„Ruiny na wybrzeżu ”, Eric Berg [recenzja]

2467Autor: Eric Berg

Tytuł: Ruiny na wybrzeżu

Tytuł oryginalny: Das Küstengrab

Wydawnictwo: Sonia Draga

Tłumaczenie: Łukasz Kuć

Liczba stron: 304

——–

Rzadko wiemy, czym jest szczęście, najczęściej wiemy, czym było. Françoise Sagan

Thriller to obecnie jeden z najpopularniejszych gatunków wśród czytelników, którzy znacznie częściej wolą sięgnąć po dreszczowiec niż po klasyczną powieść detektywistyczną. Naprzeciw ich oczekiwaniom zdają się wychodzić pisarze, którzy wręcz prześcigają się w wymyślaniu coraz to oryginalniejszych fabuł, które będą się wyróżniać na tle setki takich samych thrillerów. Jedni autorzy odnoszą zasłużony sukces, inni giną gdzieś po drodze, bo na przeszkodzie w drodze na pisarski Olimp staje im nieznane nazwisko lub brak odpowiedniej reklamy.

Po powieść zupełnie nieznanego mi Erika Berga sięgnęłam właściwie z dwóch powodów. W pierwszej chwili moją uwagę przykuła jej okładka, na której widnieje latarnia morska, czyli mój absolutnie ulubiony motyw wszystkich zdjęć i pocztówek. Pod wpływem impulsu i dobrych skojarzeń znalazłam w internecie udostępniony przez wydawcę darmowy fragment, który czytało mi się naprawdę przyjemnie. Skuszona dobrym pierwszym wrażeniem zdecydowałam się kupić książkę. I chociaż nie zwaliła mnie z nóg, nie rzuciła mnie na kolana, nie zapadnie mi w pamięć na długie lata, to raczej jestem zadowolona, bo to całkiem niezły thriller.  

Po dwudziestu trzech latach nieobecności Lea Mahler wraca do rodzinnej wioski na położonej na Morzu Bałtyckim wyspie Poel. Niestety wizyta kończy się tragicznie. W tajemniczym wypadku samochodowym ginie jej starsza siostra, a ona sama zostaje ciężko ranna i doznaje amnezji. Cztery miesiące po tym wydarzeniu Lea, wbrew radom lekarzy, ponownie przyjeżdża na wyspę. Chce się dowiedzieć, jak doszło do wypadku i po co w maju pokonała tysiące kilometrów, by spotkać się ze znienawidzoną siostrą. Ponieważ nic nie pamięta, jest zdana na pomoc dawnych przyjaciół – tyle że ci przedstawiają sprzeczne wersje. Mająca mętlik w głowie Lea nie wie, komu może zaufać, skoro ufać nie może już nawet własnym wspomnieniom. Rozmowy z przyjaciółmi z dzieciństwa utwierdzają ją w przekonaniu, że ci najwyraźniej ukrywają przed nią coś, co dotyczy ich wspólnej przeszłości… Czy śmierć Sabiny Mahler rzeczywiście była zwykłym wypadkiem? Jakie tajemnice kryją zlokalizowane na wyspie ruiny dawnego klasztoru? Czy Lea odzyska pamięć?

Ruiny na wybrzeżu to solidny, acz nieco przewidywalny thriller, który na tle innych nie wyróżnia się właściwie niczym szczególnym. Nie oznacza to jednak, że to książka słaba i niewarta uwagi. Wręcz przeciwnie. Dobrze skonstruowana intryga, bohaterka, którą da się lubić (choć czasem jest ona postacią trochę irytującą i naiwną, ale jestem skłonna złożyć to na karb jej bolesnych doświadczeń i stanu, w jakim się obecnie znajduje), śmierć owiana tajemnicą, dwutorowa narracja, dzięki której dowiadujemy się wiele interesujących informacji na temat nie tylko aktualnych wydarzeń, ale i tego, co działo się w przeszłości to mocne strony tej pozycji. Jeśli dodać do tego, że powieść Erika Berga czyta się szybko i z zainteresowaniem, to mamy wszystko, czego potrzeba, by uznać książkę za taką, której lektury nie będziemy postrzegać jako zmarnowanego czasu.

Zastosowana w powieści dwutorowa narracja to zabieg szalenie popularny i często wykorzystywany w thrillerach psychologicznych, w których celem jest odkrycie pilnie strzeżonych przez lata tajemnic. Gdy przeszłość w istotny sposób wpływa na teraźniejszość i przyszłość, ten typ narracji staje się w zasadzie dominujący. Lokatorka, Za zamkniętymi drzwiami, Dziewczyny, które zabiły Chloe – w każdej z tych książek znajdziemy właśnie taką narrację. Można by zatem pokusić się nawet o stwierdzenie, że pierwszoosobowa narracja oraz akcja rozgrywająca się w dwóch płaszczyznach czasowych to niezbędne elementy poprawnie skonstruowanego thrillera. Czymś, co wyróżnia powieść Berga spośród setek innych tego typu książek, może być jej zakończenie. Jego oczywiście nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że całą prawdę będzie dane poznać wyłącznie czytelnikom. Kiedyś wydawało mi się to niezwykle oryginalne, teraz – będąc po lekturze chociażby Najmroczniejszego sekretu Alex Marwood – widzę, że nie jest to aż tak nowatorskie i wyjątkowe, jak początkowo myślałam, nie zmienia to jednak faktu, że takie rozwiązania wciąż są dość rzadko spotykane, dzięki czemu mamy szansę zapamiętać tę książkę na dłużej.

1500129676502

Ruiny na wybrzeżu to powieść, której niejako głównym tematem obok amnezji i usilnych prób odzyskania utraconych pod wpływem tragicznych zdarzeń wspomnień jest przyjaźń i projektowanie w swojej głowie mitów, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Losy Lei Mahler oraz paczki jej przyjaciół z dzieciństwa pokazują, że nic nie trwa wiecznie i zwyczajnie nie warto ciągnąć na siłę czegoś, co nie ma szans przetrwać. Thriller Erika Berga uświadamia nam również, że pewne wydarzenia z przeszłości, podjęte kiedyś niewłaściwe wybory, popełnione błędy potrafią ciągnąć się za człowiekiem latami, nie pozwalając o sobie zapomnieć, nie pozwalając odkupić win i normalnie żyć. W Portrecie Doriana Graya Oscar Wilde ustami jednej z postaci wypowiada bardzo ważne zdanie: W stosunkach z człowiekiem los nigdy nie zamyka swych rachunków, co znaczy, że za popełniony błąd wciąż się musi płacić, płacić i płacić bez końca. Ruiny na wybrzeżu są dowodem na to, że w stwierdzeniu Wilde’a nie ma ani grama przesady.

Jeśli szukacie książki, którą czyta się szybko i przyjemnie, choć ładunek emocjonalny, który ze sobą niesie, nie należy do najlżejszych, to powieść Erika Berga nada się idealnie. Zastanawiam się tylko, czy niektórzy z Was nie będą rozczarowani jej zakończeniem. I to nie dlatego, że jest złe, tylko dlatego, że jest… właśnie takie.

Moja ocena: 6/10

Źródło okładki: 
http://www.soniadraga.pl