„Sekret, którego nie zdradzę”, Tess Gerritsen [recenzja]

d_3952Autor: Tess Gerritsen

Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę

Tytuł oryginalny: I Know A Secret

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Andrzej Szulc

Liczba stron: 384

——–

Prawda nie zawsze jest tym, co wydaje się oczywiste

Tess Gerritsen od dawna należy do moich ulubionych pisarek. Do dziś z rozrzewnieniem wspominam dzień, w którym przyniosłam z biblioteki Chirurga, zaczynając jednocześnie swą długoletnią przygodę z amerykańską autorką. Gerritsen przez lata zdążyła nas już przyzwyczaić, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu, mimo że w jej dorobku od czasu do czasu obok prawdziwych perełek trafiają się powieści przeciętne, o których szybko zapominamy. I chociaż obok wzlotów zdarzają się też upadki, kariera pisarska autorki Grzesznika to w zasadzie pasmo sukcesów. Stworzona przez nią seria thrillerów medycznych z duetem śledczym Rizzoli & Isles w rolach głównych na całym świecie cieszy się ogromną popularnością, co tylko potwierdza talent autorki do tworzenia historii, które naprawdę potrafią wciągnąć. Jej powieści z wypiekami na twarzy czytają miliony czytelników, dla których Gerritsen jest niekwestionowaną mistrzynią gatunku.

W 12. powieści z serii opowiadającej o detektyw Jane Rizzoli i lekarce sądowej Maurze Isles, prowadzący śledztwo kobiecy duet będzie musiał zmierzyć się z bestialskim morderstwem Cassandry Coyle, 26-letniej producentki popularnych horrorów. Znów do głosu dojdą chore ambicje, paraliżujący strach oraz wielkie namiętności, które trudno okiełznać.

Każde zwłoki opowiadają jakąś historię…

Jane Rizzoli i Maura Isles w swoim życiu widziały niemal wszystko. Można by się spodziewać, że nic ich nie zaskoczy, a jednak tym razem miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym kiedykolwiek miały do czynienia. Bez wątpienia leżąca na łóżku młoda kobieta jest martwa, choć na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby właśnie drzemała. Jest jednak drobny szczegół… Zabójca pokusił się o makabryczny żart, umieszczając gałki oczne ofiary na jej dłoni, co niepokojąco przypomina kadr rodem z produkowanych przez nią horrorów. Bardziej przerażające od samego widoku jest jednak to, że zapytana o przyczynę śmierci Maura nie potrafi znaleźć właściwej odpowiedzi. Czy to możliwe, by jakiś obsesyjny fan odgrywał sceny z filmów grozy?

Kiedy kilka dni później zostają odnalezione zwłoki mężczyzny, Jane i Maura zyskują pewność, że poszukiwany szaleniec morduje według pewnego klucza. Jego odkrycie pozwala policji przewidzieć, kiedy dojdzie do kolejnego zabójstwa i jaka śmierć spotka ofiarę. Okazuje się, że morderca wybrał już nawet swój następny cel. Ta kobieta jest jedyną osobą, która może pomóc Jane i Maurze go złapać. Ukrywa jednak mroczną tajemnicę, której nawet w obliczu zagrożenia nie zamierza zdradzić…

Na nową powieść wchodzącą w skład uwielbianej przez nas serii czytelnicy musieli trochę poczekać. Thriller Umrzeć po raz drugi, 11. tom cyklu, miał swoją premierę w 2015 roku, co oznacza, że w ciągu tych dwóch długich lat mieliśmy prawo stęsknić się za naszymi ulubionymi bohaterkami. Opublikowana w zeszłym roku powieść Igrając z ogniem była w sumie niezłą książką, choć do najlepszych w dorobku Gerritsen sporo jej brakowało. To jednak zupełnie inna historia, która pod pewnymi względami również zasługuje na uwagę. Potwierdza bowiem, że amerykańska pisarka jest autorką bardzo wszechstronną, która nie boi się podejmować ryzyka. W końcu jednak przyszedł czas na Sekret, którego nie zdradzę. I nawet jeśli miałam pewne zarzuty pod adresem Umrzeć po raz drugi, książki, która nie do końca przypadła mi do gustu, to najnowszy thriller Gerritsen wynagrodził mój niedosyt z nawiązką.

