Heather Graham, „Klątwa kanionu” [recenzja]

klatwa-kanionu-u-iext8625507Autor: Heather Graham

Tytuł: Klątwa kanionu

Tytuł oryginalny: Long, Lean and Lethal

Wydawnictwo: G+J

Liczba stron: 320

Najciemniej jest pod latarnią

Trochę czasu minęło od mojego pierwszego i zarazem ostatniego jak dotychczas spotkania z twórczością Heather Graham. Wówczas zapoznałam się z powieścią pt. Mordercze grono i to spotkanie było całkiem zadowalające. Tamta książka wprawdzie mnie nie zachwyciła, ale muszę przyznać, że spędziłam z jej bohaterami kilka przyjemnych wieczorów. Teraz, po niezbyt udanym spotkaniu z Upadkiem Karin Slaughter, z braku czegoś lepszego pod ręką zdecydowałam się ponownie sięgnąć po powieść autorstwa Graham, mając przeczucie, że jej lektura będzie lekka i przyjemna, jak to w thrillerach romantycznych bywa. Mój wybór tym razem padł na Klątwę kanionu, która co prawda również nie porywa, ale potrafi wciągnąć niczym dobra telenowela, co w przypadku przedstawionej w niej historii nie jest bez znaczenia.

Hollywood – kraina marzeń i straconych złudzeń. To właśnie tu, w iście filmowej scenerii, której nie powstydziłby się sam Hitchcock, rozgrywa się jak najbardziej prawdziwy dramat. Chorująca na Parkinsona Abby Sawyer, żywa legenda kina, wierząc, że jej córce, Jennifer Connolly, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, ściąga do Granger House swojego pasierba, Conara Markhama, który ma strzec Jennifer, by nic jej się nie stało. Niezwykle przywiązana do matki Jen nie chce na to przystać, gdyż sądzi, że domniemane groźby pod jej adresem to tylko wytwór wyobraźni matki, która po zażywanych lekach miewa przywidzenia. W dodatku od lat szczerze nie znosi Markhama i jego obecność w tym samym domu jest ostatnią rzeczą, o jakiej marzy. A będzie jeszcze gorzej, bo Conar ma wcielić się w rolę jej serialowego kochanka. Tymczasem okazuje się, że w krótkim odstępie czasu giną dwie młode aktorki, a sceneria miejsc zbrodni jednoznacznie wskazuje, że morderca wzoruje się na scenach z filmów Hitchcocka. Jennifer przed matką i znajomymi udaje, że wszystko jest w porządku, a ona sama nie drży ze strachu. Przestrzegana zewsząd o czającym się niebezpieczeństwie i straszona plotkami, że należący niegdyś do znanego iluzjonisty, imponujący Granger House, dziś będący własnością Abby, jest nawiedzony przez duchy, zaczyna odnosić wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Paniczny strach, troska o matkę i brak bliskości mężczyzny sprawiają, że tylko w ramionach znienawidzonego Conara odnajduje spokój i szczęście. Ale czy rzeczywiście może mu zaufać? Nie dość, że znał każdą z ofiar, to jeszcze zataił to przed Jennifer. Fakt, że pierwsza zbrodnia zdarzyła się już po przyjeździe Markhama też nie świadczy na jego korzyść. Kto jest odpowiedzialny za szereg brutalnych morderstw? Komu Jennifer może zaufać, a kogo powinna omijać szerokim łukiem, by ujść z życiem?

Po skończonej lekturze muszę przyznać, że pod względem kompozycyjnym Klątwa kanionu niemal do złudzenia przypomina ona wspomniane już Mordercze grono. Seria makabrycznych zbrodni i szereg niepokojących wydarzeń to zarys historii, w której główne role przypadły w udziale grupie dobrych znajomych. Pech chciał, że wszyscy oni są w jakiś sposób związani z przemysłem filmowym. Można znaleźć wśród nich: aktorów, scenarzystów, reżyserów i producentów i praktycznie każdy z bohaterów, w szczególności dotyczy to mężczyzn, może być głównym podejrzanym w sprawie o morderstwo. Każdy z filmowców znał ofiary zbrodni, których sceneria niemal żywcem została wycięta z filmów niekwestionowanego mistrza suspensu, czyli Alfreda Hitchcocka. Każdy też utrzymywał z nimi kontakty intymne i każdy doskonale zna się na kinie. Wszystko to sprawia, że czytelnikowi bardzo trudno jest wskazać zabójcę, zanim dotrze do rozwiązania zagadki na stronach powieści. Mnie udało się to na krótko przed rozwiązaniem, a to tylko dlatego, że mam pewne nawyki, które nabyłam podczas wieloletnich spotkań z kryminałami.

