„Siódemka”, Erica Spindler [recenzja]

micki-dare-tom-1-siodemka-b-iext49353110Autor: Erica Spindler

Tytuł: Siódemka

Tytuł oryginalny: The Final Seven

Wydawnictwo: Edipresse Książki

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Liczba stron: 320

——–

Dobro i zło to awers i rewers jednej monety. Wszystkie inteligentne i obdarzone wolną wolą stworzenia mają zdolność czynienia zarówno jednego, jak i drugiego. (s. 258)

Gdy pierwszy raz zobaczyłam zapowiedź nowego thrillera Eriki Spindler, szalenie się ucieszyłam, bo to w końcu jedna z moich ulubionych autorek. Gdybym miała polecić komuś dobry thriller, to z pewnością zaproponowałabym, by przeczytał którąś z powieści Spindler. To bardzo solidne thrillery, często z wątkiem miłosnym, które z reguły koncentrują się na pilnie skrywanych rodzinnych sekretach. I naprawdę trzymają w napięciu. Krwawe wino, Dotyk strachu, Ślepa zemsta i Labirynt Białego Królika to jedne z lepszych pozycji w dorobku amerykańskiej pisarki. Książki tej autorki na polskim rynku ukazywały się do tej pory nakładem trzech wydawnictw: najpierw powieści Spindler wydawała Mira, będąca oddziałem HarperCollins, potem Burda Książki, teraz zaś wziął się do tego Edipresse Książki. I ta trzecia odsłona wypada zdecydowanie najgorzej. Otwierająca cykl o nazwie Strażnicy Światła Siódemka jest bowiem książką tak złą, że aż brak mi słów.

Pierwsza sobota lipca. Zaginiona kobieta. Siódemka wyryta na drzwiach jej domu. Rozpoczęło się odliczanie… –  taki opis może zaintrygować i sprawić, że zdecydujemy się po tę książkę sięgnąć. Może również sprawić, że nasze oczekiwania staną się tak wygórowane, że opowiadana historia nie zdoła im sprostać.

Detektyw Micki Dare to doświadczona i zasadnicza policjantka. Nie potrzebuje partnera, a już zwłaszcza tak przemądrzałego i pewnego siebie flirciarza jak agent FBI Zach Harris, który dopiero co ukończył eksperymentalny program szkoleniowy o nazwie Szóstki. Szóstki wyróżniają się tym, że mają… szósty zmysł, który pomaga im dotrzeć do informacji, do których przeciętny człowiek nie ma dostępu. Zadanie Micki ma polegać na czuwaniu nad bezpieczeństwem Zacha, podczas gdy on będzie ścigał przestępców, wykorzystując swoje szczególne zdolności. Micki, bardzo sceptycznie nastawiona do swojego nowego partnera, najchętniej posłałaby go w kosmos, musi jednak wykonywać polecenia przełożonych, nawet jeśli uważa, że to marnowanie czasu, który można by poświęcić prawdziwej policyjnej robocie.

Wkrótce jednak uświadamia sobie, że jej partner potrafi coś więcej, niż tylko czarować swoim wyglądem i elokwencją i właściwie zyskuje przy bliższym poznaniu. Dociera też do niej, że gra toczy się o stawkę wykraczającą poza zwykłe rozwiązywanie zagadek i łapanie złoczyńców. Czai się bowiem nowy rodzaj zła, przebieglejszego niż wszystko, z czym Micki miała do tej pory do czynienia. Niewykluczone, że ona i Zach są jedynymi osobami, które mogą je powstrzymać. Kiedy znika kolejna dziewczyna, a ciemność zacieśnia krąg, Micki zdaje sobie sprawę z przerażającej prawdy: że jednak może się nie udać. Tym razem zło, któremu stawiają czoło, może zniszczyć ich wszystkich…

Fabuła jeśli nawet przy takim opisie brzmi intrygująco, to w rzeczywistości prezentuje się zdecydowanie gorzej. Thriller Spindler koncentruje się wokół dwóch głównych postaci: nieustraszonej detektyw Micki Dare oraz agenta FBI Zacha Harrisa. Ich duet śledczy to iście wybuchowa mieszanka, która przez całą powieść wyjątkowo męczy i irytuje. Nie dość, że bohaterowie dysponują nadprzyrodzonymi siłami, to jeszcze są ludźmi, których po prostu nie sposób polubić. Do tej pory Spindler nie bawiła się w tworzenie wielotomowych cykli, w których pojawialiby się ci sami bohaterowie. Co najwyżej zdarzało się, że poszczególne bohaterki (np. Stacy Killian, Kitt Lundgren, Mary Catherine Riggio) występowały w dwóch, trzech książkach. Muszę przyznać, że jestem wielką fanką wszelkiego rodzaju cykli. Łatwo zżywam się z bohaterami, których losy mogę śledzić przez wiele tomów. Serie autorstwa Tess Gerritsen (cykl o Rizzoli i Isles), J.T. Ellison (cykl o Taylor Jackson) czy Alex Kavy (cykl o Maggie O’Dell) to cykle, które od lat śledzę z zapartym tchem. Jest jednak pewien warunek – muszę polubić głównego bohatera. Jeśli bohater nie przypadnie mi do gustu już w pierwszym tomie, to nie ma szans, bym sięgnęła po kolejne części, niezależnie od tego, jak ciekawa będzie się wydawać ich fabuła.

1497951742318

Życie rządzi się zasadami. Istnieją pewne granice, których nie należy przekraczać. (s. 169)

Na okładce nowej książki Spindler możemy przeczytać, że to „pełen zaskakujących zwrotów akcji i dramatycznych zdarzeń thriller”. Wydawca tej niezwykle dziwnej książki zapewnia, że „Siódemka to lektura, od której nie sposób się oderwać”, bo „wciąga i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony”. Ten, kto przeczytał tę powieść, bez wahania chyba przyzna, że w tych dwóch zdaniach nie ma ani grama prawdy. No chyba że ktoś lubi, gdy bohaterowie poprzez dotyk przekazują sobie energię… Szczerze mówiąc, trudno mi nawet uwierzyć, że to rzeczywiście książka autorstwa Eriki Spindler. Czytałam wszystkie thrillery tej pisarki i żaden, podkreślam, żaden nie był tak słabą pozycją. Żaden mnie tak nie zmęczył i żaden mnie aż tak nie rozczarował. Nie mogę zatem zrobić nic innego, jak tylko zdecydowanie odradzić Wam sięgnięcie po tę książkę. To przedziwny thriller, który męczy i rozczarowuje. Infantylny język głównych bohaterów, nadnaturalne zdolności, mordercze, niematerialne istoty widzialne tylko dla garstki osób, ludzie potrafiący przekazywać sobie energię za pomocą dłoni, a w dodatku jeszcze świecący w ciemności, i niezbyt interesująca intryga to elementy, które czynią tę książkę naprawdę nieznośną. Jedynym plusem są krótkie rozdziały, dzięki którym czyta się Siódemkę dość szybko. Ale szybko nie znaczy przyjemnie! Przeszkadzał mi jednak niestandardowy rozmiar książki, która nie tylko nie chciała się zmieścić do mojej torebki, ale i niezbyt ładnie komponuje się z innymi książkami z mojej domowej biblioteczki. Z bólem serca odradzam tę powieść nawet fanom Eriki Spindler. Szkoda czasu i pieniędzy. Założę się, że nawet fani science fiction mogliby się czuć zawiedzeni. Ta książka to żart i to niestety niezbyt zabawny…

 Moja ocena: 2/10

Źródło okładki: 
http://www.empik.com

Erica Spindler, „Pierwsza żona” [recenzja]

721529Autor: Erica Spindler

Tytuł: Pierwsza żona

Tytuł oryginalny: First Wife

Wydawnictwo: Burda NG Polska

Liczba stron: 496

Pierwsza żona to w moim odczuciu jeden z najnudniejszych thrillerów w dorobku Eriki Spindler. Niemal przez całą książkę nic się nie dzieje, a przynajmniej nic, co by mogło powodować szybsze bicie serca u czytelnika. Tajemnice, kłamstwa, niedomówienia, tragedie, słowem: przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. I wszechobecna śmierć. Tak, za rodziną Abbottów wlecze się śmierć, która po kolei wykańcza wszystkich jej członków. Bailey Browne, główna bohaterka powieści, na własne życzenie właśnie stała się częścią tej rodziny. Czy i ją czeka tak smutny los?

