„Cud chłopak”, R.J. Palacio [recenzja]

d_2152Autor: R.J. Palacio

Tytuł: Cud chłopak

Tytuł oryginalny: Wonder

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard

Liczba stron: 416

——–

Czasem człowiek sprawia przykrość drugiemu człowiekowi, choć tego nie chce. (s. 192)

Dzieje się tak z reguły z bezmyślności albo niewiedzy i dotyczy to zazwyczaj dwóch typów ludzi: osób, które szybciej działają, niż myślą, oraz dzieci. Te drugie z racji wieku i związanych z nim braków w wychowaniu potrafią ranić, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. Nieświadomie mówią coś, czego dorosły, kulturalny człowiek z pewnością by nie powiedział, i nie widzą w tym nic złego. Bo trzeba pamiętać, że dzieci z natury są prawdomówne, co znaczy, że zamiast opowiadać przemyślane kłamstwa, nie owijając w bawełnę, mówią to, co czują. Po prostu. A żeby tego było mało, ludzie mają paskudny zwyczaj oceniania innych po wyglądzie. Trudno jednak z tym walczyć, skoro jesteśmy wzrokowcami, zwracającymi uwagę najpierw na to, co widzą, a dopiero potem – przy bliższym poznaniu – na to, co w pierwszej chwili niewidoczne dla oka. I chociaż dobro i zło, piękno i brzydota są pojęciami względnymi, to tak się już utarło, że to, co ładne, musi być dobre, a to, co brzydkie – złe. Szaleńcza pogoń za popularnością, ciągła rywalizacja o to, kto jest najładniejszy, najmądrzejszy, najbogatszy i najlepszy doprowadzają do sytuacji, w której ci „gorsi” z góry są skazani na klęskę. Byłoby dobrze, gdyby byli skazani tylko na zapomnienie, częściej jednak swoją innością narażają się na szykany, drwiny i przemoc fizyczną. Oczywiście niezasłużone.

August Pullman, dziesięcioletni bohater powieści R.J. Palacio, jest inteligentnym i szalenie dowcipnym chłopcem, który ma jednak poważny problem. Auggie nie jest bowiem taki jak inni. I chociaż lubi grać na PlayStation, oglądać Gwiezdne wojny i jeść słodycze, to nie może znaleźć przyjaciół. Przyczyną jego wyobcowania jest zmutowany gen, z powodu którego ma zdeformowaną twarz i, zanim skończył dziesięć lat, musiał przejść 27 operacji. Pewnego dnia chłopiec dowiaduje się, że rodzice planują wysłać go do szkoły i to od razu do piątej klasy! Dziesięciolatek wzbrania się, jak może, przekonując rodziców, że nauka w domu jest znacznie lepszym pomysłem. Ci jednak wiedzą, jak wiele frajdy daje chodzenie do szkoły, i zrobią wszystko, by przekonać syna do tego pomysłu. W końcu August się zgadza i 1 września idzie na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Nienawykłemu do środowiska szkolnego Auggiemu mimo najszczerszych chęci trudno jest się przystosować do nowej sytuacji. Tętniące życiem korytarze podstawówki im. Beechera przypominają mu dżunglę, w której jednostki słabe nie mają najmniejszych szans na przetrwanie. Tu rządzą najsilniejsi, czyli ci, którzy potrafią podporządkować sobie tłum, czy to rozciągając przed nim kuszące wizje wspaniałej przyszłości, czy to zastraszając go groźbami. A wszyscy, którzy choć raz w życiu przeżyli odrzucenie przez grupę, wiedzą, jak trudno przetrwać w nieprzychylnym środowisku, gdy po swojej stronie nie ma się absolutnie nikogo.

1498206493027

Dyzostoza żuchwowo-twarzowa. Brzmi niegroźnie, a jednak potrafi zamienić życie Bogu ducha winnego dziecka w prawdziwy koszmar. To właśnie m.in. tę wadę genetyczną zdiagnozowano u Auggiego. O swoim wyglądzie chłopiec woli nie mówić, bo wie, że cokolwiek sobie wyobrażamy, w rzeczywistości jest pewnie gorzej. A jednak z łatwością udaje nam się polubić Augusta, który mimo widocznych niedoskonałości okazuje się naprawdę fajnym dzieciakiem.

Cud chłopak R.J. Palacio to powieść, która sprawdzi się jako wciągająca lektura zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ta książka to wzruszająca i niezwykle przejmująca historia Augusta Pullmana, zwykłego chłopca o niezwykłej twarzy. Sprzedana w liczbie przeszło 5 milionów egzemplarzy powieść weszła do klasyki współczesnej literatury, zdobywając serca kolejnych czytelników i pewnie wielu z Was zgodziłoby się ze mną, że powinna też wejść do kanonu lektur szkolnych. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że w dzisiejszych, mocno nietolerancyjnych, czasach mogłaby wielu i dzieciom, i dorosłym wskazać, jak należy się zachowywać w stosunku do innych. Potwierdzeniem fenomenu Cud chłopaka prócz rankingów sprzedażowych jest także planowana na jesień 2017 roku ekranizacja, w której Augusta zagra Jacob Tremblay, a w postaci jego rodziców wcielą się Julia Roberts i Owen Wilson (aby obejrzeć trailer filmu, kliknij tutaj).

wonder Zanim  jednak obejrzycie film, warto przeczytać książkę, bo powieść R.J. Palacio składa się w zasadzie z samych zalet. Opowiedziana historia jest ciekawa, główny bohater wzbudza sympatię, a rozdziały są krótkie. Za bardzo udany zabieg uważam też narrację. Dzięki zastosowanej w powieści wielogłosowości możemy poznać punkt widzenia nie tylko Auggiego – głównego bohatera Cud chłopaka – ale i jego znajomych: kolegów, koleżanek, siostry. A jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Im więcej słyszymy głosów, tym łatwiej nam odtworzyć pełny obraz opisywanej sytuacji, z jej jasnymi i ciemnymi stronami. Już sam fakt, że Palacio zdecydowała się na narrację pierwszoosobową i to stylizowaną na mowę dziecka, zasługuje na uznanie. Dzięki temu opowiedziana historia zyskuje na wiarygodności, a my bez żadnych ograniczeń możemy poznawać uczucia oraz myśli Augusta i osób z jego najbliższego otoczenia. Ukazanie sytuacji Auggiego wyłącznie z jego perspektywy zmusiłoby nas do ferowania wyroków bez wysłuchania oskarżonych, co byłoby dokładnie tym samym, co ocenianie po wyglądzie. Ogromne znaczenie dla odbioru całej historii ma również to, że za inspirację do jej napisania posłużyło prawdziwe zdarzenie. Powiem tylko, że chodzi o scenę przed lodziarnią.

Książka Palacio cieszy się popularnością, ponieważ jest pouczająca, a jednak nie nudzi. Moralizatorski głos autorki nie jest w żaden sposób nachalny i narzucający się. Dostajemy poruszającą historię Augusta, ale tak naprawdę dotyczy ona nas wszystkich i to niezależnie od wieku. W końcu każdy z nas marzy o tym, by zostać zauważonym i by inni lubili nas za to, jacy jesteśmy. Tak było w czasach szkolnych, tak jest na co dzień – w pracy lub gronie znajomych. Nie chcemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Nie chcemy się zmieniać tylko po to, by się komuś przypodobać. Chcemy być sobą. Po prostu. Cud chłopak z całym swym bagażem dydaktycznym urasta do rangi książki, która może stać się pretekstem do rozmowy rodziców z dziećmi o empatii i próbie zrozumienia ludzi, których w ciągu całego życia spotykamy na swojej drodze. I do pokazania, że inny nie zawsze znaczy gorszy, o czym niektórzy zdają się zapominać :) Polecam i dzieciom, i dorosłym!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem”, Lauren Fern Watt [recenzja]

gizelle_-moje-zycie-z-bardzo-duzym-psem_9788327629364Autor: Lauren Fern Watt

Tytuł: Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem

Tytuł oryginalny: Gizelle’s Bucket List. My Life with a Very Large Dog

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Tłumaczenie: Dorota Stadnik

Liczba stron: 208

——–

Kiedy człowiek zaprasza psa do swojego życia, musi być gotowy na cierpienie po jego odejściu. Dzień pożegnania jest najsmutniejszym dniem, mimo to warto mieć psa. Uczyć się od niego bezwarunkowej miłości. (s. 183)

Pies. Moje wielkie niespełnione marzenie. Zawsze chciałam go mieć i nigdy go nie miałam. Bo mieliśmy za małe mieszkanie, bo nie miał się nim kto opiekować. Powody były różne. Zawsze jednak kochałam całym swoim sercem niemal wszystkie zwierzęta, w szczególności zaś moje ukochane świnki morskie, które od lat są obecne w moim życiu. Być może nadejdzie kiedyś dzień, gdy u mego boku znajdzie się pies, najwierniejszy z wiernych przyjaciół, którego będę mogła kochać, rozpieszczać i tulić. Może kiedyś tak się stanie. Czas pokaże. Na razie o psach mogę tylko czytać.

