„Sprawa samotnej dziedziczki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawasamotnejAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa samotnej dziedziczki

Tytuł oryginalny: The Case of the Lonely Heiress

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 222

——————————————————————————————————————————–

Każde morderstwo jest jak układanka (…) Wystarczy tylko ułożyć wszystkie elementy. Jeśli znajdziesz rozwiązanie, wszystko układa się w logiczną całość. Jeśli któryś z elementów nie pasuje, to znaczy, że nie znalazłeś właściwego rozwiązania (s. 215)

   Spokojnie można by się pokusić o stwierdzenie, że wszystkie powieści Erle’a Stanleya Gardnera, twórcy jednego z najsłynniejszych adwokatów, są takie same albo przynajmniej do złudzenia podobne. Kolejne lektury z cyklu o Masonie tę tezę potwierdzają. Kryminały Gardnera zawsze podporządkowane są temu samemu schematowi: autor, niczym dramaturg, już na początku przedstawia nam listę osób biorących udział w przedstawieniu. Prócz Perry’ego Masona znajdziemy tu oczywiście również Dellę Street, jego zaufaną sekretarkę, oraz Paula Drake’a, szefa współpracującej z kancelarią Masona agencji detektywistycznej. Do tych trzech głównych postaci dochodzą jeszcze inne, dobrze nam znane z pozostałych książek Gardnera, jak np. porucznik Tragg, sierżant Holcomb lub Gertie, recepcjonistka Masona. Nieco później poznajemy bohaterkę, oskarżoną o morderstwo pierwszego stopnia przyszłą klientkę Perry’ego, i niezależnie od okoliczności na końcu i tak lądujemy na sali rozpraw, gdzie Mason czuje się jak ryba w wodzie.

   Do kancelarii Masona przychodzi Robert Caddo, wydawca magazynu dla samotnych serc. Oskarżany o fałszowanie ogłoszeń matrymonialnych mężczyzna prosi adwokata, by znalazł dowody na to, że anons niejakiej Marilyn Marlow, samotnej dziedziczki, która rzekomo poszukuje bratniej duszy, jest autentyczny. Mason wykonuje zlecenie klienta, jednak to nie koniec jego związku ze sprawą panny Marlow. Okazuje się, że kobieta odziedziczyła niedawno ogromny majątek, należący wcześniej do jej tragicznie zmarłej matki, która to otrzymała spadek po swym pracodawcy, George’u Endicotcie. Krewni testatora upierają się, że ostatnia wola Endicotta została sfałszowana, i gotowi są zrobić wszystko, by to udowodnić. Jedyną ich nadzieją jest Rose Keeling, kobieta, która rzekomo była świadkiem podpisania testamentu przez umierającego mężczyznę. Rose zeznała wprawdzie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale ze słów Marilyn Marlow wynika, że teraz zamierza zmienić swoje zeznania. Gdy Rose zostaje zamordowana, podejrzenie automatycznie pada na pannę Marlow. Oczywiste jest, że na śmierci Keeling to ona skorzystałaby najbardziej… Perry Mason choć nie wie, czy może Marilyn zaufać, podejmuje się jej obrony. Nie po raz pierwszy dla dobra swego klienta będzie musiał sporo zaryzykować. Ma świadomość, że w najlepszym wypadku może zostać oskarżony o fałszowanie dowodów, w najgorszym – o współudział. Ale czy gra rzeczywiście warta jest świeczki? Czy Marilyn Marlow naprawdę jest niewinna? I co z testamentem Endicotta?

   Sprawa samotnej dziedziczki jest niezłą książką, choć daleko jej do najlepszych powieści z liczącego przeszło 80 książek cyklu, którego głównym bohaterem jest prawnik Perry Mason. Zakończenie powieści może być dla nas oczywiście sporym zaskoczeniem, ponieważ Gardner co i raz umiejętnie podsuwa nam fałszywe tropy. Do ostatnich rozdziałów książki usilnie zastanawiamy się, czy oskarżona o morderstwo klientka Masona rzeczywiście jest niewinna, a jeśli tak, to kto zabił Rose Keeling. W tej powieści Gardner wprawdzie po raz kolejny udowadnia, że Mason jest prawnikiem wybitnym, gotowym w pełni zaangażować się w prowadzoną sprawę, ale jednocześnie pokazuje, że jak wszyscy inni jest on tylko człowiekiem – nie zawsze nieomylnym i nie zawsze tak sprytnym, jak mu się wydaje. Przyjemna lektura, choć fajerwerków proszę się nie spodziewać. Fani Masona mogą być nieco rozczarowani, co jednak nie znaczy, że nie można tej książce poświęcić kilku godzin lektury.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
archiwum własne (skan okładki)

„Sprawa mądrych małp”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawa-madrych-malp-b-iext3718091Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa mądrych małp

Tytuł oryginalny: The Case of the Mythical Monkeys

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 202

——————————————————————————————————————————–

Nie wiem, co jeszcze mógłby pan zeznać, ale mam nadzieję, że to pomoże mojej klientce, ponieważ w przeciwnym wypadku zrobię z pana mordercę (s. 165)

Ze stworzonym przez Erle’a Stanleya Gardnera Perrym Masonem spotykam się od dawna, podobnie zresztą jak z Dellą Street i Paulem Drakiem. Sprawa mądrych małp to kolejna okazja, by jeszcze lepiej poznać bohaterów i przeżyć fascynującą przygodę.

