„Gra w zabijanie”, J. T. Ellison [recenzja]

127112-gra-w-zabijanie-j-t-ellison-1Autor: J. T. Ellison

Tytuł: Gra w zabijanie

Tytuł oryginalny: So Close the Hand of Death

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Format: e-book

Liczba stron: 338

——————————————————————————————————————————–

„Jest mój i tylko mój” (s. 312)

Porucznik Taylor Jackson z Wydziału Zabójstw w Nashville zostaje wciągnięta w wir zbrodni przez ściganego przez nią Naśladowcę.

Niemal w tym samym momencie w trzech różnych miastach Stanów Zjednoczonych atakują naśladowcy znanych seryjnych morderców: Zodiaka, Syna Sama i Dusiciela z Bostonu. Czy to zbieg okoliczności, czy też zaplanowana z najmniejszymi szczegółami akcja, która ma wywołać panikę wśród zwykłych obywateli oraz chaos w szeregach policji?

Sierżant Fitzgerald, przyjaciel i współpracownik Taylor, przekazuje porucznik Jackson wiadomość od mordercy: „Zagrajmy” – jedno na pozór niewinne słowo, które sprawi, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Nieustraszona Taylor w obawie o bezpieczeństwo najbliższych decyduje się wejść do gry, w której główną nagrodą jest głowa pani porucznik. Nie zamierza jednak bezczynnie czekać, aż morderca zapuka do jej drzwi i z zimną krwią ją zaatakuje. Zrobi wszystko, by go uprzedzić, zanim ten zdąży pociągnąć za spust. Przy pomocy kolegów z wydziału oraz agenta FBI, Johna Baldwina, Taylor planuje odkryć tożsamość swego prześladowcy i sprawić, by cierpiał tak jak każda z jego ofiar. To zadanie będzie jednak trudniejsze i o wiele niebezpieczniejsze od wszystkich, z jakimi Taylor miała do czynienia, o czym żądna krwi Naśladowcy Jackson już wkrótce się przekona. Jak daleko jest gotów posunąć się morderca, by pokazać Taylor, gdzie jest jej miejsce? A czy Taylor ma w sobie dość siły, by zabić, by odpłacić złem za zło?

Powieść Gra w zabijanie J. T. Ellison to 6. część cyklu osnutego wokół losów porucznik policji w Nashville, Taylor Jackson. Książka ta w wersji polskojęzycznej jest dostępna wyłącznie w formie e-booka. Do wydania Gry w zabijanie na polskim rynku dostępne były tylko trzy książki z cyklu: część 1 (Złodziej dłoni), część 3 (Pocałunek śmierci) oraz część 7 (Umarli nie kłamią). Trudno powiedzieć, dlaczego Wydawnictwo HarperCollins nie wydaje wszystkich powieści Ellison po kolei, jak przystało na cykl. Teraz natomiast zdecydowało się na publikację części 6, a więc powieści bezpośrednio poprzedzającej świetny thriller Umarli nie kłamią. Chyba nie muszę pisać, jak czuje się czytelnik, który nie tylko nie orientuje się w niektórych wydarzeniach, będących kontynuacją wydarzeń z części 5 (tytuł oryg.: The Immortals, brak polskiego wydania), lecz także częściowo wie, jak się skończy Gra w zabijanie, ponieważ czytał część, która po niej następuje. Nikt nie lubi spojlerów, zwłaszcza w przypadku kryminałów, od których oczekujemy, że będą trzymać w napięciu do samego końca. Nowym czytelnikom, planującym zapoznanie się z twórczością J. T. Ellison, polecam zatem czytać powieści o przygodach Taylor Jackson w kolejności, w której ich lekturę przewidziała autorka.

Książkę polecam sympatykom porucznik Jackson, a także fanom twórczości w stylu pisarstwa Alex Kavy lub Eriki Spindler. Grę w zabijanie czyta się szybko i przyjemnie, choć nie jest to thriller wybitny. Duża liczba bohaterów i wiele nakładających się na siebie informacji mogą nieco utrudniać lekturę, choć nie powinny stanowić większego problemu. Idealna książka na nudę.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://lubimyczytac.pl

Recenzja książki pt. „Umarli nie kłamią” autorstwa J. T. Ellison

umarli-nie-klamia

Autor: J. T. Ellison

Tytuł: Umarli nie kłamią

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 400

Skąpany w bieli świat, położone na odludziu upiorne zamczysko, słynące z tego, że jest siedzibą duchów i zjaw, a także tajemnicza śmierć żony właściciela posiadłości. Wszystko to czeka na powracającą do zdrowia porucznik Taylor Jackson, która, nie chcąc zwariować, na własną rękę próbuje rozwikłać intrygującą zagadkę z przeszłości. Czy jej się to uda? Czy też ktoś zdoła powstrzymać bliską obłędu policjantkę?