O książce Lauren Fern Watt dowiedziałam się właściwie przypadkiem. Trafiłam bowiem na udostępnione przez Wydawnictwo HarperCollins Polska zdjęcia Lauren i jej uroczej podopiecznej i postanowiłam znaleźć jakieś informacje na temat książki o „bardzo dużym psie”. Gdy przeczytałam, jaką historię opowiada autorka, zapragnęłam ją poznać. Najlepiej natychmiast. Bałam się jednak, że ta lektura zmusi mnie do wylania morza łez, że zamiast happy endu dostanę smutne zakończenie, które przypomni mi wszystkie zwierzęta, które kiedykolwiek straciłam. Znam siebie i swoje reakcje. Wiem, jak łatwo się wzruszam. Pamiętam, jak przepłakałam całą Przygodę na Antarktydzie, doskonały film z moim ulubionym aktorem, nieodżałowanym Paulem Walkerem. Niepowstrzymane strumienie łez zalewały mi oczy, skutecznie uniemożliwiając oglądanie, a zatkany nos nie pozwalał oddychać. I tym razem jednak wygrała chęć poznania historii niezwykłej przyjaźni między człowiekiem a psem. Kupiłam książkę i zasiadłam do czytania.

Gizelle to mastif angielski, którego Lauren dostała na dziewiętnaste urodziny od matki próbującej zagłuszyć wyrzuty sumienia spowodowane chorobą alkoholową. Od tej chwili ona i potężna Gizelle stały się nierozłączne. Jednak to nie tylko rozmiary Gizelle są ogromne, ogromne jest również serce suczki, która z miejsca stała się najbliższą przyjaciółką prowadzącej dotąd samotniczy tryb życia dziewczyny. Najpierw zamieszkały razem w akademiku, by potem przenieść się do malutkiego mieszkanka na Manhattanie. Od początku wszystko robiły razem. Nie Lauren albo Gizelle, a Lauren i Gizelle. Zawsze we dwie, nigdy w pojedynkę. Wspólne spacery, wspólne bieganie, oglądanie telewizji, podziwianie rozgwieżdżonego nieba na polanie w Central Parku, wylegiwanie się na dachu Rio.

Gdy okazuje się, że Gizelle jest ciężko chora, Lauren zabiera ją w ostatnią wspólną podróż. To ma być pasmo atrakcji i przyjemności. Gizelle ma przeżyć to, czego nie doświadczają zazwyczaj psy, ale Lauren dobrze wie, że spełnieniem marzeń każdego psa jest po prostu miłość człowieka. 

1496602574245

Myślę, że jednym z wyznaczników dobrej książki jest wrażenie, jakie na nas wywiera przedstawiona w niej historia. Gdy to, co przeczytaliśmy, zostaje w naszej głowie na długo po skończonej lekturze, to znaczy, że książka była naprawdę dobra i warta czasu, jaki poświęciliśmy na jej przeczytanie. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale czytamy mnóstwo książek, które w naszej świadomości przechodzą bez echa, nie zmuszając do refleksji, szybko wypadają nam z pamięci. Niewątpliwą zaletą książki Lauren Fern Watt jest prawdziwość opowiedzianej historii. Gizelle istniała naprawdę. Była wielkim, bojaźliwym pieszczochem, przyjaciółką, obrończynią, cudem, jaki przytrafił się Lauren, jej największym szczęściem. I to właśnie to czyni tę książkę tak wyjątkową. Być może takich historii jest wiele. Być może opowieść o Gizelle nie wyróżnia się na tle innych jej podobnych. To w zasadzie bez znaczenia, bo naprawdę warto ją poznać.

Na dwa rozdziały przed końcem pomyślałam, że to dobry pomysł wziąć ze sobą książkę, by skończyć ją w autobusie w drodze do pracy. Dwadzieścia stron? Co to jest! Bez problemu dam radę! Zajęłam miejsce i zaczęłam czytać. Jednak gdy poczułam, że oczy zaczynają mnie piec, już wiedziałam, że za moment się rozpłaczę… i to na oczach zatłoczonego autobusu. Natychmiast musiałam przerwać. Za oknem pojawiło się słońce. Odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że mam pretekst, by włożyć okulary przeciwsłoneczne. W tamtej chwili były mi bardzo potrzebne. Tych kilka stron, które zdążyłam przeczytać, dało mi do zrozumienia, że opowieść o ostatnich chwilach cudownej Gizelle muszę skończyć w domu, w zaciszu własnego pokoju, gdzie nie będę musiała kryć łez, bojąc się zarazem, że spłynie mi z rzęs cały tusz. Wiedziałam, że będę ryczeć jak bóbr. I wcale się nie pomyliłam, gdy kilkanaście godzin później próbowałam przebrnąć przez ostatnie strony.

Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem to swoisty hołd nie tylko dla ukochanej suczki autorki, ale i dla wszystkich czworonogów, które sprawiają, że nasze życie nabiera kolorów. Nie na darmo mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wierny, lojalny, kochający bezgranicznie bez względu na okoliczności, zapatrzony w swego pana. Najlepszy kompan pod słońcem. Ta wzbogacona zdjęciami z prywatnego archiwum Lauren Watt książka to naprawdę niezwykła pozycja. Do głębi poruszająca, piękna, pouczająca i z pewnością warta zapamiętania opowieść. Powinni po nią sięgnąć nie tylko miłośnicy zwierząt, ale i ci, którzy nie rozumieją fenomenu wyjątkowej więzi, jaka łączy człowieka i psa. Z czystym sumieniem bardzo polecam! Przeczytajcie ją. Tylko nie zapomnijcie o zapasie chusteczek higienicznych. Mogą się przydać!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.harpercollins.pl/

„Złudzenie”, Charlotte Link [recenzja]

1860(1)Autor: Charlotte Link

Tytuł: Złudzenie

Tytuł oryginalny: Die Täuschung

Wydawnictwo: Sonia Draga

Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz

Liczba stron: 384

——–

Świat jest taki, jak jego najmniejsza cząstka, a rodzina to najmniejsza komórka społeczna. Kiedy psuje się rodzina, psuje się cały świat.

Przesłanie tych dwóch krótkich zdań jest tak oczywiste, jak stwierdzenie, że wystarczy przeczytać jedną książkę Charlotte Link, by znać twórczość tej autorki w zasadzie na wylot. Złudzenie to powieść, która tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu, bo choć za sobą mam lekturę zaledwie dwóch książek Charlotte Link, to już widzę, że ogólny schemat fabularno-kompozycyjny jest stosunkowo podobny. Nie twierdzę jednak, że pewne podobieństwo pomiędzy thrillerami Link działa na ich niekorzyść, choć trudno się nie zgodzić z tym, że każda kolejna książka staje się dla czytelnika coraz bardziej przewidywalna, a zagadka coraz łatwiejsza do rozwiązania.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Charlotte Link miało miejsce nieco ponad rok temu, w kwietniu 2016 roku, kiedy to zdecydowałam się sięgnąć po Wielbiciela. O Charlotte Link słyszałam wiele dobrego, a jednak jej książki z niewiadomych przyczyn omijałam szerokim łukiem. Nie żałuję jednak, że ostatecznie jedna z jej powieści trafiła w moje ręce, bo Wielbiciel okazał się naprawdę świetnym i trzymającym w napięciu thrillerem, od którego po prostu nie sposób było się oderwać. W czerpaniu przyjemności z lektury nie przeszkadzali mi nieco irytujący bohaterowie (a co najmniej kilku można by tu wymienić), problemem nie była również znajomość tożsamości prześladowcy. Bo powieść Link jest właśnie tak skonstruowana, że dość szybko poznajemy nazwisko tego, kto jest czarnym charakterem, czyli krótko mówiąc brutalnym mordercą. Chodzi tu bowiem nie o to, kto jest winny, ale jak daleko się posunie. Nie inaczej jest w przypadku Złudzenia, które w moim zamiarze miało się stać swoistym preludium do lektury Oszukanej, a zatem powieści, która do sprzedaży trafiła 10 maja 2017. Po cichu liczyłam, że tegoroczne Warszawskie Targi Książki, impreza, na której miała się pojawić Charlotte Link, będą okazją do zobaczenia autorki na żywo i zdobycia jej autografu. Rzeczywistość okazała się jednak daleka od ideału, bo choć na targach byłam, to jednak nie miałam czasu, by pojawić się na stoisku wydawnictwa Sonia Draga, nie mówiąc już nawet o staniu w kolejce.

Peter Simon, zawodowo odnoszący sukcesy niemiecki przedsiębiorca, a prywatnie opiekuńczy mąż i ojciec, znika bez śladu podczas podróży do Prowansji. Zrozpaczona żona udaje się w ślad za ukochanym, by na własną rękę prowadzić jego poszukiwania. Kobieta przeczuwa, że coś złego mogło spotkać Petera, choć ich wspólni znajomi lekceważą jej obawy. We Francji okazuje się jednak, że mąż Laury skrywał przed nią wiele tajemnic, o których niczego nieświadoma kobieta nie miała zielonego pojęcia. Rozmowa z przyjacielem Petera otwiera Laurze oczy, uświadamiając jej, że Peter, jakiego znała, tak naprawdę nigdy nie istniał. Odkrycie prawdy na temat własnej rodziny nie tylko będzie ją kosztować wiele nerwów, ale i będzie się wiązać ze śmiertelnym niebezpieczeństwem, które już wkrótce zapuka do jej drzwi.

