„Pudełko z guzikami Gwendy”, Stephen King, Richard Chizmar [recenzja]

d_3961Autor: Stephen King, Richard Chizmar

Tytuł: Pudełko z guzikami Gwendy

Tytuł oryginalny: Gwendy’s Button Box

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Danuta Górska

Liczba stron: 176

——–

Pudełko z guzikami Gwendy to moje pierwsze spotkanie z prozą Stephena Kinga. Trudno w to uwierzyć? Pewnie tak, ale do Kinga nigdy jakoś mnie nie ciągnęło, choć słyszałam o nim tyle dobrego, że już dawno powinnam sięgnąć po którąś z jego książek. Mam jednak wrażenie, że mogłoby między nami nie zaiskrzyć, bo nie lubię horrorów i powieści grozy, w których pojawia się pierwiastek nadprzyrodzony. Fantastykę trawię tylko w postaci serii o Harrym Potterze, pozostałe twory fantasy lub science fiction zupełnie mnie nie przekonują, wolę więc trzymać się od nich z dala. Dlaczego więc sięgnęłam po Pudełko? Odpowiedź jest prosta. Miałam łatwy dostęp do książki. Nie przeraziła mnie też jej objętość, jak było w przypadku To czy Bastionu. 176 stron? Kurczę, dam radę nawet, jak opowiadanie Kinga i Chizmara nie będzie mi się podobać. I przeczytałam.

Na początek powiem może kilka słów na temat treści Pudełka z guzikami Gwendy.

Istnieją trzy drogi prowadzące do Castle View z miasteczka Castle Rock: Trasa 117, Pleasant Road i Schody Samobójców. Każdego dnia latem 1974 roku dwunastoletnia Gwendy Peterson wybierała schody podtrzymywane na mocnych, żelaznych śrubach nad klifem. Na szczycie schodów łapała oddech, słyszała krzyki bawiących się dzieciaków.

Pewnego dnia ktoś obcy woła do Gwendy: „Hej dziewczynko. Podejdź tu, pogadamy sobie”. Na ławce siedzi mężczyzna w czarnych dżinsach, czarnym płaszczu i białej koszuli rozpiętej pod szyją. Na głowie ma mały czarny kapelusz. Nadejdzie czas gdy kapelusz ten zacznie pojawiać się w koszmarach Gwendy.

Magiczne pudełko, w którego posiadanie wchodzi nastoletnia Gwendy, to niewielkich rozmiarów przedmiot, który po dostaniu się w niepowołane ręce może wyrządzić bardzo wiele szkód. Dość wspomnieć, że ten, kto je posiada, może wpływać na losy świata, doprowadzać do zbrojnych konfliktów po drugiej stronie globu, a nawet – co najbardziej przerażające – usuwać kontynenty z powierzchni ziemi. Wystarczy nacisnąć odpowiedni przycisk. Tylko tyle i aż tyle. Gwendy cieszy moc, jaką nabyła, ma jednak również świadomość, że przyjmując pudełko, wzięła na swoje barki ogromną odpowiedzialność. Konsekwencje jednej nieprzemyślanej decyzji mogą okazać się tragiczne w skutkach. Teraz wielokrotnie wyśmiewana z powodu swojej wagi, odrzucana przez środowisko szkolne dziewczynka ma wreszcie okazję na wszystkich się odegrać. I naprawdę to robi.

Stephen King i Richard Chizmar stworzyli prostą historię, która niesie w sobie określone przesłanie natury moralnej. Obaj autorzy udowodnili też, że dobrze rozumieją psychikę dorastającej dziewczynki, jej potrzeby, obawy, pragnienia. Muszę przyznać, że to dla mnie nawet dość zaskakujące, że główna bohaterka jest osobą tak młodą. Nie ma tu oczywiście jakiejś wyjątkowo pogłębionej psychologizacji postaci Gwendy, bo i być nie może – opowiadanie liczy są przecież zaledwie 176 stron! Jest ona jednak na tyle dokładnie przedstawiona, że właściwie każdy z nas może się z nią utożsamiać.

GwendyCzym Pudełko z guzikami Gwendy wyróżnia się na tle innych książek? Przede wszystkim pięknym wydaniem. Twarda oprawa z obwolutą, a nawet z etui, gdy ktoś zdecyduje się na jeszcze bardziej ekskluzywną wersję, robią na czytelniku doskonałe pierwsze wrażenie. Pewną konsternację może natomiast wywoływać objętość Pudełka. Skoro mamy do czynienia z duetem i to duetem nie byle jakim, to moglibyśmy oczekiwać, że i pod względem liczby stron książka zrobi na nas wrażenie. Ten tytuł liczy sobie jednak niecałe dwieście stron i chociaż bardzo byśmy chcieli, by historia Gwendy Peterson ciągnęła się jeszcze przez kilkadziesiąt czy może nawet kilkaset stron, to w gruncie rzeczy forma dość dobrze dopasowuje się do treści. Wciągająca historia, która przykuwa naszą uwagę, twarda oprawa, duża czcionka, krótkie rozdziały, ilustracje i uniwersalne przesłanie to największe zalety Pudełka. Wystarczą 2-3 godzinki wolnego czasu, wygodna kanapa oraz gorąca herbata i w zasadzie już jesteśmy po lekturze. Nie łudźmy się, że zostanie ona w naszej pamięci na dłużej, to jednak satysfakcjonująca dawka rozrywki, na którą warto sobie pozwolić.

Wiem, że nie tylko dla mnie, ale i dla wielu czytelników ta książka była pierwszym zetknięciem się z twórczością Stephena Kinga. Nie wiem natomiast, jak wielu z nich w przyszłości sięgnie po inne książki autora uznawanego za mistrza grozy. Nie wiem też, czy sama kiedykolwiek to zrobię. Możliwe, choć Pudełko wcale mnie nie zachwyciło. Niby wszystko było poprawne, a jednak czegoś mi zabrakło. Może to po prostu literatura nie dla mnie. Istnieje też prawdopodobieństwo, że Pudełko nie oddaje w pełni tego, co w Kingu najlepsze. Ale to mogłabym ocenić dopiero po lekturze innych jego książek.

Pudełko z guzikami Gwendy to niezwykła opowieść o zwykłej dziewczynce, w której ręce trafia magiczne pudełko. Pudełko, które wielu z nas chciałoby posiadać. Połączenie fantastyki, uniwersalności i łatwo przyswajalnego moralizatorstwa tworzy przyjemną w odbiorze opowieść, której chyba warto poświęcić kilka godzin. Nie wiem jednak, czy powinni po nią sięgać ci, którzy prozę Kinga znają tylko ze słyszenia.  

Moja ocena: 6/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com/

„Sekret, którego nie zdradzę”, Tess Gerritsen [recenzja]

d_3952Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę

Tytuł oryginalny: I Know A Secret

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Andrzej Szulc

Liczba stron: 384

——–

Prawda nie zawsze jest tym, co wydaje się oczywiste

Tess Gerritsen od dawna należy do moich ulubionych pisarek. Do dziś z rozrzewnieniem wspominam dzień, w którym przyniosłam z biblioteki Chirurga, zaczynając jednocześnie swą długoletnią przygodę z amerykańską autorką. Gerritsen przez lata zdążyła nas już przyzwyczaić, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu, mimo że w jej dorobku od czasu do czasu obok prawdziwych perełek trafiają się powieści przeciętne, o których szybko zapominamy. I chociaż obok wzlotów zdarzają się też upadki, kariera pisarska autorki Grzesznika to w zasadzie pasmo sukcesów. Stworzona przez nią seria thrillerów medycznych z duetem śledczym Rizzoli & Isles w rolach głównych na całym świecie cieszy się ogromną popularnością, co tylko potwierdza talent autorki do tworzenia historii, które naprawdę potrafią wciągnąć. Jej powieści z wypiekami na twarzy czytają miliony czytelników, dla których Gerritsen jest niekwestionowaną mistrzynią gatunku.