Umarli nie kłamią to moje kolejne spotkanie z J. T. Ellison i wykreowaną przez nią nieustraszoną, nieustępliwą i czasem nieprzestrzegającą prawa, charyzmatyczną bohaterką pracującą w Wydziale Zabójstw w Nashville.

Kiedy rozstawałam się z Taylor Jackson pod koniec Pocałunku śmierci, pani porucznik została właśnie zdegradowana do roli zwykłego detektywa, a jej zespół został rozwiązany. To wszystko działo się w tomie 3. Umarli nie kłamią – ostatnia z trzech przetłumaczonych na język polski powieści Ellison z porucznik Jackson w roli głównej – to z kolei tom 7. Nie muszę chyba wyjaśniać, że ze względu na ten przeskok książkę czyta się dosyć trudno. Niemal nie sposób połapać się we wszystkich zmianach, jakie zaszły w życiu Taylor, jej narzeczonego, agenta FBI Johna Baldwina, świetnej patolog i zarazem najlepszej przyjaciółki Taylor, czyli Sam Loughley, oraz detektywa Pete’a Fitzgeralda, najbliższego współpracownika porucznik Jackson. Liczne retrospekcje, niedopowiedzenia i domysły przyprawiają czytelnika o ból głowy. I to ten z gatunku najbardziej nieznośnych. Należę do osób, które lubią czytać cykle książek po kolei, dlatego nie rozumiem, jak Wydawnictwo Mira mogło wypuścić na polski rynek: część 1 (Złodziej dłoni), część 3 (Pocałunek śmierci) oraz część 7 (Umarli nie kłamią). Tak się jednak stało, dlatego czytelnik albo musi mimo skołowania brnąć dalej, licząc, że kolejne wzmianki dadzą mu pełniejszy obraz wydarzeń z poprzednich części, co w przypadku powieści Ellison i zmagań Taylor z Naśladowcą nie jest bez znaczenia, albo może sięgnąć po ebooki w oryginale, by w ten sposób nadrobić zaległości i zrozumieć, dlaczego stosunki Sam z Taylor nagle stały się bliskie nienawiści, a związek porucznik Jackson z dr. Baldwinem wisi na włosku. No chyba, że ktoś woli chaos, kompletny brak chronologii i jakiegokolwiek ciągu przyczynowo-skutkowego, ale to już rzecz gustu.

Porucznik Jackson przebywa właśnie na urlopie zdrowotnym, który ma na celu pomóc jej oswoić się ze złymi wspomnieniami powstałymi na skutek bezpośredniego starcia z Naśladowcą, seryjnym mordercą, z którym Taylor zmagała się od lat, a zarazem jedynym przestępcą, którego nie potrafiła wsadzić za kratki. Naśladowca wprawdzie już nie żyje, ale zarówno jego bestialskie czyny z przeszłości, jak i sam moment jego śmierci odcisnęły na psychice Taylor trwałe piętno. Porucznik Jackson boryka się z bólem fizycznym, który jest efektem postrzału w głowę, oraz z bólem psychicznym spowodowanym świadomością, że częściowo jest odpowiedzialna za nieszczęście Sam. Doktor Loughley nie tak dawno straciła dziecko, które okrutny psychopata wyszarpał jej wprost z brzucha. Widok spętanej sznurami, zakrwawionej i zrozpaczonej przyjaciółki wraca do Taylor niemal każdej nocy, a ona sama nie potrafi sobie z nim poradzić. Jest jeszcze jeden drobiazg – pani porucznik nie może z siebie wydobyć głosu. Lekarz twierdzi na szczęście, że zaburzenia mowy nie są skutkiem postrzału, a więc powstałe zmiany są tylko tymczasowe i, co ważniejsze, są całkowicie odwracalne. Mimo to policjantka zostaje skierowana do psychologa, który orzeka, ze prawdopodobnie cierpi ona na histerię konwersyjną i zwyczajnie boi się mówić. Taylor trudno pogodzić się z taką diagnozą, ale, jeśli chce wrócić do pracy, musi zrobić wszystko, by pokonać demony przeszłości i odzyskać utraconą równowagę psychiczną. W tym celu postanawia skorzystać z propozycji przyjaciela z londyńskiej policji, wdowca Jamesa „Memphisa” Highsmythe’a, który zachęca ją do przyjazdu do jego szkockiej posiadłości. Obiecuje koleżance po fachu również pomoc swojej znajomej terapeutki, Madeiry James, która ma przywrócić porucznik Jackson głos. Zmęczona powracającymi wspomnieniami, ludźmi z pracy i najbliższego otoczenia, a także samą sobą Taylor wbrew radom Sam i Baldwina udaje się do Wielkiej Brytanii. Niedługo po jej przyjeździe okazuje się, że pobyt wyraźnie jej nie służy, a – co gorsza – doprowadza ją do coraz większego obłędu. Ani przepisane leki, ani alkohol nie są w stanie uśmierzyć jej bólu. Cierpiąca na bezsenność Taylor marzy, by w końcu zasnąć. Sen jednak nie przynosi ukojenia, rodzi natomiast przerażające koszmary, które spychają osamotnioną kobietę w przepaść…