Wychowana w Nebrasce Bailey niedawno straciła matkę. By ukoić ból i zapomnieć o stracie jedynej bliskiej osoby wybiera się na egzotyczne wakacje. Na miejscu poznaje mężczyznę swoich marzeń – Logana Abbotta, który od razu wpada jej w oko. Podobnie jak i Bailey jemu. Po zaledwie tygodniu mężczyzna niespodziewanie oświadcza się, twierdząc, że są sobie przeznaczeni. Kobieta jest zaskoczona taką deklaracją, ponieważ znają się zaledwie od tygodnia. Mimo to postanawia zaryzykować i raz w życiu zaszaleć, wszak małżeństwo z nieznajomym to istne szaleństwo. Wkrótce nowożeńcy przyjeżdżają do Luizjany do rodzinnej posiadłości Abbottów. Pełna optymizmu Bailey nie może się doczekać spotkania z siostrą i przyjaciółmi męża. Spotyka ją jednak przykra niespodzianka – Raine oraz zamieszkujący farmę Paul i August odnoszą się do niej z dużym dystansem. Okazuje się bowiem, że Bailey jest łudząco podobna do True, pierwszej żony Logana, która przed laty zaginęła w tajemniczych okolicznościach. To jednak nie koniec niespodzianek. Wkrótce Bailey dowiaduje się również, że w tej okolicy zaginęło jeszcze kilka młodych kobiet. Pech chciał, że każda z nich w jakiś sposób była związana z Loganem Abbottem. Miejscowy komendant jest przekonany, że to Abbott jest odpowiedzialny za ich śmierć. Bailey nie jest pewna, komu wierzyć. Wprawdzie do szaleństwa kocha męża, ale z drugiej strony uświadamia sobie, że w ogóle go nie zna. Fakt, że Logan nie chce jej dopuścić do swoich mrocznych tajemnic tylko pogarsza sprawę. Czy rzeczywiście sprawiający wrażenie idealnego partnera Abbott jest seryjnym mordercą, czy też wszystko to jest fatalnym zbiegiem okoliczności lub wymysłem policjanta? Jaki koniec czeka Bailey? Czy jej także grozi niebezpieczeństwo?

Najnowsza książka Spindler, podobnie jak wiele jej wcześniejszych powieści, koncentruje się na koszmarach przeszłości. Owiana tajemnicą tragiczna historia rodziny, do której odkrycia dąży główna bohaterka. Jak już wspomniałam, niewiele się w tej powieści dzieje. Bailey musi przekonać policję i, co ważniejsze, przekonać samą siebie, że jej mąż jest niewinny. Ale czy rzeczywiście tak jest? Jeśli tak, to kto stoi za zniknięciem tamtych kobiet? I co się stało z True?

Pierwszą żonę czyta się bardzo szybko, co jest w dużej mierze zasługą bardzo krótkich rozdziałów i wielu partii dialogowych. Niestety, w porównaniu do innych thrillerów Spindler, jest to książka dosyć męcząca. Mamy wielu nieprzyjemnych i rozchwianych emocjonalnie bohaterów, można się, niestety, domyślić rozwiązania zagadki, a naiwność głównej bohaterki momentami bywa irytująca. Dodatkowo wszystko jest tak strasznie pogmatwane, że od nadmiaru informacji głowa może boleć nie tylko Bailey, ale i czytelnika. Można tę książkę przeczytać, ale w dorobku Spindler są pozycje o niebo lepsze, zapewniam Was. Powieść taka sobie, nic specjalnego (chciałabym zaznaczyć, że mówię to jako miłośniczka thrillerów tej autorki). Sami zdecydujcie, czy po nią sięgnąć.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Labirynt Białego Królika” autorstwa Eriki Spindler

labirynt-bialego-krolikaAutor: Erica Spindler

Tytuł: Labirynt Białego Królika

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 432

„Wow!” to pierwsze słowo, jakie nasuwa mi się na myśl na świeżo po skończeniu lektury, ale to ze względu na wartką akcję oraz fakt, że była to kolejna powieść z udziałem mojej ulubionej bohaterki, oczywiście porucznik Killian, nieustraszonej ekspolicjantki.

Stacy po 10 latach na rzecz studiów rzuciła pracę w Wydziale Zabójstw w Dallas. W swoim życiu była świadkiem zbyt wielu bezsensownych śmierci i okrucieństw oraz zbyt wielu zdrad ze strony tych, którym ufała. Przeprowadza się do Nowego Orleanu, by wieść nieco spokojniejsze życie, ale szybko zostaje wplątana w sprawę o morderstwo. Pierwszą ofiarą seryjnego zabójcy i z pozoru niezrównoważonego psychopaty jest jej bliska koleżanka. Kobieta widząc brak zdecydowania w działaniach miejscowej policji, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, by mieć pewność, że osoba odpowiedzialna za śmierć przyjaciółki zostanie należycie ukarana. Spencer Malone, porucznik prowadzący śledztwo, słusznie zwraca jej jednak uwagę, że „glina to nie zawód, ale charakter”. Bycie policjantką Stacy ma we krwi, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, dlatego tak trudno jest się jej trzymać z dala od tej sprawy. Atrakcyjna, młoda kobieta, „twarda z zewnątrz i miękka w środku”, wyjątkowo bystra i przekonana o własnej samowystarczalności, w pogoni za mordercą wielokrotnie błądzi i oddala się od rozwiązania zagadki. Dodatkowo utrudnia pracę policji, co uchodzi jej płazem tylko dlatego, że wyraźnie nie jest Spencerowi obojętna. W końcu wkracza do gry i sama staje się celem zabójcy, jednym z graczy, których morderca za wszelką cenę pragnie wyeliminować.

Wartka akcja jest głównym atutem tej pozycji, nagromadzenie podejrzanych oraz ofiar, niby przypadkowych, a jednak nie do końca, sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Tego zagmatwania jest jednak aż za wiele. Mimo że nawet w minimalnym stopniu nie interesuję się grami RPG, pomysł z przeniesieniem gry do świata realnego wydał mi się strzałem w dziesiątkę, ale to zauważyło już wiele osób przede mną. Początkowo podchodziłam do tego pomysłu bardzo sceptycznie. Gry kojarzą nam się z zabawą, tu gra stała się źródłem wielu zabójstw, śmierci Bogu ducha winnych ludzi. Jeden z bohaterów przekroczył granicę, zaczynając grać w Alicję z Krainy Czarów na żywo w rzeczywistości, dobierając sobie przy tym graczy, oczywiście bez ich wiedzy i akceptacji, i rozpoczynając śmiertelną rozgrywkę, z której zwycięsko wyjść może tylko Wielki Biały Królik lub jeden z bohaterów, ktoś, kto okaże się na tyle sprytny, by powstrzymać potwora.

