„Siostrzyczka musi umrzeć”, Freda Wolff [recenzja]

9616_99906339616 (2)Autor: Freda Wolff

Tytuł: Siostrzyczka musi umrzeć

Tytuł oryginalny: Schwesterlein muss sterben

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 352

11 stycznia 2017 roku na półki polskich księgarń trafiła wydana nakładem wydawnictwa Świat Książki powieść autorstwa nikomu w Polsce bliżej nieznanej Fredy Wolff. Freda Wolff to pseudonim pary pisarzy: Ulrike Gerold i Wolframa Hänela, którzy od ponad 20 lat piszą w jednym mieszkaniu i przy jednym stole, nie tocząc przy tym bojów częściej, niż jest to niezbędne. Książka przyciąga uwagę swoją okładką i kusi opisem, sprawiając, że z miejsca chcemy po nią sięgnąć. Na tym jednak zalety się kończą, bo Siostrzyczka musi umrzeć jest książką raczej z gatunku tych mocno przeciętnych.

Norwegia, Bergen. Merette Schulman jest odnoszącym sukcesy zawodowe psychologiem i to psychologiem, który każdego dnia z pasją wykonuje swoją pracę. Wszystko się zmienia, gdy do gabinetu Merette trafia niepokojący pacjent. Chłopak przejawia socjopatyczne zachowania, czym bardzo martwi Merette. Aksel nie tylko wyznaje jej, że już jako czternastolatek zabił swoją przybraną siostrę, ale także nadmiernie interesuje się Julią, dwudziestoczteroletnią córką dr Schulman. Gdy znika bez śladu przyjaciółka Julii, Marie, a Merette dowiaduje się o zagadkowych wypadkach utonięć młodych kobiet, ogarnia ją panika. Kobieta boi się, że jej ukochaną córkę spotka coś złego. Czy Aksel, nowy pacjent Merette, rzeczywiście jest niebezpieczny, czy też Merette jest zwyczajnie przewrażliwiona?

1486229806106Powieść Fredy Wolff to zgodnie z opisem na okładce „dreszczowiec, który sprawi, że każda matka zacznie się lękać o swoją córkę – i każda córka o swoją matkę”. W rzeczywistości Siostrzyczka musi umrzeć to książka, która bardzo chciałaby być thrillerem, ale dużo jej do tego brakuje. Akcja toczy się niezwykle mozolnie i przerażające jest, że po przeszło dwustu stronach wciąż niewiele się dzieje. A gdzie napięcie i nieprzewidywalne zwroty akcji, które są wizytówką każdego dobrego thrillera? Owszem, jest nieco tajemniczo, bo długo nie wiemy, czy pacjent Merette, nowy chłopak Julii i porywacz Marie to ten sam człowiek, co zdają się sugerować Merette i jej były mąż, ale napięcia to tu nie ma w zasadzie żadnego. Z racji profesji głównej bohaterki oczekiwalibyśmy od pary autorów thrillera psychologicznego, w którym główny nacisk będzie położony na aspekty psychologiczne, w tym przede wszystkim na emocje bohaterów i motywy ich postępowania. Tego jednak również tu nie ma. Gdy Siostrzyczka musi umrzeć trafiła w moje ręce, byłam podekscytowana jej lekturą. Ogromne wrażenie zrobił na mnie front okładki, który działa na mnie wręcz hipnotyzująco. Opis też wskazywał na trzymający w napięciu thriller, od którego nie będę mogła się oderwać. Jak bardzo się pomyliłam! Powinnam uwierzyć w opinie zamieszczone na portalu Lubimy Czytać, gdzie ci będący już po lekturze, krytykowali tę powieść. Chciałam jednak dać jej szansę, mając nadzieję, że jej lektura mimo wszystko sprawi mi przyjemność. Po wszystkim mogę z ulgą odetchnąć, że książka nie należy do obszernych, dzięki czemu w miarę szybko udało mi się przez nią przebrnąć. Prócz bardzo mozolnie rozkręcającej się akcji, która ostatecznie nie dociera do punktu kulminacyjnego, wadą powieści są również bohaterowie. Naprawdę trzeba się bardzo mocno postarać, by polubić Merette, jej córkę czy Jana-Ole. Z doświadczenia wiem, że nawet jeśli książka fabularnie jest słaba, ale występują w niej postaci, które wzbudzają naszą sympatię, to łatwiej nam się ją czyta. Czy zatem skłonna byłabym polecić thriller Fredy Wolff? Wątpię. Myślę, że to pozycja, którą spokojnie można sobie odpuścić, nie tracąc na jej lekturę czasu. Jest wiele innych książek, którym warto go poświęcić.

Moja ocena: 4/10

A może Wam powieść Fredy Wolff się podobała? Może jestem zbyt surowa w swej ocenie, tak bardzo ją krytykując? A może dopiero planujecie jej lekturę? Podzielcie się wrażeniami!

Źródło fotografii:
http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/