Wkrótce w zamku zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a wyczulona na wszelkie nieprawidłowości Taylor postanawia się im bliżej przyjrzeć. W gabinecie Memphisa znajduje dokumenty, które rzucają nowe światło na śmierć jego ciężarnej żony. Taylor podejrzewa, że Evanelle nie zginęła przypadkiem. Choć lubi swojego przyjaciela, to jednak nie jest pewna, czy w stu procentach może mu ufać. Czy to nazbyt bujna wyobraźnia płata jej figle, czy też policyjny nos porucznik Jackson słusznie wyczuł czające się w murach zamku niebezpieczeństwo? A może ogarnięta żądzą łapania przestępców Taylor zamiast cieszyć się urlopem zwyczajnie doszukuje się dziury w całym?

Powieść J. T. Ellison bardzo przypadła mi do gustu, mimo iż nie jest typowym thrillerem. Książka liczy sobie 400 stron, a pierwsze oznaki thrillera pojawiają się mniej więcej około 225 strony. Wcześniej mamy do czynienia z powieścią obyczajową, a czasem wręcz psychologiczną, skupiającą się przede wszystkim na przeżyciach i odczuciach głównej bohaterki, która bezskutecznie zmaga się z traumatycznymi wspomnieniami z miejsca zbrodni. Realia, w jakich została osadzona fabuła powieści, czyli budzący grozę zamek, opowieści o duchach oraz zimowa sceneria, czynią tę książkę intrygującą i trzymającą w napięciu do samego końca. Nie mamy wprawdzie typowego dla kryminału brutalnego morderstwa (jak chociażby w przypadku Pocałunku śmierci), a mimo to książkę czyta się bardzo szybko, czerpiąc przy tym przyjemność z lektury. Jedyną jej wadą jest to, że znów możemy bezbłędnie wskazać winnego. Ellison nie ma najwyraźniej talentu pokroju Tess Gerritsen, która niemal zawsze potrafi zwieść swoich czytelników. Mam za sobą lekturę trzech powieści Ellison i jak dotychczas ani razu nie udało się autorce mnie oszukać. Nie sposób wskazać, jakie były motywy zbrodni, ale pilnie obserwując zachowania bohaterów, można się pokusić o właściwe wytypowanie mordercy. Książkę jednak bardzo polecam, ponieważ jest znakomitą rozrywką, a czas poświęcony na jej lekturę na pewno nie będzie zmarnowany.

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Pocałunek śmierci” autorstwa J. T. Ellison

pocalunek-smierci

Autor: J. T. Ellison

Tytuł: Pocałunek śmierci

Wydawnictwo: Harlequin

Liczba stron: 348

Pocałunek śmierci to moje drugie powieściowe spotkanie z twórczością J. T. Ellison. Wcześniej miałam okazję czytać Złodzieja dłoni oraz dwa opowiadania Ellison wchodzące w skład Cieniów nocy oraz Żywiołów, które Ellison wydała wspólnie z Alex Kavą oraz Eriką Spindler, autorkami znanych na całym świecie i, co ważniejsze, lubianych thrillerów. Po lekturze wspomnianych opowiadań, zważywszy na bardzo słaby poziom tekstów, które wyszły spod pióra Spindler i Kavy, nie miałam odwagi oceniać całokształtu twórczości Ellison. Żeby móc coś powiedzieć o nieznanej mi dotąd autorce musiałam zapoznać się z którąś z jej powieści i mój wybór z oczywistych względów padł na przywoływanego już i chronologicznie najwcześniejszego Złodzieja dłoni. Książka choć mnie nie porwała, to jednak sprawiła, że spędziłam kilka dni w towarzystwie sympatycznej i nieustraszonej pani porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville, która wspólnie ze swoim zespołem oraz narzeczonym, agentem FBI, Johnem Baldwinem rozwiązała sprawę Dusiciela z Południa, wyjątkowo brutalnego i nieuchwytnego seryjnego mordercy. Zakończenie tamtej powieści trochę mnie rozczarowało, jednak nie na tyle bym na zawsze porzuciła twórczość Ellison. Postanowiłam dać autorce kolejną szansę i sięgnęłam po Pocałunek śmierci. Czy nie żałuję swojej decyzji oraz poświęconego na lekturę czasu? Czy Ellison tym razem podołała i przekonała mnie, że potrafi pisać rewelacyjne i trzymające w napięciu thrillery? Tego wszystkiego dowiecie się za chwilę.