 20170528_114049

Z moich obserwacji bezsprzecznie wynika, że Charlotte Link ma talent do tworzenia fabuł, które całkowicie pochłaniają czytelnika. Nie wiem, jak ona to robi, skoro od połowy książki znamy nazwisko mordercy, ale jednak wychodzi jej to doprawdy doskonale. Kluczem do sukcesu musi być zatem chyba napięcie, które w mniejszym lub większym stopniu, ale nieustannie towarzyszy nam podczas czytania. Na plus zaliczyć trzeba również stosunkowo krótkie rozdziały oraz brak zbędnych opisów, które pozwalają nam sprawnie pokonywać kolejne strony bez uczucia znużenia.

Nie wszystko jednak zasługuje na pochwałę. Dużym minusem jest moim zdaniem liczba bohaterów występujących w powieści. Z tego, co pamiętam, ten problem nie pojawiał się w przypadku Wielbiciela. W Złudzeniu mamy jednak do czynienia z bardzo wieloma bohaterami lub parami bohaterów, których imiona i nazwiska wprowadzają nas czasem w zakłopotanie, gdy po kilku rozdziałach przerwy autorka nagle przypomina nam postaci z początku książki. Długo nie mogłam się połapać, kto jest kim i kto jest z kim. Laura, Peter, Christopher, Pauline, Stephane, Nadine, Henri, Catherine czy Monique to tylko niektórzy bohaterowie, a każdy z nich ma przecież swoje życie. Myślałam, że moja dezorientacja wynika z tego, że nie skupiam się wystarczająco na fabule czytanej książki. Niby wszystko robiłam jak zawsze, a jednak co kilka rozdziałów powracały te same wątpliwości i pytania: „A właściwie to kim ona jest?” albo „A co ją łączy z pozostałymi bohaterami?”. Po skończeniu Złudzenia mogę powiedzieć, że dostajemy wielowątkową historię, która na pierwszy rzut oka jest nieuporządkowanym chaosem. Jak się później okazuje, różne, na pozór niezwiązane ze sobą wątki stanowią elementy tej samej układanki, które w finale powieści zaczynają tworzyć logiczną i w pełni zrozumiałą całość. Musimy jednak do owego finału najpierw dotrzeć.

Złudzenie to solidny, choć niewybitny thriller psychologiczny z rozbudowanym tłem obyczajowym, który doskonale wpisuje się w schemat thrillerów pisywanych przez niemiecką autorkę. Nie znajdziecie tu wartkiej akcji czy opisów krwawych zbrodni, akcja toczy się dość wolnym tempem i koncentruje się przede wszystkim na skomplikowanych związkach pomiędzy bohaterami. Książka jest nieco przewidywalna i zbyt szybko pozwala nam rozwikłać zagadkę, ale nie wpływa to na przyjemność czerpaną z jej lektury. W przyszłości jeszcze nie raz sięgnę po thrillery Charlotte Link, a już niebawem zamierzam przeczytać Oszukaną. Nie spodziewam się fajerwerków. Liczę raczej na trzymający w napięciu thriller, który będzie mi się dobrze czytać. Jeśli lubicie mroczne, pilnie strzeżone przez lata rodzinne tajemnice, to ta książka – podobnie jak i cała twórczość Charlotte Link – zdecydowanie jest dla Was!

Moja ocena: 6/10

Źródło okładki:
http://www.soniadraga.pl

Relacja z warszawskiego spotkania z Alex Marwood, czyli warto tę pisarkę poznać!

18664578_1318043028231098_6528147942754410028_nWystarczy na nią spojrzeć, by wiedzieć, że musi być artystką. Kimś niepowtarzalnym i intrygującym. Fantazyjny strój, burza różowych loków, uśmiech od ucha do ucha, nieodłączny elektroniczny papieros i dużo do powiedzenia. Bo z Alex Marwood można porozmawiać w zasadzie o wszystkim. Zawsze i wszędzie. O pisaniu, chimerycznej angielskiej pogodzie, zbrodniach, które wstrząsnęły światem, podróżach i dobrym jedzeniu. Autorka ma kieszenie pełne anegdot, które niczym asy wyjmuje z rękawa, gdy chodzi o to, by zainteresować słuchaczy. Przekonali się o tym uczestnicy warszawskiego spotkania, które odbyło się w ostatni piątek (26.05.2017) w zlokalizowanej w Hali Koszyki Księgarni Świat Książki.

Zorganizowane przez Wydawnictwo Albatros i Księgarnie Świat Książki, a prowadzone przez Katarzynę Puzyńską spotkanie było tym, czego oczekujemy od tego typu wydarzenia. Świetne pytania zmuszające Marwood do ujawnienia tajników swojego rzemiosła, wynikające zapewne po części z tego, że sama Puzyńska jest jedną z gwiazd polskiego kryminału, w połączeniu z gadatliwością i czarnym – bardzo brytyjskim – humorem zagranicznej pisarki stworzyły bardzo fajną całość, która na słuchaczach musiała zrobić dobre wrażenie. W spotkaniach autorskich chodzi bowiem nie tylko o to, by zdobyć upragnioną dedykację i pamiątkowe zdjęcie, lecz także dowiedzieć się o autorze czegoś nowego. W dobie internetu, gdy wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, stworzenie interesującej rozmowy, która przykuje uwagę odbiorców, dosłownie graniczy z cudem. Nic więc dziwnego, że oryginalne i trafione w punkt pytania są podstawą udanego wywiadu.

Śmierć Sereny, narodziny Alex

Alex Marwood – wschodząca gwiazda brytyjskiego kryminału i zdobywczyni prestiżowych nagród – to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność, choć do niedawna w Polsce w ogóle o niej nie słyszano. Alex Marwood, a właściwie Serena Mackesy, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko autorki, ma na swoim koncie dopiero trzy thrillery, a już jest o niej głośno! Jej powieściom daleko jednak do typowych kryminałów, w których głównym celem prowadzącego śledztwo detektywa jest wskazanie mordercy. Styl Alex Marwood w niczym nie przypomina stylu Agathy Christie. A żeby tego było mało trudno nazwać jej książki również pełnymi akcji thrillerami, chociaż w napięciu trzymają do ostatniej strony. Inspirowane prawdziwymi historiami niezmiennie mrożą krew w żyłach czytelników na całym świecie. Kto je czytał, wie, ze intryga kryminalna nie jest w nich elementem kluczowym. O wiele większe znaczenie zdają się mieć kreacje bohaterów oraz tło społeczno-obyczajowe, które w powieściach Marwood jest bardzo rozbudowane. Skrzętnie skrywane przez lata tajemnice, które wychodzą na jaw to podstawowe tworzywo dla fabuł thrillerów Marwood. Debiut literacki Marwood, czyli Dziewczyny, które zabiły Chloe, okazał się książką na bardzo wysokim poziomie, a dwie kolejne jej powieści w niczym mu nie ustępują, potwierdzając talent pisarki do tworzenia thrillerów psychologicznych, których nie powstydziliby się mistrzowie gatunku.

54678678Najbardziej przerażające historie pisze życie

Na spotkaniu w Hali Koszyki brytyjska pisarka opowiadała przede wszystkim o Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, będącej opowieścią o narcystycznym zaburzeniu osobowości, luźno opartą na pewnej prawdziwej historii. Do księgarń najnowszy thriller autorki trafił 10 maja i, jak pokazują recenzje i zamieszczane w sieci opinie czytelników, zbiera on same pochwały. Książką Marwood zachwycona była również Kasia Puzyńska, która podczas spotkania nie omieszkała o tym wspomnieć. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić. Alex Marwood w jednym miejscu zdołała zgromadzić najgorszych przedstawicielu gatunku ludzkiego. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. Na piątkowym spotkaniu pisarka otwarcie mówiła, że bardziej od tego, kto zabił, interesuje ją, dlaczego to zrobił, jaki miał motyw, co go popchnęło do zbrodni. Ciemna strona psychiki człowieka to przestrzeń tyleż fascynująca, co niepokojąca i to właśnie ją Marwood zgłębia z największym zainteresowaniem. Pomysły do swoich fabuł autorka Zabójcy z sąsiedztwa czerpie z otaczającego świata. Okazuje się, że za inspirację do historii Jade Walker i Annabel Oldacre, nastoletnich morderczyń Chloe, posłużyło kilka postaci młodocianych przestępców. Na plan pierwszy wysuwają się: jedenastoletnia Mary Flora Bell, która zamordowała dwóch kilkuletnich chłopców, oraz Robert Thompson i Jon Venables, dwaj dziesięciolatkowie odpowiedzialni za śmierć dwuletniego Jamesa Bulgera. W przypadku Zabójcy z sąsiedztwa istotną rolę odegrała historia Dennisa Nilsena, który zamordował czternastu młodych mężczyzn, by potem trzymać ich rozkładające się ciała w mieszkaniu. Gdy zaczynali gnić, ciął ich na kawałki, gotował, aż mięso odkleiło się od kości, i spuszczał w toalecie. Brzmi przerażająco, ale to najprawdziwsza prawda! A co było inspiracją do Najmroczniejszego sekretu? Oczywiście historia do dziś niewyjaśnionego zaginięcia Madeleine McCann, którą autorka na spotkaniu przypomniała polskim czytelnikom.   