1508590417831(1)Tess Gerritsen przyzwyczaiła nas, że akcja jej powieści toczy się dwutorowo. Oznacza to, że zazwyczaj w jej książkach mamy nie tylko dwa miejsca akcji, nie tylko dwie przestrzenie czasowe, ale i dwóch narratorów. Jeden z nich, ten relacjonujący wydarzenia związane z prowadzonym przez bostońską policję śledztwem, jest trzecioosobowy, drugi zaś przedstawia wydarzenia z punktu widzenia konkretnej postaci, a więc jest narratorem pierwszoosobowym, a zatem subiektywnym. Narracji pierwszoosobowej w thrillerach bardzo nie lubię (pewnym wyjątkiem mogą być thrillery psychologiczne), ponieważ przedstawiane wydarzenia są niejako skażone punktem widzenia opowiadającego, a jednak u Gerritsen to połączenie dwóch typów narracji zdaje się doskonale sprawdzać.

Sekret, którego nie zdradzę jest książką niesamowicie przyjemną w odbiorze. Czyta się ją szybko i z rosnącym zainteresowaniem. Odkrycie klucza, według którego mordowani są kolejni ludzie, i cała związana z nim symbolika naprawdę fascynują, dodając fabule niezwykłego klimatu. Cieszy również, że Tess Gerritsen wraca do wątków i postaci pojawiających się w poprzednich tomach. Pojawiają się więc nie tylko matka Maury, Amalthea Lank, czy duchowny Daniel Brophy, będący obiektem pożądania dr Isles, ale także przeżywający kryzys małżeński rodzice Jane. To właśnie w cyklach lubię najbardziej – nowi czytelnicy mogą czuć się nieco zagubieni, ale ci, którzy systematycznie śledzą losy bohaterów, będą usatysfakcjonowani wrażeniem, że oto spotkali dawno niewidzianych znajomych, z którymi łączy ich tak wiele wspólnych wspomnień.

Gdyby ktoś mnie poprosił o polecenie dobrego thrillera, bez wahania wskazałabym na twórczość Gerritsen. Tu dobrych, trzymających w napięciu i zaskakujących thrillerów jest tak dużo, że trudno wybrać tylko jeden tytuł. Najnowsza powieść autorki doskonałej Autopsji odpowiada na potrzeby nawet najbardziej wymagających fanów gatunku. Nie ma tu może fajerwerków, koniec też raczej nie jest spektakularny, ale nie sądzę, byście się rozczarowali! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać książek autorstwa Gerritsen, to jak najszybciej musicie to zmienić :)

Moja ocena: 8/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Jej ostatni oddech”, Robert Dugoni [recenzja]

d_3953Autor: Robert Dugoni

Tytuł: Jej ostatni oddech

Tytuł oryginalny: Her Final Breath

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski

Liczba stron: 432

——–

Robert Dugoni to człowiek, który ostatnio bardzo mnie uszczęśliwił. Mnie jako miłośniczkę dobrych, trzymających w napięciu thrillerów. Mnie fankę prozy w stylu Alex Kavy i J.T. Ellison. Robert Dugoni to autor, którego koniecznie musicie poznać!