Gladys Doyle jest sekretarką Mauvis Niles Meade, ekscentrycznej pisarki, której sławę przyniosło napisanie powieści erotycznej. Panna Doyle na polecenie swej pracodawczyni wybiera się do kurortu narciarskiego, gdzie ma się spotkać z człowiekiem z branży filmowej, by omówić szczegóły kontraktu. Wracając z wyjazdu Gladys, w celu ominięcia gigantycznych, niedzielnych korków, ma posłużyć się skrótem, o którym opowiedziała jej szefowa. Pech jednak chce, że samochód dziewczyny grzęźnie w błocie. Na szczęście zmarzniętej i przemoczonej do suchej nitki Gladys udaje się trafić do górskiej chatki, w której przebywa burkliwy młody mężczyzna. John, bo tak się podobno nazywa, z niechęcią zgadza się, by turystka wzięła prysznic i odpoczęła po wrażeniach minionego dnia. Po przebudzeniu sekretarka odkrywa, że niemiły gospodarz zniknął, a w pokoju obok pojawiły się zwłoki, tyle że nie Johna, a jakiegoś nieznajomego mężczyzny. Gladys wpada w panikę i w popłochu ucieka z chaty. Wcześniej jednak dotyka broni, na której – rzecz jasna – pozostawia odciski palców. Nie wiedząc, co robić, zgłasza się do najlepszego adwokata, jakiego zna. W ten sposób Mason zyskuje klientkę i ściąga na siebie kłopoty, ponieważ zebrane przez policję dowody zdają się przesądzać, że to właśnie Gladys zabiła tajemniczego mężczyznę. Ona jednak wszystkiego się wypiera. Perry wie, że aby wyjaśnić zagadkę znalezionego na miejscu zbrodni szala z przysłowiowymi trzema małpkami, które nie widzą, nie słyszą i nie głoszą zła, będzie musiał balansować na granicy prawa i bezprawia. Wszystko wyjaśni się na sali sądowej w czasie rozprawy wstępnej. Kto zwycięży: agresywny i kąśliwy niczym pitbull prokurator okręgowy czy cwany adwokat, który dla klienta gotów jest zrobić wszystko? Kto wyłoży na stół asa i zgarnie wygraną?

Powieść pt. Sprawa mądrych małp nie odbiega schematem od pozostałych kryminałów E. S. Gardnera. Autor, niczym dramaturg, już na początku przedstawia nam listę osób biorących udział w przedstawieniu. Potem poznajemy bohaterkę, oskarżoną o morderstwo pierwszego stopnia przyszłą klientkę Masona, i niezależnie od okoliczności na końcu i tak lądujemy na sali rozpraw. Nie nazwałabym tej książki wybitną, ale z pewnością jest to lekka, niewymagająca lektura, po którą warto sięgnąć, gdy szuka się czegoś niezobowiązującego. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, zwłaszcza jeśli lubi się Masona i jego oddanych współpracowników. Perry znów zniewala swoim sprytem i umiejętnością wykorzystywania luk w prawie. Wadą powieści jest jednak to, że zbyt wcześnie można się domyślić rozwiązania zagadki, co psuje nieco efekt końcowy i osłabia wrażenie, jakie ta książka wywarłaby na czytelniku, gdyby zakończenie było zaskakujące. Niemniej na powieści Gardnera zawsze warto znaleźć czas, tylko nie miejcie zbyt wygórowanych oczekiwań, bo się rozczarujecie. Polecam!

monkeys1

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

„Sprawa niebezpiecznej wdówki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

eb2db16678126c662e29d0ad71a700ecAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa niebezpiecznej wdówki

Tytuł oryginalny: The Case of the Dangerous Dowager

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 200

——————————————————————————————————————————–

Aha, wykombinowałeś rewelacyjny plan. Już to widzę – otrzemy się o więzienie stanowe, jeśli szczęście nam dopisze, a jeśli nie, skończymy w charakterze trupów albo skazańców (s. 13).

Mając za sobą lekturę co najmniej kilkunastu powieści z cyklu o Perrym Masonie, muszę przyznać, że Sprawa niebezpiecznej wdówki nie jest najwybitniejszym dziełem Erle’a Stanleya Gardnera. Autor wodzi wprawdzie czytelników za nos, rzucając informacje, które sprawiają, że czytający zmienia kilkakrotnie swój typ, brakuje tu jednak tempa, rosnącego napięcia i tego czegoś, co sprawia, że opowiedziana historia jest tak interesująca, że nie sposób się od niej oderwać. Szczerze mówiąc, niewiele się tutaj dzieje, a uknuta przez Gardnera intryga nie jest chyba aż tak wciągająca, jak miało to miejsce w przypadku kilku innych jego powieści. Z drugiej jednak strony każde kolejne spotkanie z tak wybitnym umysłem i sprytnym adwokatem jak Perry Mason, który dodatkowo odznacza się zamiłowaniem do pracy detektywistycznej, jest dla sympatyków tego bohatera niezwykłą przyjemnością, co sprawia, że na pewne niedociągnięcia i usterki można przymknąć oko.