Ogółem mogę stwierdzić, że książka potrafi wciągnąć, choć nieco rozchwiana emocjonalnie, bo przytłoczona ciężarem choroby matki i żywiąca sprzeczne uczucia do Conara, bohaterka może się nam wydać momentami irytująca. Mimo to powieść czyta się stosunkowo szybko. Nie jest to szczególnie ambitna pozycja, ale gdy się nie ma niczego lepszego pod ręką, a szuka się czegoś lekkiego, można Klątwie kanionu dać szansę. Powinna się sprawdzić.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Tess Gerritsen, „Bez odwrotu” [recenzja]

bez-odwrotu-1Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Bez odwrotu

Tytuł oryginalny: Whistleblower

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 288

Ta deszczowa noc na zawsze zostanie w pamięci Catherine Weaver. Wielogodzinna jazda w trudnych warunkach nieźle dała jej w kość. Zmęczona wracała właśnie do domu przyjaciółki, gdy nagle na drogę wyskoczył mężczyzna. Zanim Catherine zdążyła zareagować i wcisnąć hamulec, było już za późno. Otrząsnąwszy się z wrażenia, że omal nie zabiła człowieka, z trudem zdołała umieścić rannego w samochodzie, by jak najszybciej zawieźć go do szpitala. Na miejscu okazało się, że nieznajomy stracił dużo krwi, z tym że nie w wyniku potrącenia, lecz w wyniku postrzelenia. Kilka dni później Victor Holland ucieka ze szpitala i zjawia się pod drzwiami Catherine. Chce odzyskać coś, co zostawił w jej samochodzie. Ostrzega Catherine, że grozi jej niebezpieczeństwo. Gdy kobieta nie chce mu uwierzyć, twierdząc, że jest paranoikiem, pokazuje jej wycinek z gazety informujący o zabójstwie młodej kobiety o nazwisku… Catherine Weaver. Chwilę później jej mieszkanie zostaje ostrzelane, a Cathy przekonuje się, że Victor mówi prawdę. Rozpoczyna się szaleńczy pościg, którego stawką jest przeżycie. Kto próbuje ich zabić i dlaczego? Komu naraził się Victor i czy rzeczywiście nie jest wariatem?

Bez odwrotu to jedna z pierwszych powieści w dorobku Tess Gerritsen. Ze względu na tematykę i obecność wątków: sensacyjno-kryminalnego oraz miłosnego należy ją uznać za romans kryminalny. Pozycja ta w zasadzie nie różni się od utrzymanych w tej konwencji książek ją poprzedzających, a także tych, które po niej następują. Bohater, będący w posiadaniu cennych informacji, mogących zniszczyć karierę wielu wysoko postawionym obywatelom, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Na jego życie polują płatni zabójcy, którzy zrobią wszystko, by raz na zawsze go uciszyć, zanim ten zdoła upublicznić zebrane dowody świadczące o przestępstwach i nieprawidłowościach w funkcjonowaniu rządu, CIA czy FBI. Oczywiste jest, że ścigany, chcąc pozostać przy życiu, musi uciekać, by znaleźć jakąś bezpieczną kryjówkę. W tym wszystkim nie może również zabraknąć kobiety, której życie ze względu na różne okoliczności także jest zagrożone. Wraz z rozwojem akcji ścigani, jeśli chcą przetrwać i dotrzeć do prawdy, muszą połączyć siły, w końcu i tak walczą z tym samym wrogiem. Sytuacja zagrożenia, jak można się domyślać, bardzo ich do siebie zbliża. W ten sposób powieść wpisuje się we wszelkie schematy, w których pojawia się cukierkowy wątek miłości od pierwszego wejrzenia, postać rycerza na białym koniu, pięknej niewiasty i tego, kogo trzeba unicestwić, by dobro zwyciężyło. Historia w stylu: „my dwoje kontra cały świat”. Niestety, strasznie to banalne.

Nie zdradzę zbyt wiele, stwierdzając, że tak mniej więcej wygląda schemat fabularny kryminalnych romansów Gerritsen. Mimo powtarzalności i przewidywalności pewnych motywów nie można narzekać na brak napięcia i zaskakujących zwrotów akcji, które czynią lekturę utrzymanych w tej konwencji powieści niezwykle przyjemną i odprężającą. Nie inaczej jest w przypadku Bez odwrotu. Nie należy się spodziewać cudów, jeśli nie chce się być rozczarowanym. Aby przebrnąć przez całość, trzeba się nastawić, że jest to nieco naiwna i przesłodzona historia, która jednak wciąga i sprawia, że po prostu nie sposób się od niej oderwać zanim nie dobrnie się do końca. Jeżeli chcecie choć na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości, to powinniście, a raczej powinnyście, bo to lektura typowo kobieca, po tę książkę sięgnąć. Barwna historia i wartka akcja pozwolą Wam miło spędzić kilka godzin.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.harlequin.pl

 

PS. Powieść Bez odwrotu można również znaleźć w tomie pt. Labirynt kłamstw, w którym znajduje się również powieść Telefon o północy.