 Taylor Jackson zostaje wezwana na miejsce kolejnej zbrodni. Tym razem areną mrożących krew w żyłach wydarzeń okazuje się sypialnia w gustownie urządzonym domu w bogatej dzielnicy Nashville. To, co porucznik Jackson zastaje na miejscu, przechodzi jej najśmielsze oczekiwania. Krew, krew i jeszcze raz krew, dosłownie wszędzie… Znajdujące się na podłodze, ścianach oraz meblach ślady dziecięcych stóp i rączek łudząco przypominają czerwone stemple. Wszyscy jednak są zgodni co do tego, że czerwony barwnik nie jest farbą, a dziecko, które rozniosło krew matki po całym mieszkaniu było świadkiem makabrycznych wydarzeń. Będąca w siódmym miesiącu ciąży Corinne Wolff, utalentowana tenisistka, kochająca żona i matka, została brutalnie zamordowana rakietą do tenisa. Narzędzie zbrodni i rany zadane ofierze jednoznacznie wskazują, że napastnik był pod wpływem silnych emocji i zadając kolejne ciosy, nie panował nad sobą, co w efekcie doprowadziło do tragedii. Rodzina ofiary o śmierć Corinne obwinia Todda Wolffa, jej męża. On jednak zaprzecza, jakoby zabił żonę. Upiera się również, że przez kilka ostatnich dni nie było go w mieście. Porucznik Jackson ma nie lada orzech do zgryzienia. W czasie żmudnego i na pozór prowadzącego donikąd śledztwa wychodzą na jaw zaskakujące fakty. Okazuje się bowiem, że ani Corinne, ani jej mąż nigdy nie należeli do świętoszków. Oboje skrywali mroczne tajemnice, które Taylor koniecznie musi wywlec na wierzch, jeśli chce ująć prawdziwego mordercę. To jednak nie będzie łatwe, ponieważ do sieci i ogólnokrajowej telewizji trafiają kompromitujące panią porucznik filmiki rodem z filmu pornograficznego. Ktoś najwyraźniej próbuje zdyskredytować twardą i niemal bezbłędną policjantkę, której kariera zawodowa zaczyna wisieć na włosku. Jakby tego było mało, jakiś szaleniec czyha na jej życie. Taylor ma ręce pełne roboty i Biuro Odpowiedzialności Zawodowej na karku. Czy wyjdzie z tej batalii bez szwanku, czy też błędy z przeszłości zaważą na jej dalszej karierze w wymiarze sprawiedliwości? Kto stoi za śmiercią ciężarnej kobiety: mąż, kochanek, członek rodziny czy ktoś z zewnątrz? Kto aż tak jej nienawidził, by zabić na oczach dziecka?

 Po skończonej lekturze muszę przyznać, że książka jest całkiem niezła. Nie jest to może kryminał z najwyższej półki, ale Ellison z pewnością serwuje swoim fanom intrygującą historię, która pochłania czytelnika bez reszty. Trochę przydługie opisy oraz niektóre dialogi mogą irytować i to one są największą wadą tej pozycji, ale wspaniałomyślnie można przymknąć na nie oko. Słabą stroną Pocałunku śmierci w pewnym stopniu jest również zakończenie, bo o ile nie sposób wskazać motywów morderstwa bez poznania niektórych faktów, o tyle można się pokusić o właściwie wskazanie mordercy. Powieść jednak czyta się dosyć szybko i przyjemnie, a rozwinięte losy Taylor, której świat wali się na głowę, momentami mocno intrygują. Znów jestem trochę zawiedziona, ale mimo to nie zamierzam rezygnować z zapoznania się z kolejną częścią przygód porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville. Liczę, że powieść pt. Umarli nie kłamią wynagrodzi wszelki niedosyt powstały po lekturze dwóch poprzednich części cyklu o Taylor Jackson.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Złodziej dłoni” autorstwa J. T. Ellison