Jak już wspomniałam, Erica Spindler niezwykle pogmatwała fabułę swojej powieści. Dzieje się tak w wielu jej książkach, tu jednak jest tego trochę za dużo. Policjanci, ze Stacy na czele, rzucają oskarżenia na wszystkich po kolei. Gdy ich główny podejrzany ginie, a morderca ponownie się odzywa, celują w kolejną osobę. Liczą, że tym razem trafią, a tu znów pudło. Swoją drogą trudno się dziwić takiemu postępowaniu, ponieważ wielu bohaterów, skrywających mroczne tajemnice, aż się prosi, by postawić ich w stan oskarżenia. Sama zresztą miałam dwie teorie i już byłam niemal pewna, że mam rację. Obie jednak okazały się błędne. Czasu jest więc coraz mniej, na każdy kolejny ruch gracze mają zaledwie 24 godziny, niby dużo, a jednak niewystarczająco. Morderca wciąż jest o krok przed nimi i jak na razie to on bierze wszystko!

Zakończenie jednych może zaskoczyć, drugich rozczarować. Moje odczucia są gdzieś po środku. Mordercą jest ktoś, kto miał warunki, aby to wszystko starannie zaplanować, a jednak nie chce się wierzyć w takie rozwiązanie. Motyw też niby miał, tylko czy wystarczająco silny, aby pozbawić życia tylu ludzi? Czasem nasze pragnienia są silniejsze od rozumu, ale czy naprawdę warto im się poddać kosztem innych, tylko po to, by budować własne szczęście na ich nieszczęściu? To już musicie ocenić sami. A więc szykujcie kawę lub herbatę, wygodny fotel albo ciepłe łóżko i wchodźcie do gry, bo warto!

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Koszmary przeszłości” autorstwa Eriki Spindler

koszmary-przeszlosci-b-iext24686268Autor: Erica Spindler

Tytuł: Koszmary przeszłości

Wydawnictwo: Burda NG Polska

Liczba stron: 356

Koszmary przeszłości, najnowsza powieść Eriki Spindler, choć może nie są rewelacją, to jednak z pewnością zasługują na uwagę. Tym razem przyglądamy się zmaganiom 27-letniej Katherine McCall, która decyduje się na nowo przeżywać koszmar sprzed 10 lat, kiedy to ktoś  celowo pozbawił jej siostrę życia. Bohaterka czyni to w imię sprawiedliwości dla Sary. Fraza ta nieprzypadkowo jest oryginalnym tytułem powieści. W tekście możemy na nią natrafić kilkakrotnie. Sprawiedliwości dla zmarłej nauczycielki żądają mieszkańcy na pozór spokojnego i bezpiecznego Liberty, niepotrafiący pomimo upływu czasu pogodzić się z wyrokiem sądu, który po procesie poszlakowym uniewinnił Kat, główną i zarazem jedyną podejrzaną, z powodu braku niezbitych dowodów świadczących o winie nastolatki. Sprawiedliwości chciałaby również sama bohaterka. Nie dość, że przed laty stała się w oczach ludzi bezwzględną morderczynią rodzonej siostry, to jeszcze prawdziwy zabójca nigdy nie odpowiedział za swój czyn. Kat zamierza udowodnić wszystkim, że niesłusznie ją oskarżyli, wyrzucając poza margines społeczny Liberty, a młodzieńczy bunt nie musi koniecznie prowadzić do rozlewu krwi.

Nie da się ukryć, że młodsza z sióstr McCall rzeczywiście zawsze sprawiała problemy. Po śmierci rodziców obowiązek opieki nad niepełnoletnią Kat spoczął na barkach Sary. Między siostrami wielokrotnie dochodziło do kłótni. Sprzeczały się niemal o wszystko, głównie o przyjaciół Kat i jej liczne kłamstwa. Podczas jednej z awantur rozgoryczona Kat dowiedziawszy się, że dostaje szlaban, prosto w twarz wykrzykuje siostrze, że jej nienawidzi i pragnie jej śmierci. Mówiąc to, nawet się nie spodziewa, jak szybko jej życzenie się spełni… Następnego ranka ujrzy na podłodze zmasakrowane zwłoki siostry. Policja nie będzie miała wątpliwości, kto za tę tragedię odpowiada. Ale pewna swego Kat nie pozwoli zrobić z siebie kozła ofiarnego, nie da też mieszkańcom satysfakcji, której ci tak bardzo pragną.

Przypadek młodszej z sióstr McCall nie jest odosobniony. Wielu nastolatków w okresie buntu podczas kłótni wykrzykuje pod adresem bliskich rzeczy, których w normalnych warunkach wcale by im nie życzyło. Niektórzy przepraszają za swoje zachowanie, inni zamykają się ze swoim gniewem w pokoju, by odciąć się od krzywdzącego świata i nieprzychylnych im ludzi. Najczęściej jednak prędzej czy później żałują nieopatrznie w przypływie złości wypowiedzianych słów. Ale ilu z nich odważyłoby się zrobić kolejny krok i zabić nadopiekuńczą matkę, surowego ojca lub irytujące rodzeństwo? Niektórzy na pewno, ale raczej stanowiliby mniejszość.

Katherine została osądzona jednoznacznie. Nikt z mieszkańców nieskazitelnego dotychczas Liberty, wraz z komendantem policji Stephenem Tannerem na czele, nie wątpił w winę dziewczyny, nikt nie dał jej szansy, aby się wytłumaczyła. Zadawano jej setki pytań, wywierano na nią presję, a ona sama gubiła się w zeznaniach. Chociaż ława przysięgłych oczyściła ją z zarzutów, zdecydowała się raz na zawsze opuścić miejsce, z którym wiązały się wyłącznie przykre wspomnienia. Teraz w 10. rocznicę śmierci Sary powraca do rodzinnej miejscowości, by tam powalczyć o sprawiedliwość. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ ludzie zamieszkujący prowincjonalne miasteczka niechętnie zmieniają swe poglądy i przyzwyczajenia. Szybko okaże się, że Kat ma tam więcej wrogów niż przyjaciół i wszyscy oni wciąż wierzą, że tamtej nocy z premedytacją zatłukła siostrę kijem bejsbolowym. Jedynego sprzymierzeńca znajduje w przystojnym synu komendanta Tannera, Luke’u, który chce pomóc jej dojść do prawdy i w tym celu wznawia śledztwo. Nękana przez prześladowców panna McCall, jeśli chce, aby winny śmierci Sary zapłacił za swój czyn, nie może dać się zastraszyć. Nie wie jednak, komu powinna zaufać. Przyjaciele w sądzie zeznawali przeciwko niej, były chłopak nawet nie chce jej znać i jasno daje jej do zrozumienia, że zawsze była w jego oczach nadzianą, głupią małolatą, która straciła dla niego głowę; dziewczyną, w której towarzystwie mógł się zabawić. Tymczasem na jaw wychodzą przerażające fakty. Katherine zaczyna zadawać ludziom niewygodne pytania, dlatego wkrótce sama znajdzie się w niebezpieczeństwie. W Liberty znów będą się dziać złe rzeczy – próby zastraszenia, groźby, podpalenia i zgony niewinnych osób. Na szczęście w życiu najczęściej mamy równowagę i czasem jesteśmy świadkami także pozytywnych zdarzeń, do których w tym wypadku należałoby zaliczyć rodzące się uczucie miłości między bohaterką i atrakcyjnym policjantem.