20170526_182534Na koniec zaskoczeni są wszyscy

W podejściu Alex Marwood do pisania kryminałów chyba najbardziej zaskakuje to, że autorka do samego końca nie zna tożsamości mordercy. To coś absolutnie niesamowitego! Bo o ile nie dziwi nas to, że czytelnik, mylony fałszywymi tropami, ma prawo nie znać rozwiązania zagadki, o tyle pisarz, autor całej historii, powinien być tym, który jako jedyny zna mordercę od pierwszej do ostatniej strony. Prawdę mówiąc, niezwykle trudno jest mi sobie wyobrazić taką sytuację. Każdy się chyba zgodzi, że nie byłoby dla nas zaskoczeniem, gdyby Marwood przed rozpoczęciem pracy nad książką przygotowywała jej szczegółowy plan. Ale nie wiedzieć, kto okaże się winny? Brzmi to dość niezwykle.

Serena Mackesy. Specjalistka od literatury erotycznej?

Takie smaczki to tylko niewielka część tego, co Alex Marwood zdradziła nam na swój temat. Dowiedzieliśmy się również, że pierwsze pieniądze z pisania wpadały do jej kieszeni już w czasach szkolnych, gdy przyszła pisarka tworzyła romanse pełne pikantnych szczegółów. Na tego typu historie wśród nastolatków popyt był duży, zajęcie okazało  się więc… mocno opłacalne. Na tym przykładzie widać, że młoda Serena była bardzo zaradna i bez trudu potrafiła znaleźć potencjalne źródło zysków. Pisarka przyznała też, że zdarzają się dni, gdy godzinami może patrzeć w komputer i nie napisać ani słowa. Ich przeciwieństwem są takie, gdy przez wiele godzin pracuje w pocie czoła, pisząc do upadłego. Wtedy zapomina o Bożym świecie: nie śpi, objada się czym popadnie i pali papierosa za papierosem.

Spotkanie, w którym miałam okazję uczestniczyć, pokazało, że Alex Marwood to nie tylko zdobywczyni Edgar Allan Poe Award i autorka bestsellerowych thrillerów, ale też niezwykle fascynująca postać, pozytywnie zwariowana pisarka, która jeszcze niejednym nam zaskoczy. Jeśli uczestniczyliście w warszawskim lub wrocławskim spotkaniu, to jesteście szczęściarzami, którzy pewnie bez wahania się ze mną zgodzą. A jeśli tym razem nie udało Wam się spotkać autorki, to warto mieć nadzieję, że Marwood jeszcze odwiedzi nasz kraj. A zanim do tego dojdzie, polecam Waszej uwadze wszystkie trzy thrillery autorki. To naprawdę świetne książki!

„Czerwone światło hańby”, Graham Masterton [recenzja]

d_2744Autor: Graham Masterton

Tytuł: Czerwone światło hańby

Tytuł oryginalny: Red Light

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

Graham Masterton to pisarz, który od lat niezmiennie cieszy się ogromną popularnością wśród czytelników, również tych pochodzących z Polski. Na szczęście dla wielu z nas autor mający na swym koncie przeszło 100 tytułów regularnie odwiedza nasz kraj, co i raz uczestnicząc w rozmaitych spotkaniach. I tak w odstępie zaledwie 8 miesięcy słynny brytyjski pisarz aż dwukrotnie przyleciał do Polski. Wizyta pod koniec września 2016 roku związana była z promocją powieści Siostry krwi, będącej piątą częścią cyklu o irlandzkiej nadkomisarz Katie Maguire. Teraz natomiast wizyta Mastertona zbiegła się z premierą kolejnego tomu serii, czyli Pogrzebanych, którzy 10 maja trafili do sprzedaży. Masterton najpierw pojawił się w Krakowie i Katowicach, by następnie 20 maja, w czasie 3. dnia Warszawskich Targów Książki, na stoisku Wydawnictwa Albatros zasiąść do podpisywania egzemplarzy swoich powieści. Kolejka do mistrza grozy ustawiła się ogromna, a książki autora rozchodziły się niczym świeże bułeczki. Każdy chciał zdobyć upragnioną dedykację i pamiątkowe zdjęcie, każdy chciał choć na chwilę zasiąść u boku tego świetnego pisarza. Młodzi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z prozą Mastertona, i starsi, którzy jego książki czytali 20 lat temu i teraz przez sentyment zapragnęli do nich powrócić. Zwieńczeniem wizyty autora było spotkanie w Teatrze Powszechnym w ramach Apostrofu, czyli organizowanego przez Empik Międzynarodowego Festiwalu Literatury. W spotkaniu nie uczestniczyłam, jednak czytałam o nim same dobre rzeczy. Masterton znów podobno brylował, swoich rozmówców spychając w cień.

W dzielnicy czerwonych latarni w Cork dochodzi do wielu brutalnych morderstw, których ofiarami padają działający w tym okręgu sutenerzy. Spirala zbrodni rusza w momencie, gdy agent nieruchomości i jego klient trafiają na makabryczny widok: rozkładające się zwłoki czarnoskórego mężczyzny z obciętymi dłońmi i odstrzeloną częścią głowy. Ofiarą jest podejrzany typ powiązany z prężnie działającą  w Cork branżą usług seksualnych. Detektyw Katie Maguire staje przed dylematem – czy szukać zabójcy przestępców zaangażowanych w handel żywym towarem, których ona sama nie była w stanie złapać i zamknąć, czy też pozwolić na to, by ktoś wymierzał sprawiedliwość na własną rękę.

1493061944562Twórczości Grahama Mastertona w zasadzie zbyt dobrze nie znam. Pisanych przez niego horrorów nie czytałam, bo horror jako gatunek, czy to literacki, czy filmowy, do moich ulubionych nigdy nie należał. Co innego kryminał, w którym od lat się zaczytuję. Strzałem w dziesiątkę okazała się więc seria kryminałów osnutych wokół losów należącej do Garda Síochána policjantki. I chociaż Katie Maguire, postać niezwykle skomplikowana i interesująca, nie stała się z miejsca moją ulubioną bohaterką, to jednak polubiłam ją na tyle, by zacząć śledzić jej kolejne przygody. Lekturę serii rozpoczęłam zgodnie z tym, co nakazuje logika, czyli w pierwszej kolejności sięgnęłam po otwierające cykl Białe kości. Następnie przeczytałam Upadłe anioły, książkę niezwykle mroczną i przytłaczającą ponurą atmosferą i niewyobrażalnymi okropieństwami, które autor z taką lubością opisuje, by wreszcie skończyć Czerwone światło hańby. Muszę przyznać, że z przeczytanych przeze mnie jak dotychczas trzech tomów to właśnie ta powieść najbardziej mi się podobała. Dlaczego? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Nie ma tu bowiem wartkiej akcji, która pędzi na złamanie karku. Wszystko toczy się swoim tempem, trupów co chwilę przybywa, a Katie znów przeżywa życiowe rozterki. Niby wszystko to już było, niby ten sam nieco przewidywalny schemat, a jednak czyta się tę powieść bardzo dobrze, czerpiąc z jej lektury przyjemność. Autor podejmuje trudny i niewdzięczny temat prostytucji i handlu ludźmi, bo jak nazwać proceder ściągania z biednych krajów młodych, z reguły nastoletnich, dziewczyn, którym najpierw obiecuje się gruszki na wierzbie, by potem za duże pieniądze przekazywać je sobie z rąk do rąk. Wabione wizjami lepszego życia młode kobiety zamiast trafić do przyzwoitej pracy, lądują w domach publicznych, z których nie ma ucieczki. Zmuszane do prostytucji groźbami i przemocą, zastraszane w sposób, od którego włos jeży się na głowie. Można o tej książce powiedzieć wszystko, ale z pewnością nie to, że Masterton boi się trudnych tematów. Można zarzucać autorowi, że nie udźwignął tematu, że potraktował go zbyt marginalnie. Przejrzałam pobieżnie recenzje tej książki i widzę, że to dość częsty zarzut. Myślę jednak, że nie ma sensu zaprzątać sobie tymi zarzutami głowy. Kryminał to nic innego jak gatunek należący do literatury popularnej, której jedną z funkcji jest rozrywka. Ja – choć nie uciekam od poważnej literatury – czytając kryminały przede wszystkim odpoczywam. Nie chcę ciągle czytać o tym, jak źle jest na świecie. Nie chcę, by każda książka, którą czytam dla przyjemności, stawała się filozoficzną rozprawą. Trzeba jednak zaznaczyć, że z racji podejmowanej tematyki i mocnych, działających na wyobraźnię opisów zbrodni Czerwone światło hańby nie jest lekturą lekką. Warto mieć tego świadomość, by wiedzieć, czego mniej więcej należy się spodziewać. I mimo że każdy tom przygód Katie można czytać jako osobną powieść, to jednak radziłabym poznawać losy nadkomisarz Maguire w kolejności ustalonej przez autora. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię cykle, m.in. właśnie dlatego, że pozwalają stopniowo poznawać życie prywatne głównego bohatera. Kroczyć u jego boku, gdy pokonuje kolejne przeciwności losu. Ta bliskość tworzy swego rodzaju więź między bohaterem a czytelnikiem, co moim zdaniem działa na korzyść całej serii.