zlodziej-dloni-2

Autor: J. T. Ellison

Tytuł: Złodziej dłoni

Wydawnictwo: Harlequin

Liczba stron: 352

Kryminały, których zakończenie nie jest dla mnie niespodzianką, zaliczam do kategorii słabych. Lubię, kiedy autor wodzi mnie za nos aż do ostatniej strony, podsuwając mi po drodze poszlaki, które prędzej czy później okazują się tylko fałszywymi przesłankami i sprawiają, że opracowana przeze mnie teoria bierze w łeb, a ja mam poczucie, że skoro jako wytrawna czytelniczka powieści kryminalnych po raz kolejny dałam się zwieść, to oznacza to, że autor wykonał kawał dobrej roboty. Idąc tym tropem, Złodzieja dłoni bezwzględnie musiałabym uznać za książkę mocno przeciętną, by nie rzec słabą. Kilka rzeczy nie pozwala mi jednak być aż tak jednostronną i okrutną wobec debiutującej tym utworem Ellison. Mam na myśli przede wszystkim przyjemność płynącą z lektury oraz interesujące, nieirytujące i zwyczajnie ludzkie, a więc nieprzesadzone postaci policjantów prowadzących śledztwo, które niemal od razu zyskują sympatię czytelnika i nie tracą jej aż do samego końca. Książkę pochłania się z prędkością światła, bo człowiek wciąż chce więcej, ale umieszczony na okładce opis, mający z założenia charakter marketingowy, a nie krytycznoliteracki, przedstawia nam powieść jako bardziej fascynującą i trzymającą w napięciu, niż jest w rzeczywistości, co może być przyczyną naszego rozczarowania, kiedy już dobrniemy do ostatniej kartki.

 J. T. Ellison do tej pory znałam wyłącznie jako jedną ze współtwórczyń Cieniów nocy i Żywiołów, a zatem jako autorkę krótkich form prozatorskich. Stworzone przez nią niezbyt obszerne opowiadania, w których pojawia się Taylor Jackson, nieustraszona porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville, choć same w sobie nie są rewelacją, to jednak zachęciły mnie do sięgnięcia po prozę Ellison i przekonania się na własnej skórze, co nieznana mi dotąd autorka ma do zaoferowania.

 Taylor i jej koledzy z Nashville zostają wezwani, by rozwiązać sprawę brutalnego morderstwa. Na łące w Bellevue zostają znalezione rozkładające się i pozbawione dłoni zwłoki nastoletniej dziewczyny. W pobliżu jej ciała policyjni technicy trafiają na jedną z odciętych dłoni. Przybyły na miejsce zdarzenia agent specjalny FBI, John Baldwin, specjalizujący się w badaniu psychiki seryjnych morderców, uświadamia Taylor, że znaleziona część ciała z pewnością nie należy do ofiary. Baldwin wprowadza porucznik Jackson w szczegóły prowadzonego przez FBI śledztwa w sprawie Dusiciela z Południa, seryjnego zabójcy, który podróżując ze stanu do stanu, porywa młode kobiety, morduje je, a następnie porzuca ich ciała na położonych na odludziu terenach. Za każdym razem na miejscu zbrodni pozostawia dłoń poprzedniej ofiary oraz fragment wiersza wybranego poety. Taylor i Baldwin próbują znaleźć klucz, który doprowadzi ich do sprawcy okrutnych zbrodni i pozwoli im położyć kres serii przerażających mordów. Czasu jednak mają niewiele, bo żądny niewinnej krwi morderca już poluje na nową ofiarę, a węszące sensację media, z ambitną dziennikarką Whitney Connolly na czele, zamiast pomagać podgrzewają atmosferę, siejąc przy tym panikę wśród Amerykanów poprzez obnażanie niedociągnięć w pracy śledczych. Ile dziewczyn będzie musiało zginąć, zanim sprawiedliwość dosięgnie sadystycznego psychopatę? Czy regularnie otrzymująca maile od mordercy Connolly zrezygnuje z szans na awans i świetny materiał telewizyjny, by pomóc policji w schwytaniu Dusiciela z Południa? Jaką cenę będzie zmuszona zapłacić za swoje zawodowe ambicje i kilka minut sławy więcej?