To wszystko to tylko zarys całej historii, nie mogę zdradzać szczegółów, bo zepsułabym Wam zabawę. Muszę jednak przyznać, że Koszmary przeszłości są książką trzymającą w napięciu niemal do ostatniej strony. Erica Spindler kilkakrotnie podsuwa czytelnikom fałszywe tropy, aby uniemożliwić im rozwiązanie zagadki zbyt wcześnie. A rozwiązania prędzej czy później dosyć łatwo można się domyślić, jeśli nie w całości, to chociaż częściowo. I to w moim odczuciu jest jedyną wadą tej pozycji. Lubię po skończonej lekturze mieć wrażenie, ze znów dałam się wystrychnąć na dudka. Tu do zdemaskowania prawdziwego zabójcy doszłam sama i fakt ten oczywiście wpłynął na moją ocenę. Ciekawym zabiegiem jest natomiast zestawianie obok siebie teraźniejszości ze scenami pochodzącymi z 2003 roku sprzed morderstwa Sary i na krótko po nim. Dzięki temu poznajemy myśli i reakcje bohaterów, a także wiemy, co wówczas robili. To oceniam zdecydowanie na plus.

Koszmary przeszłości raczej nie staną się moim ulubionym thrillerem, ale ze względu na miło spędzony dzień w towarzystwie wielowymiarowych i niezwykle barwnych postaci, nie żałuję ani wydanych pieniędzy, ani czasu poświęconego na lekturę. Myślę, że wielu czytelników najnowsza powieść Spindler usatysfakcjonuje, dlatego z czystym sumieniem zachęcam do zapoznania się z nią i życzę wielu wrażeń podczas lektury!

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Żywioły” autorstwa Eriki Spindler, Alex Kavy oraz J. T. Ellison

zywioly-b-iext24694023Autor: Erica Spindler, Alex Kava, J. T. Ellison

Tytuł: Żywioły

Wydawnictwo: Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr

Liczba stron: 296

Żywioły to kolejny efekt współpracy Alex Kavy, Eriki Spindler i J. T. Ellison. Cienie nocy z wielu przyczyn niestety nie przypadły mi do gustu – brak napięcia, ledwie zarysowana fabuła, krótka historia (nawet jak na opowiadanie) to tylko niektóre z wad tamtej pozycji, według mnie nastawionej wyłącznie na zysk. W moim odczuciu pierwsze wspólne dzieło wymienionych autorek miało jednak zdecydowaną zaletę – wszystkie opowiadania były ze sobą powiązane, a występujące w nich bohaterki ścigały przemieszczającego się z miejsca w miejsce niebezpiecznego zbrodniarza. Tym razem detektyw Mary Catherine Riggio, agentka FBI Maggie O’Dell oraz porucznik Taylor Jackson nie dość, że muszą zmagać się z trzema groźnymi mordercami, to jeszcze pracę utrudniają im niekorzystne warunki atmosferyczne. Stany Zjednoczone zostały bowiem zaatakowane przez potężną nawałnicę, którą nazwano Alberta Clipper. M. C. walczy z wichurą, niosącą za sobą śnieżycę; Maggie w Zatoce Meksykańskiej ma do czynienia ze straszliwą burzą, która na wodzie przemienia się w gwałtowny sztorm, a Taylor w Waszyngtonie musi poradzić sobie ze śnieżycą. Te kłopotliwe dla Amerykanów zjawiska pogodowe zawsze sieją spustoszenie, niszcząc wszystko, co spotkają na swojej drodze. Niestety, takie okoliczności sprzyjają zwiększonej aktywności chuliganów, złodziei i morderców, którzy wychodzą na ulice zniszczonych i opustoszałych miast, by wzbogacić się na stracie innych. Autorki Żywiołów poszły jednak w nieco innym kierunku. W ich opowiadaniach zbrodniarze kierują się o wiele poważniejszymi motywami niż zwykła chęć kradzieży lub zniszczenia czyjegoś mienia. Śmiertelnie niebezpieczny żywioł stanowi jedynie tło opowieści, a zarazem staje się jej nieodłącznym elementem.

Po skończonej lekturze znów głowię się nad znalezieniem odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że tak znakomite w pojedynkę autorki, współpracując, tworzą coś tak słabego. Bez wątpienia druga ich książka jest o niebo lepsza od swojej poprzedniczki, do dobrej, nie mówiąc już o świetnej pozycji, wciąż brakuje jej jednak bardzo wiele. Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że wspomniane autorki znów uległy chęci dopisania do swego konta kilku zer. Nie wiem, być może jestem niesprawiedliwa, ale czytając „Żywioły”, czułam, że wykonały swoją pracę bez większej pasji. W tej sytuacji nie mogłabym więc nie ponarzekać na to, co nam zaoferowały.

Wielu czytelników zarzucało Spindler, że z całej trójki stworzyła najsłabsze opowiadanie. Pomimo mojej ogromnej sympatii do tej autorki i do jej książek, niektórych naprawdę niesamowitych, z żalem muszę przyznać, że tym razem rzeczywiście się nie popisała, rzucając swoim fanom jakiś marny ochłap. Wielki chłód to niemal nieprzerwany ciąg dialogów, którego tło stanowią nieliczne dłuższe opisy. Kiedy czytam niezbyt ciekawą książkę, długie opisy męczą mnie niemiłosiernie, więc z niecierpliwością wyczekuję scen dialogowych, aby szybciej dotrzeć do ostatniej strony. Tym razem było wręcz odwrotnie. Chciwym wzrokiem poszukiwałam dłuższych opisów, które wzbogaciłyby tło przedstawianych wydarzeń, ale tych było jak na lekarstwo. Moja ulubiona autorka bardzo mnie zawiodła. Pomijając fakt, że nigdy nie przepadałam za duetem Riggio-Lundgren, ta historia była po prostu niewiarygodnie słaba. Zero napięcia, trochę zagadkowości i mozolne liczenie stron do końca. Historia, którą człowiek po przeczytaniu od razu wyrzuca z pamięci. Naprawdę, nic szczególnego.

Na szczęście druga odsłona zmagań z niszczycielskim żywiołem padła łupem Alex Kavy. To opowiadanie czytało mi się znacznie przyjemniej. Było napięcie, momentami szybsze bicie serca, no i wspaniała O’Dell. Miło znów spotkać ekipę ratowniczą z „Kolekcjonera”. W centrum wydarzeń, oczywiście, nieustraszona Liz Bailey. I to właśnie przy jej pomocy Maggie postara się unicestwić plany handlarzy narkotykami, którzy dla spokoju muszą pozbyć się obu kobiet. Na środku wzburzonego oceanu wszystko wydaje się jednak trudniejsze. Burza w szaleńczym tempie zbliża się do Pensacoli, więc jeśli agentka O’Dell i ratowniczka straży przybrzeżnej chcą wyjść z tego niebezpieczeństwa cało, muszę się pospieszyć, a czasu jest coraz mniej…

Elektryczny Błękit pokazuje, jak wiele ludzie są w stanie poświęcić i jak bardzo zaryzykować dla korzyści materialnych. Nie sądzę, by w XXI w. były gorsze i bardziej oddziałujące na ludzkie decyzje pragnienia niż żądza władzy lub chęć wzbogacenia się, nawet łamiąc przy tym prawo lub powszechnie przyjęte normy i zasady współżycia społecznego.