W 12. powieści z serii opowiadającej o detektyw Jane Rizzoli i lekarce sądowej Maurze Isles, prowadzący śledztwo kobiecy duet będzie musiał zmierzyć się z bestialskim morderstwem Cassandry Coyle, 26-letniej producentki popularnych horrorów. Znów do głosu dojdą chore ambicje, paraliżujący strach oraz wielkie namiętności, które trudno okiełznać.

Każde zwłoki opowiadają jakąś historię…

Jane Rizzoli i Maura Isles w swoim życiu widziały niemal wszystko. Można by się spodziewać, że nic ich nie zaskoczy, a jednak tym razem miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym kiedykolwiek miały do czynienia. Bez wątpienia leżąca na łóżku młoda kobieta jest martwa, choć na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby właśnie drzemała. Jest jednak drobny szczegół… Zabójca pokusił się o makabryczny żart, umieszczając gałki oczne ofiary na jej dłoni, co niepokojąco przypomina kadr rodem z produkowanych przez nią horrorów. Bardziej przerażające od samego widoku jest jednak to, że zapytana o przyczynę śmierci Maura nie potrafi znaleźć właściwej odpowiedzi. Czy to możliwe, by jakiś obsesyjny fan odgrywał sceny z filmów grozy?

Kiedy kilka dni później zostają odnalezione zwłoki mężczyzny, Jane i Maura zyskują pewność, że poszukiwany szaleniec morduje według pewnego klucza. Jego odkrycie pozwala policji przewidzieć, kiedy dojdzie do kolejnego zabójstwa i jaka śmierć spotka ofiarę. Okazuje się, że morderca wybrał już nawet swój następny cel. Ta kobieta jest jedyną osobą, która może pomóc Jane i Maurze go złapać. Ukrywa jednak mroczną tajemnicę, której nawet w obliczu zagrożenia nie zamierza zdradzić…

Na nową powieść wchodzącą w skład uwielbianej przez nas serii czytelnicy musieli trochę poczekać. Thriller Umrzeć po raz drugi, 11. tom cyklu, miał swoją premierę w 2015 roku, co oznacza, że w ciągu tych dwóch długich lat mieliśmy prawo stęsknić się za naszymi ulubionymi bohaterkami. Opublikowana w zeszłym roku powieść Igrając z ogniem była w sumie niezłą książką, choć do najlepszych w dorobku Gerritsen sporo jej brakowało. To jednak zupełnie inna historia, która pod pewnymi względami również zasługuje na uwagę. Potwierdza bowiem, że amerykańska pisarka jest autorką bardzo wszechstronną, która nie boi się podejmować ryzyka. W końcu jednak przyszedł czas na Sekret, którego nie zdradzę. I nawet jeśli miałam pewne zarzuty pod adresem Umrzeć po raz drugi, książki, która nie do końca przypadła mi do gustu, to najnowszy thriller Gerritsen wynagrodził mój niedosyt z nawiązką.

1508590417831(1)Tess Gerritsen przyzwyczaiła nas, że akcja jej powieści toczy się dwutorowo. Oznacza to, że zazwyczaj w jej książkach mamy nie tylko dwa miejsca akcji, nie tylko dwie przestrzenie czasowe, ale i dwóch narratorów. Jeden z nich, ten relacjonujący wydarzenia związane z prowadzonym przez bostońską policję śledztwem, jest trzecioosobowy, drugi zaś przedstawia wydarzenia z punktu widzenia konkretnej postaci, a więc jest narratorem pierwszoosobowym, a zatem subiektywnym. Narracji pierwszoosobowej w thrillerach bardzo nie lubię (pewnym wyjątkiem mogą być thrillery psychologiczne), ponieważ przedstawiane wydarzenia są niejako skażone punktem widzenia opowiadającego, a jednak u Gerritsen to połączenie dwóch typów narracji zdaje się doskonale sprawdzać.

Sekret, którego nie zdradzę jest książką niesamowicie przyjemną w odbiorze. Czyta się ją szybko i z rosnącym zainteresowaniem. Odkrycie klucza, według którego mordowani są kolejni ludzie, i cała związana z nim symbolika naprawdę fascynują, dodając fabule niezwykłego klimatu. Cieszy również, że Tess Gerritsen wraca do wątków i postaci pojawiających się w poprzednich tomach. Pojawiają się więc nie tylko matka Maury, Amalthea Lank, czy duchowny Daniel Brophy, będący obiektem pożądania dr Isles, ale także przeżywający kryzys małżeński rodzice Jane. To właśnie w cyklach lubię najbardziej – nowi czytelnicy mogą czuć się nieco zagubieni, ale ci, którzy systematycznie śledzą losy bohaterów, będą usatysfakcjonowani wrażeniem, że oto spotkali dawno niewidzianych znajomych, z którymi łączy ich tak wiele wspólnych wspomnień.

Gdyby ktoś mnie poprosił o polecenie dobrego thrillera, bez wahania wskazałabym na twórczość Gerritsen. Tu dobrych, trzymających w napięciu i zaskakujących thrillerów jest tak dużo, że trudno wybrać tylko jeden tytuł. Najnowsza powieść autorki doskonałej Autopsji odpowiada na potrzeby nawet najbardziej wymagających fanów gatunku. Nie ma tu może fajerwerków, koniec też raczej nie jest spektakularny, ale nie sądzę, byście się rozczarowali! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać książek autorstwa Gerritsen, to jak najszybciej musicie to zmienić :)

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Jej ostatni oddech”, Robert Dugoni [recenzja]

d_3953Autor: Robert Dugoni

Tytuł: Jej ostatni oddech

Tytuł oryginalny: Her Final Breath

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski

Liczba stron: 432

——–

Robert Dugoni to człowiek, który ostatnio bardzo mnie uszczęśliwił. Mnie jako miłośniczkę dobrych, trzymających w napięciu thrillerów. Mnie fankę prozy w stylu Alex Kavy i J.T. Ellison. Robert Dugoni to autor, którego koniecznie musicie poznać!

Sama tego pisarza poznałam dość niedawno, bo przy okazji marcowej premiery polskiego wydania Grobu mojej siostry, książki niesamowicie przyjemnej w lekturze, będącej pierwszym tomem cyklu o śledczej Tracy Crosswhite z wydziału zabójstw policji z Seattle. W pierwszym tomie akcja koncentruje się wokół poszukiwań prawdziwego zabójcy młodszej siostry Tracy, która zaginęła przed dwudziestu laty. Odnalezienie w pobliżu rodzinnego miasta Crosswhite’ów szczątków Sary doprowadza do rewizji procesu odsiadującego wyrok za zabójstwo Edmunda House’a. Tracy nie jest bowiem pewna, czy House lata temu rzeczywiście zamordował Sarę. Grób mojej siostry, o którym więcej powiedzieć nie mogę, by nie zdradzić zbyt wiele, okazał się świetną książką, która w pełni sprostała moim oczekiwaniom. Po jej skończeniu od razu chciałam sięgnąć po kolejny tom przygód Tracy. Na Jej ostatni oddech trzeba było jednak trochę poczekać.

Detektyw Tracy Crosswhite pracująca w Sekcji Ciężkich Przestępstw Kryminalnych, która odkryła prawdę o zniknięciu swojej siostry Sary, prowadzi nowe śledztwo. W jego wyniku kariera zawodowa Tracy zawiśnie na włosku.

Seryjny morderca nazywany przez policję Kowbojem grasuje po północnej części Seattle. Jego celem są młode kobiety nocujące w tanich motelach. Tracy otrzymuje niepokojącą wiadomość – wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona jest jego kolejnym celem. Detektyw Crosswhite, mając do dyspozycji niezbyt wiele mówiące wskazówki, przeczuwa, że kluczem do rozwiązania zagadki i powstrzymania szaleńca może być dochodzenie sprzed dziesięciu lat. Jest tylko jeden problem. Okazuje się, że przełożonemu Tracy bardzo zależy na tym, by tamta sprawa pozostała zamknięta. Czy nieustraszona policjantka zdoła znaleźć dowód, który pozwoli jej schwytać psychopatę, czy też sama wpadnie w jego sidła? A Kowboj już rozpoczął swoje łowy!