 W powieści Ellison na pozór wszystko wygląda bardzo interesująco, a wspomniany blurb zachęca do lektury. Niestety, prócz tego, że po kilku wzmiankach trafnie możemy wskazać zabójcę, kuleje również psychologizacja postaci mordercy, którego czyny i rzekome motywy postępowania, choć potwierdzają, że „prawdziwe zło rodzi się z zakłamania”, to jednak w moim odczuciu są nie dość wiarygodne, by móc być przyczyną śmierci tak wielu przypadkowych kobiet. Brakuje mi również głębszej symboliki użytych przez mordercę fragmentów poezji. Drobne mankamenty czynią ten kryminał książką, która nie zadowoli wytrawnych miłośników gatunku, choć czyta się ją niezwykle przyjemnie. Wartka akcja, ciekawy pomysł na fabułę oraz sympatyczni bohaterowie – niewątpliwe zalety tej pozycji – sprawią jednak, że niemający wygórowanych wymagań czytelnicy nie będą się nudzić.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Żywioły” autorstwa Eriki Spindler, Alex Kavy oraz J. T. Ellison

zywioly-b-iext24694023Autor: Erica Spindler, Alex Kava, J. T. Ellison

Tytuł: Żywioły

Wydawnictwo: Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr

Liczba stron: 296

Żywioły to kolejny efekt współpracy Alex Kavy, Eriki Spindler i J. T. Ellison. Cienie nocy z wielu przyczyn niestety nie przypadły mi do gustu – brak napięcia, ledwie zarysowana fabuła, krótka historia (nawet jak na opowiadanie) to tylko niektóre z wad tamtej pozycji, według mnie nastawionej wyłącznie na zysk. W moim odczuciu pierwsze wspólne dzieło wymienionych autorek miało jednak zdecydowaną zaletę – wszystkie opowiadania były ze sobą powiązane, a występujące w nich bohaterki ścigały przemieszczającego się z miejsca w miejsce niebezpiecznego zbrodniarza. Tym razem detektyw Mary Catherine Riggio, agentka FBI Maggie O’Dell oraz porucznik Taylor Jackson nie dość, że muszą zmagać się z trzema groźnymi mordercami, to jeszcze pracę utrudniają im niekorzystne warunki atmosferyczne. Stany Zjednoczone zostały bowiem zaatakowane przez potężną nawałnicę, którą nazwano Alberta Clipper. M. C. walczy z wichurą, niosącą za sobą śnieżycę; Maggie w Zatoce Meksykańskiej ma do czynienia ze straszliwą burzą, która na wodzie przemienia się w gwałtowny sztorm, a Taylor w Waszyngtonie musi poradzić sobie ze śnieżycą. Te kłopotliwe dla Amerykanów zjawiska pogodowe zawsze sieją spustoszenie, niszcząc wszystko, co spotkają na swojej drodze. Niestety, takie okoliczności sprzyjają zwiększonej aktywności chuliganów, złodziei i morderców, którzy wychodzą na ulice zniszczonych i opustoszałych miast, by wzbogacić się na stracie innych. Autorki Żywiołów poszły jednak w nieco innym kierunku. W ich opowiadaniach zbrodniarze kierują się o wiele poważniejszymi motywami niż zwykła chęć kradzieży lub zniszczenia czyjegoś mienia. Śmiertelnie niebezpieczny żywioł stanowi jedynie tło opowieści, a zarazem staje się jej nieodłącznym elementem.

Po skończonej lekturze znów głowię się nad znalezieniem odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że tak znakomite w pojedynkę autorki, współpracując, tworzą coś tak słabego. Bez wątpienia druga ich książka jest o niebo lepsza od swojej poprzedniczki, do dobrej, nie mówiąc już o świetnej pozycji, wciąż brakuje jej jednak bardzo wiele. Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że wspomniane autorki znów uległy chęci dopisania do swego konta kilku zer. Nie wiem, być może jestem niesprawiedliwa, ale czytając „Żywioły”, czułam, że wykonały swoją pracę bez większej pasji. W tej sytuacji nie mogłabym więc nie ponarzekać na to, co nam zaoferowały.

