„Śnieżny wędrowiec”, Elisabeth Herrmann [recenzja]

503593-352x500

Autor: Elisabeth Herrmann

Tytuł: Śnieżny wędrowiec

Tytuł oryginalny: Der Schneegänger

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 512

——————————————————————————————————————————–

Powieść Śnieżny wędrowiec autorstwa Elisabeth Herrmann to książka, na którą czekałam z niecierpliwością. Po niezwykle wciągającej lekturze Wioski morderców ostrzyłam sobie apetyt na kolejną świetną historię z udziałem Saneli Beary, młodej, niesfornej niemieckiej policjantki o chorwackich korzeniach. Intrygujący opis z tyłu okładki oraz hipnotyzujący front sprawiły, że od razu uwierzyłam, iż najnowszy thriller Herrmann jest doskonałym przykładem świetnej literatury z dreszczykiem. Lektura Śnieżnego wędrowca zrewidowała moje pierwotne przekonania i przeczucia, bo choć nie jest to książka słaba, to jednak nie tylko mnie nie zachwyciła, ale i chyba trochę rozczarowała.

W lesie zostaje odnaleziony szkielet dziecka. Wszystko wskazuje na to, że to ciało porwanego przed czterema laty Darija Tudora. Policja prowadziła zakrojone na szeroką skalę śledztwo, a mimo to nie udało się odnaleźć rzekomych porywaczy syna Lidy i Darka Tudorów, chorwackich imigrantów, którzy do Niemiec przeprowadzili się w celach zarobkowych. Komisarzem prowadzącym wówczas śledztwo był Lutz Gehring, biorący pod uwagę różne teorie. Zdaniem Gehringa porywacze mogli uprowadzić Darija przez pomyłkę, w rzeczywistości chcąc porwać jednego z synów pracodawcy Lidy Tudor, milionera Güntera Reinartza. Gdy patolog potwierdza tożsamość ofiary, zgodnie z oczekiwaniami okazuje się, że to Darijo. Lekarz sądowy stwierdza coś jeszcze: chłopiec został zamordowany, a zanim do tego doszło ktoś brutalnie się nad nim znęcał. Do sprawy – o ironio! – znów zostaje przydzielony Gehring, który ma szansę naprawić to, co zepsuł cztery lata wcześniej. Zadufany i zbyt pewny siebie komisarz nie mając pomysłu, jak ruszyć śledztwo do przodu, postanawia zwrócić się o pomoc do Saneli Beary, która obecnie z buntowniczej, niestosującej się do poleceń przełożonych policjantki przemieniła się w pilną studentkę. W końcu tonący brzytwy się chwyta! Sanela początkowo nastawiona niechętnie ostatecznie włącza się w śledztwo. Kobieta nie spocznie, dopóki nie pozna tożsamości człowieka odpowiedzialnego za śmierć niewinnego dziecka. Kto zabił Darija? Nieznany porywacz, któryś z członków rodziny Reinartzów czy może jego własny ojciec? Pytań zawsze jest więcej niż odpowiedzi. Podobnie jak podejrzanych. I przed nami, i przed policją długa droga do rozwiązania mrocznej zagadki śmierci chłopca.

20161022_154622y

Najnowsza powieść wschodzącej gwiazdy niemieckiego thrillera jest niemal tak samo obszerna jak tom pierwszy przygód policjantki Beary. Dostajemy więc przeszło 500 stron, ale na szczęście książkę czyta się szybko i przyjemnie, podobnie zresztą jak wspominaną już Wioskę morderców. Pod względem konstrukcyjnym przypomina ona nawet swoją poprzedniczkę. Po raz kolejny mamy do czynienia z mroczną tajemnicą z przeszłości, która kładzie się cieniem na życiu wielu osób. W pierwszej części główna bohaterka musiała przeniknąć do zamkniętej społeczności zabitej deskami, podupadającej brandenburskiej wsi Wendisch Bruch, by wbrew woli przełożonego, Lutza Gehringa, poprowadzić śledztwo na własną rękę. Tym razem spotykamy się z analogiczną sytuacją: Sanela znów kierując się intuicją, dochodzi do wniosku, że największe korzyści i jakiś przełom w śledztwie może przynieść dochodzenie prowadzone od wewnątrz. W tym właśnie celu zatrudnia się jako sprzątaczka w willi Reinartzów. Nie trzeba chyba dodawać, że robi to bez zgody komisarza Gehringa. Co tam odkryje? Czy morderca Darija rzeczywiście tam mieszka?