Postać seryjnego mordercy, kobieca bohaterka – policjantka, agentka FBI, prywatna detektyw –  na której życie czyha wspomniany szaleniec, akcja rozgrywająca się w Stanach Zjednoczonych. Te trzy elementy to składowe w moim odczuciu idealnego thrillera, książki, która idealnie trafia w mój czytelniczy gust. Przed laty pokochałam twórczość Alex Kavy, której sztandarowa bohaterka – agentka FBI Maggie O’Dell – niestrudzenie ścigała psychopatycznego seryjnego mordercę, Alberta Stucky’ego, który bestialsko mordował kobiety. Niesamowicie się z nią z zżyłam, bo Maggie budziła moją sympatię, co w zasadzie do dziś się nie zmieniło. Jakiś czas później poznałam thrillery innej amerykańskiej pisarki, J.T. Ellison, która powołała do życia porucznik Taylor Jackson. I tę bohaterkę bardzo polubiłam. Teraz to wąskie grono fikcyjnych policjantek, które zdobyły moje serce, zasiliła Tracy Crosswhite, kolejna fantastyczna bohaterka, której losy z przyjemnością będę śledzić. Robert Dugoni dokonał czegoś, co dawno nie udało się żadnemu pisarzowi i żadnej pisarce. Przypomniał mi najlepsze czasy :)

1508598888865(1)Jej ostatni oddech to thriller, który pochłonęłam w zaledwie dwa dni. Bardzo nie mogłam doczekać się jego lektury i wystarczył weekend, bym książkę mogła zaliczyć do przeczytanych. Nie wiem dlaczego, jednak do twórczości Dugoniego jestem nastawiona bardzo optymistycznie. Grób mojej siostry sprostał moim wymaganiom, a Jej ostatni oddech jest książką jeszcze lepszą. Tym razem akcja rozgrywa się wyłącznie w teraźniejszości, nie ma tu retrospekcji, które były tak ważnym elementem w pierwszy tomie serii. Co jakiś czas pojawiają się wzmianki wiążące się bezpośrednio z Grobem mojej siostry. Najbardziej mi się podobało, że o pierwszej z ofiar Kowboja mogliśmy przeczytać właśnie w Grobie mojej siostry, gdy Tracy i jej koledzy dowiedzieli się o morderstwie tancerki z klubu nocnego, Nicole Hansen, którą znaleziono w tanim motelu przy Aurora Avenue. Bardzo lubię, gdy książki tworzące cykl bezpośrednio się ze sobą łączą, choć to wcale nie znaczy, że trzeba czytać te książki po kolei. Spokojnie można je traktować jako tytuły samodzielne i czytać tylko te, których fabuła nas interesuje, choć gorąco Was zachęcam do lektury każdej z nich. Sama już nie mogę się doczekać polskiego wydania trzeciej części, której oryginalny tytuł brzmi In The Clearing. Jestem pewna, że i ten thriller okaże się świetną lekturą. Jedyne, co nie do końca przypadło mi do gustu w tej powieści, to liczba podejrzanych. Wydaje mi się, że Dugoni starał się bardzo namieszać i rzeczywiście mu się to udało. Duża liczba podejrzanych wiąże się z koniecznością spamiętania ich nazwisk, co czasem nie do końca mi się udawało i musiałam nie raz zastanawiać się, jak się nazywał konkretny bohater.

Jej ostatni oddech to thriller najwyższych lotów, styl i pomysły Roberta Dugoniego przypominają mi Alex Kavę w najlepszym wydaniu. Autor stworzył bohaterkę, której nie sposób nie polubić, nieustraszoną, upartą, wrażliwą i niezrażającą się niepowodzeniami. Miłośnicy solidnych i trzymających w napięciu thrillerów nie powinni być rozczarowani. Robert Dugoni potrafi pisać, co po raz kolejny udowodnił. Zdecydowanie polecam!

Moja ocena: 9/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Dotyk zła”, Alex Kava [recenzja]

144768_dotyk-zla_2012_300Autor: Alex Kava

Tytuł: Dotyk zła

Tytuł oryginalny: A Perfect Evil

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

Liczba stron: 512

——–

Gdy kilka dni temu stałam przed wyborem kolejnej lektury, rozważałam sięgnięcie po Nocny film Marishy Pessl, książkę Nie mój jedyny Melissy Pimentel, Ogród małych kroków Abbi Waxman lub Oszukaną Charlotte Link. Do żadnej z tych powieści nie byłam w stu procentach przekonana, przeczuwając, że mogę się zawieść, a szukałam czegoś naprawdę super, czegoś naprawdę ekscytującego. Zamiast ryzykować, poszukałam w pamięci i trafiłam na tytuł, którego byłam pewna. Wiedziałam, że nie będę rozczarowana. Wybór tym razem padł na powieść Alex Kavy pt. Dotyk zła, książkę wydaną w Polsce po raz pierwszy blisko 15 lat temu. Trzeba dodać, że już tę książkę oczywiście czytałam, w 2011 roku, gdy poleciła mi ją koleżanka. 

Uznany za seryjnego mordercę i skazany na śmierć za trzy potworne zbrodnie Ronald Jeffreys został stracony. Mieszkańcy Platte City w stanie Nebraska odetchnęli z ulgą, bo wszystko wskazuje na to, że ich koszmar wreszcie się skończył. Jednak trzy miesiące później zostaje znalezione ciało kolejnego chłopca. Ślady na ciele zamordowanego wskazują, że zginął on w taki sam sposób jak ofiary Jeffreysa. Koszmar powrócił ze zdwojoną siłą. Okazuje się bowiem, że albo stracono nie tego człowieka, co trzeba, albo w Platte City grasuje naśladowca wzorujący się na Jeffreysie. Śledztwo w tej sprawie prowadzi szeryf Nick Morelli. Pomaga mu przysłana z Quantico młoda agentka FBI Maggie O’Dell, która już zyskała opinię wybitnej specjalistki od tworzenia profili psychologicznych seryjnych morderców. Rozpoczyna się dramatyczna gra z czasem, w której nie ma ani chwili do stracenia. Wkrótce ginie następny chłopiec, a siostrzeniec szeryfa zostaje porwany. Dochodzenie komplikuje się, każdy kolejny trop prowadzi donikąd, a media pastwią się nad policją, której jedynym podejrzanym jest stracony trzy miesiące wcześniej mężczyzna. Nick i Maggie mają dość wiarygodną teorię co do tożsamości szaleńca, ta jednak jest zbyt przerażająca, by ktokolwiek chciał w nią uwierzyć…

Dotyk zła to powieść otwierająca bestsellerowy cykl o agentce FBI Maggie O’Dell. Książka wciąga jak mało która i wprost nie sposób się od niej oderwać, co zawdzięczamy wartkiej akcji, narastającemu napięciu i krótkim rozdziałom. Zdaje sobie sprawę, że mówi się tak o wielu książkach, sama często zwracam na to uwagę w recenzjach, bo rzeczywiście wiele jest powieści, które czytamy z zapartym tchem. Powieść Kavy ma jednak w sobie coś, co przyciąga mnie do niej niczym magnes. W czerpaniu przyjemności z jej lektury nie przeszkadza nawet to, że już w połowie powieści domyślamy się, kto może być brutalnym seryjnym mordercą nastoletnich chłopców. Autorka myli wprawdzie tropy, rzucając podejrzenia na bohaterów przypominających typów spod ciemnej gwiazdy, ale nietrudno dojść do rozwiązania zagadki przed właściwym finałem, który jest w pewnym sensie zakończeniem otwartym, niewyjaśniającym wszystkich niewiadomych. Pada w nim jednak jedno zdanie, które mrozi krew w żyłach. Ci będący już po lekturze Dotyku zła z pewnością wiedzą, co mam na myśli. Bardziej niż o poznanie tożsamości mordercy chodzi w książce Kavy o to, co jeszcze się wydarzy i jak daleko posunie się poszukiwany psychopata. To po prostu świetna powieść akcji, która odznacza się zawrotnym tempem.