Sama tego pisarza poznałam dość niedawno, bo przy okazji marcowej premiery polskiego wydania Grobu mojej siostry, książki niesamowicie przyjemnej w lekturze, będącej pierwszym tomem cyklu o śledczej Tracy Crosswhite z wydziału zabójstw policji z Seattle. W pierwszym tomie akcja koncentruje się wokół poszukiwań prawdziwego zabójcy młodszej siostry Tracy, która zaginęła przed dwudziestu laty. Odnalezienie w pobliżu rodzinnego miasta Crosswhite’ów szczątków Sary doprowadza do rewizji procesu odsiadującego wyrok za zabójstwo Edmunda House’a. Tracy nie jest bowiem pewna, czy House lata temu rzeczywiście zamordował Sarę. Grób mojej siostry, o którym więcej powiedzieć nie mogę, by nie zdradzić zbyt wiele, okazał się świetną książką, która w pełni sprostała moim oczekiwaniom. Po jej skończeniu od razu chciałam sięgnąć po kolejny tom przygód Tracy. Na Jej ostatni oddech trzeba było jednak trochę poczekać.

Detektyw Tracy Crosswhite pracująca w Sekcji Ciężkich Przestępstw Kryminalnych, która odkryła prawdę o zniknięciu swojej siostry Sary, prowadzi nowe śledztwo. W jego wyniku kariera zawodowa Tracy zawiśnie na włosku.

Seryjny morderca nazywany przez policję Kowbojem grasuje po północnej części Seattle. Jego celem są młode kobiety nocujące w tanich motelach. Tracy otrzymuje niepokojącą wiadomość – wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona jest jego kolejnym celem. Detektyw Crosswhite, mając do dyspozycji niezbyt wiele mówiące wskazówki, przeczuwa, że kluczem do rozwiązania zagadki i powstrzymania szaleńca może być dochodzenie sprzed dziesięciu lat. Jest tylko jeden problem. Okazuje się, że przełożonemu Tracy bardzo zależy na tym, by tamta sprawa pozostała zamknięta. Czy nieustraszona policjantka zdoła znaleźć dowód, który pozwoli jej schwytać psychopatę, czy też sama wpadnie w jego sidła? A Kowboj już rozpoczął swoje łowy!

Postać seryjnego mordercy, kobieca bohaterka – policjantka, agentka FBI, prywatna detektyw –  na której życie czyha wspomniany szaleniec, akcja rozgrywająca się w Stanach Zjednoczonych. Te trzy elementy to składowe w moim odczuciu idealnego thrillera, książki, która idealnie trafia w mój czytelniczy gust. Przed laty pokochałam twórczość Alex Kavy, której sztandarowa bohaterka – agentka FBI Maggie O’Dell – niestrudzenie ścigała psychopatycznego seryjnego mordercę, Alberta Stucky’ego, który bestialsko mordował kobiety. Niesamowicie się z nią z zżyłam, bo Maggie budziła moją sympatię, co w zasadzie do dziś się nie zmieniło. Jakiś czas później poznałam thrillery innej amerykańskiej pisarki, J.T. Ellison, która powołała do życia porucznik Taylor Jackson. I tę bohaterkę bardzo polubiłam. Teraz to wąskie grono fikcyjnych policjantek, które zdobyły moje serce, zasiliła Tracy Crosswhite, kolejna fantastyczna bohaterka, której losy z przyjemnością będę śledzić. Robert Dugoni dokonał czegoś, co dawno nie udało się żadnemu pisarzowi i żadnej pisarce. Przypomniał mi najlepsze czasy :)