Czy Czerwone światło hańby to powieść godna polecenia? Z pewnością tak, choć cykl o Katie Maguire nigdy nie stanie się moim ulubionym. Pisane przez Mastertona kryminały to kawał dobrej literatury. Mnie jednak nie do końca odpowiada styl autora. Nie mam do niego konkretnych zastrzeżeń, ale wyczuwam, że między mną a twórczością Mastertona po prostu nie ma chemii. Nie zmienia to faktu, że proza Grahama Mastertona cieszy się wielką popularnością wśród czytelników, co znaczy, że jeśli lubicie ten typ literatury, to bez wątpienia powinniście sięgnąć po powieści autorstwa Grahama Mastertona.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Podsumowanie miesiąca – KWIECIEŃ 2017

Kwiecień w moim przypadku stał pod znakiem twórczości Alex Marwood. Nie znaczy to jednak, że w danym miesiącu czytam książki tylko jednego autora. Absolutnie nie, choć może byłby to jakiś pomysł. Pytanie tylko, czy bym się nie znudziła. A więc na początku kwietnia przeczytałam świetny thriller Dziewczyny, które zabiły Chloe, potem idąc za ciosem, sięgnęłam po Zabójcę z sąsiedztwa, który również okazał się satysfakcjonującą, choć z racji opisów mniej przyjemną lekturą (jeśli czytaliście, to wiecie, o czym mówię), a zakończyć miesiąc postanowiłam Najmroczniejszym sekretem, który nie miał jeszcze swojej premiery (będzie ona mieć miejsce 10 maja). I cóż mogę powiedzieć po lekturze trzech thrillerów Marwood? Niewątpliwie przygoda z twórczością tej brytyjskiej pisarki w moim przypadku należała do udanych. Marwood nie stanie się – przynajmniej na razie – moją ulubioną autorką, jednak z pewnością sięgnę w przyszłości po jej kolejne thrillery. Aż sama się dziwię, że tak długo odwlekałam swoje pierwsze spotkanie z tą pisarką.

1492109017432 (1)

A skoro to podsumowanie miesiąca poświęcone jest wyłącznie książkom Alex Marwood, to może przypomnę – a nuż ktoś będzie zainteresowany – że już niedługo autorka odwiedzi Polskę. Marwood spotka się z czytelnikami w Warszawie (26 maja) i Wrocławiu (27 maja). Oba spotkania to doskonała okazja do tego, by podreptać po dedykację do jeszcze świeżutkiego Najmroczniejszego sekretu, a właściwie warto zabrać ze sobą wszystkie trzy thrillery autorki, by zdobyć doskonałą pamiątkę w postaci podpisu tej wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału. A poza tym warto posłuchać, co Marwood ma do powiedzenia. Czytałam kiedyś wywiad z tą autorką i opowiadała niezwykle interesujące rzeczy o swoich inspiracjach. Myślę, że to może być ciekawe spotkanie. Dodatkowym atutem obu spotkań są prowadzące – Katarzyna Puzyńska (Warszawa) i Marta Guzowska (Wrocław). Kto jak kto, ale obie panie znają się na literaturze kryminalnej, więc ich rozmowy z Alex Marwood powinny być arcyinteresujące :)

1) DZIEWCZYNY, KTÓRE ZABIŁY CHLOE, ALEX MARWOOD

d_2278Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Autorka ma talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Pełna recenzja: TUTAJ

2) ZABÓJCA Z SĄSIEDZTWA, ALEX MARWOOD

d_3638Zabójca z sąsiedztwa nie jest kryminałem sensu stricto. To raczej powieść obyczajowa, w której wyeksponowany został wątek kryminalny. Duszna atmosfera, mroczny klimat okolicy, od której wolelibyśmy trzymać się z dala, oraz epatowanie brzydotą i niezwykle dosadnymi opisami składają się na wybitnie naturalistyczny thriller, po który sięgać powinni wyłącznie czytelnicy o mocnych nerwach. Książka Marwood bardzo silnie oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w głowie czytelnika makabryczne wizje, które co wrażliwszych mogą przyprawić o mdłości.

Zabójca z sąsiedztwa to kolejny dowód na to, że Alex Marwood potrafi pisać bardzo dobre thrillery, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Pierwszorzędne kreacje bohaterów, intrygująca fabuła, doskonale zarysowane tło społeczno-obyczajowe oraz świetnie poprowadzona narracja to największe zalety jej powieści. Jeśli lubicie ten typ literatury, nie powinniście ich przegapić.

Pełna recenzja: TUTAJ

3) NAJMROCZNIEJSZY SEKRET, ALEX MARWOOD

d_3834Akcja Najmroczniejszego sekretu, podobnie zresztą jak i Dziewczyn, które zabiły Chloe, rozgrywa się współcześnie, a jednak przeszłość nieustannie dochodzi do głosu w regularnie powracających retrospekcjach, które Marwood zgrabnie wplata między obecnie rozgrywające się wydarzenia. W Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, wydarzenia aktualnie się rozgrywające przedstawione są z perspektywy Camilli, która razem z Ruby jedzie na pogrzeb ojca. Z kolei wydarzenia z 2004 roku, rozgrywające się na kilka dni przed zniknięciem Coco, ukazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów: Seana, Claire, Marii, Simone i innych. Dzięki temu zabiegowi mamy szansę bliżej poznać wszystkich bohaterów powieści, którzy – bądźmy szczerzy – nie należą do gatunku ludzi, których łatwo polubić. Co więcej, powiedziałabym, że są wręcz okropnie nieznośni i swoim zachowaniem budzą w nas najgorsze instynkty. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić.

Przez całą powieść głowimy się nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej zaginięcia Coco, a kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, autorka znów nas zaskakuje. Choć to thriller, to nie oczekujcie od tej książki jakichś niesamowitych zwrotów akcji. Tutaj tego nie ma. Jest za to solidnie skrojona intryga, mnóstwo stopniowo ujawnianych sekretów, kłamstw i półprawd. Najnowsza powieść Alex Marwood nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie jest dobrym thrillerem psychologicznym, który powinien sprostać wymaganiom miłośników gatunku. Polecam.

Pełna recenzja: TUTAJ

Dziewczyny, które zabiły Chloe, Zabójca z sąsiedztwa i Najmroczniejszy sekret to trzy naprawdę dobre thrillery, w których intryga kryminalna nie jest elementem kluczowym. O wiele większe znaczenie zdają się mieć kreacje bohaterów oraz tło społeczno-obyczajowe, które w powieściach Marwood są bardzo rozbudowane. Skrzętnie skrywane przez lata tajemnice, które wychodzą na jaw – tak, to tu jest; zaskakujące zwroty akcji – nie, tego tu nie ma. Debiut literacki Marwood okazał się książką na bardzo wysokim poziomie, a dwie kolejne jej powieści w niczym mu nie ustępują. A zatem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam prozę brytyjskiej pisarki. Jeśli lubicie takie thrillery, to nie powinniście być rozczarowani :)

„Najmroczniejszy sekret”, Alex Marwood [recenzja]

d_3834Autor: Alex Marwood

Tytuł: Najmroczniejszy sekret

Tytuł oryginalny: The Darkest Secret

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

 

 

Żyjemy w czasach, gdy każdy ma swoją prawdę.  

Kwiecień stoi u mnie pod znakiem twórczości Alex Marwood. Najpierw przeczytałam świetny thriller Dziewczyny, które zabiły Chloe, potem sięgnęłam po Zabójcę z sąsiedztwa, który również okazał się satysfakcjonującą, choć z racji opisów mniej przyjemną lekturą (jeśli czytaliście, to wiecie, o czym mówię), teraz zaś postanowiłam zapoznać się z Najmroczniejszym sekretem. I co? Jest dobrze, a Marwood naprawdę trzyma poziom!

Swoją sławę Marwood zawdzięcza przede wszystkim powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe, choć i jej drugi thriller, znacznie mroczniejszy niż jej debiutancka książka, a mianowicie Zabójca z sąsiedztwa, cieszył się pozytywnymi opiniami miłośników gatunku. I pewnie nie inaczej będzie w przypadku najnowszej powieści autorki, która już 10 maja trafi do polskich księgarń. Premiera Najmroczniejszego sekretu poprzedzi przyjazd Alex Marwood do Polski, która pod koniec maja (25-28.05.2017) w Warszawie i Wrocławiu spotka się z fanami.

Impreza z okazji pięćdziesiątych urodzin Seana Jacksona miała być dla wszystkich niezapomnianym przeżyciem. Wykwintne dania, szampan lejący się strumieniami, głośna muzyka i wytworni goście dodający przyjęciu elegancji. Wieczór nie kończy się jednak tak, jak wszyscy planowali. Uczestnikami imprezy wstrząsa wiadomość o zaginięciu jednej z córek jubilata. Trzyletnia Coco rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko mgliste wspomnienie. Prowadzone przez policję dochodzenie ani zakrojone na szeroką skalę poszukiwania nie przynoszą żadnego efektu, a bliscy przestają się łudzić, że dziewczynka kiedyś do nich wróci.

Dwanaście lat później rodziną Jacksonów wstrząsa kolejna tragedia. W tajemniczych okolicznościach umiera Sean, którego pogrzeb stanie się okazją do rodzinnego spotkania. Wśród jego uczestników znajdą się: Mila, córka z pierwszego małżeństwa, i Ruby, nastoletnia siostra bliźniaczka zaginionej przed laty Coco, a także wszyscy goście feralnego przyjęcia urodzinowego. Napięta atmosfera, przemilczane fakty i tłumione poczucie winy sprawią, że na jaw zaczną wychodzić pilnie strzeżone rodzinne sekrety, a wśród nich również ten najmroczniejszy dotyczący zaginięcia Coco.

Co tak naprawdę wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami rezydencji Jacksonów? Jaką przerażającą prawdę skrywa luksusowe wnętrze ich domu?

IMG_20170413_212545_130 (1)

Recenzując Dziewczyny, które zabiły Chloe, pisałam, że Alex Marwood ma talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością, a w jej książkach dominuje motyw zaginięcia, zerwania z dotychczasowym życiem i zmiany tożsamości. To niewątpliwie prawda. Obie kolejne jej powieści tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły. Akcja Najmroczniejszego sekretu, podobnie zresztą jak i Dziewczyn, które zabiły Chloe, rozgrywa się współcześnie, a jednak przeszłość nieustannie dochodzi do głosu w regularnie powracających retrospekcjach, które Marwood zgrabnie wplata między obecnie rozgrywające się wydarzenia. We wszystkich swoich trzech thrillerach brytyjska pisarka przedstawia akcję dwutorowo, choć w Zabójcy z sąsiedztwa ten zabieg fabularno-kompozycyjny ma zdecydowanie najmniejsze znaczenie. Tam przede wszystkim liczy się tło społeczno-obyczajowe. Ważne są również postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. W Najmroczniejszym sekrecie, książce szalenie mrocznej, ponurej, z przytłaczającą atmosferą, wydarzenia aktualnie się rozgrywające przedstawione są z perspektywy Camilli, która razem z Ruby jedzie na pogrzeb ojca. Z kolei wydarzenia z 2004 roku, rozgrywające się na kilka dni przed zniknięciem Coco, ukazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów: Seana, Claire, Marii, Simone i innych. Dzięki temu zabiegowi mamy szansę bliżej poznać wszystkich bohaterów powieści, którzy – bądźmy szczerzy – nie należą do gatunku ludzi, których łatwo polubić. Co więcej, powiedziałabym, że są wręcz okropnie nieznośni i swoim zachowaniem budzą w nas najgorsze instynkty. Samolubni hedoniści o narcystycznych osobowościach, nieodpowiedzialni egoiści, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa. Bardzo lubię czytać książki, w których występuje choć jedna postać zasługująca na moją sympatię. W przypadku Najmroczniejszego sekretu trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć kogoś, kogo jesteśmy w stanie polubić. A jednak to dobry thriller, w którym nic nie jest tym, na co pierwotnie wyglądało. Przez całą powieść głowimy się nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej zaginięcia Coco, a kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, autorka znów nas zaskakuje. Choć to thriller, to nie oczekujcie od tej książki jakichś niesamowitych zwrotów akcji. Tutaj tego nie ma. Jest za to solidnie skrojona intryga, mnóstwo stopniowo ujawnianych sekretów, kłamstw i półprawd. Najnowsza powieść Alex Marwood nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie jest dobrym thrillerem psychologicznym, który powinien sprostać wymaganiom miłośników gatunku. Polecam. 

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Zabójca z sąsiedztwa”, Alex Marwood [recenzja]

d_3638Autor: Alex Marwood

Tytuł: Zabójca z sąsiedztwa

Tytuł oryginalny: The Killer Next Door

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 400

 

 

Anonimowość, którą tak sobie cenimy, to pewna droga do zapomnienia. (s. 372)

Zabójca z sąsiedztwa to moje drugie spotkanie z twórczością Alex Marwood. Autorka wkrótce odwiedzi nasz kraj, do sprzedaży zaś trafi jej najnowsza powieść – Najmroczniejszy sekret – więc chciałam nadrobić lekturowe braki, sięgając po jej wcześniejsze thrillery. Po udanym spotkaniu z Dziewczynami, które zabiły Chloe postanowiłam pójść za ciosem i przeczytać książkę wydaną w październiku 2016 roku.

Zabójca z sąsiedztwa nie jest kryminałem sensu stricto. To raczej powieść obyczajowa, w której wyeksponowany został wątek kryminalny. Duszna atmosfera, mroczny klimat okolicy, od której wolelibyśmy trzymać się z dala, oraz epatowanie brzydotą i niezwykle dosadnymi opisami składają się na wybitnie naturalistyczny thriller, po który sięgać powinni wyłącznie czytelnicy o mocnych nerwach. Książka Marwood bardzo silnie oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w głowie czytelnika makabryczne wizje, które co wrażliwszych mogą przyprawić o mdłości. Nie chciałabym widzieć swojej miny, gdy czytałam rozdziały opisujące działania tajemniczego mieszkańca kamienicy. Trzeba jednak pamiętać, że zniesmaczenie to nie jedyne uczucie, które będzie nam towarzyszyć podczas lektury. Na uznanie zasługuje również właściwy Brytyjczykom czarny humor, który musi się udzielić także czytającym.

zabójca

Fabuła powieści skupia się na losach mieszkańców zaniedbanej londyńskiej kamienicy, których łączy w zasadzie jedno: wszyscy z sobie tylko znanych powodów uciekają przed światem. Chcąc pozostać niezauważeni dla otoczenia, wybierają na swoje lokum kamienicę, gdzie nikt nie wtrąca się w ich życie, nie zadaje niewygodnych pytań, a czynsz płaci się gotówką. Szóstka lokatorów zwykle unika siebie nawzajem jak ognia, ale pewnej nieznośnie gorącej nocy w ich domu rozegrają się tragiczne wydarzenia, które zmuszą ich do zawarcia niewygodnego sojuszu. Nie wiedzą jednak, że jest wśród nich morderca, który wybrał już następną ofiarę. Teraz tylko czeka na odpowiedni moment, by ponownie uderzyć.

Zabójca z sąsiedztwa to powieść, która na plan pierwszy wysuwa pytanie o to, dlaczego tak wielu ludziom zależy na tym, by zerwać z przeszłością, stać się kimś zupełnie innym, zmienić imię, nazwisko, wygląd. To również książka o samotności, która dotyka niemal wszystkich, każdego z nas, choć w różnym stopniu. I nie ma znaczenia, czy mieszkamy w jakiejś oderwanej od świata podupadłej mieścinie, czy w ogromnej, tętniącej życiem metropolii – Marwood na przykładzie wielomilionowego i wielokulturowego Londynu pokazuje, że wśród ludzi jest się także samotnym, a zło może czaić się tuż za rogiem, tam, gdzie się go najmniej spodziewamy. Skoro jest tak blisko, to dlaczego go nie widzimy? Odpowiedź Marwood jest prosta. Aby nie zwariować, staramy się trzymać z dala od cudzych spraw. Żyjąc w takim zatłoczeniu, pragniemy tylko jednego: odrobiny prywatności. Nic więc dziwnego, że często wolimy siedzieć cicho, nie zaglądając innym w okna, niż wiedzieć wszystko o wszystkich.

Oba thrillery Alex Marwood – a więc i Dziewczyny, które zabiły, i Zabójca z sąsiedztwa – dość jasno dają do zrozumienia, że w książkach brytyjskiej pisarki tożsamość mordercy nie jest sprawą kluczową. W Zabójcy z sąsiedztwa przede wszystkim liczą się: tło społeczno-obyczajowe oraz postaci mieszkańców kamienicy przy Beulah Grove 23, z których każdy ma coś do ukrycia. Cher, Collette, Thomas, Hossein, Vesta, Gerard – wszyscy oni mają swoje bardziej lub mniej mroczne tajemnice, których pilnie strzegą przed światem.