Niezwykle mocnym punktem tej książki jest również wątek miłosny. Wiem, że niektórzy czytelnicy nie lubią thrillerów, w których duże znaczenie odgrywa wątek romansowy. A jednak tu Kava wplotła go w fabułę w sposób doskonały. Między Maggie O’Dell i Nickiem Morellim tak iskrzy, że niemal sami na własnej skórze czujemy napięcie i podekscytowanie. Bohaterowie – i uznana profilerka FBI, i małomiasteczkowy szeryf alias łamacz kobiecych serc – wzbudzają naszą sympatię. Zaczynamy im kibicować i wspólnie z nimi przeżywać ich radości i rozczarowania. Bardzo żałuję, że Alex Kava ostatecznie zrezygnowała z tego wątku – niewiele jest literackich par, które tak bardzo polubiłam. Czytając ten i pozostałe tomy serii, mogliśmy śledzić losy nieudanego małżeństwa Maggie z Gregiem, krótką historię jej romansu z Nickiem, wzloty i upadki jej związku z Benjaminem Plattem, a także jej mniej lub bardziej oficjalny związek z Ryderem Creedem. Relacje Maggie nie tylko z mężczyznami, ale i z kobietami nigdy nie należały do najłatwiejszych – to pewnie po części cena, jaką agentka O’Dell płaci za swoją pracę. A jednak z Nickiem to było coś naprawdę fajnego (dodam tylko, że ta postać pojawia się w pierwszych dwóch tomach serii oraz w opowiadaniu autorstwa Kavy w tomie Cienie nocy). Wciąż mam nadzieję, że nadejdzie dzień, gdy Morelli podczas jednego ze śledztw znów pojawi się u boku Maggie. Czy to się kiedyś wydarzy? Nie wiadomo.

kava

Myślę, że Dotyk zła jest dziś książką nieco zapomnianą – trudno ją kupić w formie papierowej, a egzemplarze biblioteczne tak przez lata były eksploatowane, że dziś niemal rozsypują się w rękach. A jednak warto po nią sięgnąć, ponieważ debiutancki thriller Alex Kavy jest książką jeśli nawet nie wybitną, to szalenie wciągającą i momentami wręcz – z racji mocno działających na wyobraźnię opisów bestialskich zbrodni – przyprawiającą o gęsią skórkę. No i Maggie! Stworzona przez Kavę agentka FBI to spośród wszystkich postaci literackich moja ulubiona bohaterka. Najlepszą rekomendacją niech będzie to, że sięgnęłam po tę powieść po raz drugi (dodam, że teraz czytam W ułamku sekundy, drugi tom cyklu, i to już po raz trzeci!), co w zasadzie nigdy mi się nie zdarza. Dwukrotnie mogę przeczytać Harry’ego Pottera, ale nie thriller bądź kryminał. Dla tej książki zrobiłam wyjątek, łamiąc swą odwieczną zasadę, by nie czytać dwukrotnie tych samych thrillerów – zbyt wiele jest na polskim rynku świetnych książek, które warto poznać, więc szkoda tracić czas na czytanie tego, co już znamy. Nie mam jednak wrażenia, że zmarnowałam czas – ta książka jest tak świetna, że po prostu trzeba ją przeczytać! Zapewniam, że z miejsca wciągniecie się w cykl o Maggie i będziecie chcieli poznać wszystkie jej przygody. Bardzo, bardzo polecam miłośnikom mocnych wrażeń i wyrazistych bohaterów! Ta powieść jest o niebo lepsza od tego, co obecnie serwuje nam autorka, dlatego zdecydowanie warto się nią zainteresować.

Na koniec dodam jeszcze, że 10 sierpnia 2017 w Stanach Zjednoczonych miała miejsce premiera powieści pt. Before Evil. Książka jest prequelem serii i jak chyba każdy fan prozy Alex Kavy bardzo chciałabym ją przeczytać. Mam nadzieję, że już wkrótce ukaże się jej polskie wydanie i będziemy mogli poznać losy Maggie sprzed Dotyku zła. Jestem pewna, że niejeden czytelnik z przyjemnością przeczytałby o jej zmaganiach z Albertem Stuckym, zwłaszcza że książka w USA zbiera same pochwały.

Moja ocena: 9/10

 

„Siódemka”, Erica Spindler [recenzja]

micki-dare-tom-1-siodemka-b-iext49353110Autor: Erica Spindler

Tytuł: Siódemka

Tytuł oryginalny: The Final Seven

Wydawnictwo: Edipresse Książki

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Liczba stron: 320

——–

Dobro i zło to awers i rewers jednej monety. Wszystkie inteligentne i obdarzone wolną wolą stworzenia mają zdolność czynienia zarówno jednego, jak i drugiego. (s. 258)

Gdy pierwszy raz zobaczyłam zapowiedź nowego thrillera Eriki Spindler, szalenie się ucieszyłam, bo to w końcu jedna z moich ulubionych autorek. Gdybym miała polecić komuś dobry thriller, to z pewnością zaproponowałabym, by przeczytał którąś z powieści Spindler. To bardzo solidne thrillery, często z wątkiem miłosnym, które z reguły koncentrują się na pilnie skrywanych rodzinnych sekretach. I naprawdę trzymają w napięciu. Krwawe wino, Dotyk strachu, Ślepa zemsta i Labirynt Białego Królika to jedne z lepszych pozycji w dorobku amerykańskiej pisarki. Książki tej autorki na polskim rynku ukazywały się do tej pory nakładem trzech wydawnictw: najpierw powieści Spindler wydawała Mira, będąca oddziałem HarperCollins, potem Burda Książki, teraz zaś wziął się do tego Edipresse Książki. I ta trzecia odsłona wypada zdecydowanie najgorzej. Otwierająca cykl o nazwie Strażnicy Światła Siódemka jest bowiem książką tak złą, że aż brak mi słów.

Pierwsza sobota lipca. Zaginiona kobieta. Siódemka wyryta na drzwiach jej domu. Rozpoczęło się odliczanie… –  taki opis może zaintrygować i sprawić, że zdecydujemy się po tę książkę sięgnąć. Może również sprawić, że nasze oczekiwania staną się tak wygórowane, że opowiadana historia nie zdoła im sprostać.

Detektyw Micki Dare to doświadczona i zasadnicza policjantka. Nie potrzebuje partnera, a już zwłaszcza tak przemądrzałego i pewnego siebie flirciarza jak agent FBI Zach Harris, który dopiero co ukończył eksperymentalny program szkoleniowy o nazwie Szóstki. Szóstki wyróżniają się tym, że mają… szósty zmysł, który pomaga im dotrzeć do informacji, do których przeciętny człowiek nie ma dostępu. Zadanie Micki ma polegać na czuwaniu nad bezpieczeństwem Zacha, podczas gdy on będzie ścigał przestępców, wykorzystując swoje szczególne zdolności. Micki, bardzo sceptycznie nastawiona do swojego nowego partnera, najchętniej posłałaby go w kosmos, musi jednak wykonywać polecenia przełożonych, nawet jeśli uważa, że to marnowanie czasu, który można by poświęcić prawdziwej policyjnej robocie.