Całość Żywiołów zamyka J. T. Ellison, która proponuje nam ciekawą konstrukcję swego opowiadania, pozwalając czytelnikom na przemian śledzić myśli i działania mordercy, który wciela się w rolę pierwszoosobowego narratora, a jednocześnie przyglądać się losom porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville, która leci do Waszyngtonu, by tam wygłosić przemówienie na konferencji organizowanej w jednym z hoteli. Jackson wydaje się, że pobyt w luksusowym hotelu pozwoli jej odpocząć, zrelaksować się i posiedzieć w jacuzzi. Nic bardziej mylnego! Żądny zemsty morderca wybiera na swe ofiary uczestników wspomnianej konferencji. Pogoda dla głównej bohaterki również nie okaże się łaskawa. Śnieżyca odcina gości od kontaktu z rzeczywistością – wysiada prąd, nie działa ogrzewanie, wybucha pożar, a goście hotelowi nie mogą dostać się do swoich pokojów. W dodatku dwóch z nich zapadło się pod ziemię. Taylor przeczuwa, że stało się coś złego, dlatego nie mając chwili do stracenia, przy pomocy organizatorki konferencji zamierza odkryć przerażającą prawdę. Czy uda jej się ubiec bezwzględnego mordercę?

Cóż, kolejna książka na jeden dzień. Przyjemna lekturka na umilenie sobie nudnej podróży, ale raczej niezasługująca na poświęcenie jej większej uwagi. Efekt pracy Spindler zupełnie nieproporcjonalny do jej umiejętności i osiągnięć. To, co nam zaproponowała, wydaje się być napisane zupełnie od niechcenia. Kava i Ellison spisały się o wiele lepiej. Dla mnie najlepsze było opowiadanie Kavy, ale Ellison, której twórczości poza Cieniami nocy niestety nie znam, zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. Czy ogólnie jestem usatysfakcjonowana? Raczej nie. Cieszę się, że nie skusiłam się na kupno Żywiołów, ponieważ żałowałabym, że nie wydałam tych pieniędzy na coś bardziej wartościowego. Zauważyłam też, ze wielu czytelników zarzucało książce, że pełno w niej odwołań do wcześniejszych utworów Kavy i Spindler. To fakt, jest ich sporo, ale mnie osobiście zabieg ten przypadł do gustu, ponieważ doskonale się orientowałam w każdej wzmiance i dzięki temu traktowałam Żywioły jako jakąś tam kontynuację. Przy opinii na temat Cieniów nocy zaznaczałam, że nie jest to książka dla osób, które chcą poznać twórczość którejś z autorek, ale pozycja dla ich miłośników, którzy potraktują tego typu pozycje jako swego rodzaju dopełnienie kreowanego przez autorki wizerunku poszczególnych bohaterek. Ci czytelnicy mogą być względnie usatysfakcjonowani, reszta będzie srodze rozczarowana i pewnie nieprędko sięgnie po samodzielne powieści Kavy, Spindler i Ellison, a to byłaby wielka strata.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Ślepa zemsta” autorstwa Eriki Spindler

slepa-zemsta-1Autor: Erica Spindler

Tytuł: Ślepa zemsta

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 480

Naprawdę świetny kryminał! Erica Spindler w najlepszym wydaniu, choć momentami fabuła za bardzo przypomina te z innych powieści autorki. Widać, że czasem trudno jej uniknąć schematyczności. Niemniej jestem bardzo zadowolona, ponieważ dałam się nabrać na fałszywe tropy co i raz podrzucane przez panią Spindler. Dwa razy zmieniałam swój typ, a i tak nie rozwiązałam zagadki. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło, chociaż wolałabym, żeby to był ktoś inny i to nie dlatego, że polubiłam osobę mordercy. Motyw był dla mnie zbyt chory, bym jakkolwiek mogła starać się usprawiedliwić i zrozumieć działania zabójcy. Interesujące jest włączenie w śledztwo praktycznie całego klanu Malone’ów, czarno na białym widać, ile znaczą w policji wszyscy razem i każdy z osobna, a jednocześnie jak łatwo ich oszukać. Ale siła w rodzinie, no i przecież nie na darmo mówi się, że w kupie raźniej. Cieszy mnie zwłaszcza powrót Quentina i Anny North, których losy możemy śledzić w mojej ulubionej książce pt. Tylko chłód (Dotyk strachu). W Ślepej zemście możemy się dowiedzieć, co u nich słychać.

Co do innych bohaterów, to w w tym przypadku pierwsze skrzypce gra oczywiście kapitan Patti O’Shay, która za wszelką cenę próbuje odnaleźć i wsadzić za kratki zabójcę męża, kapitana Sammy’ego O’Shaya. Razem z nią współpracuje (bo chyba tak to można nazwać, choć współpraca ta do najłatwiejszych z pewnością nie należy) młoda Ivette Borger, tancerka erotyczna, która staje się obiektem fascynacji tajemniczego Artysty, co doprowadza do śmierci wielu ludzi z nią związanych. W moim odczuciu sporo dobrego w powieści robi również wątek Spencera i Stacy, to rzecz jasna wątek miłosny, ale Erica Spindler słynie przecież z oddawania w ręce czytelników znakomitych thrillerów romantycznych. Mnie się podobało, więc z czystym sumieniem polecam!

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Krwawe wino” autorstwa Eriki Spindler

krwawe-wino-b-iext8043761Autor: Erica Spindler

Tytuł: Krwawe wino

Wydawnictwo: Burda Publishing Polska

Liczba stron: 408

W stwierdzeniu Alex Kavy, że jest to „znakomita lektura na jedną bezsenną noc”, nie ma ani grama przesady. Ja jednak świadomie postanowiłam tę przyjemność dozować sobie w niewielkich ilościach, aby móc dłużej się nią cieszyć i choć jeszcze jeden dzień spędzić w kolorowej, pachnącej najlepszej jakości winem kalifornijskiej Sonomie, gdzie Erica Spindler osadziła fabułę Krwawego wina.

Książka naprawdę mnie zachwyciła! Erica Spindler po raz kolejny przedstawia nam historię, która wciąga już od pierwszej strony i po prostu nie sposób się od niej oderwać. Wiele thrillerów tej autorki oceniałam dosyć przeciętnie, ponieważ albo były zbyt przewidywalne, albo zwyczajnie nudne, w krainie wina bawiłam się jednak fantastycznie. Zdecydowanie na plus oceniam także wzbudzająca sympatię główną bohaterkę – Alexandrę Clarkson, wychowywaną przez trzymającą ją pod kloszem matkę, Patsy Owens. Alex to trzydziestoletnia rozwódka, która oprócz tego, że pracuje w barze, pisze pracę doktorską na temat sekt i rytuałów religijnych. W ostatnim czasie znacznie częściej prześladują ją we śnie krwawe wizje z udziałem grupy mężczyzn w kapturach i dziecka bez twarzy. Przypuszcza, że albo są one wynikiem zbierania materiałów do pracy, albo wypartym ze świadomości koszmarem z dzieciństwa, który być może przeżyła, albo – co najmniej jej się podoba – pierwszymi symptomami choroby psychicznej, na którą od lat cierpi jej matka i którą Alex boi się po niej odziedziczyć. Młoda kobieta oprócz wspomnianej matki nie ma nikogo, wielokrotnie próbowała dowiedzieć się od Patsy, kto jest jej ojcem, ta jednak każde jej pytanie zbywała irytującym milczeniem. Bohaterka z czasem przestaje naciskać, ponieważ wie, że to na nic. Matka cierpi na chorobę psychiczną i gdy przeżywa spadek formy, jest nie do wytrzymania. Jedno z ich spotkań kończy się kłótnią. Wściekła Alex wychodzi z domu. Wkrótce Patsy Owens popełnia samobójstwo, zostawiając córkę zupełnie samą z masą pytań, na które ta nie potrafi znaleźć odpowiedzi.

Jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami. To przykre dla Alex wydarzenie zbiega się w czasie z makabrycznym odkryciem szczątków niemowlęcia zakopanych w drewnianej skrzyni po winie na terenie winiarni Sommerów w barwnej kalifornijskiej Sonomie. Coraz więcej zaczyna wskazywać, że to mały Dylan, syn Harlana i Patsy, który zaginął 25 lat temu. Zakładano wówczas, że został porwany w środku nocy ze swojej kołyski pod nieobecność rodziców. Chłopca nigdy nie odnaleziono ani martwego, ani żywego, nigdy też nie zażądano okupu. Kiedy Alex w rozłożonej na stole gazecie zauważa zakreślony przez matkę nagłówek artykułu na ten temat oraz numer telefonu prowadzącego tę sprawę detektywa, bez wahania decyduje się zadzwonić do Daniela Reeda. Niespodziewanie dla Alex okazuje się, że Reed doskonale ją pamięta z czasów, gdy mieszkała w Sonomie. Kobieta wydaje się być wstrząśnięta, ponieważ nie może sobie przypomnieć nic z tamtego okresu. Owszem, była kiedyś w tej miejscowości na wycieczce po okolicznych winnicach, ale żeby tam mieszkać? Reed jednak uparcie twierdzi, że Patsy Owens była tą Patsy, która nie mogąc sobie poradzić z bolesną stratą synka, zabrała pięcioletnią córkę i uciekła z krainy wina. Wiedziona chęcią poznania prawdy Alex przeprowadza się do Sonomy, by znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Ma również nadzieję, że odnajdzie tam ojca i rozwiąże zagadkę prześladujących ją wizji. Z jej przyjazdem zaczynają się jednak dziać przedziwne rzeczy. Giną kolejni ludzie, ktoś próbuje nastraszyć mieszkańców, budując ołtarze do odprawiania tajemniczych rytuałów, a wśród pozostałych członków społeczności Sonomy panuje zmowa milczenia. W oczach policji Alex staje się główną podejrzaną, a co więcej ona sama również zaczyna się zastanawiać, czy nie cierpi przypadkiem na rozdwojenie jaźni, czy nie jest wariatką jak jej matka. Daniel Reed stara się pomóc jej wszystko sobie poukładać w głowie. W międzyczasie ich znajomość dosyć szybko zaczyna się przeradzać w coś więcej niż w bezinteresowną przyjaźń.

Tymczasem na jaw wychodzą obciążające matkę Alex fakty z przeszłości, sekretne i niezgodne z prawem praktyki, których rzekomo się dopuszczała. Wszystkie wyobrażenia Alexandry na temat swego dzieciństwa i matki legną w gruzach. Czy bohaterka dotrze do prawdy? Czy przerażające tajemnice z przeszłości ujrzą światło dzienne? A w końcu, czy Alex znajdzie sposób, by uwolnić się od prześladujących ją wizji?

Pytania można by mnożyć. Na wszystkie jednak znajdziecie odpowiedzi na stronach powieści. Mnie osobiście książka bardzo przypadła do gustu. To typowy dla Spindler thriller romantyczny, którego niewątpliwymi zaletami są wartka akcja, bohaterowie, których nie sposób nie polubić oraz owiana aurą tajemniczości mroczna przeszłość Alexandry Clarkson, którą młoda kobieta nieświadomie, przy pomocy matki wyparła z pamięci. Po tę lekturę naprawdę warto sięgnąć!

Krwawe wino Eriki Spindler najlepiej serwować w zależności od upodobań z kieliszkiem aromatycznego cabernet, pinot noir lub chardonnay. Zdecydowanie polecam!

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Ukarać zbrodnię” autorstwa Eriki Spindler

ukarac-zbrodnie-1Autor: Erica Spindler

Tytuł: Ukarać zbrodnię

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 480

Ukarać zbrodnię to kolejna książka, która utwierdza mnie w przekonaniu, że Erica Spindler z powodzeniem potrafi kreować wielowymiarowe postaci, które z jakiegoś powodu, czasem bardzo prozaicznego, zostają wplątane w szczegółowo zaplanowaną intrygę – intrygę, której rozwiązanie często bardzo zaskakuje czytelnika. I od lat robi to naprawdę doskonale. Porusza przy tym aktualne problemy, głośno mówi o tym, o czym inni nawet boją się pomyśleć. Tym razem skupia się na przemocy domowej i prawie do samosądu.

W mieścinie wielkości dużego centrum handlowego dochodzi do brutalnej zbrodni na tle seksualnym. Zamordowano córkę znanego biznesmena, który domaga się natychmiastowego ujęcia sprawcy. Dochodzenie powinna prowadzić miejscowa policja, ponieważ to na jej terenie popełniono morderstwo, FBI jednak nie zamierza oddać pola mniej doświadczonym kolegom, którym sprawa o morderstwo trafia się raz w życiu, a może nawet rzadziej. Dlatego też zadufani w sobie agenci federalni są przekonani, że bez pomocy policji zdołają ująć winnego śmierci panny Andersen, zanim ten zaatakuje po raz kolejny. Policjanci: Melanie May oraz Bobby Taggerty zostają zdegradowani do odbierania telefonów. Bobby z czasem akceptuje zaistniałą sytuację, ale Melanie nie może się pogodzić z faktem, że sprawa, o której marzyła przez całe życie, zaczyna uciekać jej sprzed nosa…

Melanie May, główna bohaterka naszej powieści, to kobieta o wielkich ambicjach. Wydaje jej się, że jest stworzona do czegoś więcej niż do pracy w miejskiej policji. Marzy o prawdziwych zbrodniach, poważnych sprawach, a tymczasem jej rola w organach wymiaru sprawiedliwości ogranicza się do odbierania uciążliwych telefonów od rozgoryczonych staruszek, którym właśnie uciekł kot, wypisywania mandatów lub interweniowania w drobnych bójkach pijanych nastolatków. Gdyby skończyła akademię, to może mogłaby liczyć na pracę w FBI, ale drzwi do kariery zamknął jej apodyktyczny mąż. Teraz nie dość, że ubolewa nad utraconą szansą, to jeszcze musi stawić czoła byłemu małżonkowi w walce o prawo do opieki nad czteroletnim synkiem, którego Stan May chce ją pozbawić. Na szczęście w trudnych chwilach może liczyć na pomoc ze strony ukochanych sióstr: Mii oraz Ashley. Są podobne jak trzy krople wody, a jednak tak różne pod względem charakterów. Melanie jest nieugięta, z podniesionym czołem znosi wszelkie niepowodzenia, doskonale radzi sobie z przeciwnościami losu i przemawia przez nią instynkt macierzyński, zwłaszcza w stosunku do Mii. Mia to całkowite przeciwieństwo nieustraszonej pani policjant. Nieśmiała, zamknięta w sobie, niezdolna walczyć o swoje szczęście. Była taka w dzieciństwie i taka jest dziś, idealna ofiara. Ashley zaś zawsze trzymała się na uboczu, podziwiała Mel, że potrafi stanąć w obronie sióstr, ale jednocześnie boli ją, że dla Melanie Mia zawsze znaczyła więcej niż ona. Wszystkie trzy łączą jednak nadzwyczaj bliskie relacje, które biorą swój początek w przeszłości kobiet. Gdy były nastolatkami straciły matkę, a życie z ojcem przypominało prawdziwe piekło. Niepotrafiące o siebie zadbać Ashley i Mia były maltretowane przez sadystycznego ojca. Melanie nie mogła ze spokojem patrzeć na krzywdę sióstr, czuła się za nie odpowiedzialna. Czarę goryczy przelało molestowanie seksualne, którego ojciec się dopuścił. Pewnej nocy przywiązała go do łóżka, przykładając do jego gardła ostrze noża. Zapowiedziała, że jeśli jeszcze raz tknie Mię, przypłaci swoje chore upodobania życiem. Nie zabiła go, mimo że może powinna to zrobić. Kilka lat później zmarł w wyniku przedawkowania jednego z leków. Siostry mogły odetchnąć z ulgą, gdyż ich koszmar dobiegł końca. Tak się przynajmniej wydawało.