Na początku recenzji wspomniałam, że powieść Śnieżny wędrowiec nie do końca spełniła moje oczekiwania. Wypadałoby więc powiedzieć, co wpłynęło na moje lekturowe wrażenia. Pierwszą rzeczą, która mnie rozczarowała, jest zakończenie. Nie zdradzając szczegółów, mogę tylko powiedzieć, że oczekiwałam czegoś innego. Prowadzone przez Bearę pod przykrywką śledztwo w willi Reinartzów też nie jest tak wciągające, jak miało to miejsce w przypadku wyjazdu Saneli do Wendisch Bruch, gdzie Elisabeth Herrmann prawdopodobnie wzniosła się na wyżyny swoich pisarskich umiejętności. W Wiosce morderców niemal nieustannie czuć było napięcie, którego tu niestety nie ma. Niemniej jednak myślę, że część czytelników może być usatysfakcjonowana, bo Śnieżny wędrowiec jest w sumie niezłą powieścią. Ja sama mogę przyznać, że jeśli powstaną kolejne tomy, a pewnie prędzej czy później do tego dojdzie, to bez wahania po nie sięgnę. I zrobię to zarówno z sympatii do głównej bohaterki, jak i wiary, że Elisabeth Herrmann jest w stanie stworzyć coś naprawdę dobrego.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.proszynski.pl

„Wioska morderców”, Elisabeth Herrmann [recenzja]

459215-352x500Autor: Elisabeth Herrmann

Tytuł: Wioska morderców

Tytuł oryginalny: Das Dorf der Mörder

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 548

——————————————————————————————————————————–

Analiza moich ostatnich lekturowych wyborów wyraźnie potwierdza, że literatura niemiecka coraz częściej zaczyna gościć w kręgu moich zainteresowań. Po bardzo rozczarowującej lekturze Kołyski Judasza Bena Berkeleya w 2014 roku zrobiłam sobie przerwę od niemieckiej literatury kryminalnej, by po dwóch latach znów do niej powrócić, do czego m.in. przyczyniła się twórczość Charlotte Link i znakomity thriller pt. Wielbiciel. W międzyczasie przeczytałam też powieść Hanny Winter pt. Giń. Nie była to pozycja wybitna w swoim gatunku, jednak jej lekturę wspominam z przyjemnością. Teraz natomiast przyszła kolej na Elisabeth Herrmann i jej Wioskę morderców.