1492881574432 (1)

Ogromnym atutem Zabójcy z sąsiedztwa jest, podobnie jak w przypadku debiutanckiego thrillera Alex Marwood, nawiązanie do realnie żyjącej postaci, czyli Dennisa Nilsena, jednego z najbardziej znanych londyńskich seryjnych morderców. Historia tego brutalnego psychopaty jest przerażająca i budzi tyleż odrazę, co zainteresowanie. Nie chcę jednak przywoływać niechlubnych „dokonań” Nilsena, bo opowiadając jego historię, zdradziłabym zbyt wiele na temat fabuły powieści Marwood. Byłoby to wprost nieuniknione, a jak wiadomo w kryminałach najbardziej nie lubimy spojlerów. Proponuję zatem z historią Nilsena zapoznać się dopiero po przeczytaniu thrillera Marwood – nie martwcie się, będzie tak samo mrożąca krew w żyłach i odstręczająca!

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to chyba do portretu psychologicznego mordercy. Mógłby być bardziej rozbudowany. To jednak w żaden sposób nie wpływa na ogólną ocenę książki.

Zabójca z sąsiedztwa to kolejny dowód na to, że Alex Marwood potrafi pisać bardzo dobre thrillery, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Pierwszorzędne kreacje bohaterów, intrygująca fabuła, doskonale zarysowane tło społeczno-obyczajowe oraz świetnie poprowadzona narracja to największe zalety jej powieści. Jeśli lubicie ten typ literatury, nie powinniście ich przegapić.

Moja ocena: 7/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Dziewczyny, które zabiły Chloe”, Alex Marwood [recenzja]

d_2278Autor: Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Tytuł oryginalny: The Wicked Girls

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 448

 

 

Niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli. (s. 445)

Inni źli się stają. Pod wpływem otoczenia, okoliczności, problemów. Albo zupełnie przypadkiem, bo znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Łatwo ferować wyroki na podstawie stereotypów, domysłów i plotek. Ocena jednak nie zawsze może i powinna być tak jednoznaczna. Świat nie jest zero-jedynkowy, biały albo czarny. Ma również odcienie szarości, o czym niektórzy z nas zbyt często zapominają.

Dziewczyny, które zabiły Chloe to historia dwóch nastolatek, które los stawia sobie na drodze pewnego wiosennego dnia. Obie będą żałować, że kiedykolwiek się spotkały, bo jeszcze tego samego wieczoru zostaną oskarżone o zabicie czteroletniej Chloe. Po dwudziestu pięciu latach dziennikarka Kirsty Lindsay podczas zbierania materiałów do artykułów o serii morderstw w podupadającym nadmorskim kurorcie spotyka sprzątaczkę Amber Gordon. Po raz pierwszy od dnia, który na zawsze odmienił ich życie. Muszą zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości i nie zrujnowano tego, co każda z nich z takim trudem budowała na kłamstwie. Ale przeszłość upomni się o swoje, a ich trop zwietrzą nie tylko żądne sensacji brukowce, lecz także psychopatyczny zabójca.

1491658226619Dziewczyny, które zabiły Chloe to międzynarodowy bestseller autorstwa wschodzącej gwiazdy brytyjskiego kryminału, Alex Marwood. Marwood, zdobywczyni prestiżowych nagród, to autorka zyskująca nie tylko na świecie, ale i w naszym kraju coraz większą popularność. Na polskim rynku dostępne są dwie jej powieści (wspomniane Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójca z sąsiedztwa), a już niebawem, a konkretnie w maju, ukaże się jej kolejna książka zatytułowana Najmroczniejszy sekret. Autorka ewidentnie się rozwija i wszystko wskazuje na to, że jej ewolucja zmierza w dobrym kierunku. Pisząc o twórczości Marwood, a właściwie Sereny Mackesy, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko autorki, trzeba pamiętać, że na początku swojej kariery pracowała jako dziennikarka. Współpraca z wieloma pismami, w tym m.in. z „The Independent”, dała jej szeroki wachlarz możliwości fabularnych, które już jako pisarka mogła wykorzystywać w swoich thrillerach. Marwood nie ukrywa zresztą, że to właśnie z prasy i raportów sądowych czerpała inspiracje do powieści Dziewczyny, które zabiły Chloe. Okazuje się, że za inspirację do historii Jade Walker i Annabel Oldacre, nastoletnich morderczyń Chloe, posłużyło kilka postaci młodocianych przestępców. Na plan pierwszy wysuwają się: jedenastoletnia Mary Flora Bell, która zamordowała dwóch kilkuletnich chłopców, oraz Robert Thompson i Jon Venables, dwaj dziesięciolatkowie odpowiedzialni za śmierć dwuletniego Jamesa Bulgera. Te liczne nawiązania do powszechnie znanych spraw są bez wątpienia ogromnym atutem tej intrygującej powieści. A jeśli dodać do tego niezwykłą umiejętność Marwood do budowania napięcia oraz kreowania wiarygodnych, pełnokrwistych bohaterów i przekonującego tła społeczno-obyczajowego, stanowiącego istotny element kompozycji, trudno nie przyznać racji krytykom i milionom czytelników, którzy zachwycili się tym thrillerem. Marwood ma bowiem talent do tworzenia historii łączących przeszłość z teraźniejszością. Chociaż akcja Dziewczyn, które zabiły Chloe rozgrywa się współcześnie, to wiele dowiadujemy się również na temat wydarzeń sprzed lat. Te powracające co i raz retrospekcje, zgrabnie wplatane przez autorkę między obecnie rozgrywające się wydarzenia, nie tylko nie nudzą, ale wręcz budzą zainteresowanie czytelnika, który równie chętnie śledzi to, co dzieje się dziś, i to, co działo się przed laty.

marwoodWażnym wątkiem w powieści jest również status i znaczenie mediów: prasy, telewizji, internetu. Marwood, która opisywane zjawisko zna pewnie z autopsji, przedstawia brutalny, ale niestety prawdziwy mechanizm współczesnego dziennikarstwa. Na przykładzie sprawy grasującego po Whitmouth Nadmorskiego Dusiciela autorka zauważa, że w pogoni za sensacją, popularnością i wielomilionową sprzedażą w tym największym na świecie wyścigu szczurów bardzo często zapomina się o tym, co najważniejsze, czyli o człowieku, który w tym wszystkim staje się niezauważony.

Alex Marwood w swoim doskonałym thrillerze pokazuje, że błędy dzieciństwa i młodości potrafią ciągnąć się za człowiekiem całymi latami, nie dając o sobie zapomnieć. Możesz ich żałować lub się wstydzić, ale nigdy tak do końca, raz na zawsze, się ich nie pozbędziesz, bo nie pozwolą ci na to: świat i otaczający ludzie. To smutne, ale taka już jest natura ludzka, że często bardziej cieszą nas porażki niż sukcesy innych. Świetna powieść świetnej autorki. Debiut godny zapamiętania i doskonały prognostyk na przyszłość. Warto po tę książkę sięgnąć. Szczerze polecam!

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki:
http://www.wydawnictwoalbatros.com

Podsumowanie miesiąca – MARZEC 2017

Minął styczeń, minął luty, a17554024_726762747497421_4103703077814485651_n teraz minął marzec. Każdy z tych miesięcy obfitował w mnóstwo niezwykle interesujących i zachęcających do lektury książek, o których mogliśmy czytać na wielu blogach. O jednych tytułach było bardzo głośno, o innych – słusznie lub nie – znacznie ciszej. W marcu i do mojej biblioteczki trafiło sporo nowych pozycji. Na jedne, jak np. na powieść Alex Kavy, czekałam z niecierpliwością, po inne sięgnęłam zachęcona interesującymi opisami fabuły i pozytywnymi recenzjami, a część wpadła mi po prostu w ręce. Część z nich już przeczytałam, a część dopiero zamierzam. Epidemia Alex Kavy, Konklawe Roberta Harrisa, Baśnie barda Beedle’a J.K. Rowling, Grób mojej siostry Roberta Dugoniego oraz Co kryją jej oczy Sarah Pinborough to pozycje, których lekturę mam już za sobą. Największe wrażenie zrobił na mnie thriller Dugoniego, z przyjemnością przeczytałam również powieść Harrisa, Epidemia okazała się małym rozczarowaniem, choć niezwykle miło było spędzić kilka wieczorów u boku Maggie O’Dell, Baśnie barda Beedle’a pozwoliły mi choć na moment powrócić do ukochanego Hogwartu, a Co kryją jej oczy to powieść, w stosunku do której mam bardzo mieszane uczucia. Chcąc uporządkować to, co przeczytałam, i przypomnieć Wam w jednym miejscu swoje wrażenia, postanowiłam po raz pierwszy stworzyć post podsumowujący miesiąc. Nie wiem, czy spotka się to z Waszym zainteresowaniem, ale zamierzam co miesiąc publikować takie podsumowanie. Myślę, że w ten sposób i ja sobie przypomnę własne wrażenia z lektury książek z danego miesiąca. Nie zawsze to będą nowości, bo nie tylko nowości czytam, ale może coś z przedstawianych przeze mnie powieści się Wam spodoba. A zatem zachęcam do lektury! :)

1) GRÓB MOJEJ SIOSTRY, ROBERT DUGONI

d_3784Grób mojej siostry to thriller, który czyta się z niezwykłą przyjemnością. Muszę przyznać, że od samego początku byłam bardzo optymistycznie nastawiona do powieści Roberta Dugoniego i – ku mojej radości – nie zawiodłam się. Ta książka to pierwszy tom cyklu skoncentrowanego wokół losów Tracy Crosswhite, jednak ja już wiem, że bez wahania sięgnę po kolejne części. Jedyne, co mnie martwi w przypadku tej powieści, to nieznane nazwisko autora na polskim rynku wydawniczym. Naprawdę szkoda byłoby przegapić Grób mojej siostry z powodu nieznanego nazwiska autora.

