„Zagadki kryminalne panny Fisher. Morderstwo w pociągu”, Kerry Greenwood [recenzja]

220547-352x500Autor: Kerry Greenwood

Tytuł: Zagadki kryminalne panny Fisher. Morderstwo w pociągu

Tytuł oryginalny: Murder on the Ballarat Train: A Phryne Fisher Mystery #3

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 224

——————————————————————————————————————————–

Morderstwo w pociągu, wchodzące w skład serii Kryminalne zagadki panny Fisher, to moje pierwsze spotkanie zarówno z nieustraszoną i niezwykle bystrą Phryne, jak i z twórczością australijskiej pisarki, Kerry Greenwood. Sięgnęłam po tę powieść, ponieważ skojarzyła mi się ona z jednym z najsłynniejszych kryminałów Agathy Christie, a więc z Morderstwem w Orient Expressie, w którym w czasie podróży pociągiem jeden z pasażerów zostaje zamordowany. Śledztwo prowadzi oczywiście pedantyczny Belg, czyli Herkules Poirot. To jednak nie jedyne skojarzenie z twórczością Christie. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się również, że bohaterka serii Greenwood, detektyw-amator panna Phryne Fisher, uzbrojona w niezawodną berettę, przypominać będzie pannę Jane Marple, znaną z książek królowej kryminału. Po skończonej lekturze muszę przyznać, że książka Greenwood nie spełniła moich oczekiwań. Dlaczego tak się stało? O tym poniżej.

Panna Phryne Fisher podróżuje pociągiem do Ballarat. Towarzyszy jej Dot, lojalna pokojówka i powiernica. Podróż koleją w latach 20. XX w. nie należy do  przyjemności. Można się nieźle poobijać, zmęczyć i nadenerwować. Trzeba być ponadto przygotowanym na całkiem nieeleganckie  zachowania i nudne rozmowy ze współpasażerami. Ta podróż obfituje jednak w nieprzewidziane wydarzenia, które sprawią, że Phryne będzie musiała wkroczyć do akcji. Jedna z jadących pociągiem osób nie jest tym, za kogo się podaje. Ten tajemniczy pasażer postanawia uśpić chloroformem cały wagon, by spokojnie móc zabić jedną z podróżujących kobiet. Pech chciał, że użyta ilość chloroformu okazała się niewystarczająca, by uśpić czujną Phryne. Panna Fisher zrobi wszystko, by zabójca poniósł zasłużoną karę.

20161218_14125

Morderstwo w pociągu nie porwało mnie, choć pod pewnymi względami rzeczywiście przypomina ono powieści Christie. Christie jednak dawno nie czytałam i może dlatego tak trudno było mi się wczuć w klimat książki. Kiedyś uwielbiałam kryminały Christie, później jednak przerzuciłam się na powieści, których akcja rozgrywa się współcześnie. Na mój odbiór wpłynęła też pewnie postać głównej bohaterki. Phryne, kiedy się ją bliżej pozna, nie przypomina już panny Marple i, choć jest dobrą i inteligentną kobietą, nie wzbudza mojej sympatii. Nie oznacza to, że książka jest słaba i nie warto po nią sięgnąć. Nic z tych rzeczy. To niezły kryminał, który czyta się szybko i dość przyjemnie. Mój niedosyt wynika pewnie ze zbyt wygórowanych oczekiwań i tego, że odzwyczaiłam się od książek, których akcja rozgrywa się na początku XX stulecia. Sądzę ponadto, że fabuła mogłaby być zdecydowanie bardziej rozbudowana, a tak intryga wydaje się dość banalna i – co istotne – przewidywalna. Fankom (tak, fankom, bo to raczej seria dla kobiet) serialu i nieustraszonej panny Fisher powieść polecam. Reszcie niekoniecznie.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.wydawnictwoalbatros.com