Wkrótce jednak uświadamia sobie, że jej partner potrafi coś więcej, niż tylko czarować swoim wyglądem i elokwencją i właściwie zyskuje przy bliższym poznaniu. Dociera też do niej, że gra toczy się o stawkę wykraczającą poza zwykłe rozwiązywanie zagadek i łapanie złoczyńców. Czai się bowiem nowy rodzaj zła, przebieglejszego niż wszystko, z czym Micki miała do tej pory do czynienia. Niewykluczone, że ona i Zach są jedynymi osobami, które mogą je powstrzymać. Kiedy znika kolejna dziewczyna, a ciemność zacieśnia krąg, Micki zdaje sobie sprawę z przerażającej prawdy: że jednak może się nie udać. Tym razem zło, któremu stawiają czoło, może zniszczyć ich wszystkich…

Fabuła jeśli nawet przy takim opisie brzmi intrygująco, to w rzeczywistości prezentuje się zdecydowanie gorzej. Thriller Spindler koncentruje się wokół dwóch głównych postaci: nieustraszonej detektyw Micki Dare oraz agenta FBI Zacha Harrisa. Ich duet śledczy to iście wybuchowa mieszanka, która przez całą powieść wyjątkowo męczy i irytuje. Nie dość, że bohaterowie dysponują nadprzyrodzonymi siłami, to jeszcze są ludźmi, których po prostu nie sposób polubić. Do tej pory Spindler nie bawiła się w tworzenie wielotomowych cykli, w których pojawialiby się ci sami bohaterowie. Co najwyżej zdarzało się, że poszczególne bohaterki (np. Stacy Killian, Kitt Lundgren, Mary Catherine Riggio) występowały w dwóch, trzech książkach. Muszę przyznać, że jestem wielką fanką wszelkiego rodzaju cykli. Łatwo zżywam się z bohaterami, których losy mogę śledzić przez wiele tomów. Serie autorstwa Tess Gerritsen (cykl o Rizzoli i Isles), J.T. Ellison (cykl o Taylor Jackson) czy Alex Kavy (cykl o Maggie O’Dell) to cykle, które od lat śledzę z zapartym tchem. Jest jednak pewien warunek – muszę polubić głównego bohatera. Jeśli bohater nie przypadnie mi do gustu już w pierwszym tomie, to nie ma szans, bym sięgnęła po kolejne części, niezależnie od tego, jak ciekawa będzie się wydawać ich fabuła.

1497951742318

Życie rządzi się zasadami. Istnieją pewne granice, których nie należy przekraczać. (s. 169)

Na okładce nowej książki Spindler możemy przeczytać, że to „pełen zaskakujących zwrotów akcji i dramatycznych zdarzeń thriller”. Wydawca tej niezwykle dziwnej książki zapewnia, że „Siódemka to lektura, od której nie sposób się oderwać”, bo „wciąga i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony”. Ten, kto przeczytał tę powieść, bez wahania chyba przyzna, że w tych dwóch zdaniach nie ma ani grama prawdy. No chyba że ktoś lubi, gdy bohaterowie poprzez dotyk przekazują sobie energię… Szczerze mówiąc, trudno mi nawet uwierzyć, że to rzeczywiście książka autorstwa Eriki Spindler. Czytałam wszystkie thrillery tej pisarki i żaden, podkreślam, żaden nie był tak słabą pozycją. Żaden mnie tak nie zmęczył i żaden mnie aż tak nie rozczarował. Nie mogę zatem zrobić nic innego, jak tylko zdecydowanie odradzić Wam sięgnięcie po tę książkę. To przedziwny thriller, który męczy i rozczarowuje. Infantylny język głównych bohaterów, nadnaturalne zdolności, mordercze, niematerialne istoty widzialne tylko dla garstki osób, ludzie potrafiący przekazywać sobie energię za pomocą dłoni, a w dodatku jeszcze świecący w ciemności, i niezbyt interesująca intryga to elementy, które czynią tę książkę naprawdę nieznośną. Jedynym plusem są krótkie rozdziały, dzięki którym czyta się Siódemkę dość szybko. Ale szybko nie znaczy przyjemnie! Przeszkadzał mi jednak niestandardowy rozmiar książki, która nie tylko nie chciała się zmieścić do mojej torebki, ale i niezbyt ładnie komponuje się z innymi książkami z mojej domowej biblioteczki. Z bólem serca odradzam tę powieść nawet fanom Eriki Spindler. Szkoda czasu i pieniędzy. Założę się, że nawet fani science fiction mogliby się czuć zawiedzeni. Ta książka to żart i to niestety niezbyt zabawny…

 Moja ocena: 2/10

Źródło okładki: 
http://www.empik.com

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem”, Lauren Fern Watt [recenzja]

gizelle_-moje-zycie-z-bardzo-duzym-psem_9788327629364Autor: Lauren Fern Watt

Tytuł: Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem

Tytuł oryginalny: Gizelle’s Bucket List. My Life with a Very Large Dog

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Tłumaczenie: Dorota Stadnik

Liczba stron: 208

——–

Kiedy człowiek zaprasza psa do swojego życia, musi być gotowy na cierpienie po jego odejściu. Dzień pożegnania jest najsmutniejszym dniem, mimo to warto mieć psa. Uczyć się od niego bezwarunkowej miłości. (s. 183)

Pies. Moje wielkie niespełnione marzenie. Zawsze chciałam go mieć i nigdy go nie miałam. Bo mieliśmy za małe mieszkanie, bo nie miał się nim kto opiekować. Powody były różne. Zawsze jednak kochałam całym swoim sercem niemal wszystkie zwierzęta, w szczególności zaś moje ukochane świnki morskie, które od lat są obecne w moim życiu. Być może nadejdzie kiedyś dzień, gdy u mego boku znajdzie się pies, najwierniejszy z wiernych przyjaciół, którego będę mogła kochać, rozpieszczać i tulić. Może kiedyś tak się stanie. Czas pokaże. Na razie o psach mogę tylko czytać.

O książce Lauren Fern Watt dowiedziałam się właściwie przypadkiem. Trafiłam bowiem na udostępnione przez Wydawnictwo HarperCollins Polska zdjęcia Lauren i jej uroczej podopiecznej i postanowiłam znaleźć jakieś informacje na temat książki o „bardzo dużym psie”. Gdy przeczytałam, jaką historię opowiada autorka, zapragnęłam ją poznać. Najlepiej natychmiast. Bałam się jednak, że ta lektura zmusi mnie do wylania morza łez, że zamiast happy endu dostanę smutne zakończenie, które przypomni mi wszystkie zwierzęta, które kiedykolwiek straciłam. Znam siebie i swoje reakcje. Wiem, jak łatwo się wzruszam. Pamiętam, jak przepłakałam całą Przygodę na Antarktydzie, doskonały film z moim ulubionym aktorem, nieodżałowanym Paulem Walkerem. Niepowstrzymane strumienie łez zalewały mi oczy, skutecznie uniemożliwiając oglądanie, a zatkany nos nie pozwalał oddychać. I tym razem jednak wygrała chęć poznania historii niezwykłej przyjaźni między człowiekiem a psem. Kupiłam książkę i zasiadłam do czytania.

Gizelle to mastif angielski, którego Lauren dostała na dziewiętnaste urodziny od matki próbującej zagłuszyć wyrzuty sumienia spowodowane chorobą alkoholową. Od tej chwili ona i potężna Gizelle stały się nierozłączne. Jednak to nie tylko rozmiary Gizelle są ogromne, ogromne jest również serce suczki, która z miejsca stała się najbliższą przyjaciółką prowadzącej dotąd samotniczy tryb życia dziewczyny. Najpierw zamieszkały razem w akademiku, by potem przenieść się do malutkiego mieszkanka na Manhattanie. Od początku wszystko robiły razem. Nie Lauren albo Gizelle, a Lauren i Gizelle. Zawsze we dwie, nigdy w pojedynkę. Wspólne spacery, wspólne bieganie, oglądanie telewizji, podziwianie rozgwieżdżonego nieba na polanie w Central Parku, wylegiwanie się na dachu Rio.

Gdy okazuje się, że Gizelle jest ciężko chora, Lauren zabiera ją w ostatnią wspólną podróż. To ma być pasmo atrakcji i przyjemności. Gizelle ma przeżyć to, czego nie doświadczają zazwyczaj psy, ale Lauren dobrze wie, że spełnieniem marzeń każdego psa jest po prostu miłość człowieka. 