Tess Gerritsen, „Telefon o północy” [recenzja]

100291366Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Telefon o północy

Tytuł oryginalny: Call After Midnight

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 256

Sarah Fontaine nie może uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Jej mąż nie żyje, a przecież pobrali się zaledwie dwa miesiące temu… Jeszcze nie zdążyli się sobą nacieszyć, a Geoffreya już nie ma. Zniknął na zawsze. Bez uprzedzenia i bez żadnego pożegnania. Zdaniem policji zginął w pożarze w jednym z berlińskich hoteli. Jak to możliwe? Przecież powinien być w tej chwili w Londynie. Dla Sarah jasne jest, że musiała zajść pomyłka. Mimo przekonań ze strony policji kobieta nie chce uwierzyć, że to jej mąż leży martwy w hotelu. Szybko okazuje się, że ta smutna wiadomość to dopiero początek koszmaru Amerykanki. Nick O’Hara, pracownik Departamentu Stanu, który poinformował ją o tragicznej śmierci Fontaine’a, przekazuje Sarah zebrane przez policję niepokojące informacje na temat jej męża. Wynika z nich, że Geoffrey Fontaine nie był tym, za kogo się podawał, a jego małżeństwo z Sarah było starannie zaplanowaną strategią. Zrozpaczona i zszokowana kobieta, chcąc odkryć prawdziwą tożsamość ukochanego, leci do Londynu, gdzie zamierza rozpocząć prywatne śledztwo. Nie zdaje sobie sprawy, że przez swoją ciekawość wydaje na siebie wyrok…

Czy wymyślona przez Gerritsen historia w stylu „zabili go i uciekł” jest do bólu przewidywalna i mocno schematyczna? Owszem. A czy wątek miłosny jest przesłodzony i wyjęty wprost z marnego harlequina? Oczywiście, bo takie właśnie były pierwociny autorki, której szczególną sławę przyniosła seria z Rizzoli i Isles w roli głównej. Czytelnicy przyzwyczaili się do mrożących krew w żyłach thrillerów medycznych Gerritsen, które nawet w najmniejszym stopniu nie przypominają pisanych w latach 90. romansów kryminalnych, co jakiś czas wznawianych w naszym kraju przez Wydawnictwo Harlequin. Już sama nazwa Wydawnictwa wskazuje na gatunek tych powieści. Nie rozumiem więc tych wszystkich negatywnych komentarzy pod adresem Telefonu o północy, czyli debiutanckiej książki w dorobku Gerritsen. Oczywiście, też wolę Gerritsen jako autorkę Chirurga, a nie tanich romansideł z wątkiem kryminalnym w tle, ale ze względu na swoją sympatię wobec tej pisarki sięgam również po jej wcześniejsze dzieła, nigdy jednak nie oczekując zbyt wiele. Talent Gerritsen nie ujawnił się od razu, to raczej efekt wyrobienia, nabywania doświadczenia. Nie na darmo mówi się, że trening czyni mistrza. Te pierwsze powieści były zaledwie przetarciem szlaku dla jej późniejszych thrillerów, którym Gerritsen zawdzięcza popularność i sympatię czytelników. Przykro to mówić, ale są to zazwyczaj powieści nie najwyższych lotów, by nie rzec słabe, pisane na jedną modłę. Zawsze jednak trzymają w napięciu.

Mimo wielu zarzutów pod adresem wymyślonej historii i wykreowanych przez Gerritsen bohaterów nie można zaprzeczyć, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. To w zasadzie reguła w przypadku powieści wychodzących spod pióra tej autorki. Wartka akcja, obfitująca w zaskakujące wydarzenia, świetnie skonstruowana intryga, niezbyt długie rozdziały i stale piętrzące się tajemnice – wszystko to działa na korzyść tej powieści, czyniąc ją lekturą lekką i przyjemną w odbiorze. Z pewnością nie jest to książka dla mężczyzn czy kobiet szukających mocnych wrażeń, to pozycja raczej dla kogoś, kto szuka niezbyt ambitnej, ale wciągającej lektury, która na kilka godzin pozwoli oderwać się od problemów i zapomnieć o całym świecie.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.harlequin.pl

PS. Powieść Telefon o północy można również znaleźć w tomie pt. Labirynt kłamstw, w którym znajduje się również powieść Bez odwrotu.

Tess Gerritsen, „Prawo krwi” [recenzja]

352x500yAutor: Tess Gerritsen

Tytuł: Prawo krwi

Tytuł oryginalny: Never Say Die

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 304

Willy Maitland zrobi wszystko, by spełnić ostatnie życzenie umierającej matki. Kobieta na prośbę matki ma za zadanie dowiedzieć się, czy jej ojciec, pilot Air America, rzeczywiście zginął w katastrofie lotniczej. Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują najgorszy scenariusz, Willy liczy na cud. Nie spocznie, dopóki nie odnajdzie ciała zmarłego ojca. Zmowa milczenia, panująca wokół feralnego lotu 5078, tylko mobilizuje Willy do dalszych poszukiwań. Aby wyjaśnić sprawę z przeszłości, leci do Wietnamu i puka do kolejnych drzwi, zadając przy tym niewygodne pytania, na które nikt nie chce udzielić odpowiedzi. To, co wydarzyło się przed dwudziestu laty, stanowi tajemnicę państwową, a każdy, kto próbuje ją odkryć, ściąga na siebie niebezpieczeństwo. Willy jest jednak zbyt zdeterminowana, by przestraszyć się i wycofać. Jedynym sprzymierzeńcem nieustępliwej i dociekliwej bohaterki staje się antropolog i były żołnierz amerykańskiej armii, któremu Willy boi się zaufać. Wydaje się jednak, że Guy Barnard to jej jedyna przepustka nie tylko do azjatyckiej dżungli, lecz także do chronionej przez wysoko postawionych obywateli prawdy. Czy kobieta przełamie swój opór i zdecyduje się skorzystać z pomocy doświadczonego i znającego wietnamskie realia Barnarda?