1508598888865(1)Jej ostatni oddech to thriller, który pochłonęłam w zaledwie dwa dni. Bardzo nie mogłam doczekać się jego lektury i wystarczył weekend, bym książkę mogła zaliczyć do przeczytanych. Nie wiem dlaczego, jednak do twórczości Dugoniego jestem nastawiona bardzo optymistycznie. Grób mojej siostry sprostał moim wymaganiom, a Jej ostatni oddech jest książką jeszcze lepszą. Tym razem akcja rozgrywa się wyłącznie w teraźniejszości, nie ma tu retrospekcji, które były tak ważnym elementem w pierwszy tomie serii. Co jakiś czas pojawiają się wzmianki wiążące się bezpośrednio z Grobem mojej siostry. Najbardziej mi się podobało, że o pierwszej z ofiar Kowboja mogliśmy przeczytać właśnie w Grobie mojej siostry, gdy Tracy i jej koledzy dowiedzieli się o morderstwie tancerki z klubu nocnego, Nicole Hansen, którą znaleziono w tanim motelu przy Aurora Avenue. Bardzo lubię, gdy książki tworzące cykl bezpośrednio się ze sobą łączą, choć to wcale nie znaczy, że trzeba czytać te książki po kolei. Spokojnie można je traktować jako tytuły samodzielne i czytać tylko te, których fabuła nas interesuje, choć gorąco Was zachęcam do lektury każdej z nich. Sama już nie mogę się doczekać polskiego wydania trzeciej części, której oryginalny tytuł brzmi In The Clearing. Jestem pewna, że i ten thriller okaże się świetną lekturą. Jedyne, co nie do końca przypadło mi do gustu w tej powieści, to liczba podejrzanych. Wydaje mi się, że Dugoni starał się bardzo namieszać i rzeczywiście mu się to udało. Duża liczba podejrzanych wiąże się z koniecznością spamiętania ich nazwisk, co czasem nie do końca mi się udawało i musiałam nie raz zastanawiać się, jak się nazywał konkretny bohater.

Jej ostatni oddech to thriller najwyższych lotów, styl i pomysły Roberta Dugoniego przypominają mi Alex Kavę w najlepszym wydaniu. Autor stworzył bohaterkę, której nie sposób nie polubić, nieustraszoną, upartą, wrażliwą i niezrażającą się niepowodzeniami. Miłośnicy solidnych i trzymających w napięciu thrillerów nie powinni być rozczarowani. Robert Dugoni potrafi pisać, co po raz kolejny udowodnił. Zdecydowanie polecam!

Moja ocena: 9/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Klub wisielców”, Tony Parsons [recenzja]

d_3947Autor: Tony Parsons

Tytuł: Klub wisielców

Tytuł oryginalny: The Hanging Club (Max Wolfe, #3)

Wydawnictwo: Albatros

Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Liczba stron: 320

——–

Jest zbrodnia, musi być kara

Tony Parsons po raz pierwszy, Tony Parsons po raz drugi i… po raz trzeci! Wreszcie na polskim rynku pojawił się Klub wisielców, czyli finał trylogii, której bohaterem jest detektyw londyńskiej policji, Max Wolfe. Zarówno Wolfe’a, jak i samego Tony’ego Parsona po raz pierwszy poznałam przy okazji lektury wydanego w lutym 2017 roku Rzeźnika, będącego drugim tomem wspomnianej serii. Rzeźnik skusił mnie swoim opisem oraz akcją dziejącą się w stolicy Anglii. Nie czytałam wprawdzie książki otwierającej trylogię, a więc Krwawej wyliczanki, po którą obiecałam sobie sięgnąć zaraz po przeczytaniu Rzeźnika, by nadrobić ewentualne braki, ale uznałam, że warto spróbować. To była bardzo dobra decyzja. A czy i tym razem Parsons mnie nie zawiódł? Czy jego najnowsza powieść spełniła moje oczekiwania? Zapraszam do lektury recenzji! :)

Grupa samozwańczych mścicieli krąży po ulicach Londynu. W upal­ne noce uprowadza ludzi, którzy dopuścili się złych uczynków, wydaje wyroki i wykonuje egzekucje przez powieszenie.
Wśród skazanych na śmierć są m.in.: członek gangu, który molesto­wał dziewczęta, bogaty alkoholik, który śmiertelnie potrącił dziecko, ziejący nienawiścią mułła nawołujący do mordowania brytyj­skich żołnierzy. Liczba ofiar podejrzanie szybko rośnie, a Londyn znajduje się na kra­wędzi zamieszek. Detektyw Max Wolfe musi ukrócić mordercze zapę­dy gangu zabójców, których już uznano za bohaterów.