1496602574245

Myślę, że jednym z wyznaczników dobrej książki jest wrażenie, jakie na nas wywiera przedstawiona w niej historia. Gdy to, co przeczytaliśmy, zostaje w naszej głowie na długo po skończonej lekturze, to znaczy, że książka była naprawdę dobra i warta czasu, jaki poświęciliśmy na jej przeczytanie. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale czytamy mnóstwo książek, które w naszej świadomości przechodzą bez echa, nie zmuszając do refleksji, szybko wypadają nam z pamięci. Niewątpliwą zaletą książki Lauren Fern Watt jest prawdziwość opowiedzianej historii. Gizelle istniała naprawdę. Była wielkim, bojaźliwym pieszczochem, przyjaciółką, obrończynią, cudem, jaki przytrafił się Lauren, jej największym szczęściem. I to właśnie to czyni tę książkę tak wyjątkową. Być może takich historii jest wiele. Być może opowieść o Gizelle nie wyróżnia się na tle innych jej podobnych. To w zasadzie bez znaczenia, bo naprawdę warto ją poznać.

Na dwa rozdziały przed końcem pomyślałam, że to dobry pomysł wziąć ze sobą książkę, by skończyć ją w autobusie w drodze do pracy. Dwadzieścia stron? Co to jest! Bez problemu dam radę! Zajęłam miejsce i zaczęłam czytać. Jednak gdy poczułam, że oczy zaczynają mnie piec, już wiedziałam, że za moment się rozpłaczę… i to na oczach zatłoczonego autobusu. Natychmiast musiałam przerwać. Za oknem pojawiło się słońce. Odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że mam pretekst, by włożyć okulary przeciwsłoneczne. W tamtej chwili były mi bardzo potrzebne. Tych kilka stron, które zdążyłam przeczytać, dało mi do zrozumienia, że opowieść o ostatnich chwilach cudownej Gizelle muszę skończyć w domu, w zaciszu własnego pokoju, gdzie nie będę musiała kryć łez, bojąc się zarazem, że spłynie mi z rzęs cały tusz. Wiedziałam, że będę ryczeć jak bóbr. I wcale się nie pomyliłam, gdy kilkanaście godzin później próbowałam przebrnąć przez ostatnie strony.

Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem to swoisty hołd nie tylko dla ukochanej suczki autorki, ale i dla wszystkich czworonogów, które sprawiają, że nasze życie nabiera kolorów. Nie na darmo mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wierny, lojalny, kochający bezgranicznie bez względu na okoliczności, zapatrzony w swego pana. Najlepszy kompan pod słońcem. Ta wzbogacona zdjęciami z prywatnego archiwum Lauren Watt książka to naprawdę niezwykła pozycja. Do głębi poruszająca, piękna, pouczająca i z pewnością warta zapamiętania opowieść. Powinni po nią sięgnąć nie tylko miłośnicy zwierząt, ale i ci, którzy nie rozumieją fenomenu wyjątkowej więzi, jaka łączy człowieka i psa. Z czystym sumieniem bardzo polecam! Przeczytajcie ją. Tylko nie zapomnijcie o zapasie chusteczek higienicznych. Mogą się przydać!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl/

„Epidemia”, Alex Kava [recenzja]

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAutor: Alex Kava

Tytuł: Epidemia

Tytuł oryginalny: Reckless Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

 

Najgroźniejsze jest to, czego nie widać…

Alex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy (Ostateczny cel, Mroczny trop, Ściśle tajne) sprawiły, że do lektury Epidemii podchodziłam z dystansem i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy, przyspieszony puls i to, że od opowiadanej historii nie będę się mogła oderwać. Spojrzenie na całokształt twórczości pisarki uświadamia nam przykrą prawdę – początek Kava miała rewelacyjny (Dotyk zła, W ułamku sekundy), środek średni (Kolekcjoner, Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a jej najnowsze powieści też nie zachwycają, choć mam nadzieję, że ta doskonała autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości nie raz zaskoczy swoich czytelników.

W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa niezwiązane ze sobą samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policji. Wkrótce jednak okazuje się, że zmarli byli nosicielami zmutowanego wirusa, który jeśli się rozprzestrzeni, będzie zagrażał ludzkości. Nie ma wyjścia. Śledztwo muszą przejąć FBI i wywiad wojskowy, na którego czele stoi Benjamin Platt, dyrektor USAMRIID.

Przydzielona do sprawy agentka Maggie O’Dell nawiązuje współpracę ze swoim dobrym znajomym, Ryderem Creedem, wyspecjalizowanym ratownikiem, który dysponuje zespołem psów tropiących. W toku śledztwa trafiają na ślad głęboko zakonspirowanego spisku, który może doprowadzić do zagłady. Zegar tyka, czasu jest coraz mniej, a niezwykle niebezpieczny przeciwnik wynalazł skuteczną metodę zarażenia ogromnej liczby ludzi. Jutro może być za późno…

1489689749219 (1)

Wbrew temu, co pisałam np. o Mrocznym tropie, tu wypadałoby znać wcześniejsze tomy obu cykli: i tego, którego główną bohaterką jest O’Dell, i tego, w którym pierwsze skrzypce gra Ryder Creed. Pomijając już nawet liczne odwołania do wydarzeń z przeszłości Maggie, trzeba jasno powiedzieć, że niektóre z nich są drobnymi spojlerami, które mogą Was pozbawić przyjemności z lektury książek poprzedzających Epidemię. A szkoda by było, byście przegapili wcześniejsze przygody agentki O’Dell. Jeśli jednak nie znacie twórczości Alex Kavy, to chociaż przeczytajcie Ściśle tajne, powieść, której bezpośrednią kontynuacją jest najnowszy thriller autorki. Dzięki temu lepiej będziecie się orientować w ogólnej sytuacji i roli poszczególnych bohaterów.

Ostatnie powieści Kavy, w których autorka wprowadziła do fabuły psy tropiące, przybliżały nam ciężką pracę wykonywaną przez naszych czworonożnych przyjaciół. Dowiedzieliśmy się z nich między innymi tego, jak należy szkolić psa, by potrafił szukać zarówno ludzi żywych, jak i martwych. Teraz nasza wiedza na temat zdolności i możliwości tych niezwykle inteligentnych zwierząt się poszerza – wiemy, że pies jest w stanie wyczuć raka w bardzo wczesnym stadium, gdy choroby nie wykazują jeszcze badania laboratoryjne. Psy nie tylko wyczuwają narkotyki, ale także są w stanie bezbłędnie wskazać ludzi chorych na konkretne choroby. Ich pomoc bywa zatem bezcenna.

W porównaniu do poprzedniego thrillera autorki bez wahania mogę stwierdzić, że Epidemia jest o niebo lepszą książką, choć do Zabójczego wirusa, z którym łączy ją tematyka śmiercionośnego wirusa, wciąż wiele jej brakuje. Zaletą tej książki jest to, że praktycznie od początku do końca występuje w niej Maggie. Fani bohaterki powinni być zadowoleni. Krótkie, kilkustronicowe rozdziały, brak zbędnych opisów, w których miejsce pojawiają się dynamizujące akcję dialogi, oraz przystępny język to elementy, dzięki którym czyta się tę książkę szybko i przyjemnie. In minus zaliczam liczne literówki, których obecność zawsze wynika z niedbałości. Wystarczyłoby raz przeczytać książkę, by bez trudu je wyeliminować.