Szybko okaże się, że niektórzy ludzie zrobią wszystko, co w ich mocy, by prawda nigdy nie wyszła na jaw, a Willy już wkrótce boleśnie się o tym przekona. Czy w Wietnamie znajdzie kogoś, kto odważy się opowiedzieć o tragicznych wydarzeniach z 1970 roku? Czy ktoś zaryzykuje własne życie, by pomóc Willy w ustaleniu okoliczności domniemanej śmierci ojca? Kim był tajemniczy laotański pasażer, którego istnieniu wszyscy zaprzeczają? Kto próbuje uciszyć nieustępliwą Amerykankę? Kolejne pytania mnożą się, ale trudno znaleźć na nie odpowiedzi.

Prawo krwi autorstwa Tess Gerritsen to powieść z początku pisarskiej działalności późniejszej autorki Chirurga. Nie powinna więc dziwić obecność wątku romansowego, który rozwija się równolegle do wątku sensacyjno-kryminalnego. Wątek miłosny, jak w każdej powstałej we wspomnianym okresie powieści Gerritsen, nie jest najwyższych lotów. Kłótnie, niedomówienia, chwile uniesienia, rozstania i powroty, a po wszystkim happy end. Historia rodem z ckliwego harlequina nie wnosi wiele emocji, ale nie jest też szczególnie irytująca. O wiele ciekawszy okazuje się wątek sensacyjny, który trzyma w napięciu, praktycznie nie pozwalając oderwać się od lektury. W powieści dużo się dzieje, życie wielu ludzi jest zagrożone, a Gerritsen – w swoim stylu – bardzo umiejętnie dawkuje napięcie. Zakończenie wprawdzie nie powala, ale sprawia, że po raz kolejny wszyscy czujemy się oszukani, bo Gerritsen znów udało się nas zwieść.

Prawo krwi to solidna dawka emocji, choć, mając w pamięci inne utrzymane w konwencji romansu kryminalnego powieści tej autorki, powiedziałabym, że ta trochę od nich odstaje. Mimo to warto ją polecić, ponieważ pozwala zabić nudę i przyjemnie spędzić czas, a to czasem w zupełności wystarcza.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.harlequin.pl

Tess Gerritsen, „Śladem zbrodni” [recenzja]

352x500rtAutor: Tess Gerritsen

Tytuł: Śladem zbrodni

Tytuł oryginalny: In Their Footsteps

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 304

Śladem zbrodni to powieść wydana w 1994 roku, a więc wtedy, gdy w twórczości Gerritsen dominującym gatunkiem był romans kryminalny, czyli gatunek, w którym wątek romansowy zdaje się nieco przesłaniać wątek kryminalny, który jednak również odgrywa ważną rolę w fabule powieści. Lektura tej powieści nie była moim pierwszym spotkaniem z utrzymanymi w tej konwencji książkami Gerritsen. Wcześniej czytałam m.in.: Osaczoną, Z zimną krwią czy Czarną loterię. Lektura tamtych powieści sprawiła mi więcej przyjemności, ale nie zmienia to faktu, że i ta książka jest doskonałym wyborem na leniwe popołudnie czy spokojny wieczór, kiedy chcemy miło spędzić czas przy niezbyt wymagającej, acz wciągającej lekturze.

Beryl i Jordan Tavistockowie przez dwadzieścia lat żyli w przekonaniu, że ich rodzice zginęli na służbie. Na takie okoliczności ich śmierci wskazał im wuj Hugh, który przygarnął do siebie osierocone rodzeństwo. Zorganizowane przez niego przyjęcie w Chetwynd – tak podobne do wielu innych – na zawsze odmienia życie młodych Tavistocków. Spożyty w nadmiarze przez jednego z gości alkohol rozwiązuje język współpracownikom i przyjaciołom Madeline i Bernarda, którzy informują Beryl i Jordana, że to ich ojciec z zimną krwią zamordował ich matkę, a następnie, obawiając się konsekwencji wynikających z bycia podwójnym agentem, popełnił samobójstwo. Dziewczyna nie dopuszcza do siebie takiej wersji wydarzeń. Jej zdaniem to wierutne kłamstwo i zwykłe pomówienia. Chcąc bronić honoru zmarłych rodziców, postanawia udać się tam, gdzie ta tragedia miała miejsce, czyli do Paryża. W dotarciu do prawdy pomagają jej brat i były agent CIA, który ma chronić Tavistocków i któremu Beryl nie potrafi zaufać. Szybko okazuje się, że pobyt w stolicy Francji nie będzie należał do najprzyjemniejszych. Zewsząd Beryl i Jordanowi grozi niebezpieczeństwo. Zbyt wiele osób czyha na ich śmierć, by w Paryżu mogli spać spokojnie. Co wydarzyło się 20 lat temu i kto rzeczywiście odpowiada za śmierć ich rodziców? Dlaczego teraz ktoś chce zabić młodych Tavistocków, skoro to Bernard Tavistock był ponoć mordercą swej małżonki? Jakie tajemnice skrywają przedmieścia uznawanego za miasto zakochanych Paryża?