Kilka lat później w dorosłym życiu ta przykra historia się powtarza. Mia poślubia niemal kopię swojego ojca. Skarży się Melanie, że jest nieszczęśliwa, a jednak nie ma odwagi zostawić męża. Porucznik May irytuje bezczynność siostry, namawia ją, by odmieniła swoje życie. Wkrótce miasteczko zaczynają ogarniać tajemnicze zgony kolejnych mężczyzn, które z pozoru są zwykłymi wypadkami. Melanie nie dają jednak spokoju, zaczyna więc drążyć, godzinami przesiaduje w miejskiej bibliotece i szuka wspólnego mianownika. Szaleńcze poszukiwania przynoszą oczekiwane efekty, gdyż odkrywa, że wszyscy zmarli mężczyźni znęcali się nad swoimi rodzinami. Łączy ich coś jeszcze: wszyscy uniknęli poniesienia kary. Okazuje się, że w Charlotte grasuje seryjny morderca, który wyznaczył sobie rolę sędziego, i teraz z zimną krwią morduje tych, którzy podnieśli rękę na słabszych. Jedni mogą go popierać, że staje w obronie uciśnionych, inni potępiać, bo sam dopuszcza się zbrodni. Nawet jeśli umiemy znaleźć usprawiedliwienie dla takiego postępowania, to i tak nie możemy zapominać, że mordowanie nie jest czynem w granicach prawa. Nikt nie dostał też pozwolenia na decydowanie o tym, kto ma zginąć i w jaki sposób. Jedną sprawę porucznik May już odebrano, tej będzie bronić jak lwica. Sama wpadła na trop i sama chce doprowadzić do ujęcia „Mrocznego Anioła”, kogoś, kto nieustannie czuwa nad cierpiącymi. Pomaga jej w tym znany ze swej skuteczności słynny profiler, agent FBI Connor Parks. Z dnia na dzień, krok po kroku zbliżają się do rozwiązania zagadki, zbliżają się jednak również do siebie.

W trakcie śledztwa wychodzą na jaw różne tajemnice, do Melanie docierają sprzeczne informacje, nie wie, komu może zaufać, kto stoi po jej stronie, a kto próbuje ją zniszczyć. Zło czai się tuż za rogiem, a jednak długo porucznik May błądzi, nie mogąc znaleźć prawdziwego mordercy. Wkrótce jednak dowie się rzeczy, których nigdy wolałaby nie usłyszeć. Ujrzy to, czego wolałaby nie widzieć. Czy w starciu z zaślepionym żądzą zemsty zabójcą będzie w stanie go powstrzymać? Czy uchroni bliskich i siebie samą? No i w końcu: czy „Mroczny Anioł” odpowie za swoje zbrodnie czy raczej krwawa misja, jakiej się podjął, ujdzie mu płazem?

Ukarać zbrodnię to dobry kryminał, który zapewnia zarówno dreszczyk emocji, jak i świetną rozrywkę. Precyzyjnie skonstruowana intryga, rozbudowane charakterystyki bohaterów, pozwalające nam wniknąć do ich umysłów, dojrzeć kryjące się w zakamarkach ich dusz troski, obawy, lęki i pragnienia, a do tego nienależący do najłatwiejszych tematów – problem przemocy domowej, molestowania seksualnego oraz fizycznego i psychicznego znęcania się nad słabszymi po to tylko, by pokazać swoją władzę i zrobić z równego sobie człowieka uległego niewolnika. Oprawcom wydaje się, że sprawiedliwość ich nie dosięgnie, bo ich ofiary nie są w stanie o nią walczyć. Zawsze może znaleźć się jednak ktoś, kto nie pozostanie obojętny na krzywdę innego człowieka, zapragnie, by kat w końcu stał się ofiarą. I wcieli swoje plany w życie.

Myślę, że warto zapoznać się z tą powieścią. Nie jest to może pozycja obowiązkowa dla miłośników thrillerów i kryminałów. Nie wzbudza też mojej ekscytacji, jak było np. w przypadku Ślepej zemsty lub książek: Morderca bierze wszystko czy Tylko chłód, moich ulubionych autorstwa Eriki Spindler. Zmusza jednak czytelnika do postawienia sobie pytania, czy pewne zbrodnie dają się usprawiedliwić. Czy samosąd nie mógłby być jedną z nich? To smutne, ale prawo czasem zawodzi i gdy nie pozostaje nic innego, ludzie posuwają się do ostateczności, a przemoc najczęściej rodzi przemoc.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Złodziej tożsamości” autorstwa Eriki Spindler

zlodziej-tozsamosci-b-iext3724296Autor: Erica Spindler

Tytuł: Złodziej tożsamości

Wydawnictwo: Burda Publishing Polska

Liczba stron: 456

Tak jak prawie zawsze chwalę kolejne powieści Spindler, tak tym razem muszę przyznać, że niestety jestem trochę rozczarowana. Książka zupełnie mnie nie wciągnęła, więc nic dziwnego, że męczyłam ją kilka dni. Zazwyczaj pochłaniam thrillery Spindler w ciągu dnia lub dwóch wieczorów. Złodzieja tożsamości chciałam skończyć tylko dlatego, że w ogóle go zaczęłam. Nie lubię porzucać czytania gdzieś w połowie. Nie powiem, abym już po pierwszych dwóch czy trzech zabójstwach zdołała rozwiązać zagadkę, bo doszło do tego dopiero na kilka stron przed potwierdzeniem mojej teorii przez komisarz M.C. Riggio. Ale szczerze mówiąc, z drugiej strony nie zastanawiałam się nad tym zbyt często, czytałam stronę po stronie bez większej ekscytacji, a ten stan w przypadku powieści Eriki Spindler jest mi wyjątkowo obcy. Brakowało mi przede wszystkim napięcia, o którym naczytałam się w recenzjach innych czytelników. Nastawiłam się na świetną historię, a dostałam co najwyżej dobrą.

Sprawę serii morderstw, w tym zabójstwa narzeczonego Riggio oraz morderstwa jej bliskiego kuzyna, prowadzi ona sama wraz z Kitt Lundgren, zaufaną przyjaciółką i partnerką. Duet ten znamy z jednej z wcześniejszych powieści, a mianowicie z Naśladowcy. Tam swój dramat przeżywała Kitt, do której przy okazji serii zabójstw dziesięciolatek wracały bolesne wspomnienia związane ze śmiercią chorej na białaczkę córki, tu w centrum uwagi znajduje się jej młodsza koleżanka, wspomniana Mary Catherine.