W kancelarii Perry’ego Masona zjawia się zamożna wdowa, która zleca prawnikowi wykupienie od właścicieli pływającego kasyna skryptów dłużnych wystawionych przez jej wnuczkę, Sylvię Oxman. Kobieta jest przekonana, że mąż Sylvii będzie chciał je wykorzystać w sprawie rozwodowej jako dowód, że jego żona to nałogowa hazardzistka, która nie potrafi rozsądnie gospodarować własnymi pieniędzmi. Klientka Masona, Matilda Benson, obawia się, że z racji swojej słabości jej wnuczka utraci prawo do opieki nad dzieckiem i przysługującą jej córce częścią funduszu powierniczego. Po namowach ze strony Benson Mason ostatecznie zgadza się podjąć tego zadania. W tym celu udaje się do zlokalizowanego poza strefą dwunastu mil Rogu obfitości, gdzie za sprawą pewnego fortelu spotyka się z jego właścicielami. Wkrótce jednak sprawy się komplikują i to na pozór banalne zadanie okazuje się prawdziwym wyzwaniem. Mason odkrywa, że Sam Grieb, jeden z właścicieli, nie żyje, a Sylvia Oxman była na miejscu zbrodni. Prawnik robi, co może, by chronić swoją klientkę, ale w ten sposób ściąga na siebie kłopoty. Grozi mu proces o morderstwo, współudział w morderstwie lub – w najlepszym przypadku – o poplecznictwo. Policja tymczasem staje na głowie, by doprowadzić słynnego adwokata przed federalną ławę przysięgłych. Ukrywając się przed funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości, Mason na własną rękę musi odkryć tożsamość zabójcy lub zabójczyni. Czy za śmierć Grieba odpowiedzialna jest Sylvia, czy może po prostu znalazła się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu? Czy motywem zabójstwa były wspomniane weksle czy też coś zupełnie innego? I co najważniejsze: czy to w ogóle było zabójstwo?

Na wszystkie te pytania odpowiedzi będzie szukał Perry Mason, w którego interesie własnym leży rozwiązanie zagadki. W poszukiwaniach będą mu oczywiście pomagać jego stali współpracownicy, czyli niezastąpiona sekretarka, Della Street, oraz właściciel agencji detektywistycznej, Paul Drake.

Jak wspomniałam na początku, nie jest to najlepsza z powieści w dorobku E. S. Gardnera. Nie jest to również typowa powieść sądowa, jak często zwykło się określać kryminały z realiami prawniczymi w tle. Tym razem dla odmiany akcja w ogóle nie rozgrywa się na sali sądowej, co może być pewnym zaskoczeniem. Powieść, jak przystało na książki Gardnera, czyta się szybko, mimo iż niewiele się dzieje. Ogółem można po Sprawę niebezpiecznej wdówki sięgnąć, choć osobiście poleciłabym raczej kilka innych powieści z cyklu o Masonie. Gardner ma w swoim dorobku lepsze pozycje i to od nich warto zacząć znajomość ze słynnym adwokatem i jego przygodami.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://dedalus.pl

„Sprawa nerwowej żałobniczki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawa-nerwowej-zalobniczki

Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa nerwowej żałobniczki

Tytuł oryginalny: The Case of the Angry Mourner

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 158

„Poszlaki to najmocniejsze dowody. Zadziwiające, jakie błędy można popełnić przy ich interpretacji”

——————————————————————————————————————————

Tak jak Sprawa podwójnej tożsamości była w moim odczuciu jedną z bardziej wciągających powieści w dorobku E. S. Gardnera, tak chyba Sprawa nerwowej żałobniczki jest jedną ze słabszych książek twórcy Perry’ego Masona. Nie twierdzę, że powieść jest nudna czy przewidywalna, bo nie jest, brakuje jej jednak charakterystycznych dla Gardnera zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że nie sposób oderwać się od lektury.

Tym razem autor zaserwował nam przede wszystkim słowne utarczki Masona z prokuratorem okręgowym, Darwinem Hale’em, którego najsilniejszą bronią na sali sądowej są: zgłoszenie sprzeciwu i wzięcie świadka w krzyżowy ogień pytań. Gardner przyzwyczaił swoich czytelników, że rozprawa sądowa stanowi oś konstrukcyjną właściwie wszystkich powieści z cyklu o najlepszym w swoich fachu adwokacie kryminalnym. Tu jednak jest ona elementem dominującym. Mniej więcej w okolicach 80. strony wstępujemy na salę sądową i już do końca powieści jej nie opuszczamy. W stosunku do innych książek nieco ograniczona jest również rola Delli Street i Paula Drake’a, którzy wprawdzie nieustannie towarzyszą Masonowi, jednak ich udział w rozwiązaniu zagadki jest mniejszy niż zazwyczaj.

Na pierwszy rzut oka fabuła Sprawy nerwowej żałobniczki sprawia wrażenie typowej. Lubiący otaczać się pięknymi kobietami Arthur B. Cushing zostaje zamordowany we własnej rezydencji. Dzięki zeznaniom służącej wiemy, że ostatni wieczór swojego życia spędził w towarzystwie Carlotty Adrian, mieszkającej nieopodal 21-letniej przyjaciółki, z którą po zjedzonej kolacji miał oglądać filmy. Matka Carlotty nie pochwalała znajomości córki z Cushingiem, którego zawsze uważała za zwykłego bawidamka. Córka jednak tłumaczyła jej, że jest nadopiekuńcza, a z Arthurem spotyka się tylko po to, by uniknąć nudy. Obawiająca się złości ze strony Carlotty Belle obiecała sobie, że tym razem nie będzie się wtrącać.

Kiedy jednak nocną ciszę przeszywa przeraźliwy krzyk kobiety, pani Adrian decyduje się sprawdzić, czy wszystko w porządku. Po dotarciu do willi Cushinga niemal od razu orientuje się, że musiało się tu wydarzyć coś strasznego. Rozbite okno, stłuczone lustro, leżąca na ziemi puderniczka jej córki i siedzący na swoim wózku inwalidzkim… martwy Arthur Cushing. Kobieta ani chwili nie zwlekając, bierze się do sprzątania, po czym jak gdyby nigdy nic wraca do domu, gdzie ku zaskoczeniu zastaje córkę, która zdaje się nie wiedzieć o śmierci Arthura. Choć żadna z kobiet otwarcie się do tego nie przyznaje, wszystko wskazuje na to, że o zabójstwo Cushinga podejrzewają siebie nawzajem. Matka jest gotowa kryć córkę, a córka chce chronić matkę. Aby uniknąć kłopotów, na wszelki wypadek planują ustalić wspólną wersję wydarzeń. Rankiem zrozpaczona Belle pod wpływem wizyty sąsiada decyduje się odwiedzić wypoczywającego w okolicy Perry’ego Masona. Ma nadzieję, że słynny adwokat wybroni jej córkę, jeśli ta zostanie oskarżona o morderstwo. Okazuje się jednak, że to pani Adrian bardziej będzie potrzebować pomocy prawnika, bo to ona, a nie córka trafia przed oblicze sądu. Oznacza to, że Mason znów będzie miał okazję popisać się swoimi umiejętnościami. Kto i dlaczego zabił bogatego flirciarza? Zebrane przez policję dowody jednoznacznie wskazują na matkę Carlotty. Czy Masonowi uda się wybronić klientkę, zanim ława przysięgłych wyda wyrok skazujący?

Jak wspomniałam na początku, w tej powieści niewiele się dzieje. Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie, ale brakuje jej suspensu. Szczególnie interesujący wydaje się sposób prowadzenia przez Masona przesłuchań w trakcie rozprawy wstępnej. Nieoczekiwane i na pozór absurdalne decyzje Perry’ego wprawiają oskarżyciela w osłupienie albo doprowadzają go do szału. My jednak, jako postronni obserwatorzy, możemy czerpać prawdziwą przyjemność z przyglądania się temu niezwykłemu widowisku. A zakończenie? Zaskakujące, jak zwykle.

Podsumowując: można po tę książkę sięgnąć, choć nie jest to pozycja obowiązkowa. Są lepsze. Jeśli jednak do tej pory nie zapoznaliście się jeszcze z Masonem, to najwyższy czas to zmienić!

Moja ocena: 6/10

„Sprawa podwójnej tożsamości”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

352x50047Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa podwójnej tożsamości

Tytuł oryginalny: The Case of the Foot-Loose Doll

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 192

—————————————————————————-

Sprawa podwójnej tożsamości to chyba jedna z bardziej wciągających powieści E. S. Gardnera z cyklu o Perrym Masonie, chociaż właściwie nie wyróżnia się ona niczym szczególnym. Nie jest przecież dziełem wybitnym, raczej jednym z wielu. Nie wiem, czy inni czytelnicy, a zwłaszcza miłośnicy sławnego adwokata, się ze mną zgodzą, ale z pewnością jest to lepszy kryminał  niż np. czytana przeze mnie całkiem niedawno Sprawa podmienionego zdjęcia.

Nowa tożsamość, nowe mieszkanie, nowa praca i… nowe problemy

Mildred Crest właśnie zawalił się świat. Jeszcze niedawno była w szczęśliwym związku i niewiele brakowało, by rozpoczęła przygotowania do ślubu z Robertem Joinerem. On jednak nie dość, że ją rzucił, to jeszcze okazał się bezdusznym malwersantem. A gdyby tak można było stać się kimś innym i zacząć wszystko od nowa, zostawiając za sobą przeszłość pełną złych wspomnień? Uniknąć złośliwych szeptów za plecami i litościwych spojrzeń koleżanek, udających, że jest im przykro, że powinęła nam się noga. Kuszące, ale niemożliwe do wykonania. Ale czy na pewno? Przypadek sprawia, że Mildred dostaje od losu drugą szansę i… wpada z deszczu pod rynnę.

Zrozpaczona kobieta, usłyszawszy decyzję ukochanego, bierze z pracy wypłatę, wsiada w samochód i jedzie przed siebie, bez konkretnego celu, byle jak najdalej. Na stacji benzynowej poznaje autostopowiczkę, która prosi ją o podwiezienie. Mildred się zgadza, zaznaczając, że jeszcze nie wie, dokąd jedzie. Fern Driscoll to odpowiada, ponieważ i ona chciałaby zapaść się pod ziemię. Przez dłuższy czas kobiety jadą w milczeniu, rozmyślając w ciszy, co zrobić ze swoim życiem. Nagle zdesperowana pasażerka chwyta za kierownicę i próbuje zepchnąć samochód do rowu, przerażona Mildred  robi wszystko, by uniknąć wypadku. Ostatecznie się to nie udaje, Fern Driscoll ginie na miejscu, a Mildred wpada na pomysł, by przywłaszczyć sobie tożsamość zmarłej – jej przecież i tak się już nie przyda. Przeprowadzka w nowe miejsce, nowa praca i nowe towarzystwo wydają się znakomitym rozwiązaniem. Jednak gdy do drzwi Mildred puka szantażysta, a ona sama zostaje oskarżona o morderstwo, załamana kobieta nie jest pewna, czy nie wolała być porzuconą narzeczoną niż morderczynią. Po pomoc zwraca się do sławnego adwokata, Perry’ego Masona, który zgadza się podjąć ryzyko, mimo że o swojej klientce wie tylko tyle, ile ta chce mu powiedzieć. A rzekoma Fern Driscoll kłamie jak z nut. Mason ma nadzieję, że przyjęte od Fern honorarium w wysokości całych pięciu centów będzie warte zachodu i nie narazi jego reputacji na szwank.

Jak wspomniałam na początku, powieść Gardnera wciąga, choć sama nie wiem, co czyni ją tak interesującą. Może to zasługa Masona, który wciąż jest w najlepszej formie i ku uciesze czytelnika wodzi policję za nos, a może to ukazana przez autora przewrotność ludzkiego losu. Gardner poprzez kreację Mildred zdaje się mówić, że nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Jeśli chodzi zaś o Masona, to sposób, w jaki w tej powieści wyprowadził w pole oskarżyciela, zasługuje na słowa najwyższego uznania. Nie będę się rozpisywać na temat tego, jak znakomitym prawnikiem jest Mason, który trafia w dziesiątkę nawet wtedy, gdy strzela w ciemno. Każda kolejna część cyklu to potwierdza. Bardzo polecam tę i wszystkie inne powieści Gardnera, warto się z nimi zapoznać!

——————————————————————————————————————————–

 Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://lubimyczytac.pl

„Sprawa podmienionego zdjęcia”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawa-podmienionego-zdjecia-b-iext10061706Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa podmienionego zdjęcia

Tytuł oryginalny: The Case of the Substitute Face

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 224

—————————————————————————-

W moim życiu dużo jest ostatnio Masona. Tak się składa, że zakupiłam kilka książek Erle’a Stanleya Gardnera, których głównym bohaterem jest jedna z moich ulubionych postaci literackich, czyli Perry Mason, i teraz po kolei po nie sięgam, zachwycając się umiejętnościami, humorem i błyskotliwością słynnego adwokata. Po lekturze kilkunastu powieści sądowych Gardnera, mogę stwierdzić, że gdybym kiedyś potrzebowała prawnika, to chciałabym, by to właśnie Mason zajął się moją sprawą, bo Mason równa się sukces. Po prostu.

Perry Mason jest w swoim żywiole i znów króluje na sali sądowej. Znany ze swego sprytu prawnik po raz kolejny ośmiesza świadków i oskarżyciela w sprawie o morderstwo, próbując przekonać sąd, że jego klientka jest niewinna, ale czy rzeczywiście?

Nieszczęśliwy wypadek, samobójstwo czy morderstwo?

Na pokładzie statku płynącego z Honolulu Perry Mason spotyka państwa Newberry. Oprócz Carla i Anny Newberry Mason poznaje również ich córkę, śliczną Belle, dla której rodzice są gotowi zrobić wszystko. Korzystając z okazji, pani Newberry zwraca się do Masona z delikatną sprawą – podejrzewa bowiem, że jej mąż ukradł swojemu pracodawcy 25 tysięcy dolarów. Pani Newberry, bojąc się skandalu, chce, by słynny adwokat przekonał jej małżonka, by ten przyznał się do winy i zwrócił skradzioną kwotę, zanim sprawą zajmie się policja. Kiedy Mason zastanawia się, czy warto zawracać sobie głowę kradzieżą gotówki, podczas sztormu pan Newberry wypada za burtę. W grę wchodzą dwie możliwości: albo był to nieszczęśliwy wypadek, albo mężczyzna popełnił samobójstwo. Świadek zdarzenia obala tę teorię, twierdząc, że to pani Newberry zastrzeliła męża, a następnie wrzuciła go do wody. Ona sama wszystkiego się wypiera, zarzekając się, że nie wychodziła na zewnątrz. Gdy prawnik postanawia pomóc Annie Newberry, kapitan statku w kabinie podejrzanej odnajduje mokre ubrania i pas wypchany pieniędzmi. To odkrycie jest niczym gwóźdź do trumny kobiety, która zdaniem prokuratora z premedytacją zamordowała męża. Co zrobi Mason? Czy podejmie się obrony klientki, o której niewinności sam nie jest przekonany? Jaką rolę w sprawie o morderstwo odegra podmienione zdjęcie sławnej aktorki?

Pomysłowość Masona wykracza nieraz daleko poza wyobrażenia czytelnika, który, nawet jeśli pozornie nadąża za tokiem myślowym słynnego adwokata, to prędzej czy później gubi się gdzieś po drodze, nie mogąc pojąć, jak to wszystko jest możliwe i jak ON na to wpadł. Nie inaczej jest tym razem. Perry Mason do spółki z Dellą Street i Paulem Drake’iem znów zaskakuje, wprawiając oskarżenie i zgromadzoną na sali rozpraw publiczność w osłupienie.

Mętlik w głowie i uśmiech na twarzy

Muszę przyznać, że w porównaniu do innych powieści E. S. Gardnera Sprawa podmienionego zdjęcia nieszczególnie mnie zachwyciła. Oczywiście, nadal jest to znakomity kryminał, który co krok zaskakuje, trzymając przy tym w napięciu do samego końca, czegoś mu jednak brakuje. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest trochę przekombinowany. Czytelnik na pewnym etapie prywatnego śledztwa prowadzonego przez Masona i Drake’a ma w głowie kompletny mętlik. Gardner wszystko tak skutecznie splątał, że aż trudno rozłożyć to na części pierwsze. Mason oczywiście to potrafi, bo to Mason, nie byle kto, ale przeciętny czytelnik może mieć wrażenie, że wszystko jest strasznie skomplikowane. Uśmiech na twarzy mogą z kolei wywołać zabawne rozmowy pomiędzy bohaterami. Mason jest w tej powieści wyjątkowo niegrzeczny i nie po raz pierwszy namawia swojego współpracownika nie tylko do popełnienia przestępstwa, lecz także do tego, by… na miejscu zdarzenia pozostawił swoje odciski palców i pozwolił się złapać policji. Cały Mason – niepoprawny i zachwycający! Książkę polecam, choć są lepsze powieści z udziałem znanego adwokata.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

„Sprawa rezolutnej rozwódki”, Erle Stanley Gardner [recenzja]

sprawa-rezolutnej-rozwodki-b-iext2455414Autor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa rezolutnej rozwódki

Tytuł oryginalny: The Case of the Daring Divorcee

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 192

————————————————————————–

„Bez wątpienia nie da się pojąć uczuć kierujących kobietą. One są zdolne do najdziwniejszych rzeczy”¹

Erle Stanley Gardner i Perry Mason to duet, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. E. S. Gardner napisał blisko 130 książek, a bohaterem przeszło 80 jego powieści jest wzięty adwokat Perry Mason, czyli postrach wszystkich policjantów i prokuratorów. Mimo iż pod względem fabularnym i kompozycyjnym powieści sądowe Gardnera są do siebie podobne, gdyż z reguły wykorzystują te same schematy, to ich lektura zawsze sprawia przyjemność.

Wspomniany Mason słynie z niezwykłego sprytu, pomysłowości oraz znakomitej znajomości przepisów i luk w prawie, które wielokrotnie pozwalają mu wychodzić z opresji obronną ręką. Na sali sądowej jak na wojnie – wszystkie chwyty są dozwolone, jednak i tak największe znaczenie ma odpowiednia strategia. Mason to strateg wybitny, który niemal nigdy się nie myli. Jego klienci mogą być pewni, że sprytny adwokat zrobi wszystko, by udowodnić ich niewinność (jeśli rzeczywiście są niewinni) albo by uzyskać jak najmniejszy wymiar kary, gdy w istocie dopuścili się przestępstwa. Wybiegi Masona – choć częstokroć wzbudzają złość i niechęć bezradnej policji – zawsze mieszczą się w granicach prawa.

Zagadka czarnych okularów

W kancelarii Perry’ego Masona pod jego nieobecność zjawia się niejaka Adelle Hastings. Młoda kobieta, skrywająca swą twarz za wielkimi, czarnymi okularami, twierdzi, że potrzebuje pomocy najlepszego prawnika w mieście. Pani Hastings jest właśnie w trakcie rozwodu i chce, by Mason został jej pełnomocnikiem w sprawie o podział majątku. Nie mogąc się doczekać powrotu adwokata, opuszcza kancelarię, zapewniając recepcjonistkę, że za moment wróci, ale ostatecznie nie wraca. Kiedy Gertie opowiada szefowi o dziwnej klientce, ten nieszczególnie się nią przejmuje. Do czasu. Wkrótce okazuje się, że tajemnicza pani Hastings w poczekalni kancelarii przez przypadek bądź celowo zostawiła torebkę z osobistymi rzeczami, tak osobistymi, że jest wśród nich nawet rewolwer i to taki, z którego dwukrotnie strzelano. Ten zbieg okoliczności zaczyna zastanawiać Masona, który na własną rękę próbuje dotrzeć do właścicielki. Gdy mu się to udaje, ta zapewnia, że nigdy nie była w jego kancelarii. Stara się również przekonać prawnika, że torebkę i pistolet jej ukradziono. Perry nie bardzo wie, czy może jej wierzyć. W opowiedzianej przez Adelle historii jest tak wiele zbiegów okoliczności, że wszystko wydaje się wymyśloną na poczekaniu bajeczką. Intuicja podpowiada Masonowi, że coś musi być na rzeczy. Sprawa zaczyna nabierać rumieńców, kiedy okazuje się, że Garvin S. Hastings, mąż Adelle, został zamordowany we własnym łóżku. Przyczyna śmierci? Dwa strzały w głowę. Przypadek? Kolejny zbieg okoliczności czy może precyzyjnie zaplanowana zbrodnia, której motywem były pieniądze? Jeśli Adelle wcześniej nie potrzebowała pomocy Masona, to teraz się to zmieni. Prokurator okręgowy, Hamilton Burger, zrobi wszystko, by dowieść, że pani Hastings z zimną krwią zabiła swego męża. Czy tak było w istocie?

Podsumowując

Powieść pt. Sprawa rezolutnej rozwódki to typowa dla Gardnera historia, opowiedziana tak, jak tylko on potrafi. Intrygujący początek, który daje do myślenia, zbrodnia, niespodziewane zwroty akcji, podejrzane zachowanie co najmniej kilku bohaterów (w tym rzecz jasna klienta), słowne przepychanki między obroną i oskarżeniem oraz jedyne w swoim rodzaju trio, czyli: Perry Mason, Della Street i Paul Drake. Nie jest to lektura dla tych, którzy szukają mocnych wrażeń. Tu krew nie leje się strumieniami. Po powieści twórcy Masona powinni sięgać ci czytelnicy, których fascynują realia prawnicze, ci, którzy chcą zobaczyć, jak jeden z najlepszych adwokatów kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, zbijając argumenty strony oskarżającej niczym pionki na szachownicy. Gardner ma to do siebie, że pozwala czytelnikowi brać aktywny udział w prowadzonej sprawie, nie odsuwa go na boczny tor, spychając do pozycji obserwatora, lecz umożliwia mu śledzenie toku rozumowania głównego bohatera. Mimo iż czytelnik nie zna wszystkich myśli Masona, to jednak może kojarzyć fakty, analizować wątpliwości i przypuszczenia prawnika, a nawet próbować rozwiązać zagadkę na własną rękę. Z jakim skutkiem? To zależy.

Kończąc, wspomnę tylko, że dodatkową zaletą kryminałów E. S. Gardnera jest to, że wydaje je Wydawnictwo Dolnośląskie – wydanie kieszonkowe nie zajmuje wiele miejsca, a więc idealnie nadaje się do damskiej torebki. Tak jak można nosić przy sobie rewolwer, tak samo można mieć książkę. Bardzo polecam!

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com
1

Znacie twórczość E. S. Gardnera? Lubicie wykreowanego przez niego bohatera czy to zupełnie nie Wasza bajka? Podzielcie się wrażeniami. Czekam na Wasze opinie na temat tej i innych powieści. Z góry dziękuję za komentarze!

¹ E. S. Gardner, Sprawa rezolutnej rozwódki, Wrocław 2008, s. 132.

Recenzja książki pt. „Sprawa uciekających zwłok” autorstwa Erle’a Stanleya Gardnera

VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310WAutor: Erle Stanley Gardner

Tytuł: Sprawa uciekających zwłok

Tytuł oryginalny: The Case of the Runaway Corpse

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 239

Tak jak najsłynniejszym detektywem na świecie jest Herkules Poirot, tak chyba za najsłynniejszego adwokata uznać należy Perry’ego Masona. Mówi się o nim, że „jest niebezpiecznym przeciwnikiem, bystrym, szatańsko przebiegłym i gotowym podciąć gardło własnej babci, gdyby od tego zależała wygrana jego klienta”. Zaangażowanie w prowadzone sprawy, znakomita znajomość przepisów, umiejętność wykorzystywania wszelkich luk w prawie, elokwencja oraz nieopuszczająca Masona intuicja to atuty, które sprawiają, że na sali sądowej nie ma on sobie równych. Klienci marzą, by słynny adwokat zgodził się reprezentować ich w sądzie, a  prokuratorzy – bo to zwykle ich Mason ma po przeciwnej stronie – bojąc się go jak ognia, modlą się, by uniknąć bezpośredniego starcia z krnąbrnym członkiem palestry. Stworzony przez Gardnera bohater ma w sobie żyłkę nie tylko prawnika, ale i detektywa, stąd jego zamiłowanie do spraw o morderstwo; prawo cywilne czy spadkowe znacznie rzadziej znajdują się w orbicie jego zawodowych zainteresowań. Ten niejednokrotnie stąpający po cienkim lodzie prawnik nie dość, że jest znakomity w swoim fachu i rzetelnie przygotowuje się do każdej sprawy, wykorzystując przy tym umiejętności swojej sekretarki i powiernicy, Delli Street, oraz współpracując z agencją detektywistyczną Paula Drake’a, to jeszcze w swoich działaniach jest wyjątkowo nieustępliwy. Perry Mason już dawno wykreślił ze swego słownika wyrazy: „porażka” i „poddać się”. Powolnym krokiem, ze stoickim spokojem, a kiedy trzeba to i biegiem, zmierza ku kolejnym zwycięstwom, nigdy nie spoczywając na laurach i nie rozpływając się nad swoim geniuszem. Taki był od początku i taki jest nadal.

Z twórczością Erle’a Stanleya Gardnera po raz pierwszy zetknęłam się kilka lat temu. We wczesnej młodości z zainteresowaniem oglądałam w telewizji sfilmowane przygody Perry’ego Masona. Nie wiedziałam wówczas, że telewizyjny Mason to w rzeczywistości postać literacka, która pojawia się w przeszło 80 powieściach Gardnera, a znakomita większość z nich została przetłumaczona na język polski. Trochę to trwało, zanim zdecydowałam się sięgnąć po którąś z pozycji, jednak jak już to zrobiłam, to od razu zaliczyłam twórcę Masona do grona moich ulubionych autorów. Po lekturze kilkunastu powieści, w których Perry Mason gra pierwsze skrzypce, muszę przyznać, że E. S. Gardner, który oprócz tego, że był pisarzem, był również prawnikiem, wciąż potrafi zaskakiwać, a powtarzające się schematy nawet w najmniejszym stopniu nie obniżają wartości pozostałych książek. Przyjemność z lektury zawsze bowiem jest taka sama.

Sprawa uciekających zwłok, podobnie jak wszystkie książki z cyklu o Perrym Masonie, nie jest typowym kryminałem. Ktoś kiedyś nazwał ten gatunek powieścią sądową i rzeczywiście to określenie chyba najlepiej oddaje istotę utworów Gardnera. Akcja tych powieści niemal w całości rozgrywa się na sali sądowej, a skrupulatne przesłuchania świadków oraz słowne utarczki między obroną i stroną oskarżającą stanowią kanwę każdego z utworów.

Tym razem w kancelarii Masona zjawiają się dwie kobiety, na pierwszy rzut oka matka i córka. Adwokat, przeczuwając, że chodzi o sprawę rozwodową, próbuje je czym prędzej odesłać. Kiedy jednak dowiaduje się, że chodzi o morderstwo, zmienia zdanie. Przybyłe kobiety to Myrna Davenport oraz jej ciotka Sara Ansel. Kobiety są do siebie podobne tak, jak podobne są woda i ogień. Myrna to szara myszka, zapalona ogrodniczka, która boi się wyrzec słowo, z kolei pani Ansel to chodzący wulkan, który co i raz gotuje się, po czym niespodziewanie pluje we wszystkich dokoła gorącą lawą. Starsza kobieta opowiada Masonowi w imieniu młodszej kuzynki o znajdującym się w stanie agonalnym mężu Myrny, Edwardzie Davenporcie, który przeczuwając, że żona zamierza go zamordować, napisał list, który po jego śmierci ma zostać przekazany policji. W rzekomym liście oskarżył ponoć Myrnę o swoje zabójstwo. Kobiety chcą, by Mason w jakiś sposób odzyskał feralny list, zanim ten dostanie się w ręce władz, jeśli Davenport – co bardzo prawdopodobne – rzeczywiście umrze. Zgodnie z obawami Ed wkrótce umiera, a lekarz stwierdza, iż bez wątpienia został otruty arszenikiem. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policji i po otwarciu zamkniętego na klucz pokoju, okazuje się, że zwłoki zniknęły, a jeden ze świadków twierdzi, iż widział mężczyznę w piżamie wychodzącego przez okno. To zeznanie rzuca na sprawę nowe światło. Prawdopodobne wydaje się więc, że Davenport w cudowny sposób zmartwychwstał i ma się bardzo dobrze, choć nikt nie wie, gdzie obecnie przebywa. Mason angażuje się w sprawę i próbuje rozwikłać zagadkę uciekających zwłok. Kilka dni później dowiaduje się, że Davenport jednak nie żyje i tym razem nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Toksykolog wbrew opinii dr. Renaulta stwierdza, że zmarły faktycznie został otruty, ale cyjankiem potasu. Policja nie ma wątpliwości co do tego, że zbrodni z zimną krwią dokonała wdowa po Davenporcie, co Edward słusznie przewidział. Sprawa się więc komplikuje, a Mason nie ma czasu do stracenia. Nie wie, czy może wierzyć enigmatycznej klientce, ale mimo wszystko postanawia jej pomóc. I tym razem jego ciekawość bierze górę nad rozsądkiem i przekonaniem, że Myrna rzeczywiście jest winna morderstwa. Co z tego wyniknie? Czy genialny adwokat zdoła wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji bez narażania na szwank własnej reputacji?

Więcej Wam zdradzić oczywiście nie mogę. Mogę natomiast zagwarantować, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, zwłaszcza w przypadku, gdy ktoś lubi tego rodzaju literaturę. Perry Mason bez wątpienia jest postacią, której po prostu nie da się nie lubić. No chyba, że jest się oskarżycielem w sprawie o morderstwo i trzeba w czasie procesu prowadzić z upartym adwokatem przebiegłą, ale jednocześnie czystą grę, w której zwycięzcą będzie ten, który, wykorzystując intelekt, nabyte podczas wieloletniej praktyki umiejętności oraz własną pomysłowość, przechytrzy swego przeciwnika. Powieść pt. Sprawa uciekających zwłok dzięki humorowi i przebiegłości Masona jest momentami bardzo zabawna, a słowne przepychanki Perry’ego z policjantami, które przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości będą doprowadzać do białej gorączki, na twarzy czytelnika z pewnością wywołają uśmiech. Erle Stanley Gardner to autor, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Bardzo polecam!

Moja ocena: 8/10