Podsumowując, mogę ze spokojem polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Na koniec dodam, że jestem bardzo ciekawa, czy Alex Kava odwiedzi kiedyś nasz kraj. Spotkanie z tą pisarką byłoby prawdziwą ucztą dla jej fanów, którzy z pewnością tłumnie by się na nim stawili. Ciekawe, czy się go doczekamy :)

 Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Grób mojej siostry”, Robert Dugoni [recenzja]

d_3784Autor: Robert Dugoni

Tytuł: Grób mojej siostry

Tytuł oryginalny: My Sister’s Grave

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć, boimy się niez­na­nego, ale ja już nie boję się ciemności…

Grób mojej siostry to jedna z książek, które zwróciły moją szczególną uwagę, gdy czytałam o nowościach Wydawnictwa Albatros. Wystarczył rzut oka na opis, żebym chciała sięgnąć po ten thriller. Na początku może się wydawać, że historia wymyślona przez Dugoniego jest dość banalna, przewidywalna i pewnie nie raz już coś podobnego czytaliście. Może i jest w tym trochę racji, ale niech nie zmyli Was to błędne pierwsze wrażenie, bo powieść Dugoniego naprawdę warto przeczytać!

Tracy Crosswhite przez lata kwestionowała fakty dotyczące zniknięcia jej siostry, Sary. Prowadząca śledztwo policja straciła nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie dziewczynę żywą, a zgromadzone dowody wystarczyły, by skazać Edmunda House’a. Tracy nie wierzy jednak, że House, przestępca seksualny oskarżony i skazany za morderstwo pierwszego stopnia, jest faktycznym sprawcą tej zbrodni. Licząc, że uda jej się odnaleźć prawdziwego mordercę i wymierzyć sprawiedliwość, Tracy wstępuje do policji i zostaje detektywem w wydziale zabójstw w Seattle, poświęcając się bez reszty tropieniu przestępców.

Gdy po dwudziestu latach ciało Sary zostaje odnalezione w pobliżu rodzinnego miasta Crosswhite’ów, Tracy ze zdwojoną energią rzuca się w wir pracy, by odnaleźć odpowiedzi na pytania, które dręczą ją od lat. Śledcza Crosswhite wraca, choć niechętnie, do Cedar Grove i przy pomocy znajomego ma zamiar doprowadzić do rewizji procesu House’a. Kobieta jest przekonana, że dwadzieścia lat temu doszło do zaniedbań, w konsekwencji których House niesłusznie trafił za kratki. Szukając prawdziwego zabójcy siostry, Tracy odkryje tajemnice, które podważą jej wspomnienia z przeszłości, i otworzy drzwi śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Czy 20 lat temu rzeczywiście doszło do zawiązania spisku? Czy Edmund House jest prawdziwym zabójcą Sary, czy też ktoś celowo zrobił z niego kozła ofiarnego? A jeśli to nie on zabił siostrę Tracy, to kto jest mordercą?

1488577880068Przeczytałam tę powieść z ogromną przyjemnością, niemal jednym tchem. Dużym dla mnie zaskoczeniem był styl autora. Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam powieść napisaną przez kobietę, a takie wybieram najczęściej. Dlaczego? Ano dlatego, że z reguły pojawiają się w nich ciekawie nakreślone bohaterki kobiece. I nic dziwnego. W końcu kto zna lepiej psychikę kobiecą od przedstawicielki tej płci? Gerritsen i jej kobiecy duet: Rizzoli & Isles, Kava i wykreowana przez nią agentka FBI Maggie O’Dell, J.T. Ellison i porucznik Taylor Jackson czy Erika Spindler i stworzone przez nią liczne postaci kobiece, w tym chociażby Stacy Killian. Nieustraszone funkcjonariuszki wymiaru sprawiedliwości, które uganiają się za największymi zwyrodnialcami siejącymi strach i zniszczenie. Niezwykłe kobiety, które w swoim życiu widziały już niemal wszystko. Kobiety twarde z zewnątrz i miękkie w środku. Robert Dugoni dość niespodziewanie główną bohaterką czyni policjantkę. Na podobny zabieg zdecydował się Graham Masterton, który napisał cykl o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. I chociaż wykreowana przez autora Białych kości bohaterka jest postacią bardzo interesującą, to jednak w konfrontacji Masterton – Dugoni ten drugi wypada moim zdaniem nieco lepiej. Jego bohaterka od razu wzbudziła moją sympatię, co Katie nie do końca się udało. Poza główną bohaterką, której psychikę Dugoni – mam nadzieję – jeszcze lepiej przedstawi w kolejnych tomach, zaletą tej powieści są również liczne retrospekcje pozwalające nam poznać okoliczności zniknięcia Sary. Dwa plany czasowe, podzielenie fabuły na teraz i kiedyś to ogromny atut tej książki.

Grób mojej siostry to thriller, który czyta się z niezwykłą przyjemnością. Muszę przyznać, że od samego początku byłam bardzo optymistycznie nastawiona do powieści Roberta Dugoniego i – ku mojej radości – nie zawiodłam się. Ta książka to pierwszy tom cyklu skoncentrowanego wokół losów Tracy Crosswhite, jednak ja już wiem, że bez wahania sięgnę po kolejne części. Na stronie autora przeczytałam, że w styczniu tego roku miał premierę 4. tom serii o śledczej Crosswhite. Już nie mogę się doczekać, kiedy zapoznam się z kolejnymi przygodami Tracy, którą po tej lekturze zaliczam do grona moich ulubionych bohaterek. Jedyne, co mnie martwi w przypadku tej powieści, to nieznane nazwisko autora na polskim rynku wydawniczym. Naprawdę szkoda byłoby przegapić Grób mojej siostry z powodu nieznanego nazwiska autora.

1488637673060Podsumowując, mogę Was z czystym sumieniem zapewnić, że Grób mojej siostry Roberta Dugoniego to idealna lektura dla miłośników thrillerów i to thrillerów niekoniecznie krwawych i brutalnych, lecz raczej osnutych wokół pilnie strzeżonych tajemnic z przeszłości. W szczególności zaś polecam tę książkę fanom powieści w stylu thrillerów Alex Kavy, Eriki Spindler czy J.T. Ellison. Jestem przekonana, że to pozycja właśnie dla Was. Jeśli lubicie styl wspomnianych autorek, to się nie zawiedziecie. Z ręką na sercu zachęcam Was do lektury Grobu mojej siostry. Ani się obejrzycie, a książka pochłonie Was bez reszty, pozostawiając niedosyt, że to już koniec. Zdecydowanie tak!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Już mnie nie oszukasz”, Harlan Coben [recenzja]

d_3779Autor: Harlan Coben

Tytuł: Już mnie nie oszukasz

Tytuł oryginalny: Fool Me Once

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić. (s. 349)

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy i ja sięgnęłam po powieść Harlana Cobena. Od lat zaczytuję się w literaturze sensacyjnej, a jednak do tej pory thrillery Cobena znałam tylko ze słyszenia. Właściwie to nawet było mi wstyd, że nie poświęciłam temu pisarzowi ani chwili uwagi, choć Bez skrupułów i Nie mów nikomu, kupione kiedyś na wyprzedaży, zalegają na mojej półce od bardzo dawna. Gdy więc w moje ręce trafiła najnowsza powieść mistrza suspensu, jednego z najpopularniejszych na świecie autorów thrillerów i zdobywcy prestiżowych nagród, zatytułowana Już mnie nie oszukasz, postanowiłam sprawdzić, czy i mnie Coben, o którym słyszałam wiele dobrego, zachwyci pomysłami i warsztatem pisarskim. Czy tak się stało? Otóż niezupełnie, choć to bez wątpienia dobra książka.

Maya Burkett to kobieta, którą niełatwo złamać. Nieustraszona, silna, skłonna do najwyższych poświęceń, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo najbliższych. Była oficer sił specjalnych, która niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pilotowała śmigłowiec, walcząc w obronie ojczyzny, jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Konsekwencje popełnionych na polu walki błędów będą się za nią ciągnąć jeszcze bardzo długo. W swoim życiu Maya widziała zbyt wiele krwi i martwych ciał, by jej psychika pozostała nienaruszona. Nic więc dziwnego, że śmierć ukochanej siostry oraz morderstwo Joego, męża Mai, sprawiły, że jej ustatkowane życie rozsypało się w gruzy.