Najnowsza powieść Tony’ego Parsonsa – choć czyta się ją przyjemnie – jest książką podejmującą ważkie tematy. W centrum uwagi niby jest śledztwo w sprawie popełnianych przez samozwańczych katów morderstw, a jednak kryminalna otoczka skrywa o wiele poważniejsze kwestie. Czytający pod wpływem przedstawionych w Klubie wisielców wydarzeń zaczyna się zastanawiać, kto we współczesnym świecie ma prawo do wymierzania sprawiedliwości, a także czy pragnienie zemsty za wyrządzone krzywdy może być usprawiedliwieniem dla zbrodni. Dylematy moralne bohaterów stają się podstawą do rozważań dotyczących sprawiedliwości i żądzy zemsty. Najciekawsze jest w tym wszystkim jednak to, że Tony Parsons nie moralizuje. Brytyjski pisarz zupełnie niepostrzeżenie przemyca istotne dla cywilizowanego, wykształconego człowieka problemy, które – choć są przedstawione w książce z zasady mającej bawić – skłaniają do głębszej refleksji. Taką ważną kwestią jest kara śmierci – chyba najbardziej kontrowersyjna forma wymierzania sprawiedliwości, która ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Przez jednych uważana za sprawiedliwą formę odpłaty za pozbawienie życia, a przez innych za niehumanitarną i nieetyczną. Niegdyś była bardzo powszechna, również w Polsce, a dziś obecna jest tylko w niektórych krajach. Czy powinna zostać przywrócona? Zdaniem bohaterów Klubu wisielców tak. A samosąd? Czy ma on w ogóle rację bytu? Czy zasługuje na usprawiedliwienie?

krwawa-wyliczanka(1)

Samozwańczy kaci, którzy obrali sobie za cel eliminację zbrodniarzy, których nie dosięgło ramię sprawiedliwości, swoim zachowaniem wyraźnie nawiązują do postaci Alberta Pierrepionta, czyli najsłynniejszego kata Zjednoczonego Królestwa, mającego na swoim koncie największą w historii Wielkiej Brytanii udokumentowaną liczbę wykonanych wyroków kary śmierci. Pierrepoint, który stał się legendą w swoim fachu, w swoim życiu powiesił setki morderców, gangsterów i zbrodniarzy wojennych, w tym ok. 200 nazistów skazanych w procesach norymberskich. Przyznam szczerze, że przed sięgnięciem po powieść Parsonsa nie słyszałam o Pierrepoincie. Teraz jednak usiadłam i przegrzebałam internet w poszukiwaniu interesujących informacji, aby chociaż trochę poszerzyć swoją wiedzę na temat tej postaci. Zawsze lubiłam książki, z których mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć. To właśnie najbardziej podoba mi się w powieściach Tess Gerritsen, jednej z moich ulubionych autorek, i to podoba mi się u Parsonsa. Po kryminały sięgam oczywiście po to, by zabawić się w detektywa rozwiązującego śledztwo w sprawie o morderstwo. Ale rozwiązanie zagadki to nie wszystko. Jeśli wymyślonej przez pisarza fabule towarzyszy jakaś oparta na faktach historia, to taka opowieść nabiera rumieńców. Bezlitosny kat z zimną krwią wykonujący setki egzekucji? Pojawienie się tak kontrowersyjnej i słynnej postaci – nawet tylko we wspomnieniach i rozmowach bohaterów – jak nic innego dodaje przedstawionej historii pikanterii.

Dużą zaletą powieści Parsonsa jest też to, że wcale nie trzeba ich czytać po kolei. Aby sięgnąć po drugi czy trzeci tom trylogii, wcale nie musicie koniecznie znać poprzednich części. Oczywiście warto czytać je po kolei, ale bez obaw możecie zacząć swoją przygodę z prozą Tony’ego Parsonsa właśnie od Klubu wisielców, a dopiero potem ewentualnie sięgnąć po dwie poprzednie części.

Stanowiący finałową odsłonę cyklu Klub wisielców to przyzwoity kryminał, który czyta się w mgnieniu oka. Intrygująca fabuła, liczne zwroty akcji i niełatwe do przewidzenia zakończenie to mocne strony nowej książki Parsonsa. Z czystym sumieniem polecam i sama zabieram się do Krwawej wyliczanki :)

Moja ocena: 6/10

Źródło okładki: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com

„Opiekunka do dzieci”, Elisabeth Herrmann [recenzja]

Opiekunka.do.dzieci_front (1)Autor: Elisabeth Herrmann

Tytuł: Opiekunka do dzieci

Tytuł oryginalny: Das Kindermädchen

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Tłumaczenie: Bartosz Nowacki

Liczba stron: 544

——–

Do niedawna nazwisko Elisabeth Herrmann większości polskich czytelników było zupełnie obce. Anonimowa autorka, o której nikt nie słyszał. To się jednak zmieniło w kwietniu 2016 roku po publikacji polskiego wydania Wioski morderców – bardzo solidnego thrillera. Po literaturę niemiecką nie sięgam zbyt często, z reguły w kręgu moich zainteresowań znajdują się przede wszystkim książki anglojęzyczne. Gdy jednak chodzi o powieść Elisabeth Herrmann albo Charlotte Link, to ani chwili się nie waham. Nauczyłam się, że ich książki są dobre. Ale czy zawsze?

Wszystko wskazuje na to, że adwokat Joachim Vernau odniesie życiowy sukces i zrobi wspaniałą karierę. Ma poślubić Sigrun Zernikow, a tym samym nie tylko wejść do berlińskich wyższych sfer, lecz także zostać partnerem w renomowanej kancelarii adwokackiej ojca Sigrun, Utza. Podczas planowanego przyjęcia zaręczynowego ma zostać wprowadzony do rodziny. Kiedy jednak niespodziewanie pojawia się Ukrainka, która prosi go o zdobycie podpisu von Zernikowa na spisanym cyrylicą dokumencie, na fasadzie uczciwości nobliwej rodziny pojawia się pierwsza rysa. Utz ma bowiem swoim podpisem poświadczyć, że jego rodzina podczas drugiej wojny światowej zatrudniała jako opiekunkę do dziecka pochodzącą ze Wschodu robotnicę przymusową, dzięki czemu ta mogłaby teraz otrzymać odszkodowanie. Utz wszystkiemu zaprzecza, drze na strzępy i wyrzuca dokument. Zdarzenie to szybko zostałoby zapomniane, jednak ciało Ukrainki niedługo później zostaje wydobyte z Landwehrkanal. Chociaż Vernau przeczuwa, że w ten sposób naraża swoją świetlaną przyszłość w rodzinie, zaczyna zadawać niewygodne pytania. Historia ukraińskiej robotnicy przymusowej wydaje się prawdziwa, a Joachim znajduje jednoznaczne ślady nadzwyczaj lukratywnego handlu dziełami sztuki, które zostały zagrabione przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej…

