„Epidemia”, Alex Kava [recenzja]

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAutor: Alex Kava

Tytuł: Epidemia

Tytuł oryginalny: Reckless Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 320

 

 

Najgroźniejsze jest to, czego nie widać…

Alex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy (Ostateczny cel, Mroczny trop, Ściśle tajne) sprawiły, że do lektury Epidemii podchodziłam z dystansem i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że powieść będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy, przyspieszony puls i to, że od opowiadanej historii nie będę się mogła oderwać. Spojrzenie na całokształt twórczości pisarki uświadamia nam przykrą prawdę – początek Kava miała rewelacyjny (Dotyk zła, W ułamku sekundy), środek średni (Kolekcjoner, Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a jej najnowsze powieści też nie zachwycają, choć mam nadzieję, że ta doskonała autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości nie raz zaskoczy swoich czytelników.

W Chicago młody mężczyzna skacze z osiemnastego piętra luksusowego hotelu. W Alabamie młoda kobieta napełnia kieszenie kamieniami i wchodzi do rzeki. Dwa niezwiązane ze sobą samobójstwa, dwie sprawy dla lokalnej policji. Wkrótce jednak okazuje się, że zmarli byli nosicielami zmutowanego wirusa, który jeśli się rozprzestrzeni, będzie zagrażał ludzkości. Nie ma wyjścia. Śledztwo muszą przejąć FBI i wywiad wojskowy, na którego czele stoi Benjamin Platt, dyrektor USAMRIID.

Przydzielona do sprawy agentka Maggie O’Dell nawiązuje współpracę ze swoim dobrym znajomym, Ryderem Creedem, wyspecjalizowanym ratownikiem, który dysponuje zespołem psów tropiących. W toku śledztwa trafiają na ślad głęboko zakonspirowanego spisku, który może doprowadzić do zagłady. Zegar tyka, czasu jest coraz mniej, a niezwykle niebezpieczny przeciwnik wynalazł skuteczną metodę zarażenia ogromnej liczby ludzi. Jutro może być za późno…

1489689749219 (1)

Wbrew temu, co pisałam np. o Mrocznym tropie, tu wypadałoby znać wcześniejsze tomy obu cykli: i tego, którego główną bohaterką jest O’Dell, i tego, w którym pierwsze skrzypce gra Ryder Creed. Pomijając już nawet liczne odwołania do wydarzeń z przeszłości Maggie, trzeba jasno powiedzieć, że niektóre z nich są drobnymi spojlerami, które mogą Was pozbawić przyjemności z lektury książek poprzedzających Epidemię. A szkoda by było, byście przegapili wcześniejsze przygody agentki O’Dell. Jeśli jednak nie znacie twórczości Alex Kavy, to chociaż przeczytajcie Ściśle tajne, powieść, której bezpośrednią kontynuacją jest najnowszy thriller autorki. Dzięki temu lepiej będziecie się orientować w ogólnej sytuacji i roli poszczególnych bohaterów.

Ostatnie powieści Kavy, w których autorka wprowadziła do fabuły psy tropiące, przybliżały nam ciężką pracę wykonywaną przez naszych czworonożnych przyjaciół. Dowiedzieliśmy się z nich między innymi tego, jak należy szkolić psa, by potrafił szukać zarówno ludzi żywych, jak i martwych. Teraz nasza wiedza na temat zdolności i możliwości tych niezwykle inteligentnych zwierząt się poszerza – wiemy, że pies jest w stanie wyczuć raka w bardzo wczesnym stadium, gdy choroby nie wykazują jeszcze badania laboratoryjne. Psy nie tylko wyczuwają narkotyki, ale także są w stanie bezbłędnie wskazać ludzi chorych na konkretne choroby. Ich pomoc bywa zatem bezcenna.

W porównaniu do poprzedniego thrillera autorki bez wahania mogę stwierdzić, że Epidemia jest o niebo lepszą książką, choć do Zabójczego wirusa, z którym łączy ją tematyka śmiercionośnego wirusa, wciąż wiele jej brakuje. Zaletą tej książki jest to, że praktycznie od początku do końca występuje w niej Maggie. Fani bohaterki powinni być zadowoleni. Krótkie, kilkustronicowe rozdziały, brak zbędnych opisów, w których miejsce pojawiają się dynamizujące akcję dialogi, oraz przystępny język to elementy, dzięki którym czyta się tę książkę szybko i przyjemnie. In minus zaliczam liczne literówki, których obecność zawsze wynika z niedbałości. Wystarczyłoby raz przeczytać książkę, by bez trudu je wyeliminować.

Podsumowując, mogę ze spokojem polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Na koniec dodam, że jestem bardzo ciekawa, czy Alex Kava odwiedzi kiedyś nasz kraj. Spotkanie z tą pisarką byłoby prawdziwą ucztą dla jej fanów, którzy z pewnością tłumnie by się na nim stawili. Ciekawe, czy się go doczekamy :)

 Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl

„Ściśle tajne”, Alex Kava [recenzja]

Scisle-tajneAutor: Alex Kava

Tytuł: Ściśle tajne

Tytuł oryginalny: Silent Creed

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Liczba stron: 336

Nie dziwię się czytelnikom, dla których Ściśle tajne było pierwszym zetknięciem się z powieściami Alex Kavy, że nie mają przekonania do twórczości tej autorki. Też bym nie miała, gdybym nie czytała w przeszłości tak świetnych, trzymających w napięciu do ostatniej strony thrillerów jak: Dotyk zła, W ułamku sekundy czy Zabójczy wirus. Niestety, ostatnie powieści z cyklu o agentce FBI Maggie O’Dell (Śmiertelne napięcie, Płomienie śmierci), a także pierwsza książka z cyklu o Ryderze Creedzie (Mroczny trop) oraz poprzedzający ją Ostateczny cel – będący swego rodzaju pomostem między obiema seriami – uświadamiają nam, że nazwisko Alex Kavy na okładce nie jest już gwarancją mrożącej krew w żyłach, wciągającej opowieści. Pisarka niewątpliwie ewoluuje, tyle że nie w tym kierunku, którego spodziewaliby się jej wierni czytelnicy. Jej książki nadal zaskakują, ale już nie błyskotliwością, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, a swego rodzaju niedopracowaniem, by nie rzec słabością.

Tym razem akcja rozgrywa się w Karolinie Północnej, gdzie w wyniku ulewnych opadów deszczu dochodzi do licznych osuwisk i lawin błotnych. Na miejsce katastrofy jedzie Ryder Creed, który przy pomocy swojego psa ma przeszukać teren, na którym jeszcze niedawno znajdował się należący do DARPA ośrodek badawczy, gromadzący w swych murach śmiercionośne substancje. Za zatrudnieniem Creeda stoi Departament Obrony, który zrobi wszystko, by pewne fakty nigdy nie wyszły na jaw. Wkrótce udaje się Creedowi odnaleźć ciało jednego z naukowców. Okazuje się jednak, że mężczyzna nie zginął w wyniku obsunięcia terenu, lecz został zastrzelony. Szef DARPA wiedząc, że śledztwem zajmie się FBI, prosi swego przyjaciela, Benjamina Platta, by wysłał do Karoliny Północnej kogoś zaufanego. Wybór Bena jest oczywisty. Agentka O’Dell nie może Plattowi odmówić, ponieważ jest mu winna przysługę – gdyby ktoś zapomniał, to właśnie Benowi Maggie zawdzięcza życie. To na pozór nudne zadanie wydaje się idealną okazją do spłaty długu. Na miejscu okazuje się, że O’Dell czeka wiele atrakcji, a komuś bardzo zależy na tym, by pewne tajemnice pozostały w ukryciu. Buntowniczy charakter Maggie sprawi, że O’Dell będzie gotowa własnymi rękami przekopać całe błoto, byleby dotrzeć do skrywanej pod nim prawdy. Co z tego wyniknie? Kto stoi za śmiercią naukowców, skoro głównym winowajcą z pewnością nie jest obsunięcie terenu? Jakie grzechy ma na swoim sumieniu Departament Obrony i co zrobi, by nie ujrzały one światła dziennego?

Tak w wielkim skrócie można powiedzieć o fabule powieści Ściśle tajne. Napięcia, o którym pisali niektórzy czytelnicy, nie ma w tej książce prawie w ogóle, a w każdym razie jego ilość mnie osobiście nie zadowala. Jest kilka lepszych momentów, w których akcja przyspiesza, ale dzieje się to w wyniku żywiołu, a nie działań mordercy. Krótkie rozdziały i brak zbędnych opisów pozytywnie wpływają na lekturę, czyniąc ją szybką, przyjemną i niezbyt wymagającą. Aby książka – jak na thriller przystało – nieustannie trzymała w napięciu, wypadałoby rozwinąć niektóre elementy. Największą wadą tej pozycji jest jednak jej zakończenie – urwane niemal w pół słowa, jakby niedokończone. Dziwny zabieg ze strony autorki, a w mojej opinii kompletna pomyłka.

Po pojawiające się na rynku nowe powieści Kavy sięgam bez wahania, ale i bez entuzjazmu. Wciąż wierzę, że jedna z mistrzyń gatunku i zarazem jedna z moich ulubionych autorek jeszcze mnie czymś pozytywnie zaskoczy. Poza tym mam sentyment do Maggie, która – choć bywa momentami irytująca – od pierwszej powieści cieszy się moją sympatią i szczerze mówiąc, wątpię by to się kiedyś zmieniło, ponieważ ta kobieta jest naprawdę niesamowita. Rozumiem oczywiście, że praca w FBI nie polega wyłącznie na szaleńczych pościgach za seryjnymi mordercami, a jednak muszę przyznać, że wolałam tę Kavę sprzed lat, której historie wstrząsały czytelnikiem, pochłaniając go bez reszty.

Reasumując, książkę można przeczytać, ponieważ jest to lektura szybka, łatwa i przyjemna. Nie należy jednak spodziewać się cudów, bo ta pozycja to jedna z gorszych w dorobku Alex Kavy. Gdyby ktoś poprosił mnie o polecenie dobrego thrillera – powieści Ściśle tajne z pewnością bym mu nie zarekomendowała.

——————————————————————————————————————————

 Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.harpercollins.pl

Alex Kava, „W ułamku sekundy” [recenzja]

w-ulamku-sekundy-2Autor: Alex Kava

Tytuł: W ułamku sekundy

Tytuł oryginalny: Split Second

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 528

W ułamku sekundy to Alex Kava w najlepszym wydaniu. Wciągająca, mrożąca krew w żyłach, wstrząsająca historia, kolekcjonujący kobiety niczym trofea psychopatyczny morderca i ścigająca go niestrudzona agentka FBI Maggie O’Dell. To właśnie za sprawą O’Dell pokochałam thrillery Alex Kavy, a agentka O’Dell stała się jedyną bohaterką literacką, którą aż tak polubiłam.

Maggie to kobieta twarda z zewnątrz i miękka w środku, specjalistka od opracowywania profili psychologicznych morderców, która w swojej karierze w FBI widziała już chyba wszystko. Od dwóch lat poluje na Alberta Stucky’ego, bezlitosnego i pewnego siebie potwora, który wciąga ją w swoją chorą grę, w której każdy błąd kosztuje Maggie życie kolejnej niewinnej ofiary. Niecały rok temu Stucky zdołał podstępem ściągnąć do siebie O’Dell, czego ta omal nie przypłaciła życiem. Tamta noc, mimo upływu czasu, wciąż prześladuje Maggie, a koszmary senne nie pozwalają jej spokojnie zasnąć. Dlatego też przełożony O’Dell, Kyle Cunningham decyduje się oddelegować swoją podopieczną do papierkowej roboty. Jego zdaniem dzięki temu Maggie nie popadnie w obłęd, otrząśnie się ze złych wspomnień i zdoła powrócić do normalności. I może by tak było, gdyby nie jeden drobny szczegół. Jej prześladowca właśnie zbiegł z więzienia i znów rozpoczyna swoje łowy. Wkrótce okaże się, że na swoje ofiary wybiera kobiety, które choćby przypadkiem zetknęły się z O’Dell. Chce, by agentka czuła się odpowiedzialna za ich śmierć. Obsesyjnie dążąca do powstrzymania Stucky’ego Maggie jest przekonana, że tylko ona może rozwiązać tę sprawę. Problem w tym, że FBI, mając na uwadze bezpieczeństwo swojej agentki, woli trzymać ją z dala, czego znana ze swego uporu O’Dell nie potrafi zrozumieć. Cunningham ma jednak świadomość, że jeśli Maggie nie włączy się do gry, nigdy nie złapią Stucky’ego. Nie mając innego wyjścia, przydziela jej do pomocy nowego partnera, zmuszając tym samym O’Dell do nauczenia się współpracy, do czego ta zdecydowanie nie przywykła. Jaki będzie kolejny krok nieuchwytnego zabójcy i jak daleko się posunie, by doprowadzić na skraj załamania nieustraszoną agentkę FBI? Czy obsesja na punkcie Stucky’ego nie zniszczy psychiki i kariery O’Dell?

Nie ma sensu więcej mówić na temat fabuły, żeby nie zepsuć Wam zabawy. Od siebie mogę dodać, że choć nie zdarza mi się sięgać kilkakrotnie po te same książki, ponieważ uważam, że jest zbyt wiele interesujących pozycji do przeczytania, by tracić czas na czytanie tego samego, to jednak W ułamku sekundy przeczytałam dwa razy. Po raz pierwszy cztery lata temu, w 2011 roku. Po ostatnich thrillerach Alex Kavy (mam na myśli przede wszystkim Ostateczny cel i Mroczny trop) zatęskniłam za książkami z początku pisarskiej działalności Kavy, które niemal zawsze gwarantowały solidną dawkę emocji. Wybór padł na jedną z moich dwóch ulubionych powieści w dorobku Kavy i nie jestem zawiedziona. Druga lektura była tak samo przyjemna jak pierwsza.

Niewątpliwym atutem W ułamku sekundy jest fakt, iż w tej powieści jest jeszcze sporo Nicka Morellego, byłego sierżanta z Nebraski, z którym Maggie w przeszłości współpracowała przy jednej ze spraw (mowa oczywiście o historii przedstawionej w Dotyku zła), który później Kavie niestety gdzieś się zapodział, a jego miejsce zajął Benjamin Platt, nad czym do dziś szczerze ubolewam.

Kończąc, muszę przyznać, że to absolutnie rewelacyjna książka, dużo lepsza od najnowszych pozycji autorstwa Kavy. Trzyma w napięciu, błyskotliwe dialogi momentami śmieszą, a krótkie rozdziały pozwalają przebrnąć przez nieco przydługie opisy, które są typowe dla stylu Kavy. Wspomniana już kreacja głównej bohaterki również działa na korzyść i to nie tylko tej powieści, ale i całej serii. Bardzo polecam! Pominięcie tej pozycji byłoby sporą stratą, naprawdę. Dajcie jej szansę!

Moja ocena: 9/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Alex Kava, „Mroczny trop” [recenzja]

oimgAutor: Alex Kava

Tytuł: Mroczny trop

Tytuł oryginalny: Breaking Creed

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 320

W tym roku Alex Kava swoich fanów rozpieszcza, a przynajmniej – patrząc na częstotliwość ukazywania się nowych odsłon losów Maggie – można by tak pomyśleć. Nieco ponad pół roku temu na sklepowe półki trafił Ostateczny cel, który jednak nie zrobił na mnie większego wrażenia. Niestety. Lektura tamtej powieści nasunęła mi na myśl przykrą refleksję – to mianowicie, że moja ulubiona autorka powoli zaczęła się wypalać. Po absolutnie rewelacyjnym początku i historiach wbijających w fotel (Dotyk zła, W ułamku sekundy), poprzez nieco słabsze, choć nadal trzymające w napięciu powieści pokroju Kolekcjonera, coraz częściej dostajemy od Kavy naprawdę przeciętne i niezbyt wciągające kontynuacje, pisane jakby na siłę, i trochę od niechcenia. Mam tu na myśli przede wszystkim właśnie Ostateczny cel, który – co tu dużo mówić – nie zachwyca. Jestem niesprawiedliwa? Być może, ale nie zadowala mnie byle co. Moje ostatnie doświadczenia z prozą Kavy sprawiły, że do lektury Mrocznego tropu podchodziłam z rezerwą i bez większych oczekiwań. Spodziewałam się, że książkę będzie się czytało lekko, szybko i przyjemnie, do czego Kava przez lata nas przyzwyczaiła, ale nie liczyłam na wypieki na twarzy i przyspieszony puls. I cóż? Nie pomyliłam się. Jest w miarę nieźle, ale bez fajerwerków. Tę autorkę stać na dużo więcej i niejednokrotnie nas o tym przekonywała.

W jej najnowszym thrillerze pojawia się chyba wszystko to, co w człowieku wyczulonym na wrażenia estetyczne z pewnością wzbudza obrzydzenie. Pająki, skorpiony, węże, karaluchy i mrówki – ukazane w przeróżnych konfiguracjach, razem i osobno. Nie sposób się nie wzdrygnąć na samą myśl o tych uroczych stworzeniach, a szczegółowe opisy, którymi Kava raczy swoich czytelników, skutecznie pobudzają wyobraźnię.

Akcja Mrocznego tropu toczy się kilkutorowo. Na pierwszy plan wysuwają się rozdziały, opisujące najnowsze zadanie Rydera Creeda i jego suczki Grace, którzy w Zatoce Meksykańskiej wspólnie z członkami Amerykańskiej Straży Wybrzeża zatrzymują statek rybacki, prawdopodobnie zajmujący się przemytem narkotyków z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. To, co Grace znajduje pod pokładem przerasta wyobraźnię Creeda i towarzyszących mu funkcjonariuszy, a rzeczywistość rysuje się w jeszcze ciemniejszych barwach, niż mogli przypuszczać. Wszystko wskazuje raczej na handel żywym towarem niż na przemyt narkotyków. Dla grupki dzieci interwencja Straży Wybrzeża to szczęśliwy koniec koszmaru, dla Creeda to dopiero początek kłopotów. Kiedy na lotnisku ratuje zmuszaną do przemytu kokainy nastolatkę, nie wie jeszcze, że zadarł z niewłaściwymi ludźmi. Szybko jednak zrozumie, że chęć niesienia pomocy innym zamiast satysfakcji z dobrego uczynku może oznaczać problemy zarówno dla niego samego, jak i dla jego najbliższych. Nad głową Creeda zbierają się czarne chmury, a on sam ma świadomość, że właśnie znalazł się na liście ludzi do odstrzału.

W tym samym czasie w Waszyngtonie agentka Maggie O’Dell zostaje przydzielona do kolejnego śledztwa związanego z wyłowionymi z rzeki Potomac zwłokami mężczyzny. Miejscowy patolog twierdzi, że otrzymał informację, iż to dopiero pierwsza część „przesyłki”. Tajemniczy tatuaż na ciele mężczyzny oraz podane przez lekarza sądowego prawdopodobne okoliczności jego śmierci czynią tę sprawę jeszcze bardziej tajemniczą. Aby rozwikłać zagadkę O’Dell wybiera się do Alabamy. To, co zastaje na miejscu, utwierdza ją w przekonaniu, że zamordowany prawdopodobnie trudnił się przemytem narkotyków. Już wkrótce ścieżki Maggie i Creeda znów się skrzyżują, a ogień pożądania nie pozwoli im o sobie tak łatwo zapomnieć, jak oboje by tego chcieli.

Książka jest ponoć kolejną częścią cyklu z Maggie O’Dell w roli głównej, a jednak Kava długo każe czekać swoim czytelnikom na pierwszą scenę z udziałem nieustraszonej agentki FBI. Doskonale znana z poprzednich części i bardzo lubiana bohaterka w Mrocznym tropie pojawia się dopiero na 58. stronie (!). To nie pomyłka. Na podstawie pierwszych rozdziałów możemy wnioskować, że albo autorka zaserwowała nam tak obszerny wstęp, albo to nie Maggie jest tu główną postacią. Lektura całości (wraz z posłowiem Kavy) nie pozostawia cienia wątpliwości, jak jest w rzeczywistości. Znany z Ostatecznego celu Ryder Creed powoli wyrasta na bohatera traktowanego przez Kavę na równi z Maggie. I choć zarówno Creed, jak i jego niesamowite psy to bez wątpienia intrygujący bohaterowie, to jednak ci, którzy książki Kavy czytają nie tylko dlatego, że są to świetne thrillery, lecz także przez wzgląd na niesamowitą agentkę O’Dell, mogą być rozczarowani. I ja również trochę się zawiodłam, mimo że najnowsza powieść Kavy w moim odczuciu jest lepsza od swojej poprzedniczki. Lekturę z pewnością ułatwia znajomość wcześniejszych tomów, choć oczywiście i bez niej spokojnie można sobie poradzić. Tym razem Kava wielokrotnie odwołuje się do historii przedstawionej w opowiadaniu Elektryczny Błękit, które jest składową pisanych wspólnie ze Spindler i Ellison Żywiołów. Jeśli chcecie poznać całą historię, możecie sięgnąć po wspomniane opowiadanie. Żywioły są jednak pozycją mocno przeciętną, dlatego tylko proponuje lekturę, a nie do niej namawiam. Nic na siłę.

Mam nadzieję, że na kolejną powieść Alex Kava każe nam dłużej czekać. Może dzięki temu powieść będzie lepsza i bardziej wciągająca. Pytanie tylko, wokół kogo skupi się uwaga autorki: czy wokół Maggie, czy też raczej wokół nowo wykreowanego bohatera, którym jest Creed. Poczekamy, zobaczymy.

Moja ocena: 7/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Ostateczny cel” autorstwa Alex Kavy

ostateczny-cel

Autor: Alex Kava

Tytuł: Ostateczny cel

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron: 366

Ostateczny cel jako powieść sensacyjna czy thriller wydaje się nawet całkiem niezłą książką, jako produkt twórczości tak świetnej pisarki jak Alex Kava wypada jednak dosyć blado. Moim zdaniem to książka przeciętna, która momentami potrafi przyprawić czytelnika o szybsze bicie serca. Niestety, tych momentów jest zbyt mało, by było się czym zachwycać. Przed lekturą powieści ostrzyłam sobie apetyt na kolejną mrożącą krew w żyłach historię pokroju W ułamku sekundy czy Zabójczego wirusa, moich ulubionych pozycji w dorobku Kavy. Książka nie spełniła jednak moich oczekiwań, które nie były chyba zbyt wygórowane. Zdążyłam poznać twórczość Kavy z różnych stron – od strony cyklu z Maggie O’Dell, od strony książek spoza serii z agentką FBI w roli głównej oraz od strony współpracy Kavy z Ellison i Spindler. Moje odczucia na temat powieści tej autorki są dosyć ambiwalentne. Cykl opisujący przygody O’Dell zwykłam chwalić, do thrillerów, w których nie występuje moja ulubiona bohaterka, po bardzo męczącej lekturze Fałszywego kroku podchodzę z dużą rezerwą, a Żywioły i poprzedzające je Cienie nocy oceniam bardzo nisko, bo efekt jest niewspółmierny do indywidualnych umiejętności i osiągnięć każdej z autorek. Choć niezmiennie uwielbiam Maggie, to jednak dwie ostatnie części jej przygód (Śmiertelne napięcie oraz Płomienie śmierci) trochę mnie zawiodły. Z Ostatecznym celem nie było inaczej.

 Tym razem Maggie do spółki z nieodłącznym partnerem, R. J. Tullym, tropi szaleńca, który grasuje po znajdujących się przy autostradach parkingach w poszukiwaniu potencjalnych ofiar wśród zmęczonych długą podróżą turystów oraz kierowców ciężarówek. Morderca, gdy już namierzy cel, nie spuszcza go z oczu. Zmusza potem swoje ofiary do błagania o życie i czerpie z tego dziką satysfakcję. Szybko dowiadujemy się, że seryjne morderstwa są elementami chorej gry, w którą zabójca wciągnął Maggie, podrzucając jej mapę z zaznaczonymi na niej ważnymi punktami. Kiedy agenci przy współpracy z miejscowym szeryfem odkrywają worek na śmiecie z poćwiartowanymi zwłokami, okazuje się, że to dopiero początek koszmaru, w którym Maggie i Tully zagrają główne role.

Trudno powiedzieć, by książka od początku wciągała. Pierwszy rozdział przybliża nam schemat działania mordercy, który na jednym z parkingów napada na dwóch bezbronnych studentów. Początek nie jest więc zły. Prawdziwym koszmarem jest kolejny rozdział, który przypomina jeden niekończący się opis. Jeśli już przez niego przebrniecie, to jakoś pójdzie. Ja czytając go, przeżywałam chwile zwątpienia, głowiąc się, czy Kava nie zapomniała przypadkiem, że istnieje również taka forma podawcza jak dialog, który sprawia przecież, że akcja nabiera tempa. Autorka z niego zrezygnowała, co – moim zdaniem – było błędem, ponieważ czytanie tego rozdziału w takim kształcie to istna droga przez mękę.

Ciekawym elementem jest natomiast wprowadzenie do powieści psów tropiących. Autorka przybliżając pracę Grace i Bola, dostarcza czytelnikom wielu interesujących faktów z życia czworonogów współpracujących z policją czy służbami ratowniczymi. Dowiadujemy się, jak wyszkolić psa, by potrafił szukać zarówno zwłok, jak i żywych ludzi. Jak się okazuje, nie jest to wcale takie łatwe, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, i wymaga sporo pracy ze strony psa i tresera.

Powracając do wad, małym minusem opatrzyłabym wątek perypetii miłosnych agentki O’Dell. Mordercze zmagania z Albertem Stuckym i wszystko to, co Maggie widziała w swoim życiu, sprawiły, że O’Dell otoczyła się murem niemal nie do przejścia. Stała się chłodna, nieprzystępna, nieufna, zwłaszcza w stosunku do mężczyzn, choć i z kobietami jej relacje nie są szczególnie bliskie. Związki z mężczyznami zazwyczaj kończą się fiaskiem, a rozchwiana psychika Maggie i strach przed stabilizacją mają tu niemałe znaczenie. Najlepiej i najbezpieczniej nieustraszona agentka czuje się w zamkniętym na cztery spusty domu w towarzystwie swoich psów. Pamiętamy jej przelotny romans z Nickiem Morellim czy „związek” z Benjaminem Plattem, oba nieudane. Alex Kava znów komplikuje życie uczuciowe swojej bohaterki, podsuwając jej pod nos kolejnego przystojnego mężczyznę. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się, jeśli jesteście ciekawi.

Nie wiem, czy Was zachęcać do lektury. Pewnie przyjemnie spędzicie kilka dni, wspólnie z Maggie i Tullym tropiąc zabójcę, ale uprzedzam, że po wszystkim możecie być trochę rozczarowani. Być może zrobiłam się wybredna i nie zadowalam się już opowieścią, która tylko momentami intryguje, ale książka zdecydowanie mnie nie porwała. Szczerze mówiąc, żałuję wydanych pieniędzy, a jeszcze bardziej żałuję, że moja ulubiona autorka powoli chyba się wypala, bo wraz z kolejnymi odsłonami przygód agentki O’Dell serwuje swoim fanom coraz słabsze historie, które choć nadal czyta się szybko, to już bez wypieków na twarzy.

Moja ocena: 6/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Żywioły” autorstwa Eriki Spindler, Alex Kavy oraz J. T. Ellison

zywioly-b-iext24694023Autor: Erica Spindler, Alex Kava, J. T. Ellison

Tytuł: Żywioły

Wydawnictwo: Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr

Liczba stron: 296

Żywioły to kolejny efekt współpracy Alex Kavy, Eriki Spindler i J. T. Ellison. Cienie nocy z wielu przyczyn niestety nie przypadły mi do gustu – brak napięcia, ledwie zarysowana fabuła, krótka historia (nawet jak na opowiadanie) to tylko niektóre z wad tamtej pozycji, według mnie nastawionej wyłącznie na zysk. W moim odczuciu pierwsze wspólne dzieło wymienionych autorek miało jednak zdecydowaną zaletę – wszystkie opowiadania były ze sobą powiązane, a występujące w nich bohaterki ścigały przemieszczającego się z miejsca w miejsce niebezpiecznego zbrodniarza. Tym razem detektyw Mary Catherine Riggio, agentka FBI Maggie O’Dell oraz porucznik Taylor Jackson nie dość, że muszą zmagać się z trzema groźnymi mordercami, to jeszcze pracę utrudniają im niekorzystne warunki atmosferyczne. Stany Zjednoczone zostały bowiem zaatakowane przez potężną nawałnicę, którą nazwano Alberta Clipper. M. C. walczy z wichurą, niosącą za sobą śnieżycę; Maggie w Zatoce Meksykańskiej ma do czynienia ze straszliwą burzą, która na wodzie przemienia się w gwałtowny sztorm, a Taylor w Waszyngtonie musi poradzić sobie ze śnieżycą. Te kłopotliwe dla Amerykanów zjawiska pogodowe zawsze sieją spustoszenie, niszcząc wszystko, co spotkają na swojej drodze. Niestety, takie okoliczności sprzyjają zwiększonej aktywności chuliganów, złodziei i morderców, którzy wychodzą na ulice zniszczonych i opustoszałych miast, by wzbogacić się na stracie innych. Autorki Żywiołów poszły jednak w nieco innym kierunku. W ich opowiadaniach zbrodniarze kierują się o wiele poważniejszymi motywami niż zwykła chęć kradzieży lub zniszczenia czyjegoś mienia. Śmiertelnie niebezpieczny żywioł stanowi jedynie tło opowieści, a zarazem staje się jej nieodłącznym elementem.

Po skończonej lekturze znów głowię się nad znalezieniem odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że tak znakomite w pojedynkę autorki, współpracując, tworzą coś tak słabego. Bez wątpienia druga ich książka jest o niebo lepsza od swojej poprzedniczki, do dobrej, nie mówiąc już o świetnej pozycji, wciąż brakuje jej jednak bardzo wiele. Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że wspomniane autorki znów uległy chęci dopisania do swego konta kilku zer. Nie wiem, być może jestem niesprawiedliwa, ale czytając „Żywioły”, czułam, że wykonały swoją pracę bez większej pasji. W tej sytuacji nie mogłabym więc nie ponarzekać na to, co nam zaoferowały.

Wielu czytelników zarzucało Spindler, że z całej trójki stworzyła najsłabsze opowiadanie. Pomimo mojej ogromnej sympatii do tej autorki i do jej książek, niektórych naprawdę niesamowitych, z żalem muszę przyznać, że tym razem rzeczywiście się nie popisała, rzucając swoim fanom jakiś marny ochłap. Wielki chłód to niemal nieprzerwany ciąg dialogów, którego tło stanowią nieliczne dłuższe opisy. Kiedy czytam niezbyt ciekawą książkę, długie opisy męczą mnie niemiłosiernie, więc z niecierpliwością wyczekuję scen dialogowych, aby szybciej dotrzeć do ostatniej strony. Tym razem było wręcz odwrotnie. Chciwym wzrokiem poszukiwałam dłuższych opisów, które wzbogaciłyby tło przedstawianych wydarzeń, ale tych było jak na lekarstwo. Moja ulubiona autorka bardzo mnie zawiodła. Pomijając fakt, że nigdy nie przepadałam za duetem Riggio-Lundgren, ta historia była po prostu niewiarygodnie słaba. Zero napięcia, trochę zagadkowości i mozolne liczenie stron do końca. Historia, którą człowiek po przeczytaniu od razu wyrzuca z pamięci. Naprawdę, nic szczególnego.

Na szczęście druga odsłona zmagań z niszczycielskim żywiołem padła łupem Alex Kavy. To opowiadanie czytało mi się znacznie przyjemniej. Było napięcie, momentami szybsze bicie serca, no i wspaniała O’Dell. Miło znów spotkać ekipę ratowniczą z „Kolekcjonera”. W centrum wydarzeń, oczywiście, nieustraszona Liz Bailey. I to właśnie przy jej pomocy Maggie postara się unicestwić plany handlarzy narkotykami, którzy dla spokoju muszą pozbyć się obu kobiet. Na środku wzburzonego oceanu wszystko wydaje się jednak trudniejsze. Burza w szaleńczym tempie zbliża się do Pensacoli, więc jeśli agentka O’Dell i ratowniczka straży przybrzeżnej chcą wyjść z tego niebezpieczeństwa cało, muszę się pospieszyć, a czasu jest coraz mniej…

Elektryczny Błękit pokazuje, jak wiele ludzie są w stanie poświęcić i jak bardzo zaryzykować dla korzyści materialnych. Nie sądzę, by w XXI w. były gorsze i bardziej oddziałujące na ludzkie decyzje pragnienia niż żądza władzy lub chęć wzbogacenia się, nawet łamiąc przy tym prawo lub powszechnie przyjęte normy i zasady współżycia społecznego.

Całość Żywiołów zamyka J. T. Ellison, która proponuje nam ciekawą konstrukcję swego opowiadania, pozwalając czytelnikom na przemian śledzić myśli i działania mordercy, który wciela się w rolę pierwszoosobowego narratora, a jednocześnie przyglądać się losom porucznik Wydziału Zabójstw w Nashville, która leci do Waszyngtonu, by tam wygłosić przemówienie na konferencji organizowanej w jednym z hoteli. Jackson wydaje się, że pobyt w luksusowym hotelu pozwoli jej odpocząć, zrelaksować się i posiedzieć w jacuzzi. Nic bardziej mylnego! Żądny zemsty morderca wybiera na swe ofiary uczestników wspomnianej konferencji. Pogoda dla głównej bohaterki również nie okaże się łaskawa. Śnieżyca odcina gości od kontaktu z rzeczywistością – wysiada prąd, nie działa ogrzewanie, wybucha pożar, a goście hotelowi nie mogą dostać się do swoich pokojów. W dodatku dwóch z nich zapadło się pod ziemię. Taylor przeczuwa, że stało się coś złego, dlatego nie mając chwili do stracenia, przy pomocy organizatorki konferencji zamierza odkryć przerażającą prawdę. Czy uda jej się ubiec bezwzględnego mordercę?

Cóż, kolejna książka na jeden dzień. Przyjemna lekturka na umilenie sobie nudnej podróży, ale raczej niezasługująca na poświęcenie jej większej uwagi. Efekt pracy Spindler zupełnie nieproporcjonalny do jej umiejętności i osiągnięć. To, co nam zaproponowała, wydaje się być napisane zupełnie od niechcenia. Kava i Ellison spisały się o wiele lepiej. Dla mnie najlepsze było opowiadanie Kavy, ale Ellison, której twórczości poza Cieniami nocy niestety nie znam, zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. Czy ogólnie jestem usatysfakcjonowana? Raczej nie. Cieszę się, że nie skusiłam się na kupno Żywiołów, ponieważ żałowałabym, że nie wydałam tych pieniędzy na coś bardziej wartościowego. Zauważyłam też, ze wielu czytelników zarzucało książce, że pełno w niej odwołań do wcześniejszych utworów Kavy i Spindler. To fakt, jest ich sporo, ale mnie osobiście zabieg ten przypadł do gustu, ponieważ doskonale się orientowałam w każdej wzmiance i dzięki temu traktowałam Żywioły jako jakąś tam kontynuację. Przy opinii na temat Cieniów nocy zaznaczałam, że nie jest to książka dla osób, które chcą poznać twórczość którejś z autorek, ale pozycja dla ich miłośników, którzy potraktują tego typu pozycje jako swego rodzaju dopełnienie kreowanego przez autorki wizerunku poszczególnych bohaterek. Ci czytelnicy mogą być względnie usatysfakcjonowani, reszta będzie srodze rozczarowana i pewnie nieprędko sięgnie po samodzielne powieści Kavy, Spindler i Ellison, a to byłaby wielka strata.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com

Recenzja książki pt. „Fałszywy krok” autorstwa Alex Kavy

tn_falszywy-krokAutor: Alex Kava

Tytuł: Fałszywy krok

Wydawnictwo: Mira, Harlequin Enterprises

Liczba stron:  320

Cóż, chyba trochę odzwyczaiłam się od czytania książek Alex Kavy albo ta pozycja nie była tak dobra, jak można by się spodziewać. W ostatnim czasie każdą wolną chwilę przeznaczałam na czytanie powieści Eriki Spindler, bo w jej przypadku miałam co nadrabiać, ale nie mając już zbyt wielkiego wyboru, postanowiłam sięgnąć po Fałszywy krok, o którym przypomniałam sobie po ujrzeniu go na jednej ze sklepowych półek. Opis z tyłu okładki średnio przypadł mi do gustu, ale potrzebowałam czegoś na gwałt, by umilić sobie codzienne podróże tramwajem w drodze na uczelnię i z powrotem. A poza tym to w końcu dzieło świetnej autorki, więc uznałam, że warto dać mu szansę.

Alex Kavę szczerze uwielbiam i od dawna zachwycam się jej książkami, a właściwie serią z Maggie O’Dell w roli głównej, gdyż tych dwóch powieści bez udziału znakomitej agentki FBI nie miałam okazji poznać aż do teraz. I cóż mogę powiedzieć o swoich wrażeniach na świeżo po skończeniu lektury? Fałszywy krok – delikatnie mówiąc – raczej nie porywa. Skoncentrowanie wydarzeń na jednym wątku, którym była szaleńcza ucieczka przed policją, trochę mnie znudziło.

Stopniowo poznajemy poszczególnych bohaterów: prawnika Maksa Kramera, panią prokurator Grace Wenninghoff, porucznika Tony’ego Pakulę, a także Melanie Starks i jej syna Charliego. Wszyscy oni są w mniejszym lub większym stopniu związani z Jaredem Barnettem, mężczyzną uznanym za winnego morderstwa koleżanki, który po skróceniu wyroku opuszcza zakład karny. Chociaż jego adwokatowi udało się go wyciągnąć z więzienia, twierdząc, że jego klient jest niewinny, to wszystko wydaje się wskazywać, że Barnett tę zbrodnię jednak popełnił. Czasem pobyt w więzieniu pełni funkcję resocjalizacyjną i przestępcy są w stanie nawrócić się na dobrą drogę, całkowicie odcinając się od dawnego życia, zrywając ze starymi przyzwyczajeniami i nieprzemyślanymi znajomościami. W przypadku Jareda odsiadka najwyraźniej niczego go nie nauczyła, ponieważ wkrótce po wyjściu na wolność zaczyna obmyślać plan napadu na bank i w jego realizację zamierza wmieszać siostrę oraz jej siedemnastoletniego syna. Do planowanego skoku ostatecznie dochodzi, jednak jeden fałszywy ruch wszystko komplikuje. Na bohaterów spada lawina nieszczęść i teraz nie pozostaje im nic innego, jak tylko uciekać, nie oglądając się za siebie. Zniknięcie z pola widzenia nawet w Stanach Zjednoczonych, a może szczególnie tam, nie jest wcale takie łatwe, jak mogłoby się zdawać Jaredowi i jego wspólnikom. Zakrojone na szeroką skalę poszukiwania morderców pięciu osób przypierają bohaterów do muru. Za wszelką cenę muszą ujść ścigającym ich funkcjonariuszom, a liczba ofiar i skradzionych samochodów naprawdę nie gra roli. Od teraz liczy się tylko jedno…Wyrażenie „po trupach do celu” trafnie oddaje sposób myślenia i postępowania Jareda, który w tej grupie wydaje się być przywódcą. Jego siostra, Melanie, choć wielokrotnie łamała prawo, dopuszczając się kradzieży, aby móc jakoś wyżywić siebie i syna, godzi się pomóc bratu tylko dlatego, że ma wobec niego dług: w dzieciństwie Jared uwolnił ją od znęcającego się na nią ojca, a po latach nie zdecydowała się zeznawać w sądzie, mimo że dzięki jej zeznaniom Barnett mógł uniknąć więzienia. Poza tym ma jeszcze jedną słabość – nie potrafi się sprzeciwić silniejszej jednostce, pokornie wykonuje wszystkie polecenia brata, chociaż wiele z nich wzbudza jej strach lub obrzydzenie. Nie potrafi także chronić syna, który jak zahipnotyzowany chłonie każdy ruch wuja. Jared zdaje sobie sprawę z fascynacji chłopaka, dlatego nie dając Mel żadnego wyboru, wciąga obojga w wir zbrodni, z którego nie sposób się wydostać.

Dlaczego ludziom z taką łatwością przychodzi zabijanie? Jak bardzo muszą być zepsuci, by postępować w tak niehumanitarny sposób? Jak daleko są w stanie się posunąć dla ratowania siebie i co ich popycha do czynienia zła, jeśli nie jest to wyłącznie obrona własna? Alex Kava też poszukuje na te pytania odpowiedzi, a właściwie powinnam powiedzieć, że stawia te pytania przed czytelnikiem, czym zmusza go do zastanowienia się nad ludzką naturą.

Nie można zaprzeczyć, że książkę czyta się wyjątkowo szybko, co jest zasługą bardzo krótkich rozdziałów, a ponadto partie opisowe również wydają się być zredukowane do koniecznego minimum. Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja ta nie dość, że mnie nie zachwyciła, to jeszcze skutecznie zniechęciła do sięgnięcia po kolejną powieść Kavy bez udziału agentki O’Dell. Mam tu na myśli Truciznę. Nie wszystkie książki z serii o Maggie czytałam z zapartym tchem, oczywiście, były pozycje lepsze i gorsze, zawsze jednak te mniej udane ratowała główna bohaterka. Tym razem niestety nie czułam dreszczyku emocji, który ostatnio towarzyszył mi przy niemal wszystkich lekturach powieści Eriki Spindler. Oczywiście, styl obu pań zdecydowanie się różni. Nie ma co do tego wątpliwości. Niby i tu, i tu mamy thrillery, ale te Spindler zawierają w sobie wątki romansowe, a te wychodzące spod pióra Kavy nawiązują raczej do thrillerów psychologicznych. Jednak pomijając już – w moim odczuciu – słabe strony powieści, muszę przyznać, że spodobało mi się zakończenie. Miłość potrafi czasem ludzi zaślepiać, nieważne czy jest to miłość do rodzeństwa, rodziców, dzieci czy ukochanego mężczyzny lub ukochanej kobiety. Ludzie muszą jednak w odpowiednim momencie się otrząsnąć, jakoś zareagować, nie patrząc na innych, postąpić w zgodzie z własnym sumieniem, aby nie zatracić siebie, a jeśli nie pozostaje nic innego wybrać mniejsze zło, aby nie stać się marionetką w rękach bliskiej osoby. Jeden fałszywy krok może zmienić naprawdę wiele, dlatego zawsze trzeba mieć się na baczności.

Reasumując, książkę mogę polecić albo tylko prawdziwym fanom Kavy, którzy chcą poznać wszystkie powieści autorki, albo czytelnikom pragnącym przekonać się, jak wiele złego może spowodować jedna błędna decyzja. Reszcie raczej odradzam.

Moja ocena: 5/10

Źródło fotografii:
http://harlequin.pl

Recenzja książki pt. „Cienie nocy” autorstwa Eriki Spindler, Alex Kavy oraz J. T. Ellison

cienie-nocy-b-iext18551535Autor: Erica Spindler, Alex Kava, J. T. Ellison

Tytuł: Cienie nocy

Wydawnictwo: Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr

Liczba stron: 185

Cienie nocy od początku bardzo mnie kusiły. Fakt, że dwie moje ulubione autorki, oczywiście Kava i Spindler, zdecydowały się stworzyć coś razem, był dla mnie wystarczająco przekonujący, abym po tę pozycję sięgnęła. A czym dłużej czekałam w kolejce w bibliotece na książkę, tym bardziej mi zależało. Niestety, zupełnie niepotrzebnie, ponieważ boleśnie się rozczarowałam. Teraz przeglądając opinie innych czytelników, widzę, że nie jestem sama, a grono nieusatysfakcjonowanych miłośników thrillerów i fanów tych znakomitych autorek wciąż się powiększa.

Po pierwsze: objętość książki. We Wstępie możemy oczywiście przeczytać, że owocem współpracy tego tria jest krótka książeczka, zbiór trzech opowiadań z udziałem bohaterek znanych z wcześniejszych powieści Spindler, Kavy i Ellison. Zresztą na pierwszy rzut oka widać, że fabuła nie jest wyjątkowo rozbudowana skoro zamiast 500 stron mamy marne 170. Nie, to nie liczba stron zraziła mnie najbardziej. Przede wszystkim brakowało mi napięcia tak typowego dla historii opowiadanych przez Kavę i Spindler. Seryjny morderca, psychopata dla własnej przyjemności zabijający ludzi bezdomnych, ułomnych czy słabych, niepotrafiących lub niebędących w stanie się bronić to nic nowego. Historia jakich wiele. Pomysł z połączeniem sił trzech autorek oraz z przenoszeniem akcji z miasta do miasta tak, aby każda ze śledczych: Stacy Killian, Taylor Jackson oraz Maggie O’Dell, mogła zmierzyć się z mordercą i spróbować go powstrzymać, był moim zdaniem świetny. Tylko wykonanie trochę zawiodło. Zdecydowanie brakowało mi tego charakterystycznego napięcia i pościgów w stylu zmagań Maggie z Albertem Stuckym, sięgając po pierwszy z brzegu przykład. Tu fabuła jest zaledwie zarysowana. Kiedy czytelnik spodziewa się rozwinięcia wątku, wręcz tego żąda, następuje koniec rozdziału. Ot co. Właściwie niemal po pierwszej części znamy mordercę i dalej do samego końca zwyczajnie śledzimy wydarzenia, na szczęście już z udziałem agentki O’Dell, ale w moim odczuciu i ona nie ratuje tej pozycji. Jedynym plusem jest dla mnie powrót Nicka Morellego, za którym, przyznam, trochę się stęskniłam. Mam nadzieję, że na dłużej zagości w twórczości Kavy, chociaż już zdążyłam się przyzwyczaić do Bena.

Cóż, sama nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć na ten temat. Moje rozczarowanie i fakt, że pochłonęłam tę książkę z przerwami w kilka godzin i to nie ze względu na niezwykle wciągającą treść, ale raczej z uwagi na jej brak, znacznie obniżył moją ocenę, pozbawiając mnie chęci rozpisywania się na jej temat. Tyle.

Podsumowując, nie zniechęcam do sięgnięcia po Cienie nocy, ponieważ odrobina wrażeń przyda się wszystkim miłośnikom tego gatunku. Odradzam jednak nastawianie się na ekscytującą książkę czy wbijającą w fotel historię. To niezła pozycja, ale bez szału. Tylko dla wytrawnych miłośników; komuś, kto po raz pierwszy chce zapoznać się z twórczością Eriki Spindler lub Alex Kavy stanowczo odradzam, sięgnijcie raczej po wcześniejsze pozycje tych autorek, aby się niepotrzebnie nie zrazić.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://www.empik.com