Grób mojej siostry Roberta Dugoniego to idealna lektura dla miłośników thrillerów i to thrillerów niekoniecznie krwawych i brutalnych, lecz raczej osnutych wokół pilnie strzeżonych tajemnic z przeszłości. Z ręką na sercu zachęcam Was do lektury Grobu mojej siostry. Ani się obejrzycie, a książka pochłonie Was bez reszty, pozostawiając niedosyt, że to już koniec. Zdecydowanie tak!

Pełna recenzja: TUTAJ

 2) KONKLAWE, ROBERT HARRIS

d_3785Konklawe to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Harrisa, ale jakże udane. Nie miałam do tej pory okazji czytać żadnej książki tego angielskiego autora, choć o jego prozie słyszałam wiele dobrego. Dlaczego więc nie sięgałam po jego książki? Wydawało mi się, że powieści aspirujące do miana prozy historycznej (jak np. Trylogia rzymska, w której skład wchodzą Cycero, Spisek oraz Dyktator, albo Oficer i szpieg, którego akcja osnuta jest wokół słynnej na cały świat afery Alfreda Dreyfusa) nie są dla mnie i zwyczajnie mnie nie zainteresują. Konklawe, najnowszy thriller Harrisa (tak, to pełen napięcia i zaskakujących zwrotów akcji thriller), sprawiło, że w przyszłości sięgnę po niejedną powieść tego autora, nie obawiając się rozczarowania.

Konklawe wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Niezwykle wiarygodnie przedstawione realia odbywającego się w Kaplicy Sykstyńskiej konklawe w połączeniu z nieprzewidywalną fabułą i finałem, po którym rozemocjonowany czytelnik aż krzyknie: „O, kurczę, niemożliwe!”, czynią tę książkę naprawdę świetną lekturą. Bardzo polecam! Wszystkim bez wyjątku. Konklawe Roberta Harrisa to niezwykła powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie będziecie się nudzić!

Pełna recenzja: TUTAJ

 3) BAŚNIE BARDA BEEDLE’A, J.K. ROWLING

Baśnie_Barda_Bedlea_okładka_RGB01Harry Potter i jego magiczny świat to chyba jedyny temat, który nigdy mi się nie znudzi. Do historii Pottera i jego przyjaciół z Hogwartu lubię co jakiś czas wracać, czy to czytając powieści, czy to oglądając ich doskonałe ekranizacje. Przeżywanie na nowo przygód „chłopca, który przeżył” nieustannie sprawia mi ogromną frajdę, a każdy taki powrót przywodzi na myśl cudowne wspomnienia. I nie ma znaczenia, że z roku na rok jestem coraz starsza. Harry Potter to fenomen na skalę światową i coś, co wielu z nas kształtowało, trudno więc o nim zapomnieć. Tych powrotów jest już jednak coraz mniej, bo niemal wszystko już przerobiliśmy. Dlatego też każda, choćby najmniejsza, okazja cieszy. Taką okazją do powrotu do świata magii i czarodziejstwa było nowe wydanie Baśni barda Beedle’a, które 15 marca 2017 roku miało swoją premierę. 

Baśnie barda Beedle’a to zbiór poruszających opowieści, które uczą i bawią jednocześnie. W jego skład wchodzi pięć opowiadań, a każde z nich niesie za sobą morał, który warto zapamiętać. Trzeba przyznać, że nowe wydanie baśni prezentuje się bardzo dobrze. Twarda oprawa, piękne ilustracje znakomitego chorwackiego artysty Tomislava Tomicia i duża, ułatwiająca czytanie czcionka – wszystko to działa na korzyść tej pozycji. A jednak mimo to nie sposób nie zwrócić uwagi na objętość tej książki, która – nie oszukujmy się – jest naprawdę cieniutka. Gdyby tych pięć krótkich opowieści było pozbawionych obszernego i momentami niezwykle nużącego komentarza Albusa Dumbledore’a oraz licznych ilustracji, to z całości zostałoby bardzo niewiele. Uważam, że zawartych w zbiorze baśni powinno być co najmniej dziesięć, aby dłużej móc cieszyć się lekturą i powrotem do świata magii.

Muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowana, bo ten zbiór, a właściwie zbiorek, nie spełnił moich oczekiwań, chociaż cieszę się, że dzięki niemu mogłam przypomnieć sobie doskonałą opowieść o trzech braciach, którzy byli posiadaczami znanych z siódmej części serii o Harrym Potterze Insygniów Śmierci. Nie zmienia to faktu, że Baśnie barda Beedle’a, podobnie jak Quidditch przez wieki oraz leksykon Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja, która powinna znaleźć się w domowej biblioteczce każdego potteromaniaka.

Pełna recenzja: TUTAJ

 4) EPIDEMIA, ALEX KAVA

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyAlex Kava to autorka, dzięki której pokochałam literaturę z dreszczykiem. Nie mogę zapomnieć dnia, w którym moja znajoma na podróż samolotem poleciła mi Dotyk zła. Książka była absolutnie rewelacyjna, jej autorka stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a agentka Maggie O’Dell jedną z ulubionych bohaterek. Mimo upływu lat oraz wzlotów i upadków Alex Kavy, której thrillery nie zawsze trzymały odpowiedni poziom, do którego przez lata przyzwyczaiła swoich czytelników, wciąż mam sentyment do Maggie, która od pierwszej powieści cieszy się moją niesłabnącą sympatią i wątpię, by to się kiedyś zmieniło.

Ze spokojem mogę polecić Wam tę powieść, choć uprzedzam, że z nóg nie zwala. Nie oczekujcie więc fajerwerków, bo będziecie rozczarowani. Ogromną siłą tego thrillera jest wiedza, jaką przekazuje nam autorka, a także bardzo silna główna bohaterka. Uwagę zwraca również przerażające przesłanie Epidemii, pokazującej, jak łatwo wywołać pandemię, na którą nikt z nas nie jest przygotowany. Straszna wizja, która – miejmy nadzieję – nigdy nie stanie się rzeczywistością.

Pełna recenzja: TUTAJ

 5) CO KRYJĄ JEJ OCZY, SARAH PINBOROUGH

co.kryja.jej.oczyCo kryją jej oczy to thriller nie tak mroczny i wciągający, jak go reklamują. Thriller, w którym napięcia jest jak na lekarstwo. Powieść do pewnego momentu czyta się jednak dość przyjemnie – szybko i z zainteresowaniem. Zmienia się to wtedy, gdy autorka zaczyna odchodzić od realizmu na rzecz sfery metafizycznej. Trzeba dodać, że oba te plany – realistyczny i metafizyczny – mają równorzędne znaczenie, co znaczy, że wzajemnie się dopełniają. Jawa i sen nieustannie się przenikają. Mnie – osobę twardo stąpającą po ziemi, która wierzy tylko w to, co widzi i czego może dotknąć – zakończenie thrillera Pinborough zupełnie nie przekonało. Co więcej, nawet mnie nie zachwyciło. Końcówkę – czytaną przeze mnie w istnych męczarniach i stopniowo narastającym rozczarowaniu – uważam za element najmniej udany i to, co przesądziło o tak niskiej ocenie książki. Ale to, że książka nie przypadła mi do gustu, nie znaczy, że i Wam ma się nie podobać. Wszystkiemu pewnie winien jest mój sceptycyzm i to, że od literatury z elementami niesamowitości stronię jak od ognia. A zatem nie zachęcam i nie zniechęcam. Sami musicie zdecydować, czy chcecie poznać historię tego miłosnego trójkąta.

Pełna recenzja: TUTAJ

O powieściach, które widać na zdjęciu, a których nie znajdujecie w tym zestawieniu, postaram się napisać już wkrótce. Zanim to jednak nastąpi na blogu powinny ukazać się recenzje trzech innych powieści, które równolegle czytam. A będą to: Każdy jej strach Petera Swansona, Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood oraz Krwawa wyliczanka Tony’ego Parsonsa.

Czytaliście którąś ze wymienionych przeze mnie powieści? Albo którąś ze zdjęcia: Siedem sióstr, Nadmorski ogród lub Demaskatora? A może dopiero planujecie po nie sięgnąć? Podzielcie się wrażeniami, bardzo chętnie porównam je ze swoimi :)