Wątek miłosny, jak zwykle bywa w tego typu powieściach, jest do bólu przewidywalny, a więc nie należy się spodziewać jakichś cudów ze strony Gerritsen. Już po pierwszym rozdziale wiemy, jak to się skończy. Co innego, jeśli chodzi o wątek kryminalny. Konia z rzędem temu, kto bezbłędnie rozwikła zagadkę śmierci Madeline i Bernarda Tavistocków, mając wśród podejrzanych samych byłych szpiegów, agentów CIA i pracowników brytyjskich służb specjalnych, czyli ludzi, których szkolono, jak zabijać i kłamać w żywe oczy. A potencjalnych podejrzanych jest dosyć wielu, zwłaszcza że niemal każda z postaci ma coś do ukrycia. Bohaterowie Śladem zbrodni są w moim odczuciu dosyć sztuczni, nieco ekscentryczni i raczej mało zabawni, dlatego naprawdę trudno ich polubić. O swojej przeszłości i pracy w wywiadzie zapewne ze strachu starają się w ogóle nie mówić. Dla wielu z nich to zamknięty rozdział, choć sprawa śmierci ich przyjaciół przed dwudziestu laty i oskarżenie zmarłego Bernarda Tavistocka o to, że był podwójnym agentem kładzie się cieniem na ich obecnych relacjach.

Chociaż jestem fanką powieści, w których równorzędnie rozwijają się wątki romansowe i sensacyjno-kryminalne, to jednak muszę przyznać, że Śladem zbrodni, podobnie jak skupiająca się na losach Jordana Ścigana, stanowiąca kontynuację dylogii o rodzeństwie Tavistocków, nie jest najlepszą tego typu kombinacją w dorobku Tess Gerritsen. Nie można zaprzeczyć, że książkę tradycyjnie czyta się bardzo szybko, co nie powinno nas dziwić w przypadku tej autorki, ale odbiega ona nieco poziomem od innych powieści pochodzących z wczesnego okresu twórczości Gerritsen. Największym atutem tej pozycji jest dynamicznie rozwijająca się akcja oraz zaskakujące zwroty akcji, które czynią tę książkę momentami nieprzewidywalną, co oczywiście wpływa na jej korzyść. Śladem zbrodni to niezbyt wymagająca lektura, po którą warto sięgnąć, by zabić nudę. Do tego nadaje się idealnie.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.harlequin.pl

Heather Graham, „Mordercze grono” [recenzja]

64371-mordercze-grono-heather-graham-1Autor: Heather Graham

Tytuł: Mordercze grono

Tytuł oryginalny: Drop Dead Gorgeous

Wydawnictwo: G+J

Liczba stron: 343

Heather Graham to kolejna autorka, której postanowiłam dać szansę. Zdecydował o tym fakt, że pisane przez nią powieści to thrillery romantyczne, których akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, czyli jednymi słowy moje ulubione połączenie. Ciekawy opis na okładce Morderczego grona oraz pozytywne opinie innych czytelników przekonały mnie do sięgnięcia po tę książkę. I szczerze mówiąc, nie żałuję, bo lektura powieści Heather Graham rzeczywiście gwarantuje znakomitą rozrywkę.

Sean Black, specjalista z dziedziny antropologii, a także autor bestsellerowych kryminałów, po blisko piętnastu latach wraca do rodzinnego Miami, które opuścił niedługo po tym, jak został oskarżony o morderstwo swojej dziewczyny, a następnie z braku dowodów uniewinniony. W tym samym czasie wraca również Lori Corcoran, przyjaciółka i wielka miłość Seana, która po śmierci męża postanawia razem z synem przeprowadzić się do rodzinnej miejscowości. W Miami wciąż mieszka wielu jej dawnych przyjaciół, których przed laty podzieliła tragiczna śmierć Mandy Olin.

Kiedy ginie Eleanor Metz, najbliższa koleżanka Mandy, grono przyjaciół znów łączy się we wspólnym cierpieniu. Zamordowana kobieta była naocznym świadkiem tragicznych wydarzeń w kamieniołomach, które zakończyły beztroską młodość grupy przyjaciół. Wszystko wskazuje na to, że mordercą jest ktoś z jej dawnych znajomych. Opinia publiczna jest zdania, że niespodziewany powrót Seana Blacka i brutalne morderstwo Ellie nie mogą być wynikiem zbiegu okoliczności. Mimo że Black zapewnia o swojej niewinności, a przyjaciele zdają się mu wierzyć, to jednak daje się wyczuć wyraźnie napiętą atmosferę. Nikt nikomu nie ufa, każdy podejrzewa każdego. Gdy życie kolejnej z kobiet jest w niebezpieczeństwie, Sean i Lori na własną rękę decydują się przeprowadzić amatorskie śledztwo, by powstrzymać psychopatę, zanim pozabija wszystkie ich koleżanki. Czy zdążą go ubiec, nim ten wcieli swoje chore fantazje w życie? Czy mogą sobie zaufać i czy wspomnienia z przeszłości nie położą się cieniem na ich odżywającej miłości?