To istny paradoks, że Opiekunkę do dzieci zabrałam na wakacje, myśląc, że będzie idealną lekturą na leniuchowanie na jednej z włoskich plaż. Nie była. Podczas tygodniowego urlopu zdążyłam przebrnąć przez zaledwie 300 stron, co dawało mi nieco ponad połowę tej dość obszernej powieści. Prawdę mówiąc, z ogromną i niekłamaną ulgą odetchnęłam, gdy wreszcie dobrnęłam do ostatniej kropki. Z mozołem pokonując kolejne strony, miałam wrażenie, że historia opowiadana przez Joachima Vernaua nigdy się nie skończy. Dwa poprzednie, a chronologicznie późniejsze, thrillery niemieckiej autorki – osnute wokół losów Saneli Beary, niemieckiej policjantki o chorwackich korzeniach, wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, tworząc w mojej głowie stereotyp, że Elisabeth Herrmann jest po prostu znakomitą pisarką potrafiącą tworzyć książki, od których nie sposób się oderwać. Jej Wioska morderców okazała się niezwykle klimatycznym thrillerem, który do ostatnich stron trzymał w napięciu, a Śnieżny wędrowiec, choć moim zdaniem znacznie słabszy od pierwszego tomu cyklu, to wciąż był solidną pozycją dla fanów gatunku. Tu jednak czegoś zdecydowanie zabrakło.

20170915_131510

Sięgając po Opiekunkę do dzieci, doskonale wiedziałam, że wśród jej bohaterów nie znajdę Saneli, do której zdążyłam się już przyzwyczaić i którą zdołałam mimo wszystko polubić. Ta powieść wbrew moim oczekiwaniom okazała się lekturą ciężkostrawną i uciążliwą w odbiorze. Mozolnie rozkręcająca się akcja, przeładowanie polityką i przykrymi wspomnieniami wyzysku w czasie drugiej wojny światowej oraz bohaterowie, z którymi trudno się zżyć – tym Herrmann bardzo mnie zmęczyła. Brak nieprzewidzianych zdarzeń i napięcia niepozwalającego ani na chwilę porzucić czytania sprawiały, że co i raz traciłam koncentrację, odpływałam myślami w siną dal, nie mogąc wczuć się w relację z prywatnej krucjaty Joachima Vernaua.  Nie czułam tej książki. Historia opowiedziana przez Herrmann, choć wstrząsająca i prawdziwa, nie zyskała mojego uznania. I zupełnie nie chodzi o to, że to thriller polityczny z wojną w tle, czyli gatunek, po który nie sięgam zbyt często. Chodzi o to, że tu po prostu wiało nudą, a przecież Opiekunka do dzieci liczy sobie blisko 550 stron!

Na plus zdecydowanie zasługuje okładka. Muszę przyznać, że Wioska morderców wpadła mi w oko właśnie z powodu okładki, która z miejsca mnie urzekła. Dopiero potem przeczytałam opis i zaczęłam przeczuwać, że to może być coś naprawdę dobrego. I rzeczywiście było. Okładka drugiej na polskim rynku książki Elisabeth Herrmann była jeszcze ładniejsza. Opiekunka do dzieci również prezentuje się doskonale. Połączenie szarości z czerwienią, wpadające w oko zdjęcie – niby nic wielkiego, a jednak nie każdemu udaje się stworzyć okładkę, która będzie przykuwać uwagę.

Nie mam wątpliwości, że w przyszłości jeszcze nie raz sięgnę po thrillery Elisabeth Herrmann. Wątpię jednak, bym po raz kolejny dała szansę Joachimowi Vernauowi, który tak okrutnie umęczył mnie swą opowieścią w Opiekunce do dzieci, że z przyjemnością i ulgą odłożyłam tę książkę na półkę. Z otwartymi rękoma powitam natomiast kolejny tom przygód Saneli Beary, za którą – czytając Opiekunkę – zdążyłam się już porządnie stęsknić. Elisabeth Herrmann może nie zawsze potrafi zbudować napięcie, ale nie można jej zarzucić, że nie jest dobrą pisarką. I choć jak zapewne każdy pisarz ma wzloty i upadki, to jednak jej proza bez wątpienia zasługuje na uwagę. Jeśli jeszcze nie znacie pisarstwa niemieckiej autorki, to gorąco Was zachęcam do lektury jej powieści, tylko może nie zaczynajcie od Opiekunki do dzieci. Możecie się rozczarować. 

Moja ocena: 5/10

Źródło okładki: 
http://www.proszynski.pl/