Wielu czytelników zarzucało Spindler, że z całej trójki stworzyła najsłabsze opowiadanie. Pomimo mojej ogromnej sympatii do tej autorki i do jej książek, niektórych naprawdę niesamowitych, z żalem muszę przyznać, że tym razem rzeczywiście się nie popisała, rzucając swoim fanom jakiś marny ochłap. Wielki chłód to niemal nieprzerwany ciąg dialogów, którego tło stanowią nieliczne dłuższe opisy. Kiedy czytam niezbyt ciekawą książkę, długie opisy męczą mnie niemiłosiernie, więc z niecierpliwością wyczekuję scen dialogowych, aby szybciej dotrzeć do ostatniej strony. Tym razem było wręcz odwrotnie. Chciwym wzrokiem poszukiwałam dłuższych opisów, które wzbogaciłyby tło przedstawianych wydarzeń, ale tych było jak na lekarstwo. Moja ulubiona autorka bardzo mnie zawiodła. Pomijając fakt, że nigdy nie przepadałam za duetem Riggio-Lundgren, ta historia była po prostu niewiarygodnie słaba. Zero napięcia, trochę zagadkowości i mozolne liczenie stron do końca. Historia, którą człowiek po przeczytaniu od razu wyrzuca z pamięci. Naprawdę, nic szczególnego.

Na szczęście druga odsłona zmagań z niszczycielskim żywiołem padła łupem Alex Kavy. To opowiadanie czytało mi się znacznie przyjemniej. Było napięcie, momentami szybsze bicie serca, no i wspaniała O’Dell. Miło znów spotkać ekipę ratowniczą z „Kolekcjonera”. W centrum wydarzeń, oczywiście, nieustraszona Liz Bailey. I to właśnie przy jej pomocy Maggie postara się unicestwić plany handlarzy narkotykami, którzy dla spokoju muszą pozbyć się obu kobiet. Na środku wzburzonego oceanu wszystko wydaje się jednak trudniejsze. Burza w szaleńczym tempie zbliża się do Pensacoli, więc jeśli agentka O’Dell i ratowniczka straży przybrzeżnej chcą wyjść z tego niebezpieczeństwa cało, muszę się pospieszyć, a czasu jest coraz mniej…

Elektryczny Błękit pokazuje, jak wiele ludzie są w stanie poświęcić i jak bardzo zaryzykować dla korzyści materialnych. Nie sądzę, by w XXI w. były gorsze i bardziej oddziałujące na ludzkie decyzje pragnienia niż żądza władzy lub chęć wzbogacenia się, nawet łamiąc przy tym prawo lub powszechnie przyjęte normy i zasady współżycia społecznego.

Całość Żywiołów zamyka J. T. Ellison, która proponuje nam ciekawą konstrukcję swego opowiadania, pozwalając czytelnikom na przemian śledzić myśli i działania mordercy, który wciela się w rolę pierwszoosobowego narratora, a jednocześnie przyglądać się losom porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville, która leci do Waszyngtonu, by tam wygłosić przemówienie na konferencji organizowanej w jednym z hoteli. Jackson wydaje się, że pobyt w luksusowym hotelu pozwoli jej odpocząć, zrelaksować się i posiedzieć w jacuzzi. Nic bardziej mylnego! Żądny zemsty morderca wybiera na swe ofiary uczestników wspomnianej konferencji. Pogoda dla głównej bohaterki również nie okaże się łaskawa. Śnieżyca odcina gości od kontaktu z rzeczywistością – wysiada prąd, nie działa ogrzewanie, wybucha pożar, a goście hotelowi nie mogą dostać się do swoich pokojów. W dodatku dwóch z nich zapadło się pod ziemię. Taylor przeczuwa, że stało się coś złego, dlatego nie mając chwili do stracenia, przy pomocy organizatorki konferencji zamierza odkryć przerażającą prawdę. Czy uda jej się ubiec bezwzględnego mordercę?

Cóż, kolejna książka na jeden dzień. Przyjemna lekturka na umilenie sobie nudnej podróży, ale raczej niezasługująca na poświęcenie jej większej uwagi. Efekt pracy Spindler zupełnie nieproporcjonalny do jej umiejętności i osiągnięć. To, co nam zaproponowała, wydaje się być napisane zupełnie od niechcenia. Kava i Ellison spisały się o wiele lepiej. Dla mnie najlepsze było opowiadanie Kavy, ale Ellison, której twórczości poza Cieniami nocy niestety nie znam, zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. Czy ogólnie jestem usatysfakcjonowana? Raczej nie. Cieszę się, że nie skusiłam się na kupno Żywiołów, ponieważ żałowałabym, że nie wydałam tych pieniędzy na coś bardziej wartościowego. Zauważyłam też, ze wielu czytelników zarzucało książce, że pełno w niej odwołań do wcześniejszych utworów Kavy i Spindler. To fakt, jest ich sporo, ale mnie osobiście zabieg ten przypadł do gustu, ponieważ doskonale się orientowałam w każdej wzmiance i dzięki temu traktowałam Żywioły jako jakąś tam kontynuację. Przy opinii na temat Cieniów nocy zaznaczałam, że nie jest to książka dla osób, które chcą poznać twórczość którejś z autorek, ale pozycja dla ich miłośników, którzy potraktują tego typu pozycje jako swego rodzaju dopełnienie kreowanego przez autorki wizerunku poszczególnych bohaterek. Ci czytelnicy mogą być względnie usatysfakcjonowani, reszta będzie srodze rozczarowana i pewnie nieprędko sięgnie po samodzielne powieści Kavy, Spindler i Ellison, a to byłaby wielka strata.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Cienie nocy” autorstwa Eriki Spindler, Alex Kavy oraz J. T. Ellison

cienie-nocy-b-iext18551535Autor: Erica Spindler, Alex Kava, J. T. Ellison

Tytuł: Cienie nocy

Wydawnictwo: Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr

Liczba stron: 185

Cienie nocy od początku bardzo mnie kusiły. Fakt, że dwie moje ulubione autorki, oczywiście Kava i Spindler, zdecydowały się stworzyć coś razem, był dla mnie wystarczająco przekonujący, abym po tę pozycję sięgnęła. A czym dłużej czekałam w kolejce w bibliotece na książkę, tym bardziej mi zależało. Niestety, zupełnie niepotrzebnie, ponieważ boleśnie się rozczarowałam. Teraz przeglądając opinie innych czytelników, widzę, że nie jestem sama, a grono nieusatysfakcjonowanych miłośników thrillerów i fanów tych znakomitych autorek wciąż się powiększa.

Po pierwsze: objętość książki. We Wstępie możemy oczywiście przeczytać, że owocem współpracy tego tria jest krótka książeczka, zbiór trzech opowiadań z udziałem bohaterek znanych z wcześniejszych powieści Spindler, Kavy i Ellison. Zresztą na pierwszy rzut oka widać, że fabuła nie jest wyjątkowo rozbudowana skoro zamiast 500 stron mamy marne 170. Nie, to nie liczba stron zraziła mnie najbardziej. Przede wszystkim brakowało mi napięcia tak typowego dla historii opowiadanych przez Kavę i Spindler. Seryjny morderca, psychopata dla własnej przyjemności zabijający ludzi bezdomnych, ułomnych czy słabych, niepotrafiących lub niebędących w stanie się bronić to nic nowego. Historia jakich wiele. Pomysł z połączeniem sił trzech autorek oraz z przenoszeniem akcji z miasta do miasta tak, aby każda ze śledczych: Stacy Killian, Taylor Jackson oraz Maggie O’Dell, mogła zmierzyć się z mordercą i spróbować go powstrzymać, był moim zdaniem świetny. Tylko wykonanie trochę zawiodło. Zdecydowanie brakowało mi tego charakterystycznego napięcia i pościgów w stylu zmagań Maggie z Albertem Stuckym, sięgając po pierwszy z brzegu przykład. Tu fabuła jest zaledwie zarysowana. Kiedy czytelnik spodziewa się rozwinięcia wątku, wręcz tego żąda, następuje koniec rozdziału. Ot co. Właściwie niemal po pierwszej części znamy mordercę i dalej do samego końca zwyczajnie śledzimy wydarzenia, na szczęście już z udziałem agentki O’Dell, ale w moim odczuciu i ona nie ratuje tej pozycji. Jedynym plusem jest dla mnie powrót Nicka Morellego, za którym, przyznam, trochę się stęskniłam. Mam nadzieję, że na dłużej zagości w twórczości Kavy, chociaż już zdążyłam się przyzwyczaić do Bena.

Cóż, sama nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć na ten temat. Moje rozczarowanie i fakt, że pochłonęłam tę książkę z przerwami w kilka godzin i to nie ze względu na niezwykle wciągającą treść, ale raczej z uwagi na jej brak, znacznie obniżył moją ocenę, pozbawiając mnie chęci rozpisywania się na jej temat. Tyle.

Podsumowując, nie zniechęcam do sięgnięcia po Cienie nocy, ponieważ odrobina wrażeń przyda się wszystkim miłośnikom tego gatunku. Odradzam jednak nastawianie się na ekscytującą książkę czy wbijającą w fotel historię. To niezła pozycja, ale bez szału. Tylko dla wytrawnych miłośników; komuś, kto po raz pierwszy chce zapoznać się z twórczością Eriki Spindler lub Alex Kavy stanowczo odradzam, sięgnijcie raczej po wcześniejsze pozycje tych autorek, aby się niepotrzebnie nie zrazić.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com