Mordercze grono to powieść, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Już zamieszczony na okładce opis książki informuje czytelnika o tym, że wątek miłosny z udziałem Lori i Seana jest wątkiem wiodącym. Mimo to w powieści pojawia się też sporo wątków pobocznych, co w pewnym stopniu może utrudniać lekturę. Osobiście nieco ciążyła mi zbyt duża liczba bohaterów, co wiązało się jednocześnie z dużą liczbą podejrzanych o serię bestialskich morderstw. Sean, Jeff, Brad, Ted, Ricky, Michael, Andrew i Josh, tak, oni wszyscy są podejrzani, więc niemal niemożliwe jest wskazanie właściwej osoby, a wątpliwości Lori wobec poszczególnych mężczyzn częstokroć wydają się bardzo uzasadnione. Autorka wodzi czytelnika za nos, konstruując takie biografie męskich postaci, że właściwie każda z nich mogłaby być mordercą. Oczywiste jest, że za zabiciem Mandy i Ellie stoi ta sama osoba, pozostaje jednak pytanie: kto jest zabójcą i dlaczego zabija?

Niewątpliwą zaletą powieści jest to, że trzyma w napięciu do samego końca. Chociaż thriller romantyczny jest moim ulubionym gatunkiem, to jednak wątek miłosny wydaje mi się trochę zbyt rozbudowany, momentami może męczyć, podobnie zresztą jak wspomniana już duża liczba bohaterów. Jeśli lubi się tego typu powieści, to warto książce Heather Graham dać szansę. Nie jest to może ambitna lektura, raczej takie tam czytadło, ale jeśli zdecydujecie się sięgnąć po Mordercze grono, to z pewnością nie będziecie się nudzić. Dobra rozrywka gwarantowana!

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.publio.pl

Recenzja książki pt. „Ścigana” autorstwa Tess Gerritsen

scigana

Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Ścigana

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 288

Clea Rice jest mistrzynią w swoim fachu. Wychowywana przez wuja już jako dziecko potrafiła kraść i włamywać się do domów bogaczy, oczywiście zawsze niepostrzeżenie i bardzo skutecznie. Konsekwencją takiego życia były: pobyt w więzieniu oraz trwałe piętno, jakie przeszłość odcisnęła na psychice Clei. Po wyjściu na wolność dziewczyna obiecywała sobie, że nigdy więcej nie złamie prawa, rozpocznie nowe życie i będzie cieszyć się każdym dniem. Pech jednak chciał, że po raz kolejny wpakowała się w kłopoty i to tylko dlatego, że znalazła się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Tym razem nieustraszonej Clei grozi prawdziwe niebezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że kobieta widziała coś, czego nie powinna. Na jej oczach zabito niewinnych ludzi, a jej samej cudem udało się uciec. Po wszystkim zgłosiła się na policję jako świadek morderstwa. Problem w tym, że ze względu na jej bogatą kartotekę nikt nie chce kobiecie uwierzyć. Zdesperowana, by udowodnić, że mówi prawdę, oraz przerażona pościgiem, jaki wszczęto, by ją uciszyć, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć dowody obciążające przestępców. W tym celu pod osłoną nocy włamuje się do rezydencji Guya Delanceya. Kiedy jest już o krok od tego, czego szuka, do sypialni Delanceya wpada kolejny włamywacz. Kobieta nie wie, czego może się spodziewać po nieznanym mężczyźnie, dlatego jak najszybciej próbuje uciec. Jordan Tavistock nie zamierza jednak pozwolić jej odejść bez słowa wyjaśnienia. Wkrótce ich drogi znów się skrzyżują, a oni połączą siły w walce ze wspólnym wrogiem… Czy wyjdą z tej walki bez szwanku? Czy nieuchwytna złodziejka i włamywaczka zniknie bez śladu po raz kolejny, zanim ścigający ją zabójcy zdążą pociągnąć za spust?

Chociaż jestem fanką powieści, w których równorzędnie rozwijają się wątki romansowe i sensacyjno-kryminalne, to jednak muszę przyznać, że „Ścigana” nie jest najlepszą tego typu kombinacją w dorobku Tess Gerritsen. Nie można zaprzeczyć, że książkę tradycyjnie czyta się bardzo szybko, co nie powinno nas dziwić w przypadku tej autorki, ale o wiele przyjemniej czytało mi się np. Osaczoną lub Czarną loterię, czyli powieści powstałe nieco wcześniej. Wątek miłosny kopciuszka i arystokraty, oczywiście bardzo przewidywalny jak przystało na typowe, lekkie i, co ważne, kobiece czytadło, rozwija się bardzo mozolnie, a toczące się w nieskończoność rozmowy bohaterów do niczego konkretnego nie prowadzą, a co więcej, mocno spowalniają akcję. Książka jednak jest jedną wielką bieganiną, a główna bohaterka ściga i ucieka jednocześnie. Dzięki tak dynamicznej akcji kolejne strony do złudzenia przypominające zmieniające się sekwencje w filmie sensacyjnym pochłania się w mgnieniu oka, co z pewnością działa na korzyść powieści. Tym razem autorka nie raczy swoich czytelników powodującymi gęsią skórkę opisami zmasakrowanych, ociekających krwią zwłok, a trup nie ściele się gęsto i często, jak to ma miejsce w kilku innych książkach Gerritsen. Oznacza to więc, że czytanie z wypiekami na twarzy raczej nam nie grozi.