Akcja powieści z początku rozgrywa się w berlińskim ogrodzie zoologicznym, gdzie dochodzi do mrożącego krew w żyłach zdarzenia. Na wybiegu dla pekari dwie sześcioletnie dziewczynki dostrzegają ludzką rękę. Na miejscu szybko zjawia się radiowóz, a policjantka Sanela Beara wbrew woli przedszkolanki opiekującej się grupą dzieci próbuje uzyskać od sześciolatek potrzebne informacje. Pracująca w niemieckiej policji Chorwatka nie jest przekonana, czy śmierć nieznanego mężczyzny to nieszczęśliwy wypadek spowodowany lekkomyślnością zwiedzającego czy zaplanowana z zimną krwią brutalna zbrodnia. Funkcjonariusze Wydziału Zabójstw zakładają tę drugą możliwość i pod naciskiem mediów szybko znajdują podejrzaną, którą jest Charlie Rubin, pracownica zoo, zajmująca się hodowlą zwierząt przeznaczonych na pokarm dla osobników innych gatunków. Kobieta przyznaje się co prawda do popełnienia morderstwa, ale nie chce wyjaśnić okoliczności zbrodni, w tym wyboru ofiary i motywu. Sprawa wydaje się prosta: Rubin czeka proces, który musi się skończyć wyrokiem skazującym. Kobietę czeka więzienie lub szpital psychiatryczny, jeśli okaże się, że jest niepoczytalna i nie może odpowiadać za swoje czyny. Opinię na jej temat mają wydać dwaj psycholodzy: profesor Gabriel Brock oraz jego pomocnik, Jeremy Saaler, którzy przyczyn niepokojącego zachowania pacjentki zamierzają poszukać w jej przeszłości. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ przebywająca w areszcie śledczym Rubin nie chce ich dopuścić do swoich wspomnień z okresu dzieciństwa spędzonego w brandenburskiej wiosce Wendisch Bruch. Kobieta zdaje się skrywać jakiś mroczny sekret, który popchnął ją na drogę zbrodni. W winę Charlie nie chce wierzyć policjantka Beara, która na wszelkie sposoby stara się nakłonić przełożonego, by jeszcze raz przyjrzał się niektórym faktom. Gdy Lutz Gehring po raz kolejny zbywa ją, Sanela postanawia przeprowadzić śledztwo na własną rękę. W tym celu udaje się do rodzinnej wioski podejrzanej, gdzie nie ma już ani jednego mężczyzny. Czy ta podróż pomoże jej w odkryciu prawdy, czy też złamie jej karierę? Czy nieustraszona, zawzięta policjantka rozwikła zagadkę znikających mieszkańców Wendisch Bruch oraz wyjącej niczym stado wilków sfory psów? I co najważniejsze: czy Charlie rzeczywiście jest winna zbrodni w berlińskim zoo?

Powieść Elisabeth Herrmann to naprawdę solidny thriller, który potrafi wciągnąć czytelnika do tego stopnia, że bezskutecznie będzie on sobie obiecywał: Jeszcze tylko jeden rozdział i na dziś koniec. Wioskę morderców mimo sporej objętości czyta się bardzo szybko i z niekłamaną przyjemnością, choć niemal od samego początku wiemy, że chodzi o jakąś mroczną, rodzinną tajemnicę z przeszłości. Patrząc na fabułę, można stwierdzić, że w powieści Herrmann mamy do czynienia z dwiema parami bohaterów: Sanelą i Gehringiem oraz Jeremym i Brockiem. Mniej więcej na przemian towarzyszymy prowadzącej śledztwo Saneli, jej irytującemu przełożonemu lub dwóm psychologom. Gdy akcja przenosi się do zabitej deskami podupadłej wsi zaczynamy odczuwać nieustanne napięcie połączone z przeczuciem, że za chwilę wydarzy się coś złego, a szczegółowe opisy przestrzeni sugestywnie działają na naszą wyobraźnię, co czyni lekturę tej książki jeszcze przyjemniejszą. Z całej powieści jedynie rozdziały końcowe trochę mnie męczyły oraz rozchwiana emocjonalnie Cara Spornitz, którą jako bohaterkę chyba trudno polubić.

Na końcu Wioski morderców możemy znaleźć zapowiedź kolejnej książki Elisabeth Herrmann, która już we wrześniu ma trafić do księgarń. Ciekawa jestem, czy Śnieżny wędrowiec będzie równie udaną powieścią co Wioska morderców. Z przyjemnością po niego sięgnę, by zobaczyć, co tym razem przygotowała dla nas autorka, a tymczasem zachęcam Was do zapoznania się z pierwszą książką Herrmann o policjantce Bearze. Może i Wam przypadnie ona do gustu. Miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Źródło fotografii:
http://www.proszynski.pl