Gdy pewnego dnia zamontowana w domu Mai ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki jej dwuletniej córki, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca, Maya zaczyna się obawiać, że popadła w obłęd. Przecież Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej… i to na jej oczach! Czy to początki choroby psychicznej, w której pobrzmiewają echa wojennych zbrodni? Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Trudno jej uwierzyć w to, co widziała, bo to by przecież oznaczało, że Joe żyje… Co to więc było? Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o sobie i swojej rodzinie. Czy Joe rzeczywiście żyje, czy też jego wizerunek na nagraniu to efekt podejmowanych przez niepogodzoną ze śmiercią męża żonę rozpaczliwych prób przywrócenia ukochanego do świata żywych?

20170128_coben(1)Recenzowaną tu powieść Cobena z czystym sumieniem mogę oceniać wyłącznie jako książkę z gatunku thrillera. Nie wiem, jak oceniłabym Już mnie nie oszukasz na tle innych powieści Harlana Cobena, ponieważ – jak już wspomniałam – to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. Jeśli chcecie dostać rzetelną ocenę, musicie sięgnąć do recenzji miłośników pisarstwa tego amerykańskiego autora, którzy – znając jego prozę jak własną kieszeń – będą w stanie określić, czy ten dreszczowiec zasługuje na słowa uznania czy krytyki. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że Coben nie skradł mojego serca, choć jego książkę czytało mi się dobrze. Nie twierdzę, że Już mnie nie oszukasz jest powieścią słabą i przewidywalną. W żadnym wypadku! Zakończenie, przez zagraniczną krytykę uważane za jedno z lepszych w dorobku Cobena, pewnie wielu z Was zaskoczy, bo kto by się spodziewał, że… Spokojnie, tego oczywiście Wam nie zdradzę. Przekonacie się o tym sami, gdy zdecydujecie się poznać historię Mai. Zaletą powieści, prócz tego, że szybko się ją czyta, jest to, że wszystkie na pozór niepowiązane wątki w odpowiednim momencie łączą się w całość, odkrywając mroczną przeszłość wielu bohaterów.

Na koniec wypadałoby pewnie odpowiedzieć na pytanie, czy po lekturze Już mnie nie oszukasz sięgnę po pozostałe powieści Cobena. Niewykluczone, choć raczej nie nastąpi to w najbliższej przyszłości, bo zbyt wiele lektur czeka w kolejce, abym mogła pozwolić sobie na eksperymentowanie z prozą autora cyklu o Myronie Bolitarze. Cobena jednak nie skreślam, ponieważ pozytywne opinie na jego temat nie pozwalają mi na tak lekkomyślny ruch. Z niecierpliwością wyczekuję zatem recenzji pozostałych czytelników, które będą dla mnie cenną wskazówką w sytuacji, gdy będę rozważać lekturę jakiegoś thrillera Harlana Cobena. Nie rozpisując się dłużej, wspomnę może o planowanej ekranizacji Już mnie nie oszukasz. Jeśli wiadomość o filmie na podstawie tego thrillera jakimś cudem do Was jeszcze nie dotarła, to spieszę z informacją, że rzeczywiście powstanie film. W rolę głównej bohaterki wcieli się Julia Roberts, która będzie również współproducentką filmu.

A jak jest z Wami? Lekturę nowej powieści Cobena macie już za sobą czy dopiero planujecie sięgnąć po Już mnie nie oszukasz? Podzielcie się wrażeniami! :)

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Sprawa samotnej dziedziczki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawasamotnejAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa samotnej dziedziczki

Tytuł oryginalny: The Case of the Lonely Heiress

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 222

——————————————————————————————————————————–

Każde morderstwo jest jak układanka (…) Wystarczy tylko ułożyć wszystkie elementy. Jeśli znajdziesz rozwiązanie, wszystko układa się w logiczną całość. Jeśli któryś z elementów nie pasuje, to znaczy, że nie znalazłeś właściwego rozwiązania (s. 215)

   Spokojnie można by się pokusić o stwierdzenie, że wszystkie powieści Erle’a Stanleya Gardnera, twórcy jednego z najsłynniejszych adwokatów, są takie same albo przynajmniej do złudzenia podobne. Kolejne lektury z cyklu o Masonie tę tezę potwierdzają. Kryminały Gardnera zawsze podporządkowane są temu samemu schematowi: autor, niczym dramaturg, już na początku przedstawia nam listę osób biorących udział w przedstawieniu. Prócz Perry’ego Masona znajdziemy tu oczywiście również Dellę Street, jego zaufaną sekretarkę, oraz Paula Drake’a, szefa współpracującej z kancelarią Masona agencji detektywistycznej. Do tych trzech głównych postaci dochodzą jeszcze inne, dobrze nam znane z pozostałych książek Gardnera, jak np. porucznik Tragg, sierżant Holcomb lub Gertie, recepcjonistka Masona. Nieco później poznajemy bohaterkę, oskarżoną o morderstwo pierwszego stopnia przyszłą klientkę Perry’ego, i niezależnie od okoliczności na końcu i tak lądujemy na sali rozpraw, gdzie Mason czuje się jak ryba w wodzie.

   Do kancelarii Masona przychodzi Robert Caddo, wydawca magazynu dla samotnych serc. Oskarżany o fałszowanie ogłoszeń matrymonialnych mężczyzna prosi adwokata, by znalazł dowody na to, że anons niejakiej Marilyn Marlow, samotnej dziedziczki, która rzekomo poszukuje bratniej duszy, jest autentyczny. Mason wykonuje zlecenie klienta, jednak to nie koniec jego związku ze sprawą panny Marlow. Okazuje się, że kobieta odziedziczyła niedawno ogromny majątek, należący wcześniej do jej tragicznie zmarłej matki, która to otrzymała spadek po swym pracodawcy, George’u Endicotcie. Krewni testatora upierają się, że ostatnia wola Endicotta została sfałszowana, i gotowi są zrobić wszystko, by to udowodnić. Jedyną ich nadzieją jest Rose Keeling, kobieta, która rzekomo była świadkiem podpisania testamentu przez umierającego mężczyznę. Rose zeznała wprawdzie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale ze słów Marilyn Marlow wynika, że teraz zamierza zmienić swoje zeznania. Gdy Rose zostaje zamordowana, podejrzenie automatycznie pada na pannę Marlow. Oczywiste jest, że na śmierci Keeling to ona skorzystałaby najbardziej… Perry Mason choć nie wie, czy może Marilyn zaufać, podejmuje się jej obrony. Nie po raz pierwszy dla dobra swego klienta będzie musiał sporo zaryzykować. Ma świadomość, że w najlepszym wypadku może zostać oskarżony o fałszowanie dowodów, w najgorszym – o współudział. Ale czy gra rzeczywiście warta jest świeczki? Czy Marilyn Marlow naprawdę jest niewinna? I co z testamentem Endicotta?

   Sprawa samotnej dziedziczki jest niezłą książką, choć daleko jej do najlepszych powieści z liczącego przeszło 80 książek cyklu, którego głównym bohaterem jest prawnik Perry Mason. Zakończenie powieści może być dla nas oczywiście sporym zaskoczeniem, ponieważ Gardner co i raz umiejętnie podsuwa nam fałszywe tropy. Do ostatnich rozdziałów książki usilnie zastanawiamy się, czy oskarżona o morderstwo klientka Masona rzeczywiście jest niewinna, a jeśli tak, to kto zabił Rose Keeling. W tej powieści Gardner wprawdzie po raz kolejny udowadnia, że Mason jest prawnikiem wybitnym, gotowym w pełni zaangażować się w prowadzoną sprawę, ale jednocześnie pokazuje, że jak wszyscy inni jest on tylko człowiekiem – nie zawsze nieomylnym i nie zawsze tak sprytnym, jak mu się wydaje. Przyjemna lektura, choć fajerwerków proszę się nie spodziewać. Fani Masona mogą być nieco rozczarowani, co jednak nie znaczy, że nie można tej książce poświęcić kilku godzin lektury.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
archiwum własne (skan okładki)