Ogółem oceniam książkę jako lekką historię, owianą nieco mroczną tajemnicą i zabarwioną romansem z Londynem w tle. Powieść, po którą można sięgnąć, by zabić nudę, oraz powieść, której należy unikać, jeśli nastawiamy się na wbijającą w fotel opowieść. Nie jest źle, zważywszy, że Ścigana to powieść z początku działalności pisarskiej Gerritsen, ale mogłoby być lepiej.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Osaczona” autorstwa Tess Gerritsen

osaczona

Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Osaczona

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 304

Osaczona to kolejny w dorobku Gerritsen romans z wątkiem kryminalnym. Mamy dokonane z zimną krwią morderstwo, podejrzaną o zabicie kochanka samotną kobietę, niemal z miejsca skazaną przez rodzinę ofiary, współpracowników, policję oraz opinię publiczną, a także niezbędny z punktu widzenia gatunku romans, oczywiście zakazany. Książkę standardowo czyta się bardzo szybko i przyjemnie, choć zbyt duże podobieństwo schematu fabularnego do np. Czarnej loterii, gdzie pojawia się romans oskarżonej o błąd w sztuce lekarki z prawnikiem, który reprezentuje rodzinę zmarłej pacjentki, czyni tę powieść jedną z wielu i nazbyt przewidywalną. Zaletą natomiast jest to, że do samego końca nie wiemy, kto rzeczywiście stoi za zamordowaniem Richarda Tremaina, właściciela lokalnej gazety. O ile więc jesteśmy pewni, jak skończy się wątek miłosny, o tyle nie sposób domyślić się, kto jest odpowiedzialny za śmierć szanowanego w mieście obywatela.

Miranda Wood to trzydziestoletnia korektorka w „Island Herald”. To właśnie tam poznała przystojnego właściciela wydawniczego imperium Tremainów. Romans z Richardem nie był tym z gatunku łatwych i przelotnych, przynajmniej w mniemaniu Mirandy, która w swoim przełożonym zakochała się po uszy. Kiedy jednak poznała prawdziwe oblicze Richarda, jego bezwzględność, poczucie wyższości i tendencję do przedmiotowego traktowania pracowników, postanowiła się z nim rozstać. Tremain nie miał jednak zamiaru pozwolić jej odejść ani z pracy, ani tym bardziej ze swojego życia. Codziennie dręczył niedawną kochankę telefonami, SMS-ami i niespodziewanymi wizytami. Jedna z takich wizyt dla obojga kończy się tragicznie – Richard zostaje brutalnie zamordowany, a Miranda staje się główną podejrzaną w oczach prowadzących śledztwo policjantów. Nikt nie chce uwierzyć w niewinność kobiety, która zarzeka się, że szczerze kochała Richarda, więc nie mogłaby go zabić. Kiedy Chase Tremain, brat zabitego, przychodzi pod dom Mirandy, by usłyszeć od niej prawdę, staje się świadkiem niepokojącego  wydarzenia – rozpędzony samochód jedzie wprost na Mirandę, a kierowca zamiast gwałtownie wciskać hamulec, by uniknąć zderzenia, z premedytacją dodaje gazu… Dla Chase’a staje się jasne, że sprawa zabójstwa jego brata ma drugie dno, do którego za wszelką cenę zamierza dotrzeć, zanim czyhający na życie Mirandy psychopata dorwie ją w swoje szpony.

Jak już wspomniałam, lektura tej powieści jest bardzo lekka i przyjemna, w sam raz na letnie popołudnia i wieczory, jednak czytelnicy, którzy szukają mocnych wrażeń, kryminalne romanse Gerritsen powinni omijać szerokim łukiem, bo prawie na pewno będą zawiedzeni.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Bez skrupułów” autorstwa Tess Gerritsen

bez-skrupulow

Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Bez skrupułów

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 496

Bez skrupułów Tess Gerritsen to dwie powieści (Z zimną krwią oraz Czarna loteria) wydane w naszym kraju pod wspólnym tytułem. Melodramatyczna fabuła rodem z ckliwego harlequina; 70% romansu i 30% kryminału. Miłosne dylematy, zakazane związki, niekończące się przeciwności losu, które stają głównym bohaterom na drodze do szczęścia. Klimaty typowo kobiece, ale czasem i kobietę może męczyć nadmiar słodkości i piętrzenie trudności na siłę. Jest, oczywiście, jeszcze morderca, czyli szaleniec z niewiadomych przyczyn czyhający na życie głównej bohaterki, kobiety atrakcyjnej, inteligentnej, silnej psychicznie, niezależnej i samowystarczalnej, w sytuacjach zagrożenia szukającej jednak oparcia w mężczyźnie, będącym przysłowiowym rycerzem na białym koniu. W tym wszystkim kluczowa jest właśnie postać zabójcy, ponieważ to ona w dużej mierze nadaje historii smaku, a w oczach miłośników mocnych wrażeń ratuje powieść przed katastrofą.

 Romans kryminalny lub thriller romantyczny – w zależności od proporcji, w jakich oba gatunki zostały przez autora wykorzystane – to w zasadzie moje ulubione połączenie. Obie powieści Gerritsen – tak różne od jej thrillerów medycznych – wpisują się w ramy pierwszego ze wspomnianych gatunków, czyli romansu kryminalnego. Wątek sensacyjno-kryminalny w obu przypadkach stanowi zaledwie tło dla wątku miłosnego i ten, kto decyduje się sięgnąć po którąś z powstałych w latach 90. ubiegłego wieku powieści Gerritsen, musi być tego świadomy, jeśli chce uniknąć rozczarowania. Natrafiłam na wiele opinii niezadowolonych czytelników, którzy myśleli, że Z zimną krwią albo Czarna loteria to książki w stylu późniejszej o mniej więcej 10 lat serii z Rizzoli i Isles. Ci czytelnicy mają za sobą zapewne lekturę genialnego Chirurga i jeszcze paru innych części cyklu i wcześniejsze powieści Gerritsen oceniają przez pryzmat jej późniejszych dokonań, a to błąd, bo już w przedmowie do czytelnika sama autorka przyznaje, że romans to jej ulubiony gatunek. Wiemy więc, czego się spodziewać, powinniśmy zatem oczekiwać książki raczej w stylu Spindler niż Gerritsen z Doliny umarłych. Dlatego właśnie w przeciwieństwie do innych czytelników nie jestem ani trochę rozczarowana. Tym razem chciałam ociekający krwią kryminał zastąpić nieco lżejszą, acz przyjemną lekturą na jeden dzień i dokładnie taką dostałam.

 Dla Niny Cormier, bohaterki Z zimną krwią dzień ślubu miał być dniem, którego nie zapomni do końca życia; dniem, w którym ona i jej ukochany Robert Bledsoe zostaną połączeni węzłem małżeńskim, który jeszcze bardziej scementuje ich związek. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, goście zebrani w przepięknie udekorowanym kościele, prezenty, kwiaty, sala weselna czekająca na świętujących. Do pełni szczęścia brakowało tylko pana młodego, który w ostatniej chwili postanowił się nie zjawić. Publicznie upokorzona niedoszła pani Bledsoe musi przeprosić przybyłych gości i odesłać ich do domu, bo ślubu nie będzie. Rozżalona postawą narzeczonego Nina nie wie, że Robert nieświadomie uratował jej życie. Kilkanaście minut później kościół wylatuje w powietrze, a Nina może mówić o szczęściu w nieszczęściu. Przybyły na miejsce wybuchu detektyw Sam Navarro uświadamia zrozpaczonej kobiecie, że była świadkiem wybuchu bomby. Sugeruje, żeby się zastanowiła, czy zna kogoś, kto pragnąłby jej śmierci, ale zaskoczona Nina go wyśmiewa. Kiedy jednak jakiś szaleniec próbuje zepchnąć jej samochód z drogi, bohaterka zmienia zdanie i postanawia się dowiedzieć, kto stoi za serią nieudanych zamachów na jej życie, a nieustraszony detektyw zamierza ją za wszelką cenę ochronić. Jak można się spodziewać pomiędzy obojgiem rodzi się uczucie, a ich romans nie jest tak przelotny, jak należałoby się spodziewać. Dlaczego ktoś próbuje zabić zwykłą pielęgniarkę, kobietę samotną i porzuconą?

 Doktor Kate Chesne (Czarna loteria) od mniej więcej roku pracuje na stanowisku anestezjologa w szpitalu Mid Pac. Podczas operacji jednej ze szpitalnych koleżanek, pielęgniarki Ellen O’Brien, od dawna zmagającej się z woreczkiem żółciowym, Kate bez wahania wstrzykuje pacjentce dawkę scoliny, środka zwiotczającego mięśnie, by ułatwić chirurgowi zabieg. Po chwili serce Ellen przestaje bić, a prowadzona z ogromnym zaangażowaniem reanimacja nie przynosi żadnego skutku. Rodzice zmarłej pielęgniarki żądają zadośćuczynienia za śmierć córki. Udają się w tym celu do najlepszego w mieście prawnika, Davida Ransoma, który zapowiada, że zniszczy odpowiedzialną za śmierć O’Brien doktor Chesne. Kate zostaje oskarżona o błąd w sztuce lekarskiej, tak szkolny i kardynalny, że aż nie chce jej się wierzyć, że mogłaby go popełnić. Próbuje przekonać swojego bezpośredniego przełożonego, dyrektora szpitala oraz adwokata strony pozywającej, że Ellen została zamordowana. Początkowo nikt nie chce jej wierzyć, a David jest przekonany, że kłamliwa pani doktor w ten sposób próbuje oczyścić się z zarzutów. Kiedy jednak ginie kolejna pielęgniarka, a Kate zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo Ransom postanawia przychylić się do jej hipotezy i pomóc pięknej lekarce dotrzeć do prawdy. Po drodze, jak to w romansach bywa, oboje bardzo się do siebie zbliżają, co zmusza Davida do rezygnacji z prowadzenia sprawy. Czy śmierć Ellen rzeczywiście nie była przypadkowa? Dlaczego ktoś po kolei eliminuje pracowników szpitala? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Kate? Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedzi na stronach powieści.

 Kończąc, mogę stwierdzić, że zaletą obu pozycji jest przede wszystkim to, że bardzo szybko się je czyta. Akcja jest stosunkowo wartka i nawet sporo się dzieje. Trochę może męczyć nadmiernie rozbudowany i ciut przesłodzony wątek miłosny, ale da się przeżyć. Polecam miłośnikom romansów z wątkiem kryminalnym w tle w stylu książek Eriki Spindler, nie powinniście być zawiedzeni!

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl