„W pułapce”, A. J. Cross [recenzja]

9311_99905129311Autor: A. J. Cross

Tytuł: W pułapce

Tytuł oryginalny: Gone in Seconds

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 496

——————————————————————————————————————————–

„Zawsze gdzieś czyha drapieżca, gotowy uczynić z kogoś ofiarę” (s. 8)

Birmingham, Wielka Brytania. W zlokalizowanym w pobliżu autostrady lesie zostają odnalezione szczątki młodej kobiety. Po wstępnym dochodzeniu udaje się ustalić, że to zaginiona pięć lat wcześniej Molly James. Śledztwem w sprawie śmierci panny James ma się zająć zespół ds. niewyjaśnionych, z którym współpracuje niezależna psycholog sądowa, dr Kate Hanson. Jej zadanie polega na opracowaniu profilu psychologicznego sprawcy, który – jak przypuszcza – ma na swoim koncie szereg niezwykle brutalnych zbrodni. Wkrótce policja odkopuje kolejne ciało, a pracujący na miejscu znaleziska patolog nie ma wątpliwości, że obie zaginione kilka lat wcześniej kobiety padły ofiarą tego samego zabójcy. Oddelegowany do tej sprawy zespół na czele z Kate ponownie musi przejrzeć akta spraw sprzed lat, by znaleźć jakiś punkt zaczepienia, czyli coś, co łączy ofiary i co popchnie śledztwo do przodu. Bystra psycholog dochodzi do wniosku, że morderca musiał ewoluować, a więc w przeszłości dopuszczał się zapewne innych przestępstw na kobietach. Aby utwierdzić się w przekonaniu, że ma rację, szuka dokumentów w policyjnym archiwum. W magazynie panuje jednak chaos i, co ciekawe, dotyczy on tylko spraw, które ją interesują, a brakujące dowody budzą podejrzliwość bohaterki. Czy to zwykłe przeoczenie, efekt nieporządku czy też ktoś próbował manipulować dowodami lub – o zgrozo! – zacierać ślady? Kate swoje teorie musi skonfrontować z obecnie prowadzonym śledztwem i wspólnie z kolegami ustalić, kto skrzywdził te młode kobiety. Stawka jest wysoka, a na błędy nie ma czasu – morderca nie przestanie zabijać dopóty, dopóki nie zostanie schwytany.

Powieść A. J. Cross pt. W pułapce to jeden ze słabszych thrillerów, które zdarzyło mi się przeczytać i to nie tylko ostatnio, lecz w ogóle. Akcja jest nużąca i toczy się bardzo powoli, przez większość powieści w zasadzie nic się nie dzieje, bohaterowie natomiast są męczący, a co poniektórzy nawet denerwujący. Jedyną zaletą może być zakończenie, które na tle przeciętnej całości prezentuje się chyba całkiem nieźle.

„Mądrale nie cieszą się specjalną popularnością” (s. 268)

Maggie O’Dell, Taylor Jackson, Stacy Killian, Jane Rizzoli, Maura Isles, nie mówiąc już o innych mniej znanych, nieseryjnych bohaterkach thrillerów Spindler czy Gerritsen – wszystkie te postaci potrafiły zyskać sympatię czytelnika i sprawić, że nie mógł się oderwać od lektury, nie poznawszy ich dalszych losów. Ich doskonałe kreacje miały pozytywny wpływ na ogólną ocenę książki i sprawiały, że nawet jeśli opowiedziana historia nie była w stanie wciągnąć, to główna bohaterka wraz ze swoimi przemyśleniami, życiem prywatnym czy zawodowym ratowała powieść. Doktor Kate Hanson z wielu powodów jest protagonistką niezwykle irytującą: po pierwsze dlatego, że wydaje jej się, iż zjadła wszystkie rozumy, a po drugie dlatego, że jej paranoja, skłonność do węszenia przestępstwa i podstępu w każdym zdarzeniu oraz autorytarna postawa, zwłaszcza w stosunku do dwunastoletniej córki i kolegów z zespołu, po części zapewne będące swego rodzaju skrzywieniem zawodowym raczej nie przysparzają jej sympatyków. Jeden z bohaterów stwierdza, że dr Hanson ma problem z mężczyznami. Szczerze mówiąc, należałoby tę myśl nieco rozwinąć. Kate ma problem i z mężczyznami (w tym z byłym mężem), i z dorastającą córką, i z przełożonymi, i ze współpracownikami, a przede wszystkim ma chyba problem ze sobą samą. Konstatacja dr Hanson: „Jesteś zbyt samowolna; nie nadajesz się do pracy zespołowej” (s. 445), jest chyba najsłuszniejszym sądem, jaki w tej powieści wygłosiła.

Styl A. J. Cross zupełnie nie przypadł mi do gustu. Wprawdzie książkę czyta się dosyć szybko, co jednak nie jest zasługą wartkiej akcji, lecz dużej czcionki i krótkich rozdziałów, ale nie uznałabym tego thrillera za świetny, a co najwyżej za dobry, choć i tu nie byłabym pewna, czy ta ocena nie jest nieco na wyrost. Opis na okładce zachęcał do sięgnięcia po tę dosyć obszerną powieść, której głównym walorem zdawało się to, że jej autorka jest z wykształcenia psycholog sądową. Dostaliśmy tymczasem raczej nudną książkę, w której pierwsza naprawdę interesująca rzecz, sprawiająca, że akcja nabiera tempa i nareszcie jest jakieś napięcie (a więc coś, bez czego chyba nie wyobrażamy sobie dobrego thrillera), pojawia się na ok. 70 stron przed końcem. Irytować może również pewna maniera autorki, która prawdopodobnie nie chcąc epatować brutalnością albo próbując pobudzić wyobraźnię czytelnika, unika podawania informacji wprost, nie dając jednak wystarczających wskazówek, by czytający mógł się domyślić, o co chodzi. Dlatego właśnie trudno uchwycić tok rozumowania bohaterów oraz zrozumieć, co w danej sytuacji ich tak przeraziło. Reakcja: „O Boże!” w odpowiedzi na polecenie: „Spójrzcie na jej twarz” albo stwierdzenie w stylu: „Kate spojrzała na leżące przedmioty i już wiedziała” powinny powodować robić na nas wrażenie, wzbudzając ciekawość. My tymczasem nie mając wyjaśniającego, szczegółowego opisu, nie jesteśmy w stanie odpowiednio wczuć się w sytuację, na czym z pewnością traci sama powieść.

W pułapce bez wątpienia jest pozycją dla nowicjuszy. Miłośnikom gatunku zdecydowanie odradzam jej lekturę, ponieważ jest wiele zdecydowanie ciekawszych i zwyczajnie lepszych thrillerów, które potrafią sprawić, że czytelnik z wypiekami na twarzy śledzi rozwój wypadków, nie mogąc się oderwać od lektury. Tę książkę spokojnie można sobie odpuścić. Nie warto tracić czasu.

Moja ocena: 4/10

Źródło fotografii:
http://wydawnictwoswiatksiazki.pl