Czytając tę powieść, najbardziej było mi żal właśnie M.C. Jak przewrotny bywa los. Wydawało się, że oświadczyny Dana Gallo uczyniły ją najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, po latach znalazła miłość i wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu. Niestety, w tej bajce happy endu nie było. Niemal w jednej chwili ktoś pozbawił ją wszystkiego, co najważniejsze. Najpierw od precyzyjnego strzału ginie jej narzeczony, a następnie zamordowany zostaje ukochany kuzyn policjantki. Ale kobieta zdeterminowana to groźna kobieta, zwłaszcza gdy pracuje w Wydziale Zabójstw. Po załamaniu i wylaniu wielu łez przychodzi żądza zemsty i chęć przyskrzynienia tego, kto za tym stoi. Mary Catherine nie spocznie dopóki nie doprowadzi odpowiedzialnego za jej nieszczęście przed oblicze sprawiedliwości! I to w niej cenię najbardziej.

Przez książkę przewija się problem tzw. krakingu, jednego z głównych zagrożeń wynikających z rozwoju nowych technologii, a w szczególności Internetu. Wychodzące na jaw fakty z życia bohaterów oraz informacje o stosowanych przez nich praktykach, służących popełnianiu przestępstw za pośrednictwem sieci, uświadamiają czytelnikom, jak łatwo mogą stać się oni ofiarami oszustwa. Ktoś może wykraść wszystkie istotne dla nas dane: nazwę użytkownika, hasła do portali, na których się logujemy, numery kont bankowych, numer ubezpieczenia i wiele innych. Przykre, ale prawdziwe. Ktoś się nimi posłuży do popełnienia przestępstwa, a my nawet się nie zorientujemy.

A teraz jeszcze kilka słów na temat żeńskiego tandemu prowadzącego śledztwo: jedni Kitt Lundgren i M.C. Riggio uwielbiają, inni nie darzą ich aż tak wielką sympatią, ale nie ulega wątpliwości, że na słowa uznania z pewnością zasługuje przyjaźń obu kobiet i to jak wiele każda z nich jest w stanie poświęcić dla swojej partnerki, ile rzeczy zepchnąć na boczny tor, byle tylko wesprzeć przyjaciółkę w trudnych momentach. Ich losy pokazują, że prawdziwa przyjaźń przetrwa każdy kryzys i pokona wszelkie przeciwności. To bardzo optymistyczny aspekt tej historii.

Podsumowując, myślę, że mogę tę powieść polecić tym, którzy akurat nie mają pod ręką niczego lepszego. Przeczytałam niemal wszystkie thrillery Eriki Spindler, niektóre mnie naprawdę zachwyciły, Złodzieja tożsamości jednak nie zaliczę do ulubionych. Jak dla mnie to słaba pozycja, książka, do której raczej się nie wraca.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Zabić Jane” autorstwa Eriki Spindler

zabic-janeAutor: Erica Spindler

Tytuł: Zabić Jane

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 496

Powieści Eriki Spindler naprawdę uwielbiam, z zapartym tchem pochłaniam jedną po drugiej, zazwyczaj kończąc zachwycona, że autorka po raz kolejny uknuła tak doskonałą intrygę. Zabić Jane, a właściwie Pętla, bo pod takim tytułem tę książkę czytałam, mnie osobiście niestety trochę rozczarowała. Chociaż w zdecydowanej większości wśród czytelników przeważają opinie pozytywne, czytając ją, czułam się nieco znudzona i miałam wrażenie, że wszystko jest zbyt proste. I takie w istocie było.

W swojej głowie miałam dwie teorie co do tego, kto mógłby być winny wszystkich morderstw oraz prześladowań głównej bohaterki, Jane Killian, artystki, której wspomnienia z przeszłości nie pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość. 16 lat temu ktoś przejechał ją motorówką. Mógł to być zwykły wypadek, Jane jednak nigdy nie miała wątpliwości, że padła ofiarą celowego działania. Teraz po latach zmagań ze sobą, z własnym okaleczeniem i bolesnymi wspomnieniami wydaje się, że ma wszystko: kochającego męża, wiernego psa, grono zaufanych przyjaciół, pracę, którą uwielbia, a ponadto razem z Ianem oczekują narodzin dziecka. Jedynym problemem mogą być bardzo złe relacje z przyrodnią siostrą, porucznik Stacy Killian, znaną również z innych powieści Spindler. Ale czy na pewno nic już Jane nie grozi? Czy trauma z dzieciństwa odeszła w zapomnienie raz na zawsze? Jak się okazuje, nie do końca. Z dnia na dzień nasza bohaterka wszystko traci, a koszmar sprzed lat powraca z tą samą siłą. Pętla, którą co noc widzi w swoich snach, coraz mocniej zaciska się na jej szyi…

Wkrótce zamordowana zostaje jedna z pacjentek Iana, niedługo po niej giną dwie kolejne kobiety. Na miejscu zbrodni widziano mężczyznę łudząco przypominającego męża Jane. Krąg podejrzanych się zacieśnia, doktorowi Westbrookowi grozi kara śmierci, ponieważ wszystkie zgromadzone dowody świadczą przeciwko niemu. Zagubiona bohaterka sama musi stawić czoła rzeczywistości oraz zdecydować, czy komukolwiek ze swoich bliskich może bezgranicznie zaufać. Ogarnięcie całej sytuacji wymaga od Jane czasu, czasu, którego ma ona jednak coraz mniej.

Niewątpliwą zaletą tej książki jest przedstawienie trudnej relacji sióstr, dwóch dorosłych kobiet, które po latach rozłąki spowodowanej nieporozumieniami, wzajemnym obarczaniem się winą za utratę kontaktu, stopniowo z dnia na dzień zaczynają się docierać. Stacy zaś musi dokonać wyboru, czy w pierwszej kolejności jest siostrą czy policjantką. Presja ze strony Jane, rozpaczliwie próbującej udowodnić wszystkim, że Ian jest niewinny, a także naciski ze strony szefostwa i kolegów po fachu na szybkie rozwiązanie sprawy nie ułatwiają nieustraszonej pani porucznik decyzji. Kto wygra i zyska spokój, a kto przegra i straci wszystko, co osiągnął? Odpowiedzi na to pytanie poszukujcie na stronach powieści.

Jak wspomniałam na początku, podczas lektury miałam w głowie dwie odrębne teorie, co do tego, kto jest odpowiedzialny za dramat, jaki przydarzył się tytułowej bohaterce. Przy okazji czytania jakiegokolwiek kryminału lub thrillera Agathy Christie, Alex Kavy, E.S. Gardnera czy właśnie Eriki Spindler nauczyłam się jednego: prawie zawsze zabójcą i intrygantem jest ktoś, kogo najmniej się podejrzewa. Mimo to rzadko kiedy udaje mi się poprawnie wskazać mordercę, najczęściej na samym końcu pojawiają się dodatkowe okoliczności, których czytelnik nie mógł wcześniej znać i wszystko bierze w łeb. Tutaj jednak okazało się, że aby otrzymać rozwiązanie zagadki, najzwyczajniej w świecie należało połączyć obie moje teorie. Dlatego właśnie zamiast cieszyć się, że prawie w 100% udało mi się rozwiązać zagadkę, czuję się rozczarowana, ponieważ zabrakło mi typowego dla thrillerów tej autorki „cliffhangera”, a zakończenie nie było bombą. Niemniej nie mogę nie polecić tej powieści oraz twórczości Eriki Spindler w ogóle. To, że odczuwam niedosyt nie oznacza, że jestem niezadowolona, czegoś mi po prostu zabrakło. Nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl