało na książki Gardnera, czyta się szybko, mimo iż niewiele się dzieje. Ogółem można po Sprawę niebezpiecznej wdówki sięgnąć, choć osobiście poleciłabym raczej kilka innych powieści z cyklu o Masonie. Gardner ma w swoim dorobku lepsze pozycje i to od nich warto zacząć znajomość ze słynnym adwokatem i jego przygodami.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://dedalus.pl

„Linkin Park. Wszystko jest hybrydą”, Brad Whitaker [recenzja]

290982-352x500Autor: Brad Whitaker

Tytuł: Linkin Park. Wszystko jest hybrydą

Tytuł oryginalny: Linkin Park. All Is Hybrid

Wydawnictwo: In Rock

Liczba stron: 224

——————————————————————————————————————————–

„Idea naszego zespołu polega na łączeniu cięższych stylów z rzeczami pełnymi delikatności i piękna” (s. 53) – to zdanie to clou twórczości Linkin Park i coś, za co od blisko 12 lat każdego dnia słucham piosenek tej niezwykłej kapeli.

Na oficjalnym fanpage’u zespołu na Facebooku możemy przeczytać następującą informację: Hybrid Theory isn’t just the title of Linkin Park’s first chart-topping debut album, but a career mission statement”. Nie ma zatem wątpliwości, że zawarte w tytule biografii zespołu zdanie: „Wszystko jest hybrydą”, nie znalazło się tu przez przypadek, a łącząca pochodzące z różnych porządków elementy twórczość zespołu tylko to potwierdza.

Nie mam zamiaru zanudzać Was swoją historią, ale na wstępie muszę wspomnieć, że Linkin Park towarzyszy mi nieustannie od 2004 roku, kiedy to – nie bez wpływu otoczenia – wybłagałam u mamy, by kupiła mi Meteorę. Kolejny album, chronologicznie wcześniejszy, Hybrid Theory kupiłam już za własne pieniądze, a konkretnie za pierwsze w życiu stypendium. Po latach wiem, że były to najlepiej wydane pieniądze, ponieważ te dwa krążki sprawiły, że zakochałam się w muzyce zespołu. Do dziś Linkin Park pozostaje jedynym wykonawcą, którego mogę słuchać bez przerwy, niemal 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, ponieważ repertuar zespołu jest tak rozległy, że pozwala dobrać playlistę idealnie pasującą do mojego nastroju. I tak, gdy tryskam energią i dobrym humorem sięgam po mocniejsze, bardziej zdecydowane brzmienie w stylu: Don’t Stay, One Step Closer, Faint czy Lying From You, a gdy nastrój mam zły albo po prostu przytłacza mnie jesienna aura wolę spokojniejsze piosenki jak np.: Powerless, The Messenger, Shadow Of The Day, Chance Of Rain lub Valentine’s Day, które działają na mnie kojąco i pozwalają, wsłuchując się w głos Chestera, zapomnieć o całym świecie. W tej sytuacji nie muszę chyba wspominać, jak ogromną radość dała mi możliwość uczestnictwa w koncercie Linkin Park. Coś, czego nie sposób opisać. Bajka, która nigdy się nie kończy.

Przechodząc jednak do książki, która jest przedmiotem mojej recenzji, chciałabym potwierdzić, że każdy fan Linkin Park zdecydowanie powinien zapoznać się z tą publikacją. Zawarte w książce Whitakera fakty biograficzne z życia członków zespołu dla wielu fanów pewnie nie będą wielkim zaskoczeniem. Interesujące natomiast wydają się fragmenty dotyczące przebiegu procesu twórczego przy kolejnych płytach, a także krótkie interpretacje poszczególnych utworów oraz wyjaśnienia dotyczące znaczenia tytułów płyt. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, jakie historie muzycy LP, w szczególności zaś dwaj wokaliści, a więc Chester i Mike, chcieli opowiedzieć nam w swoich piosenkach, możemy ponadto poznać proweniencję dziwnego dźwięku na początku i na końcu Part Of Me czy przeczytać, nad powstaniem których piosenek muzycy męczyli się najdłużej, a które powstały zupełnie spontanicznie.

Linkin Park. Wszystko jest hybrydą to – jak można przeczytać na okładce – obowiązkowa pozycja dla każdego fana, poza tym to po prostu wartościowa i całkiem interesująca biografia, która w telegraficznym skrócie przybliża nam historię jednego z najpopularniejszych zespołów, zaczynając od samego początku, czyli od okoliczności powstania oraz perturbacji związanych z wyborem wokalisty i nazwy, poprzez wszystkie kolejne płyty i starania członków LP, by pozbyć się łatki zespołu numetalowego, aż po projekty Mike’a czy Chestera już poza Linkin Park. To również miejsce, gdzie znajdziecie dyskografię LP oraz szereg fantastycznych zdjęć.

Szczerze mówiąc aż się prosi, by podczas zgłębiania przybliżonej przez Brada Whitakera historii zespołu sięgnąć po słuchawki i umilić sobie lekturę dobrze znanym i lubianym brzmieniem.

Książkę czyta się szybko po pierwsze dlatego, że temat jest interesujący, a po drugie ze względu na krótkie rozdziały i liczne fotografie. Pojawiające się co krok terminy z zakresu muzyki mogą nieco utrudniać odbiór w przypadku kogoś, kto nie zna się na muzyce tak dobrze, jak ci, którzy ją tworzą. Dla mnie sporo rzeczy było niejasnych. Irytować mogą również błędy interpunkcyjne, ale to już kwestia polskiego wydania. Ogółem polecam tę książkę przede wszystkim fanom zespołu, nie powinniście się rozczarować. Miłej lektury!

10866279_1000729469946286_8071145360061823195_o

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.inrock.pl

„Z polecenia prezydenta?”, Phillip M. Margolin [recenzja]

352x500563Autor: Phillip M. Margolin

Tytuł: Z polecenia prezydenta?

Tytuł oryginalny: Executive Privilege

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

——————————————————————————————————————————–

Prywatna detektyw Dana Cutler dostaje nowe zadanie. Klient oferuje jej nieprzyzwoicie wysokie honorarium za śledzenie dziewiętnastoletniej studentki. Znajdująca się w finansowym dołku Dana nie może sobie pozwolić na odrzucenie tak intratnej propozycji. W trakcie obserwacji Charlotte Walsh Cutler fotografuje potajemne spotkanie dziewczyny z urzędującym prezydentem Stanów Zjednoczonych, Christopherem Farringtonem. Na miejscu tajemniczej schadzki Dana zostaje zaatakowana przez agentów Secret Service, na szczęście udaje jej się uciec. Nazajutrz okazuje się, że Walsh została zamordowana. Sposób działania zabójcy zdaje się wskazywać, że studentka padła ofiarą grasującego w mieście Waszyngtońskiego Rozpruwacza. Śledztwo w sprawie szaleńca wzorującego się na słynnym londyńskim zbrodniarzu prowadzi agent FBI Keith Evans. Wkrótce w mieszkaniu Dany zjawiają się rzekomi agenci FBI, którzy grożą kobiecie, że zapłaci życiem, jeśli nie odda zrobionych przez siebie zdjęć. Cutler po raz kolejny udaje się uniknąć śmierci. Od teraz jednak nie będzie miała ani chwili wytchnienia, gdziekolwiek się nie ruszy, ktoś będzie próbował ją zabić. Dana wie, że jedyną szansą na przetrwanie jest plik zdjęć – to jej karta przetargowa.

W tym samym czasie w Portlandzie prawnik kancelarii Reeda, Briggsa Brad Miller zostaje oddelegowany do złożenia apelacji w imieniu Clarence’a Little, czekającego w celi śmierci na wykonanie wyroku. Mężczyzna zarzeka się, że nie zamordował Laurie Erickson, osiemnastolatki uprowadzonej z domu Farringtona, gdy ten pełnił funkcję gubernatora stanu. Little twierdzi, że ma na tamtą noc mocne alibi. Chociaż Millera przerażają spotkania z seryjnym mordercą, chce sprawdzić, czy jego klient mówi prawdę. W tym celu rozpoczyna prywatne śledztwo, które pozwoli mu odkryć mroczne tajemnice najważniejszych ludzi w państwie, a jednocześnie sprawi, że kariera zawodowa Millera zawiśnie na włosku.

Co łączy trzy na pozór niezwiązane ze sobą sprawy? Jaki jest związek między prezydentem USA a seryjnym mordercą? Prowadzący śledztwo ws. Waszyngtońskiego Rozpruwacza agent FBI Keith Evans, prywatna detektyw Dana Cutler i prawnik Brad Miller będą musieli połączyć siły, by sprawiedliwości stało się zadość.

Z polecenia prezydenta? to bardzo dobra, wciągająca powieść, której jedynym mankamentem jest to, że przedwcześnie można się domyślić rozwiązania. Od kryminałów i thrillerów oczekujemy, by trzymały w napięciu do samego końca. Tym razem jednak nie udało się Margolinowi zwieść czujnego czytelnika (a może po prostu typując winnego, trafiłam w dziesiątkę?). Niemniej ta książka, podobnie zresztą jak cała trylogia (Z polecenia prezydenta?, Sędzia, Morderstwo na Kapitolu), jest pozycją godną uwagi. Ciekawi bohaterowie, wartka akcja, masa interesujących informacji z zakresu polityki Stanów Zjednoczonych – wszystko to sprawia, że powieść Phillipa Margolina pochłania się w mgnieniu oka. Polecam fanom gatunku.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Morderstwo na Kapitolu”, Phillip M. Margolin [recenzja]

390671-352x500Autor: Phillip M. Margolin

Tytuł: Morderstwo na Kapitolu

Tytuł oryginalny: Capitol Murder

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 384

——————————————————————————————————————————–

Morderstwo na Kapitolu to powieść zamykająca trylogię Phillipa Margolina. Nie powinny zatem dziwić liczne odwołania do poprzedzających ją części, a więc thrillerów o tytułach: Z polecenia prezydenta? oraz Sędzia. Oczywiste więc jest, że przed lekturą tej książki należałoby się zapoznać z częściami ją poprzedzającymi – po pierwsze: po to, by uniknąć spojlerów, i po drugie: po to, by właściwie zrozumieć, co łączy bohaterów i jak wiele razem przeszli.

Muszę przyznać, że Morderstwo na Kapitolu jest w moim odczuciu chyba najsłabszym ogniwem trylogii Margolina, choć czyta się tę książkę błyskawicznie. Po raz kolejny spotykamy się z trojgiem głównych bohaterów, czyli prywatną detektyw Daną Cutler, prawnikiem Bradem Millerem oraz agentem FBI Keithem Evansem. Każde z nich na pozór ma do wykonania inne zadania, ale w decydującym momencie prowadzone przez nich sprawy zaczynają się układać we wspólną całość.

Spokojne życie u boku kochającej żony to wszystko, o czym marzy Brad Miller, prawnik z Oregonu, który po poślubieniu Ginny Striker wraz z ukochaną przenosi się do Waszyngtonu. Nowa praca w biurze senatora Jacka Carsona ma być dla Brada wielką szansą. Wszystko zdaje się mówić, że czeka małżonków długie i spokojne życie, gdy nagle mediami wstrząsa sensacyjna wiadomość. Z oregońskiego więzienia zbiegł szalenie niebezpieczny seryjny morderca, Clarence Little, z którym Brad miał okazję się spotkać kilka lat temu, gdy został mu przydzielony jako obrońca z urzędu. Ginny sugeruje mężowi, że powinien mieć się na baczności, ale on upiera się, że nic im nie grozi, bo Little’a szukają tysiące policjantów. Wkrótce zaczynają ginąć kolejne kobiety, a modus operandi sprawcy do złudzenia przypomina sposób działania Little’a. Brad nie zamierza martwić się swoim „starym znajomym”, gdyż podczas posiedzenia senackiej Komisji ds. Wywiadu dowiaduje się o planowanym przez islamską komórkę ataku terrorystycznym. Wszyscy obawiają się powtórki z 11 września. Pytanie tylko, co będzie celem terrorystów, gdzie spróbują uderzyć, by unicestwić jak najwięcej niewiernych Amerykanów. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, że jedna z zamordowanych miała powiązania z terrorystami. Czy jej śmierć jest przypadkiem, czy też starannie zaplanowanym działaniem? Czy Clarence Little po latach posuchy znów rozpoczął swe łowy, czy i tym razem ktoś próbuje go wrobić?

Brad i Ginny wprawdzie nie chcą się pakować w kłopoty i wolą wieść spokojne, wolne od nadmiaru adrenaliny życie, jednak stanie z boku nie leży w ich naturze. Już wkrótce okaże się, że zarówno ich, jak i nieustraszoną Danę Cutler czeka sporo atrakcji, a walka z wysoko postawionymi urzędnikami jest niczym walka z wiatrakami. Czy FBI zdoła na czas pokrzyżować plany terrorystów? Jaki udział w tym przedsięwzięciu będą mieli Brad, Ginny i Dana? Jeśli jesteście ciekawi, co tym razem przydarzy się bohaterom Margolina, musicie sięgnąć po tę powieść.

Morderstwo na Kapitolu pod względem kompozycji przypomina poprzedzające je książki; całość jest podzielona na kilka części. Znów mamy sporo polityki, przepisów prawnych, cwaniactwa polityków i wybiegów stosowanych przez funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości. Wszystko to układa się w interesującą powieść, choć nie tak dobrą jak dwa poprzednie tomy. Fanów autora chyba nie muszę zachęcać do lektury, pozostałym miłośnikom thrillera prawniczego również tę powieść polecam, ale zacznijcie czytać trylogię od początku. W przeciwnym razie sporo stracicie.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com