Dorota Masłowska, „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” [recenzja]

235036-352x500Autor: Dorota Masłowska

Tytuł: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża

Liczba stron: 206

Nigdy nie przyznałam żadnej książce zaledwie 1 na 10 gwiazdek. Nigdy nie miałam takiej potrzeby ani odwagi, by czyjeś dzieło aż tak mocno skrytykować. W tym wypadku jest zupełnie inaczej. Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną z chęcią przyznałabym zero, gdyby tylko było to możliwe.

W moim odczuciu ta powieść to jakiś koszmar, a jej lektura to droga przez mękę. Gdyby nie fakt, że miałam ją na liście lektur z literatury najnowszej, z pewnością rzuciłabym ją w kąt po kilku stronach. Cudem dotrwałam do końca i wiem, że w przyszłości nie chcę czytać takich książek. Nie chcę czytać książek, które gwałcą język polski. Nie chcę czytać książek, z których stron wylewają się wodospady błędów językowych i wulgaryzmów. Mam tego powyżej uszu w codziennym życiu. Od literatury oczekuję czegoś zupełnie innego. Wydana w 2002 r., debiutancka powieść Doroty Masłowskiej pt. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną jest znakomitym przykładem tego typu literatury. Jedni się nią zachwycają, doceniając nowatorstwo, nieszablonowość i odwagę Masłowskiej, inni mieszają tę powieść z błotem, nie potrafiąc dostrzec jej zalet. Może i to jest „oryginalne spojrzenie na polską rzeczywistość oraz twórcze wykorzystanie języka pospolitego”[1], ale prymitywizm, wulgarność i stereotypowy ogląd świata głównego bohatera oraz pojawiających się w jego opowieści znajomych wołają o pomstę do nieba.

Pozwólcie, że nie będę się rozpisywać na temat fabuły. Podstawowe informacje możecie znaleźć w Internecie i to powinno Wam w zupełności wystarczyć, aby się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi. Wolę się raczej skupić na swoich wrażeniach z lektury, ponieważ sądzę, że będą one dla Was bardzo przydatną wskazówką, gdy będziecie stać przed wyborem: przeczytać czy nawet nie zawracać sobie tą książką głowy.

Wojnę polsko-ruską… czyta się bardzo mozolnie. Niemal niekończący się monolog Silnego, co i raz urozmaicany przytaczanymi przez narratora-bohatera wypowiedziami jego znajomych, to prawdziwe wyzwanie dla czytelnika. Pochłanianie kolejnych stron, a w końcu dobrnięcie do ostatniej kropki wymaga wiele samozaparcia, determinacji i cierpliwości. Wymaga jednak również jakiejś niezrozumiałej, naiwnej wiary w to, że warto tę książkę przeczytać, że warto ją poznać.

Jeśli nie jest tak, że za wszelką cenę chcecie poznać tę powieść, by wyrobić sobie na jej temat jakąś opinię, by zabrać w jej sprawie głos i opowiedzieć się po którejś ze stron, to stanowczo odradzam jej lekturę. Wszystkim i każdemu z osobna. Przestrzegam przed tą książką i przed tym, co w niej znajdziecie. Nie warto jej czytać. Szkoda czasu i oczu. Są o wiele lepsze pozycje, które zasługują na uwagę. Przemyślcie to. A tym, którzy zdecydują się dać powieści Masłowskiej szansę, życzę powodzenia i wytrwałości! Będziecie tego potrzebować :)

Moja ocena: 1/10

Źródło fotografii:
http://lubimyczytac.pl


[1] Paszporty Polityki 2002. Culture.pl. [dostęp 2012-10-29].